I am Legend (no spoilers)

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "I am Legend (no spoilers)" z grupy pl.hum.x-muza



Michal Olszewski
12 Sty 2008, 10:41
Przed seansem leciał jakiś kuriozalny - ale w sumie widowiskowy -
trailer. Zaczyna się od przedstawienia, że reżyserem jest twórca "Dnia
Niepodległości". Pamiętacie pewnie ten filmik, w którym Goldblum z
laptopem pokonał cywilizację obcych. Chyba zrobił to przez wi-fi -
akurat techniczny aspekt jakoś mi umknął.

A potem w tym trailerze piszą jeszcze, że ten sam twórca nakręcił "Day
After Tomorrow". Pamiętacie pewnie ten filmik, w którym helikopterom
silniki zamarzały w locie.

No więc tym razem wydaje się, że Emmerich zmienia koncepcję. Jest to
znaczący zwrot w karierze, polegający na tym, że nie będzie już w swoim
filmie niszczył Nowego Jorku. Na pierwszy rzut oka wygląda, jakby chciał
się delikatnie podpiąć pod modę na "filmy historyczne" w stylu
"Apocalypto" albo "300" - z tym, że jak to Emmerich mnoży wszystko x10.
Jak film historyczny, to przecież nie może się dziać później jak "10.000
BC".

Jestem ciekaw, jak wg Emmericha poluje się na mamuty (bo na obce
cywilizacje to najlepiej przez wi-fi). Ale szczerze zainteresował mnie
tym filmem, choć zdaję sobie sprawę, że poza efektownymi efektami
niewiele się będzie za tym kryć.

Ale do rzeczy. "I am Legend". Filmy o zombiakach zawsze interpretowałem
jako wielką metaforę samotności w życiu każdego człowieka. Bo nieważne
jak dużą masz rodzinę, ilu przyjaciół, jak grube ściany wokół siebie -
wcześniej czy później dobierze się do Ciebie zombiak i Cię rozszarpie.
I, kurna, metaforycznie rzecz ujmując, tak właśnie będzie.

"I am Legend" podnosi uczucie samotności do potęgi. Obserwowanie Willa
Smitha w pustym mieście jest dołujące tak bardzo, że potem na odtrutkę
trzeba sobie obejrzeć coś w stylu Józka z Bagien na youtube.com. I
dopiero wtedy wychodzi się na zero. Możecie sobie więc wyobrazić, jak
głeboki dołek psychiczny serwuje "I am Legend".

Może fajnie wygląda przejazd Mustangiem GT500 (almost) po zarośniętych
ulicach - ale chwilę poźniej dopada człwoieka znowu uczucie
przytłaczającej beznadziejnej samotności. Może już lepiej nawet
przyłączyć się do tych zombiaków? Jasne, cera się zepsuje, ale
przynajmniej będzie z kim pogadać.

Reklamuje się ten film jako horror. I bardzo dobrze, bo "I am Legend" ma
kilka mocnych horrorowych scen pierwszego sortu. Kojarzycie może to
ujęcie ze "The Signs", jak w odbiciu telewizora widać stojącego
nieruchomo aliena? Właśnie.

W tle postapokaliptycznego NYC jest kilka smaczków w rodzaju plakatu
filmu "Superman & Batman". Wygląda na to, że zabójczy wirus zatakował
tuż po premierze.

Zakończenie filmu jest, delikatnie ujmując, kontrowersyjne. Ale jak
czytam teraz w wikipedii o alternatywnym zakończeniu, które byłoby
naprawdę ostrym szorowaniem o dno, to w sumie obecnie może nie jest tak źle.

Ciężko ten film polecić. Mnie on zwyczajnie zdołował.

Za to wychodząc z kina, zauważyłem na ścianie plakat "The Happening"
Shyamayalayana. Po kiego grzyba reklamować u nas teraz coś, co w Stanach
pokażą dopiero w czerwcu?

Piotr Sawicki
12 Sty 2008, 15:10
Michal Olszewski powiada :

Emmerich mnoży wszystko x10. Jak film historyczny,
to przecież nie może się dziać później jak "10.000 BC".


Tygrysy szablozębne, mamuty i piramidy, yay.
Już widzę ten nerd rage.

"I am Legend" podnosi uczucie samotności do potęgi. Obserwowanie Willa
Smitha w pustym mieście jest dołujące tak bardzo, że potem na odtrutkę
trzeba sobie obejrzeć coś w stylu Józka z Bagien na youtube.com. I
dopiero wtedy wychodzi się na zero. Możecie sobie więc wyobrazić, jak
głeboki dołek psychiczny serwuje "I am Legend".


A mi się bardzo. Ujęcia bezludnego Manhattanu (i odgłosy) - cudne.

Reklamuje się ten film jako horror. I bardzo dobrze, bo "I am Legend"
ma kilka mocnych horrorowych scen pierwszego sortu. Kojarzycie może
to ujęcie ze "The Signs", jak w odbiciu telewizora widać stojącego
nieruchomo aliena? Właśnie.


Chyba najlepsza była scena, jak prawie wpada po ciemku na grupkę
stojących do niego plecami nieruchomo zombiaków (śpiących?).

Zakończenie filmu jest, delikatnie ujmując, kontrowersyjne.


Ja będę mniej dyplomatyczny - jest do bani. Psuje całe wrażenie.

Ale jak czytam teraz w wikipedii o alternatywnym zakończeniu,
które byłoby naprawdę ostrym szorowaniem o dno, to w sumie
obecnie może nie jest tak źle.


No ale przecież wszystkie hinty na to wskazywały, ja byłem
ciężko zdziwiony że tak się nie skończyło. Co byłoby plusem,
gdyby nie dziecięca naiwność - a wręcz idylliczność - tego
zakończenia (ach, gdzież dyktatura wojskowa z 28 dni później).

Ciężko ten film polecić. Mnie on zwyczajnie zdołował.


Może nie jestem koneserem filmów o zombiakach i coś przegapiłem,
ale chyba takiego aspektu epidemii jeszcze nigdy nie przedstawiono
(zupełnie pominięty jest etap rozprzestrzeniania się wirusa,
walk z zarażonymi, pogoni zombich za ostatnią wydekoltowaną
blondynką itd). Więc z tego punktu mając na uwadze, to ja
bym jednak przyjął do akceptującej wiadomości.

Piotr Sawicki

Michal Olszewski
12 Sty 2008, 15:56
Uwaga - SPOILERY

Piotr Sawicki wrote:
Michal Olszewski powiada :

| Emmerich mnoży wszystko x10. Jak film historyczny,
| to przecież nie może się dziać później jak "10.000 BC".

Tygrysy szablozębne, mamuty i piramidy, yay.
Już widzę ten nerd rage.

| "I am Legend" podnosi uczucie samotności do potęgi. Obserwowanie Willa
| Smitha w pustym mieście jest dołujące tak bardzo, że potem na odtrutkę
| trzeba sobie obejrzeć coś w stylu Józka z Bagien na youtube.com. I
| dopiero wtedy wychodzi się na zero. Możecie sobie więc wyobrazić, jak
| głeboki dołek psychiczny serwuje "I am Legend".

A mi się bardzo. Ujęcia bezludnego Manhattanu (i odgłosy) - cudne.


Zgoda - masakra w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

| Reklamuje się ten film jako horror. I bardzo dobrze, bo "I am Legend"
| ma kilka mocnych horrorowych scen pierwszego sortu. Kojarzycie może
| to ujęcie ze "The Signs", jak w odbiciu telewizora widać stojącego
| nieruchomo aliena? Właśnie.

Chyba najlepsza była scena, jak prawie wpada po ciemku na grupkę
stojących do niego plecami nieruchomo zombiaków (śpiących?).


Cała sekwencja w tym budynku (banku?) jest klasycznie potworna i potrafi
fachowo wystraszyć. Fajny jest też smaczek: totalna obojętność Smitha na
rozrzucone wokół banknoty.

| Zakończenie filmu jest, delikatnie ujmując, kontrowersyjne.

Ja będę mniej dyplomatyczny - jest do bani. Psuje całe wrażenie.

| Ale jak czytam teraz w wikipedii o alternatywnym zakończeniu,
| które byłoby naprawdę ostrym szorowaniem o dno, to w sumie
| obecnie może nie jest tak źle.

No ale przecież wszystkie hinty na to wskazywały, ja byłem
ciężko zdziwiony że tak się nie skończyło. Co byłoby plusem,
gdyby nie dziecięca naiwność - a wręcz idylliczność - tego
zakończenia (ach, gdzież dyktatura wojskowa z 28 dni później).


Gdyby na końcu tych dwoje przybłędów nie spotkało coś na kształt
happy-endu to bym się chyba pochlastał. Ten film tak mnie zdołował -
nawet w takiej formie w jakiej jest teraz - że każda zmiana
scenariuszowa na wariant jeszcze bardziej pesymistyczny może prowadzić
do samobójstw wśród widzów.

Więc może nawet ten sztuczny i głupawy happy-end jest wskazany.

| Ciężko ten film polecić. Mnie on zwyczajnie zdołował.

Może nie jestem koneserem filmów o zombiakach i coś przegapiłem,
ale chyba takiego aspektu epidemii jeszcze nigdy nie przedstawiono
(zupełnie pominięty jest etap rozprzestrzeniania się wirusa,
walk z zarażonymi, pogoni zombich za ostatnią wydekoltowaną
blondynką itd). Więc z tego punktu mając na uwadze, to ja
bym jednak przyjął do akceptującej wiadomości.


Tak, to prawda. Swoją drogą ten film to mój nowy argument w dyskusji z
Piotrem Dobrym sprzed paru miesięcy w temacie "28 weeks later". AFAIR
spieraliśmy się tam o odświeżenie koncepcji filmu o zombiakach. Z
grubsza on twierdził, że byłoby to dzisiaj diabelnie trudne - dlatego
tamten film był w sumie kalką tego, co zwykle oglądamy (tylko
przysłowiowy autobus można zamienić na przysłowiowy helikopter robiący
rzeźnię wśród zombiaków). Bo przecież i tak nic ponad to już się nie
wymyśli, więc czego ja wymagam od biednych scenarzystów. Otóż "IAL" jest
tu moim nowym argumentem: jak najbardziej da się tę koncepcję odświeżyć
- każda minuta tego filmu jest dowodem.

Niemal wszystko jest tu takie, jakiego jeszcze nie widzieliśmy w filmie
o zombiakach. W szczególności główny bohater. IMHO znacząca jest jedna z
pierwszych scen - gdy Smith spotyka rodzinkę lwów na polowaniu. Pełne
zrozumienie tego ujęcia przychodzi później. I jest, rzecz jasna,
okrutnie dołujące.

Film ciężko mi polecić właśnie ze względu na ten depresyjny ładunek. To
nie jest feel-good-movie. To jest dokładne przeciwieństwo. Nie wiem, czy
ktoś kiedyś zdefiniował feel-bad-movie, ale to dokładnie taki przypadek.
Perfidnie wykorzystuje nawet kliszę ginącego psiego towarzysza, żeby
dodatkowo zdołować widza. To film dla cholernych masochistów. Jak można
go polecać z czystym sumieniem?

str
12 Sty 2008, 16:23

<adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comwrote:
Więc może nawet ten sztuczny i głupawy happy-end jest wskazany.


Czy tylko moją uwagę zwróciło podobieństwo zakończenia I Am Legend do
Children Of Men?

Piotr Sawicki
12 Sty 2008, 17:28

SPOJLERY

Michal Olszewski powiada :

| Ale jak czytam teraz w wikipedii o alternatywnym zakończeniu,
| które byłoby naprawdę ostrym szorowaniem o dno, to w sumie
| obecnie może nie jest tak źle.

| No ale przecież wszystkie hinty na to wskazywały, ja byłem
| ciężko zdziwiony że tak się nie skończyło. Co byłoby plusem,
| gdyby nie dziecięca naiwność - a wręcz idylliczność - tego
| zakończenia (ach, gdzież dyktatura wojskowa z 28 dni później).


Znaczy miałem na myśli idylliczność zakończenia faktycznego.
Te białe domki, trawa malowana na zielono, ekologiczne
źródła energii, dzwon kościelny, przyjaźni żołnierze...

Gdyby na końcu tych dwoje przybłędów nie spotkało coś na kształt
happy-endu to bym się chyba pochlastał.


No jeszcze mogło się skończyć powstaniem cywilizacji mutantów.

Ten film tak mnie zdołował - nawet w takiej formie w jakiej
jest teraz - że każda zmiana scenariuszowa na wariant jeszcze
bardziej pesymistyczny może prowadzić do samobójstw wśród widzów.


A tak bardziej na poważnie, to ciekawym czy finansowało
to jakieś lobby inteligentnego projektu (laska wyczuła
boski plan, kurcze ja też tak chcę).

Z grubsza on twierdził, że byłoby to dzisiaj diabelnie trudne - dlatego
tamten film był w sumie kalką tego, co zwykle oglądamy (tylko
przysłowiowy autobus można zamienić na przysłowiowy helikopter robiący
rzeźnię wśród zombiaków). Bo przecież i tak nic ponad to już się nie
wymyśli, więc czego ja wymagam od biednych scenarzystów.


A było już coś nakręcone z punktu widzenia zmutowanych?

IMHO znacząca jest jedna z pierwszych scen - gdy Smith spotyka
rodzinkę lwów na polowaniu. Pełne zrozumienie tego ujęcia przychodzi
później. I jest, rzecz jasna, okrutnie dołujące.


To może ja nie zrozumiałem do końca. Jak to zinterpretowałeś?

Film ciężko mi polecić właśnie ze względu na ten depresyjny ładunek. To
nie jest feel-good-movie. To jest dokładne przeciwieństwo. Nie wiem, czy
ktoś kiedyś zdefiniował feel-bad-movie, ale to dokładnie taki przypadek.
Perfidnie wykorzystuje nawet kliszę ginącego psiego towarzysza, żeby
dodatkowo zdołować widza. To film dla cholernych masochistów. Jak można
go polecać z czystym sumieniem?


Na mnie aż tak nie zadziałało - raczej się zastanawiałem, jaka powinna
być optymalna procedura postępowania po wycieknięciu takiego właśnie
wirusa. Myślę że genocyd to mało prawdopodobny rozwój wydarzeń, ale
niedobitki stworzyłyby totalitaryzm rodem z dwunastu małp.

Piotr Sawicki

Michal Olszewski
13 Sty 2008, 03:26

str wrote:

<adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comwrote:

| Więc może nawet ten sztuczny i głupawy happy-end jest wskazany.

Czy tylko moją uwagę zwróciło podobieństwo zakończenia I Am Legend do
Children Of Men?


W sumie to podobne było też zakończenie "Planet Terror".

Michal Olszewski
13 Sty 2008, 03:41

Piotr Sawicki wrote:
SPOJLERY

| IMHO znacząca jest jedna z pierwszych scen - gdy Smith spotyka
| rodzinkę lwów na polowaniu. Pełne zrozumienie tego ujęcia przychodzi
| później. I jest, rzecz jasna, okrutnie dołujące.

To może ja nie zrozumiałem do końca. Jak to zinterpretowałeś?


Normalnie. Facet, który stracił rodzinę, spotyka miły obrazek zwierzęcej
rodzinki na spacerze. Może te lwy rozwalić swoim sprzętem, ma je na
celowniku, ale w tej sytuacji już chyba szybciej sam by sobie walnął w
głowę.

| Film ciężko mi polecić właśnie ze względu na ten depresyjny ładunek. To
| nie jest feel-good-movie. To jest dokładne przeciwieństwo. Nie wiem, czy
| ktoś kiedyś zdefiniował feel-bad-movie, ale to dokładnie taki przypadek.
| Perfidnie wykorzystuje nawet kliszę ginącego psiego towarzysza, żeby
| dodatkowo zdołować widza. To film dla cholernych masochistów. Jak można
| go polecać z czystym sumieniem?

Na mnie aż tak nie zadziałało - raczej się zastanawiałem, jaka powinna
być optymalna procedura postępowania po wycieknięciu takiego właśnie
wirusa. Myślę że genocyd to mało prawdopodobny rozwój wydarzeń, ale
niedobitki stworzyłyby totalitaryzm rodem z dwunastu małp.


Optymalna procedura zabezpieczenia przed wirusem?

Ja nie mam pojęcia, czy taka masakryczna pandemia jest możliwa. Czy to
nie jest tak, że naturalna odporność byłaby większa niż 1% - raczej na
poziomie 40-50%? Ech, czasem jakiś nerd w pobliżu potrafi się przydać.

Piotr Sawicki
13 Sty 2008, 12:20
Michal Olszewski powiada :

| SPOJLERY

| To może ja nie zrozumiałem do końca. Jak to zinterpretowałeś?

Normalnie. Facet, który stracił rodzinę, spotyka miły obrazek zwierzęcej
rodzinki na spacerze. Może te lwy rozwalić swoim sprzętem, ma je na
celowniku, ale w tej sytuacji już chyba szybciej sam by sobie walnął
w głowę.


<puk w pustą czachęFaktycznie, nie skojarzyłem.

| Na mnie aż tak nie zadziałało - raczej się zastanawiałem, jaka powinna
| być optymalna procedura postępowania po wycieknięciu takiego właśnie
| wirusa. Myślę że genocyd to mało prawdopodobny rozwój wydarzeń, ale
| niedobitki stworzyłyby totalitaryzm rodem z dwunastu małp.

Optymalna procedura zabezpieczenia przed wirusem?


Zabezpieczenie chyba nie było możliwe, za dużo dróg przenoszenia.
Ale skoro ten procent przeżywa, to jak zrobić żeby nie został promil.

Ja nie mam pojęcia, czy taka masakryczna pandemia jest możliwa. Czy to
nie jest tak, że naturalna odporność byłaby większa niż 1% - raczej na
poziomie 40-50%? Ech, czasem jakiś nerd w pobliżu potrafi się przydać.


To założenie oczywiście. Czy realne? Ebola ma chyba niezłe wyniki.

Piotr Sawicki

Tomasz Radko
13 Sty 2008, 12:55
Piotr Sawicki pisze:

| Ja nie mam pojęcia, czy taka masakryczna pandemia jest możliwa. Czy to
| nie jest tak, że naturalna odporność byłaby większa niż 1% - raczej na
| poziomie 40-50%? Ech, czasem jakiś nerd w pobliżu potrafi się przydać.

To założenie oczywiście. Czy realne? Ebola ma chyba niezłe wyniki.


Ebola ma koło 80%.

Piotr Sawicki
13 Sty 2008, 13:08

SPOJLERY

Tomasz Radko powiada :

| Ja nie mam pojęcia, czy taka masakryczna pandemia jest możliwa. Czy to
| nie jest tak, że naturalna odporność byłaby większa niż 1% - raczej na
| poziomie 40-50%? Ech, czasem jakiś nerd w pobliżu potrafi się przydać.

| To założenie oczywiście. Czy realne? Ebola ma chyba niezłe wyniki.

Ebola ma koło 80%.


A Kripkin Virus 90% (śmiertelności), nie wygląda to odczapistycznie.
W końcu jest sztucznie stworzony właśnie tak, żeby organizm go
nie zwalczał (miał być lekiem), czyli zupełnie nieznane systemowowi
immunologicznemu białka osłonki wirusa.

Piotr Sawicki

Michal Jankowski
13 Sty 2008, 13:50

Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comwrites:
Za to wychodząc z kina, zauważyłem na ścianie plakat "The Happening"
Shyamayalayana. Po kiego grzyba reklamować u nas teraz coś, co w Stanach
pokażą dopiero w czerwcu?


Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli - co ma premiera w Stanach do
reklamy u nas?

Film wchodzi "u nasz" w czerwcu i może rzeczywiście 5 miesięcy przed
premierą to jest dość wcześnie, ale co? Gdyby w Stanach wchodził w
lutym a u nas w czerwcu, to plakat w Warszawie w styczniu uważałbyś za
bardziej uzasadniony?

Zresztą wydaje mi się, że trailery filmów wchodzących za pół roku są
na porządku dziennym...

  MJ

Michal Olszewski
13 Sty 2008, 13:58

Michal Jankowski wrote:
Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comwrites:

| Za to wychodząc z kina, zauważyłem na ścianie plakat "The Happening"
| Shyamayalayana. Po kiego grzyba reklamować u nas teraz coś, co w Stanach
| pokażą dopiero w czerwcu?

Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli - co ma premiera w Stanach do
reklamy u nas?

Film wchodzi "u nasz" w czerwcu i może rzeczywiście 5 miesięcy przed
premierą to jest dość wcześnie, ale co? Gdyby w Stanach wchodził w
lutym a u nas w czerwcu, to plakat w Warszawie w styczniu uważałbyś za
bardziej uzasadniony?

Zresztą wydaje mi się, że trailery filmów wchodzących za pół roku są
na porządku dziennym...


Jeśli w Stanach data premiery (określona na dzisiaj) to któryś-tam
czerwca, to rozsądnie byłoby założyć, że data polskiej premiery jest
zupełnie nieznana. Nawet jeśli jakiś serwis www odważył się już ją
obstawić. Mamy więc ponad półroczne wyprzedzenie plakatu. Sens?

I, z tego co kojarzę, trailery zwykle nie mają takiego wyprzedzenia
(oprócz "Katynia", przy którym uruchomiono promocję, zaraz po tym, jak
Wajda obudził się rano i podczas golenia namyślił się, że jednak nakręci).

Michal Jankowski
13 Sty 2008, 14:52

Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comwrites:
Jeśli w Stanach data premiery (określona na dzisiaj) to któryś-tam
czerwca, to rozsądnie byłoby założyć, że data polskiej premiery jest
zupełnie nieznana.


Dlaczego? Uważasz, że kolejny Harry Potter nie wejdzie w listopadzie?

  MJ

Wojciech Orlinski
14 Sty 2008, 16:08
On 2008-01-12 16:41:55 +0100, Michal Olszewski
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comsaid:

(bo na obce
cywilizacje to najlepiej przez wi-fi)


Przecież powerbook 5300 nie miał żadnej możliwości podłączenia się
przez Wi-Fi, film na to jest zresztą zwyczajnie za stary. Wyraźnie
widać, że łączą się jakimś kablem.

Michał Gancarski
15 Sty 2008, 02:43


<adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comwrote:

| Więc może nawet ten sztuczny i głupawy happy-end jest wskazany.

Czy tylko moją uwagę zwróciło podobieństwo zakończenia I Am Legend do
Children Of Men?


.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Szkoda tylko, że wyjęte z ciemnego miejsca. Dla mnie film skończył się pięć
minut wcześniej. Pełna wersja to zmarnowana szansa na cudownie tragiczne
zakończenie.

Michał Gancarski
15 Sty 2008, 02:47

SPOJLERY

Michal Olszewski powiada :

| Ale jak czytam teraz w wikipedii o alternatywnym zakończeniu,
| które byłoby naprawdę ostrym szorowaniem o dno, to w sumie
| obecnie może nie jest tak źle.

| No ale przecież wszystkie hinty na to wskazywały, ja byłem
| ciężko zdziwiony że tak się nie skończyło. Co byłoby plusem,
| gdyby nie dziecięca naiwność - a wręcz idylliczność - tego
| zakończenia (ach, gdzież dyktatura wojskowa z 28 dni później).

Znaczy miałem na myśli idylliczność zakończenia faktycznego.
Te białe domki, trawa malowana na zielono, ekologiczne
źródła energii, dzwon kościelny, przyjaźni żołnierze...

| Gdyby na końcu tych dwoje przybłędów nie spotkało coś na kształt
| happy-endu to bym się chyba pochlastał.

No jeszcze mogło się skończyć powstaniem cywilizacji mutantów.

| Ten film tak mnie zdołował - nawet w takiej formie w jakiej
| jest teraz - że każda zmiana scenariuszowa na wariant jeszcze
| bardziej pesymistyczny może prowadzić do samobójstw wśród widzów.

A tak bardziej na poważnie, to ciekawym czy finansowało
to jakieś lobby inteligentnego projektu (laska wyczuła
boski plan, kurcze ja też tak chcę).


Ale ta laska była dość realistycznym elementem o tyle, że w podobnych
warunkach legenda o kolonii zdrowych ocaleńców jest rzeczą prawdopodobną.
Bardzo podobała mi się scena w kuchni przy jajenicznicy z jaj w proszku.
Człowiek niemal pozbawiony nadziei, w dodatku sceptyk-naukowiec dostaje
olbrzymiej k****cy gdy jakieś dziewczę zaczyna mu bredzić o raju.

Michał Gancarski
15 Sty 2008, 02:49

[...]

Znaczy miałem na myśli idylliczność zakończenia faktycznego.
Te białe domki, trawa malowana na zielono, ekologiczne
źródła energii, dzwon kościelny, przyjaźni żołnierze...


I to było nieźle pokazane w "28 Days After". Znaczy żołnierze pozbawieni
hamulców.

[...]

| Ten film tak mnie zdołował - nawet w takiej formie w jakiej
| jest teraz - że każda zmiana scenariuszowa na wariant jeszcze
| bardziej pesymistyczny może prowadzić do samobójstw wśród widzów.

A tak bardziej na poważnie, to ciekawym czy finansowało
to jakieś lobby inteligentnego projektu (laska wyczuła
boski plan, kurcze ja też tak chcę).


Ale ta laska była dość realistycznym elementem o tyle, że w podobnych
warunkach legenda o kolonii zdrowych ocaleńców jest rzeczą prawdopodobną.
Bardzo podobała mi się scena w kuchni przy jajenicznicy z jaj w proszku.
Człowiek pozbawiony nadziei, w dodatku sceptyk-naukowiec dostaje
olbrzymiej k****cy gdy jakieś dziewczę zaczyna mu bredzić o raju.

str
15 Sty 2008, 06:28

<wysyisb@-spamywasz-przegrywasz-.tlen.plwrote:
Pełna wersja to zmarnowana szansa na cudownie tragiczne
zakończenie.


A to zupełnie inna sprawa.

Piotr 'Orlinos' Kozłowski
15 Sty 2008, 15:39


| <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comwrote:

| Więc może nawet ten sztuczny i głupawy happy-end jest wskazany.

| Czy tylko moją uwagę zwróciło podobieństwo zakończenia I Am Legend do
| Children Of Men?
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Szkoda tylko, że wyjęte z ciemnego miejsca. Dla mnie film skończył się pięć
minut wcześniej. Pełna wersja to zmarnowana szansa na cudownie tragiczne
zakończenie.


A ja Cię, paskudo, zapraszam do dyskusji o filmie na pręga - całkiem
ciekawie się rozpędziła: Message-ID: <fmfor9$au@news.onet.pl.
I nie ma niczego o pedałach! (nawet o pedałach-zombiakach-komuchach).

Dla mnie film skończył się w momencie, gdy zaczęły się efekty (nie mam
nic przeciwko efektom, nawet śmieszy mnie jęczenie krytyków, że CGI jest
tutaj za mało efektowne). Laska z misją od Boga mnie zabiła (chociaż
nieufność, z jaką Smith się do niej odnosi i scenki obyczajowe ze
Shrekiem to coś cudnego).

Piotr 'Orlinos' Kozłowski
15 Sty 2008, 15:46


[...]

| Znaczy miałem na myśli idylliczność zakończenia faktycznego.
| Te białe domki, trawa malowana na zielono, ekologiczne
| źródła energii, dzwon kościelny, przyjaźni żołnierze...

I to było nieźle pokazane w "28 Days After". Znaczy żołnierze pozbawieni
hamulców.

[...]

| Ten film tak mnie zdołował - nawet w takiej formie w jakiej
| jest teraz - że każda zmiana scenariuszowa na wariant jeszcze
| bardziej pesymistyczny może prowadzić do samobójstw wśród widzów.

| A tak bardziej na poważnie, to ciekawym czy finansowało
| to jakieś lobby inteligentnego projektu (laska wyczuła
| boski plan, kurcze ja też tak chcę).

Ale ta laska była dość realistycznym elementem o tyle, że w podobnych
warunkach legenda o kolonii zdrowych ocaleńców jest rzeczą prawdopodobną.


O Jezu, znienawidziłem ją szybko.

Bardzo podobała mi się scena w kuchni przy jajenicznicy z jaj w proszku.
Człowiek pozbawiony nadziei, w dodatku sceptyk-naukowiec dostaje
olbrzymiej k****cy gdy jakieś dziewczę zaczyna mu bredzić o raju.


Ja też dostałem kurwicy, czyżbym był naukowcem? ;) Dziewczę niech sobie
bredzi, tylko dlaczego jej brednie się sprawdzają?

Michał Gancarski
15 Sty 2008, 16:54



| <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comwrote:

| | Więc może nawet ten sztuczny i głupawy happy-end jest wskazany.

| Czy tylko moją uwagę zwróciło podobieństwo zakończenia I Am Legend do
| Children Of Men?
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .
| .

| Szkoda tylko, że wyjęte z ciemnego miejsca. Dla mnie film skończył się pięć
| minut wcześniej. Pełna wersja to zmarnowana szansa na cudownie tragiczne
| zakończenie.

A ja Cię, paskudo, zapraszam do dyskusji o filmie na pręga - całkiem
ciekawie się rozpędziła: Message-ID: <fmfor9$au@news.onet.pl.
I nie ma niczego o pedałach! (nawet o pedałach-zombiakach-komuchach).


A pocałuj Ty mnie w orlinos. Poszedłem, nie wracam :-)

Dla mnie film skończył się w momencie, gdy zaczęły się efekty (nie mam
nic przeciwko efektom, nawet śmieszy mnie jęczenie krytyków, że CGI jest
tutaj za mało efektowne). Laska z misją od Boga mnie zabiła (chociaż
nieufność, z jaką Smith się do niej odnosi i scenki obyczajowe ze
Shrekiem to coś cudnego).


Laska z misją nie jest zła bo naprawdę w takim świecie można się spodziewać
ludzi mamroczących o raju.

Michal Radomil Wisniewski
15 Sty 2008, 17:15

A pocałuj Ty mnie w orlinos. Poszedłem, nie wracam :-)


Michale, dorastasz.

m.

Michał Gancarski
16 Sty 2008, 03:55

| A pocałuj Ty mnie w orlinos. Poszedłem, nie wracam :-)

Michale, dorastasz.


Ona mówi mi to samo.

Piotr 'Orlinos' Kozłowski
16 Sty 2008, 15:46


|

| A pocałuj Ty mnie w orlinos. Poszedłem, nie wracam :-)

| Michale, dorastasz.

Ona mówi mi to samo.


Oni zawsze wracają...

Michał Gancarski
17 Sty 2008, 04:54



|

| A pocałuj Ty mnie w orlinos. Poszedłem, nie wracam :-)

| Michale, dorastasz.

| Ona mówi mi to samo.

Oni zawsze wracają...


Chyba, że akurat nie.

Piotr 'Orlinos' Kozłowski
18 Sty 2008, 12:12


|

| | A pocałuj Ty mnie w orlinos. Poszedłem, nie wracam :-)

| Michale, dorastasz.

| Ona mówi mi to samo.

| Oni zawsze wracają...

Chyba, że akurat nie.


<orlinos samotny



Podobne tematy:
Rekrutacja do Infanterie Regiment No 52 von Hamberger
Kings Bounty - The Legend
Spoiler kart oraz zapowiedzi dodatku
Elf Bot pod Tibie 8.52
Spoilery
Spoilery
Legendarna macka z Ulduar`u