Next (no spoilers)

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "Next (no spoilers)" z grupy pl.hum.x-muza



Michal Olszewski
11 Sie 2007, 04:01
Było w kinie małe zamieszanie, bowiem najpierw kupiliśmy bilety na
Simpsonów. Po odejściu od kasy po 15 sekundach zauważyliśmy, że to seans
z dubbingiem. _Na 20:15_ z dubbingiem. Czy siedmiolatki chodzą do kina
na 20:15? Czy siedmiolatki chodzią na Simpsonów? Jedyną większą grupą
społeczną, która mogłaby się ucieszyć z dubbingu Simpsonów, jest Janek
Rudziński. Czy to naprawdę warte kosztów, żeby pakować parę milionów w
dubbing dla Janka?

Po serii siarczystych przekleństw, niedwuznacznych gestów, wróciliśmy do
kasy, wstrzymaliśmy ruch. I tradycyjnie mimochodem zażartowaliśmy, że
jak nam nie wymienią biletów na coś innego, to zaczniemy demolować
otoczenie. Wymiana na sąsiedni seans poszła sprawnie.

Tą metodą wylądowałem na "Next". Wiedziałem tylko, że to z Cage'm i
lekko sf. Faktycznie to film na podstawie opowiadania jakiegoś
nieogolonego amerykańskiego narkomana. Na pozór nic takiego dobre być
nie może. Jednak mimo tego film całkiem zjadliwy.

Jarku Hirny, to właśnie nazywam bezmózgową rozrywką. Czyli generalnie
bulszit za bulszitem, ale chodzi raczej o kaliber tych bulszitów. W
dodatku jak łykniesz ten główny bulszit o przewidywaniu przyszłości, to
reszta wchodzi już naprawdę gładko. Jest rozrywkowo, bez nudy, akcje,
pościgi, strzelaniny. Ten film nie obraża inteligencji widza. Bo
inteligencja w tym czasie planuje rozkład kolejnego dnia (na dzisiaj mam
już dokładny plan z dokładnością co do 10 minut). Natomiast widz - już
bez inteligencji, bo ta jest zajęta czym innym - po prostu siedzi i się
bawi. Film ani na chwilę nie przekracza tej delikatnej granicy
śmieszności, że np. Cage nagle wsiadłby do helikoptera i odleciał, bez
słowa wyjaśnienia skąd u diabła potrafi pilotować śmigłowiec.

Podejrzewam, że "Next" może nieźle odmóżdżyć - chociaż do kolejnego
piątku raczej nie zostanie, najwyżej do środy. Nadal aktualne pozostaje
pytanie, co by było, gdyby ten film obejrzeć np. w środę.

No i nie sposób nie zawiesić oka na Jessice Biel. Kurcze, ten tego, wow.
Dżinsy to ma dobrze dopasowane.

Polecam "Next". Wg mnie odrobinę podobny do "Deja vu" - jeśli tamto Wam
się podobało, to "Next" tymbardziej.

Jarek Hirny
11 Sie 2007, 14:02
A screaming came across the sky, when Michal Olszewski wrote:

Polecam "Next". Wg mnie odrobinę podobny do "Deja vu" - jeśli tamto Wam
się podobało, to "Next" tymbardziej.


Z naszej rozmowy o DH4 zrozumiałem, że nie lubisz ogólnie odmóżdżających
filmów i kwestionujesz sam sens odmóżdżania się. To jak to w końcu jest?

Jarek

Greg
13 Sie 2007, 06:29
On 11 Sie, 10:01, Michal Olszewski

Polecam "Next". Wg mnie odrobinę podobny do


Aż się boję zgadywać, co tam zostało z genialnego opowiadania Dicka.
O ile w ogóle cokolwiek.

"Deja vu" - jeśli tamto Wam
się podobało, to "Next" tymbardziej.


Ależ Denzel potrzebował kasy. Ostatnio jest na mocnym ssaniu "Man on
fire",
"Deja Vu" - co dalej? Remake "Independece Day" bez Willa Smith?

DV nie jest takie tragiczne, chwilami pomysłowe, ale gdy kolega zamyka
Denzela w plastikowej klatce to mój mózg zaczął krzyczeć i hackować
dostęp do prawej ręki, trzymającej pilota. Oczywiście został odparty
i
dooglądałem do końca.

Pozdrawiam
Greg

olidka
13 Sie 2007, 06:59
Greg napisał:

Ależ Denzel potrzebował kasy. Ostatnio jest na mocnym ssaniu "Man on
fire", "Deja Vu" - co dalej? Remake "Independece Day" bez Willa Smith?


"Man on fire" zły?

Greg
13 Sie 2007, 08:05
On 13 Sie, 12:59, olidka <l@in.spacewrote:

"Man on fire" zły?


Nie w tym rzecz - film całkiem ok, może końcówka nazbyt łzawa -
chodzi o odmianę w  menu Denzela. Udziela się teraz w znacznie mniej
kalorycznych potrawach. m Rozumiem, że potrzebował odmiany (MoF),
ale po co kręcił jeszcze mało wymyślne "Deja Vu"? Notabene w
końcówce miałem wrażenie powtórki klimatu końcówki z MoF.

Pozdrawiam
Greg

Michał Gancarski
13 Sie 2007, 08:07

On 13 Sie, 12:59, olidka <l@in.spacewrote:
| "Man on fire" zły?

Nie w tym rzecz - film całkiem ok, może końcówka nazbyt łzawa -
chodzi o odmianę w  menu Denzela. Udziela się teraz w znacznie mniej
kalorycznych potrawach. m Rozumiem, że potrzebował odmiany (MoF),
ale po co kręcił jeszcze mało wymyślne "Deja Vu"? Notabene w
końcówce miałem wrażenie powtórki klimatu końcówki z MoF.


A co myślisz o "Training Day"?

Greg
13 Sie 2007, 09:49
On 13 Sie, 14:07, Michał Gancarski

A co myślisz o "Training Day"?


To właśnie - wydaje mi się - była ta tłustsza golonka...

Pozdrawiam
Greg

Piotr Dobry
13 Sie 2007, 10:15

On 13 Sie, 12:59, olidka <l@in.spacewrote:
| "Man on fire" zły?

Nie w tym rzecz - film całkiem ok, może końcówka nazbyt łzawa -
chodzi o odmianę w  menu Denzela. Udziela się teraz w znacznie mniej
kalorycznych potrawach.


Że jak? W "Deja Vu" Denzel zagrał stróża prawa po raz 12 w karierze, a menu
znacznie polepszył w stosunku do tego sprzed kilku lat - "Inside Man" Spike'a
Lee, "Manchurian Candidate" Demme'a, teraz znowu będzie evil w "American
Gangster" Ridleya Scotta. Nie sądzisz, że mniej kaloryczny był za czasów "The
Siege" czy "Virtuosity"? A i tak to jeden z nielicznych gwiazdorów, który albo
ma genialnego agenta, albo sam ma niezłą żyłkę jeśli idzie o dobór ról - nie
pamiętam, żebym przez te wszystkie lata widział go w czymś absolutnie do szpiku
złym.

Michal Radomil Wisniewski
13 Sie 2007, 13:58

Aż się boję zgadywać, co tam zostało z genialnego opowiadania Dicka.


E? To ja źle pamiętam, że Ty Dicka nie lubisz?

m.

Michal Olszewski
13 Sie 2007, 14:45

Jarek Hirny wrote:
A screaming came across the sky, when Michal Olszewski wrote:

| Polecam "Next". Wg mnie odrobinę podobny do "Deja vu" - jeśli tamto Wam
| się podobało, to "Next" tymbardziej.

Z naszej rozmowy o DH4 zrozumiałem, że nie lubisz ogólnie odmóżdżających
filmów


Filmy z Hollywood _generalnie rzecz biorąc_ lubię. Podobnie jak
blockbustery. Nie wiem, co to za gatunek "filmy odmóżdżające". Na razie
kojarzę go luźno po prostu z blockbusterem pełnym bulszitów. OK.

i kwestionujesz sam sens odmóżdżania się.


To prawda. Oceniam filmy przede wszystkim na podstawie tego, czy
dostarczają rozrywki - mniej lub bardziej chorej. Ale co jest
rozrywkowego w odmóżdżaniu się samym w sobie?

To jak to w końcu jest?


W końcu jest tak, że DH4 było średnie - a oceniając przez pryzmat części
McTiernana to nawet słabizna.

Greg
13 Sie 2007, 15:41

| Aż się boję zgadywać, co tam zostało z genialnego opowiadania Dicka.

E? To ja źle pamiętam, że Ty Dicka nie lubisz?


Oczy mi pękły.

Powiedzmy tak, nie przeczytałem całego (ani większości), ale
kilka rzeczy miał znakomitych. "Złotoskóry" był cute.

Pozdrawiam
Greg

Greg
13 Sie 2007, 15:43
Donry Piotrek napisał:

Że jak? W "Deja Vu" Denzel zagrał stróża prawa po raz 12 w karierze,
(...) Nie sądzisz, że mniej kaloryczny był za czasów "The Siege" czy
"Virtuosity"?


To były początki. Każdy jakoś zaczynał, nie?

A i tak to jeden z nielicznych gwiazdorów, który albo
ma genialnego agenta, albo sam ma niezłą żyłkę jeśli idzie o
dobór ról - nie pamiętam, żebym przez te wszystkie lata
widział go w czymś absolutnie do szpiku złym.


Man, ale ja nie twierdzę że chlupnął w jakiś szitex. Po prostu
sądżę, że MoF i DV to rzeczy bardziej spod sztancy i o
daleko mniejszym ciężarze gatunkowym niż "Training Day".
Może się mylę.

(A Dakota Fanning jest świetną aktorką, ale jaka ona
jest szpetna).

Pozdrawiam
Greg

Michal Radomil Wisniewski
13 Sie 2007, 16:19

"Złotoskóry" był cute.


Hm, a niby tylko na kobiety tak działał.

m.

Piotr Dobry
13 Sie 2007, 16:57

Donry Piotrek napisał:

| Że jak? W "Deja Vu" Denzel zagrał stróża prawa po raz 12 w karierze,
| (...) Nie sądzisz, że mniej kaloryczny był za czasów "The Siege" czy
| "Virtuosity"?

To były początki. Każdy jakoś zaczynał, nie?


To nie były początki, to był koniec lat 90. Denzel zaczynał pod koniec 70.

| A i tak to jeden z nielicznych gwiazdorów, który albo
| ma genialnego agenta, albo sam ma niezłą żyłkę jeśli idzie o
| dobór ról - nie pamiętam, żebym przez te wszystkie lata
| widział go w czymś absolutnie do szpiku złym.

Man, ale ja nie twierdzę że chlupnął w jakiś szitex. Po prostu
sądżę, że MoF i DV to rzeczy bardziej spod sztancy i o
daleko mniejszym ciężarze gatunkowym niż "Training Day".
Może się mylę.


Man, ale ja nie twierdzę, że Ty twierdzisz, że chlupnął w szitex. Zauważam
tylko, że w okresie MoF i DV zrobił kilka świetnych filmów, zaś właśnie w
okolicach Training Day parę razy wyszło mu nie teges.

(A Dakota Fanning jest świetną aktorką, ale jaka ona
jest szpetna).


Więc jest szansa, że jako dorosła będzie ładna - casus Macualaya Culkina działa
też w druga stronę.

Jan Rudziński
19 Sie 2007, 11:35
Cześć wszystkim

Michal Olszewski pisze:

Było w kinie małe zamieszanie, bowiem najpierw kupiliśmy bilety na
Simpsonów. Po odejściu od kasy po 15 sekundach zauważyliśmy, że to seans
z dubbingiem. _Na 20:15_ z dubbingiem. Czy siedmiolatki chodzą do kina
na 20:15? Czy siedmiolatki chodzią na Simpsonów? Jedyną większą grupą
społeczną, która mogłaby się ucieszyć z dubbingu Simpsonów, jest Janek
Rudziński. Czy to naprawdę warte kosztów, żeby pakować parę milionów w
dubbing dla Janka?


Wywołany imiennie oświadczam: [censored].
Ja jestem fanem dubbingu w *telewizji*. Li tylko. Precz z ohydnym lektorem.
W kinie rządzą oczywiście napisy.

Marcin Sadowski
19 Sie 2007, 12:49
Jan Rudziński pisze:

Wywołany imiennie oświadczam: [censored].
Ja jestem fanem dubbingu w *telewizji*. Li tylko.


Zdecydowanie lepszym rozwiazaniem w telewizji sa napisy, tak jak w
krajach skandynawskich. Raz, ze bedac tam, mozna sobie spokojnie ogladac
filmy, dwa, ze ludzie mowia swietnie po angielsku.

Jan Rudziński
19 Sie 2007, 13:23
Cześć wszystkim

Marcin Sadowski pisze:

| Wywołany imiennie oświadczam: [censored].
| Ja jestem fanem dubbingu w *telewizji*. Li tylko.

Zdecydowanie lepszym rozwiazaniem w telewizji sa napisy, tak jak w
krajach skandynawskich. Raz, ze bedac tam, mozna sobie spokojnie ogladac
filmy, dwa, ze ludzie mowia swietnie po angielsku.


Na ten temat jestem gotów dyskutować, tylko ohydny lektor jest przez
mnie skreślony bezapelacyjnie.

Na temat wad i zalet napisów w tv można napisać wiele pro i contra, ale NTG.
Twoje argumenty nie są najlepsze - nie każdy biegle zna angielski
(zwłaszcza w wersji bełkotliwej), no i nie każdy film jest po angielsku.

Czy aby na pewno szwedzki film z duńskimi napisami oglądasz spokojnie?

Michal Jankowski
19 Sie 2007, 13:46

Jan Rudziński <jan@gazeta.plwrites:
Czy aby na pewno szwedzki film z duńskimi napisami oglądasz spokojnie?


Oh, na pewno szwedzki film z duńskim dubbingiem będzie mu się oglądało
znacznie lepiej.

  MJ
PS. Czy to nie jest czasem tak, że duński/szwedzki/norweski są
"mutually comprehensible" bez potrzeby wspierania się tłumaczeniem w
jakiejkolwiek postaci?

Marcin Sadowski
19 Sie 2007, 14:48
Jan Rudziński pisze:

Na ten temat jestem gotów dyskutować, tylko ohydny lektor jest przez
mnie skreślony bezapelacyjnie.


U mnie z kolei napisy sa jedynym slusznym rozwiazaniem. O ile jednak
lektor to dla mnie nikle chociaz obcowanie z oryginalna sciezka
dialogowa, to dubbing skresla film zupelnie i nawet jak "Shrek" to tylko
Eddie Murphy i Mike Myers.

Twoje argumenty nie są najlepsze - nie każdy biegle zna angielski
(zwłaszcza w wersji bełkotliwej)


Kazdej takiej osobie szczerze radze poznac ten jezyk w stopniu jak
najlepszym, innego wyjscia nie ma. Nie trzeba znac biegle, przeciez
doskonali sie czlowiek cale zycie, ale dubbing w tym nie pomaga.

no i nie każdy film jest po angielsku.


Wiekszosc, ale wiadomo, ze nie kazdy. Ale wez tu Almodovara z polskimi
dialogami ogladaj...

Czy aby na pewno szwedzki film z duńskimi napisami oglądasz spokojnie?


Tak, chociaz z oczywistych wzgledow jest to kwestia tlumaczenia. Zwykle
jest to jednak tlumaczenie doslowniejsze niz w dubbingu, gdzie dialog
musi miec koniecznie dana liczbe sylab. Nie wspominam juz o skretynialym
pomysle dostosowywania hollywoodzkich animacji do polskich warunkow -
slyszalem, ze nawet w kinowych Simpsonach pojawily sie nawiazania do
rodzimej sytuacji politycznej.

Marcin Sadowski
19 Sie 2007, 14:54
Marcin Sadowski pisze:

Tak, chociaz z oczywistych wzgledow jest to kwestia tlumaczenia.


No tak, nie zauwazylem tej skomplikowanej konfiguracji jezykowej -
odpuszczam wtedy film. Kilka, a nie wszystkie dzieki napisom. I fajnie,
ze w Skandynawii juz dzieciaki duzo z angielskiego dzieki filmom rozumieja.

Marcin Sadowski
19 Sie 2007, 14:58
Michal Jankowski pisze:

PS. Czy to nie jest czasem tak, że duński/szwedzki/norweski są
"mutually comprehensible" bez potrzeby wspierania się tłumaczeniem w
jakiejkolwiek postaci?


Podobno nie, gdyz wymowa sie czasami rozni. W najlepszym razie jest to
cos jak z polskim i slowackim - niby mozna niektore napisy rozszyfrowac
bez problemu, ale ze zrozumieniem mowy jest gorzej.

Michal Olszewski
19 Sie 2007, 15:56

Jan Rudziński wrote:
Wywołany imiennie oświadczam: [censored].
Ja jestem fanem dubbingu w *telewizji*. Li tylko. Precz z ohydnym lektorem.
W kinie rządzą oczywiście napisy.


Po prostu w realu nie znam nikogo (_NIKOGO_) popierającego - choćby
śladowo, pośrednio, warunkowo - dubbing. Natomiast Ty, po paru Twoich
postach, wyrosłeś mi na taki symbol zwolennika dubbingu. OK, mówisz, że
niby tylko w tv - ale dobre chociaż i to. :)

Michal Radomil Wisniewski
19 Sie 2007, 15:57

Jan Rudziński wrote:

| Wywołany imiennie oświadczam: [censored].
| Ja jestem fanem dubbingu w *telewizji*. Li tylko. Precz z ohydnym
| lektorem.
| W kinie rządzą oczywiście napisy.

Po prostu w realu nie znam nikogo (_NIKOGO_) popierającego - choćby
śladowo, pośrednio, warunkowo - dubbing.


A Piotrek Dobry?

m.

Jan Rudziński
19 Sie 2007, 16:07
Cześć wszystkim

Michal Olszewski pisze:

| Wywołany imiennie oświadczam: [censored].
| Ja jestem fanem dubbingu w *telewizji*. Li tylko. Precz z ohydnym
| lektorem.
| W kinie rządzą oczywiście napisy.

Po prostu w realu nie znam nikogo


A mnie znasz w realu?

A znasz jakiegokolwiek Włocha czy Niemca?

(_NIKOGO_) popierającego - choćby
śladowo, pośrednio, warunkowo - dubbing. Natomiast Ty, po paru Twoich
postach, wyrosłeś mi na taki symbol zwolennika dubbingu.


Ja jestem wrogiem ohydnego lektora i wrogiem zajadłym każdego, kto
twierdzi, że z braku napisów ohydny lektor od dobrego nawet dubbingu lepszy.
Na szczęście za mną stoi cały cywilizowany świat.
Pokaż mi Europejczyka, który powie, ze wolałby lektora...

OK, mówisz, że
niby tylko w tv - ale dobre chociaż i to. :)


W kinie jestem indyferentny. Tu dobry dubbing w niektórych kategoriach
filmów lepszy od złych napisów i odwrotnie.

Michal Radomil Wisniewski
19 Sie 2007, 16:09

A znasz jakiegokolwiek Włocha czy Niemca?


A wiesz, że Niemcy mają lektorów? Nawet oni nie są na tyle głupi, żeby
dubbingować filmy dokumentalne.

m.

Jan Rudziński
19 Sie 2007, 16:16
Cześć wszystkim

Michal Radomil Wisniewski pisze:

| A znasz jakiegokolwiek Włocha czy Niemca?

A wiesz, że Niemcy mają lektorów? Nawet oni nie są na tyle głupi, żeby
dubbingować filmy dokumentalne.


Owszem, mają lektorów, ale *nigdy* lektor nie robi jednym głosem dialogów.

Michal Radomil Wisniewski
19 Sie 2007, 16:20

Owszem, mają lektorów, ale *nigdy* lektor nie robi jednym głosem dialogów.


Jak w rosyjskiej TV?

m.

Piotr Dobry
19 Sie 2007, 16:21

| Jan Rudziński wrote:

| Wywołany imiennie oświadczam: [censored].
| Ja jestem fanem dubbingu w *telewizji*. Li tylko. Precz z ohydnym
| lektorem.
| W kinie rządzą oczywiście napisy.

| Po prostu w realu nie znam nikogo (_NIKOGO_) popierającego - choćby
| śladowo, pośrednio, warunkowo - dubbing.

A Piotrek Dobry?


Po pierwsze, nie znamy się z Michałem Olszewskim w realu. Po drugie, tak -
dobry, podkreślam - _dobry_ dubbing w bajkach zupełnie mi nie przeszkadza.
Wszędzie indziej, nawet w telewizji - tak.

Michal Radomil Wisniewski
19 Sie 2007, 16:32

Po pierwsze, nie znamy się z Michałem Olszewskim w realu.


Sorry, ten Janek sprawił, że umknął mi real.

Po drugie, tak -
dobry, podkreślam - _dobry_ dubbing w bajkach zupełnie mi nie przeszkadza.


No nie wciskaj kitu, bo słaby też Ci nie przeszkadzał.

m.

Michal Olszewski
19 Sie 2007, 16:46

Jan Rudziński wrote:
Cześć wszystkim

Michal Olszewski pisze:

| Wywołany imiennie oświadczam: [censored].
| Ja jestem fanem dubbingu w *telewizji*. Li tylko. Precz z ohydnym
| lektorem.
| W kinie rządzą oczywiście napisy.

| Po prostu w realu nie znam nikogo

A mnie znasz w realu?


Nie. Dlatego poszukuję jakiegoś substytuta w sieci. Taki "dubbing hero".
Myślałem, że będziesz zadowolony.

| (_NIKOGO_) popierającego - choćby śladowo, pośrednio, warunkowo -
| dubbing. Natomiast Ty, po paru Twoich postach, wyrosłeś mi na taki
| symbol zwolennika dubbingu.

Ja jestem wrogiem ohydnego lektora i wrogiem zajadłym każdego, kto
twierdzi, że z braku napisów ohydny lektor od dobrego nawet dubbingu
lepszy.


Idee często wyprzedzają ludzi. Zanim się zorientujesz, będziesz oglądał
filmy kinowe z dubbingiem, krzycząc: "nie chciałem, wybaczcie".

Piotr Dobry
19 Sie 2007, 17:31

| Po pierwsze, nie znamy się z Michałem Olszewskim w realu.

Sorry, ten Janek sprawił, że umknął mi real.

| Po drugie, tak -
| dobry, podkreślam - _dobry_ dubbing w bajkach zupełnie mi nie przeszkadza.

No nie wciskaj kitu, bo słaby też Ci nie przeszkadzał.


Dla kogo słaby, dla tego słaby, ja tam uważam, że w "Shreku" dubbing jest
świetny. Właściwie bodaj najlepszy ze wszystkich zdubbingowanych w Bolandzie bajek.

Michal Olszewski
20 Sie 2007, 11:45

Piotr Dobry wrote:
Po pierwsze, nie znamy się z Michałem Olszewskim w realu. Po drugie, tak -
dobry, podkreślam - _dobry_ dubbing w bajkach zupełnie mi nie przeszkadza.
Wszędzie indziej, nawet w telewizji - tak.


Ha, czyli wcale tak źle nie trafiłem. Janek naprawdę wychodzi na
największego obrońcę dubbingu w okolicy.

Pomijając wszystkie merytoryczne argumenty, dubbing telewizyjny to
jakieś takie wyrzucanie kasy w błoto. Pamiętam na c+ swojego czasu
latały seriale z dubbingiem (Przyjaciele, Star Trek). W praktyce żadnej
wartości dodanej nie było, a kosztowało to pewnie pół budżetu c+.

Jan Rudziński
20 Sie 2007, 13:10
Cześć wszystkim

Michal Olszewski pisze:
[...]

Idee często wyprzedzają ludzi. Zanim się zorientujesz, będziesz oglądał
filmy kinowe z dubbingiem, krzycząc: "nie chciałem, wybaczcie".


Na ten temat można powiedzieć bardzo wiele pro i contra. Moim zdaniem są
filmy, gdzie napisy są bardziej wskazane, są też takie, gdzie dubbing
jest lepszy.
Wszystko przy założeniu żadnej lub słabej znajomości języka filmu. Bo
jak go znasz średnio, to najlepsze byłyby napisy w języku oryginału.

Tu jest ciekawy i doskonale uargumentowany artykuł, demonstrujący
case-study filmu, w którym nawet doskonałe napisy musiały zubożyć treść.

http://ics.leeds.ac.uk/papers/vp01.cfm?outfit=ifilm&folder=17&paper=23

iska
22 Sie 2007, 09:28

"Marcin Sadowski" <mar@op.plskrev i en meddelelse

| PS. Czy to nie jest czasem tak, że duński/szwedzki/norweski są
| "mutually comprehensible" bez potrzeby wspierania się tłumaczeniem w
| jakiejkolwiek postaci?

Podobno nie, gdyz wymowa sie czasami rozni. W najlepszym razie jest to cos
jak z polskim i slowackim - niby mozna niektore napisy rozszyfrowac bez
problemu, ale ze zrozumieniem mowy jest gorzej.


Dunczycy z Norwegami rozumieja sie duzo lepiej niz ze Szwedami, z ktorymi
tez daja sobie rade...
Ciezko im wytlumaczyc ze nie dziala to na polski i rosyjski :)

iska

Artur Jachacy
24 Sie 2007, 14:40

PS. Czy to nie jest czasem tak, że duński/szwedzki/norweski są "mutually
comprehensible" bez potrzeby wspierania się tłumaczeniem w jakiejkolwiek
postaci?


Podobno Duński i norweski mają wiele wspólnego słownictwa, ale różnią się
znacznie pod względem wymowy. Znowu szwedzki z norweskim różnią się
słownictwem, ale mają podobną wymowę. Duńczycy i szwedzi mówią, że dobrze
rozumieją Norwegów, ale Duńczycy lepiej rozumieją Norwegów niż Norwegowie
Duńczyków. Najgorzej jest pomiędzy Duńczykami i Szwedami, przy czym
Duńczycy lepiej rozumieją Szwedów niż Szwedzi Duńczyków. Najlepiej
rozumieją się Szwedzi z Norwegami (w obie strony).

A.

iska
24 Sie 2007, 20:49

"Artur Jachacy" <arturj.use@gmail.comskrev i en meddelelse

Podobno Duński i norweski mają wiele wspólnego słownictwa, ale różnią się
znacznie pod względem wymowy. Znowu szwedzki z norweskim różnią się
słownictwem, ale mają podobną wymowę. Duńczycy i szwedzi mówią, że dobrze
rozumieją Norwegów, ale Duńczycy lepiej rozumieją Norwegów niż Norwegowie
Duńczyków. Najgorzej jest pomiędzy Duńczykami i Szwedami, przy czym
Duńczycy lepiej rozumieją Szwedów niż Szwedzi Duńczyków. Najlepiej
rozumieją się Szwedzi z Norwegami (w obie strony).


Slicznie wylozone :)
Dunska wymowa IMHO balansuje na granicy perwersji :)
Med venlig hilsen
iska

aceJacek
16 Wrz 2007, 19:19

Med venlig hilsen


Dla porównania, po szwedzku to będzie:

Med Vanliga Halsningar, aceJacek



Podobne tematy:
Puchar Polski im. Jana Wdowczyka 18 maja 2008 - Kamień Śląs
18.06.10 - INSTITUTE OF HOUSE MUSIC PATHOLOGY @OIOM, ŁÓDŹ
BassBalanga - Radebe Bday 18.07.09 @Centralny Basen Artystyc
18.07.2009 (sobota) Tech.Tonic.Move @ Cafe Novowiejska (P-ń)
Loty 16-18 Lipiec
Weekend 18-19 Lipiec
Spoiler kart oraz zapowiedzi dodatku