This is Huey 1 - Spy Game, spoilery delikatne przechodzące w brak

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "This is Huey 1 - Spy Game, spoilery delikatne przechodzące w brak" z grupy pl.hum.x-muza



Michal Olszewski
16 Kwi 2002, 16:59
Film może być. Nie jest to arcydzieło sztuki filmowej, ale solidna
rzemieślnicza robota. Historia szpiegowska trochę przypominająca mi
klimatem taki stary film z Costnerem, który nazywał się chyba "No Way
Out", ale nie jestem pewien. Tam Costner biegał po pentagonie, tutaj
Redford biega po centrali CIA. Ale nie na ten temat miało być.

Jak to jest z Morleyami? To są w końcu prawdziwe papierosy, czy to tylko
Tony Scott obudził się prawie dziesięć lat po modzie na iksfailsy? To
się nazywa maruderstwo. Redford kładzie na biurku szefa paczkę
papierosów, która wygląda jak marlboro, ale wyraźnie widać napis
"Morley". Nie wiem, co o tym sądzić, jak mruganie do widza, to mocno
spóźnione.

Tu będzie letki spoilerek. Na końcu widzimy dwa Hueye odlatujące przy
zachodzącym słońcu. W dodatku ze swoją kwestią wchodzi pilot i mówi
"This is blackhawk one", a ja parskam śmiechem. I znowu nie wiem, czy to
mruganie do widza, czy po prostu zabrakło wsparcia ze strony armii i
jest to swoisty helikopterowy dubbing.

Michal Olszewski
16 Kwi 2002, 17:34
A co mi tam, pytam, odpowiadam, pełny serwis.

Michal Olszewski wrote:

Film może być. Nie jest to arcydzieło sztuki filmowej, ale solidna
rzemieślnicza robota. Historia szpiegowska trochę przypominająca mi
klimatem taki stary film z Costnerem, który nazywał się chyba "No Way
Out", ale nie jestem pewien. Tam Costner biegał po pentagonie, tutaj
Redford biega po centrali CIA. Ale nie na ten temat miało być.


Rzeczywiście, sensownie gadasz. Mi też się tak skojarzyło.

Jak to jest z Morleyami? To są w końcu prawdziwe papierosy, czy to tylko
Tony Scott obudził się prawie dziesięć lat po modzie na iksfailsy? To
się nazywa maruderstwo. Redford kładzie na biurku szefa paczkę
papierosów, która wygląda jak marlboro, ale wyraźnie widać napis
"Morley". Nie wiem, co o tym sądzić, jak mruganie do widza, to mocno
spóźnione.


"Morleye" to fikcyjna marka utworzona na potrzeby iksfailsów. Nawiasem
mówiąc to były specjalnie przygotowane papierosy ziołowe bez nikotyny.
Tony Scott porządnie zaspał z tym mruganiem, no ale co zrobić, zdarza
się. Morleye pojawiają się czasem również w innych serialach, zgodnie z
informacja na stronie http://www.eeggs.com/items/14530.html pojawiły się
również w serialu "Malcom in the Middle".

Tu będzie letki spoilerek. Na końcu widzimy dwa Hueye odlatujące przy
zachodzącym słońcu. W dodatku ze swoją kwestią wchodzi pilot i mówi
"This is blackhawk one", a ja parskam śmiechem. I znowu nie wiem, czy to
mruganie do widza, czy po prostu zabrakło wsparcia ze strony armii i
jest to swoisty helikopterowy dubbing.


W armii są jeszcze nieliczne maszyny Bell UH-1H Huey. Ich piloci musza
mieć straszne kompleksy, więc przybierają ksywki w rodzaju blackhawk.

Amarot
17 Kwi 2002, 01:25

Film może być. Nie jest to arcydzieło sztuki filmowej,
ale solidna rzemieślnicza robota. Historia szpiegowska
trochę przypominająca mi klimatem taki stary film z Costnerem,
który nazywał się chyba "No Way Out", ale nie jestem pewien.
Tam Costner biegał po pentagonie, tutaj Redford biega po
centrali CIA.


Moment, mowisz o filmie, w ktorym grala tez Sean Young?
Tam byla zwykla romantyczno-sensacyjna historyjka, a tutaj
czujemy, ze wisza nad nami Wielkie Ambicje, co akurat mi
troche przeszkadzalo w ogladaniu.

BTW, czujecie, ze juz za miesiac premiera E2? Co byscie powiedzieli,
na haslo pt. wspolne ogladanie filmu? W sobote rano, 18 maja
zabookowalibysmy sobie miejsca w jakims Przyzwoitym Kinie
i X Muza w jak najliczniejszej ekipie odhaczylaby rankiem ten
film? :o A potem odbyla jakies maly konwentykl, of kors.

amarot
o             o     o                           o                   o
         o          o                       o            o                o
Don't think sorry's easily said, don't try turning tables instead

Depilator
17 Kwi 2002, 01:52
Hmmm...
Albo coś jest z moim newsreaderem, albo gadasz sam ze sobą...
Zziwne...Barzzo zziwne...
:D

Pozdrawiam

Michal Olszewski
17 Kwi 2002, 03:59

Amarot wrote:

| Film może być. Nie jest to arcydzieło sztuki filmowej,
| ale solidna rzemieślnicza robota. Historia szpiegowska
| trochę przypominająca mi klimatem taki stary film z Costnerem,
| który nazywał się chyba "No Way Out", ale nie jestem pewien.
| Tam Costner biegał po pentagonie, tutaj Redford biega po
| centrali CIA.

Moment, mowisz o filmie, w ktorym grala tez Sean Young?


Tak. Jeszcze Hackman.
http://us.imdb.com/Title?0093640

Tam byla zwykla romantyczno-sensacyjna historyjka,


Moim zdaniem film był zupełnie przyzwoity, czuło się tę klaustrofobię
Costnera zamkniętego w pentagonie, z kamerami, strażnikami, kontrolami
przy wyjściach itp. Poza tym ten sam zabieg, co w SG - akcja dizała się
na ścisle określonym wycinku czasu, teraz nie pamiętam, czy to była
doba, czy może dwie doby. Zostało mi w pamięci, że Costner musiał odkryć
jakąś aferę szpiegowsko-polityczną zanim wojskowi eksperci odczytają
zapis prześwietlonej kliszy (to w ogóle możliwe?).

 a tutaj

czujemy, ze wisza nad nami Wielkie Ambicje, co akurat mi
troche przeszkadzalo w ogladaniu.


Ambicje biorą się z tego, że Scott od czasu "Crimson Tide" skierował
typowe blockbustery w stronę propagandy antyrządowej. W CT było jeszcze
w miarę spokojnie, mieliśmy tylko pokazane, że na łodziach atomowych
pływają szaleńcy, a wojna atomowa czeka za rogiem. Ale już przekaz
"Enemy of the State" z Willem Smithem był dość jasny. Podobnie jest w
SG. Redford to przecież strasznie nieciekawy typ. Płaci terrorystom za
zorganizowanie zamachu, ginie kilkadziesiąt ludzi więcej niż planował, a
on jeszcze dodaje, że akcja się powiodła. Tak naprawdę goodguyem jest
tutaj tylko Pitt. CIA zostało skrytykowane bez dwóch zdań.

Zbigniew Toroński
17 Kwi 2002, 04:53

Użytkownik Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comw
wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:3CBD2A5F.F6194@bigfoot.com...

Amarot wrote:

Podobnie jest w
SG. Redford to przecież strasznie nieciekawy typ. Płaci terrorystom za
zorganizowanie zamachu, ginie kilkadziesiąt ludzi więcej niż planował, a
on jeszcze dodaje, że akcja się powiodła.


Czy rzeczywiscie? IMO mniej wiecej tak (choc nieco mniej barwnie
wyglada praca szpiega (a raczej wywiadowcy hehehe).

 Tak naprawdę goodguyem jest
tutaj tylko Pitt. CIA zostało skrytykowane bez dwóch zdań.


Czy rzeczywiście ? Chyba lepiej jak w wywiadzie pracuja chlodni i
pragmatyczni profesjonalisci niz nawiedzeni idealisci?

monkbert
17 Kwi 2002, 05:00
No Way Out, Spy Game - LEKKIE SPOILERY !!!!!!!!!!!!!!!

Michał Olszewski:

| Amarot:
| Tam Costner biegał po pentagonie, tutaj Redford biega po
| centrali CIA.
| Moment, mowisz o filmie, w ktorym grala tez Sean Young?
Tak. Jeszcze Hackman.
| Tam byla zwykla romantyczno-sensacyjna historyjka,
Moim zdaniem film był zupełnie przyzwoity, czuło się tę klaustrofobię
Costnera zamkniętego w pentagonie, z kamerami, strażnikami, kontrolami
przy wyjściach itp. Poza tym ten sam zabieg, co w SG - akcja dizała się
na ścisle określonym wycinku czasu, teraz nie pamiętam, czy to była
doba, czy może dwie doby. Zostało mi w pamięci, że Costner musiał odkryć
jakąś aferę szpiegowsko-polityczną zanim wojskowi eksperci odczytają
zapis prześwietlonej kliszy (to w ogóle możliwe?).


    W NWO Costner opowiada (komu dowiadujemy się dopiero na końcu ;) )
zdarzenia kilku ostatnich tygodni. Co do afery - za bardzo nie chce nic odkryć,
jeno właśnie ukryć :))). Zdjęcie jest i rzczywiście od momentu wprowadzenia
jego "rekonstrukcji" pojawia się ważny czynnik czasu. Całkiem fajny mix
romansowo-szpiegowski z przewrotnym zakończeniem. Dla mnie mało porównywalny ze
Spy Game ;).

| a tutaj
| czujemy, ze wisza nad nami Wielkie Ambicje, co akurat mi
| troche przeszkadzalo w ogladaniu.


Jakie ambicje (czy może czego ambicje)?

Ambicje biorą się z tego, że Scott od czasu "Crimson Tide" skierował
typowe blockbustery w stronę propagandy antyrządowej. W CT było jeszcze
w miarę spokojnie, mieliśmy tylko pokazane, że na łodziach atomowych
pływają szaleńcy, a wojna atomowa czeka za rogiem. Ale już przekaz
"Enemy of the State" z Willem Smithem był dość jasny.


Spisek czy zwykła antyamerykańska propaganda ;))) ?

Podobnie jest w

Redford to przecież strasznie nieciekawy typ. Płaci terrorystom za
zorganizowanie zamachu, ginie kilkadziesiąt ludzi więcej niż planował, a
on jeszcze dodaje, że akcja się powiodła.


Ten tekst Muira odebrałem raczej jako gorzko-ironiczne podsumowanie tej akcji.

Tak naprawdę goodguyem jest tutaj tylko Pitt.


Gdybym nie obejrzał filmu do końca to pewnie bym się zgodził :).

CIA zostało skrytykowane bez dwóch zdań.


    Wcale nie tak bardzo :). To bardzo przyjemny fikcyjny film szpiegowsko-
spryciarsko-emocjonalny (co m.in. oznacza, że nie aż tak romansowy jak NWO), ze
świetną oprawą wizualną, muzyczną oraz aktorską. Czego można więcej pragnąć od  
filmu ;)?

Monkbert

Michal Olszewski
17 Kwi 2002, 05:09

"Zbigniew Toroński" wrote:

Użytkownik Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comw
wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:3CBD2A5F.F6194@bigfoot.com...
|  Tak naprawdę goodguyem jest
| tutaj tylko Pitt. CIA zostało skrytykowane bez dwóch zdań.

Czy rzeczywiście ? Chyba lepiej jak w wywiadzie pracuja chlodni i
pragmatyczni profesjonalisci niz nawiedzeni idealisci?


Tak. Problem jest zupełnie gdzie indziej. Nie sądzę, żeby Tony Scott
atakował wywiad tak w ogóle i podważał sens jego istnienia. On krytykuje
konkretnie CIA, jej metody, jej błędy z przeszłości.

Popatrz, że ta akcja z filmu mogła być przeprowadzona inaczej. Wiemy, że
Pitt to dobry snajper, czemu nie ustawił się naprzeciwko na budynku,
żeby jednym strzałem położyć tego grubasa? Rozwiązanie burzące pół
miasta było najgłupszym z możliwych.

Ale co do idealistów, to w końcu Redford też staje przed granicą, której
nie potrafi obojętnie przekroczyć. Późno, ale jednak.

Michal Olszewski
17 Kwi 2002, 05:29

monkb@poczta.onet.pl wrote:

No Way Out, Spy Game - LEKKIE SPOILERY !!!!!!!!!!!!!!!

Michał Olszewski:
| a tutaj
| czujemy, ze wisza nad nami Wielkie Ambicje, co akurat mi
| troche przeszkadzalo w ogladaniu.

Jakie ambicje (czy może czego ambicje)?


To pytanie do Amarota.

| Ambicje biorą się z tego, że Scott od czasu "Crimson Tide" skierował
| typowe blockbustery w stronę propagandy antyrządowej. W CT było jeszcze
| w miarę spokojnie, mieliśmy tylko pokazane, że na łodziach atomowych
| pływają szaleńcy, a wojna atomowa czeka za rogiem. Ale już przekaz
| "Enemy of the State" z Willem Smithem był dość jasny.

Spisek czy zwykła antyamerykańska propaganda ;))) ?


Jak to antyamerykańska? Chyba antyrządowa? Przypominam, że w filmie
chodziło o wykorzystywanie tajnych służb do ukrycia machlojek
politycznych.

| Tak naprawdę goodguyem jest tutaj tylko Pitt.

Gdybym nie obejrzał filmu do końca to pewnie bym się zgodził :).


Czy coś przegapiłem? Co można zarzucić Pittowi oprócz może naiwności?

| CIA zostało skrytykowane bez dwóch zdań.

    Wcale nie tak bardzo :). To bardzo przyjemny fikcyjny film szpiegowsko-
spryciarsko-emocjonalny (co m.in. oznacza, że nie aż tak romansowy jak NWO), ze
świetną oprawą wizualną, muzyczną oraz aktorską. Czego można więcej pragnąć od
filmu ;)?


Prawdę powiedziawszy trochę mi się dłużył. Można jeszcze chcieć jakiejś
ładnej aktorki. Więcej suspensu, napięcia, wrażenia zamknięcia Redforda
w pułapce.

Jo'Asia
17 Kwi 2002, 05:35
Amarot wystukał w wiadomości <a9j0t6$k2@news.tpi.pl:

BTW, czujecie, ze juz za miesiac premiera E2? Co byscie powiedzieli,
na haslo pt. wspolne ogladanie filmu? W sobote rano, 18 maja
zabookowalibysmy sobie miejsca w jakims Przyzwoitym Kinie
i X Muza w jak najliczniejszej ekipie odhaczylaby rankiem ten
film? :o A potem odbyla jakies maly konwentykl, of kors.


18 maja coś mi przypomina... A, Targi Ksiażki w Warszawie :)

Podejrzewam, że w tym momencie sporej części bardziej pasowałoby
popołudnie/wieczór.

Jo'Asia

Zbigniew Toroński
17 Kwi 2002, 06:37
Użytkownik Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comw
wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:3CBD3ABA.F1314@bigfoot.com...
"Zbigniew Toroński" wrote:

| Użytkownik Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_


kropce.micha@bigfoot.comw

| wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:3CBD2A5F.F6194@bigfoot.com...

|  Tak naprawdę goodguyem jest
| tutaj tylko Pitt. CIA zostało skrytykowane bez dwóch zdań.

| Czy rzeczywiście ? Chyba lepiej jak w wywiadzie pracuja chlodni i
| pragmatyczni profesjonalisci niz nawiedzeni idealisci?

Tak. Problem jest zupełnie gdzie indziej. Nie sądzę, żeby Tony Scott
atakował wywiad tak w ogóle i podważał sens jego istnienia. On krytykuje
konkretnie CIA, jej metody, jej błędy z przeszłości.


Moim zdaniem bardzo delikatnie. Nie odebralem filmu jako
oskarzycielskiego , w stylu  'Wszystkich ludzi prezydenta' czy
'Informatora'. Pokazywal raczej kulisy pracy wywiadu agenturalnego
w terenie jako takiego (nie konkretnie CIA) z jego charakterysycznymi
cechami - werbowaniem informatorow, przerzutami ludzi przez granice,
przygotowywaniem zamachow, zakulisowym inspirowaniem lokalnych
bojowek (a nawet pojedynczych ludzi), wykorzystywaniem swoich
atutow z cala bezwglednoscia, a nawet tajemniczymi zyciorysami agentow.

Popatrz, że ta akcja z filmu mogła być przeprowadzona inaczej. Wiemy, że
Pitt to dobry snajper, czemu nie ustawił się naprzeciwko na budynku,
żeby jednym strzałem położyć tego grubasa? Rozwiązanie burzące pół
miasta było najgłupszym z możliwych.


Przede wszystkim chcieli upozorowac smiec naturalna - stad lekarz
Pitt jako strzelec wyborowy z planem B, byc moze nie wchodzil w gre
z uwagi na niechec CIA do otwartego dzialania w Bejrucie.
Taki zamach moglby podpasc przyjaciolom szejka czego CIA chciala
uniknac. Metodami milicji byly samochody pulapki a nie snajperzy.

Ale co do idealistów, to w końcu Redford też staje przed granicą, której
nie potrafi obojętnie przekroczyć. Późno, ale jednak.


Moim zdaniem facet czul sie winny osobiscie. Pitt byl dla niego troche
uczniem, troche synem. Tymczasem Redford posrednio wpakowal go
w smiertelna pulapke. IMO _tylko_ ta osobista okolicznosc zawazyla
na postepowaniu starego wygi Redforda.

Michal Olszewski
17 Kwi 2002, 11:49

Depilator wrote:

Hmmm...
Albo coś jest z moim newsreaderem, albo gadasz sam ze sobą...
Zziwne...Barzzo zziwne...
:D


Tak to, widzisz, bywa. Najpierw człowiek puszcza posta, a potem się
okazuje, że znajdzie 30 minut na poszperanie w sieci w poszukiwaniu
informacji. I ku swojemu zdziwieniu znajduje wszystkie odpowiedzi.

Michal Olszewski
17 Kwi 2002, 12:09

"Zbigniew Toroński" wrote:
Moim zdaniem bardzo delikatnie. Nie odebralem filmu jako
oskarzycielskiego , w stylu  'Wszystkich ludzi prezydenta' czy
'Informatora'. Pokazywal raczej kulisy pracy wywiadu agenturalnego
w terenie jako takiego (nie konkretnie CIA) z jego charakterysycznymi
cechami - werbowaniem informatorow, przerzutami ludzi przez granice,
przygotowywaniem zamachow, zakulisowym inspirowaniem lokalnych
bojowek (a nawet pojedynczych ludzi), wykorzystywaniem swoich
atutow z cala bezwglednoscia, a nawet tajemniczymi zyciorysami agentow.


Też mi się bardzo podobał ten element. Film ciężko zapracował sobie na
swój tytuł.

| Popatrz, że ta akcja z filmu mogła być przeprowadzona inaczej. Wiemy, że
| Pitt to dobry snajper, czemu nie ustawił się naprzeciwko na budynku,
| żeby jednym strzałem położyć tego grubasa? Rozwiązanie burzące pół
| miasta było najgłupszym z możliwych.

Przede wszystkim chcieli upozorowac smiec naturalna - stad lekarz
Pitt jako strzelec wyborowy z planem B, byc moze nie wchodzil w gre
z uwagi na niechec CIA do otwartego dzialania w Bejrucie.
Taki zamach moglby podpasc przyjaciolom szejka czego CIA chciala
uniknac. Metodami milicji byly samochody pulapki a nie snajperzy.


Ja to wiem. Nie uważam Tony'ego Scotta za jakiegoś filozofa, nie wydaje
mi się, żeby jego filmy miały jakieś bardzo głebokie dno, na którym
rzeczywiście znajduje się coś interesujacego. Jednak jeśli założe, że
przemyślał ten film pod kątem krytyki pracy wywiadu (jakkolwiek
deliaktnej) to sądzę, że atakuje on niejasną przeszłość CIA. Przede
wszystkim zbyt częste posługiwanie się zamachami terrorystycznymi,
zamiast rozwiązywać problemy chirurgicznie, umieszczając kilku snajperów
w odpowiednim miejscu i czasie. Kto wie co by się stało w tym konkretnym
przypadku? Może udałoby się zrzucić winę na milicję mimo wszystko. Tamci
zapewne chętnie by się do takiego zamachu przyznali.

Nie razi Cię przykładowo to, że na początku filmu dowiadujemy się, że
Pitt to świetny strzelec, co jest potem kompletnie niewykorzystane? To
niefilmowe zagranie. Mimo wszystko Tony Scott to wprawiony rzemieślnik,
nie wierzę tu w przypadkową wpadkę amatora.

Amarot
17 Kwi 2002, 16:34

| BTW, czujecie, ze juz za miesiac premiera E2? Co byscie
| powiedzieli, na haslo pt. wspolne ogladanie filmu? W sobote
| rano, 18 maja zabookowalibysmy sobie miejsca w jakims
| Przyzwoitym Kinie i X Muza w jak najliczniejszej ekipie
| odhaczylaby rankiem ten film? :o A potem odbyla jakies
| maly konwentykl, of kors.
18 maja coś mi przypomina... A, Targi Ksiażki w Warszawie :)


O, to znaczy, ze krakowski odlam X Muzy przybywa do stolicy? :)

Podejrzewam, że w tym momencie sporej części bardziej
pasowałoby popołudnie/wieczór.


Spoko. Pamietam, ze gdy na ekrany wchodzil E1, w kinie Femina
jakas 'grupa internetowcow' wynajela cala sale, co by razem
obejrzec film - pamietam, ze w mediach byly wowczas wzmianki
o tym fenomenie ;O Tak BTW, uswiadomilem sobie, ze w necie
nigdzie jeszcze nie ma zadnej relacji z E2 - wyglada na to, ze nikt
jeszcze nie widzial tego filmu. Wujek Lucas trzyma chyba konfitury
ukryte do samej premiery...

amarot
o             o     o                           o                   o
         o          o                       o            o                o
Don't think sorry's easily said, don't try turning tables instead

Dominik Herman [oktane96]
17 Kwi 2002, 16:55

Tak BTW, uswiadomilem sobie, ze w necie
nigdzie jeszcze nie ma zadnej relacji z E2 - wyglada na to, ze nikt
jeszcze nie widzial tego filmu. Wujek Lucas trzyma chyba konfitury
ukryte do samej premiery...


Harry widział. Ten z Ain't It Cool News. Jakieś 3-4 tygodnie temu. Był
zadowolony. To była nawet głośna sprawa, dziwne, że nic nie słyszałeś.
___________________________________________________________________
Dominik Herman [oktane96]   <ICQ#17976611 Almost Famous/ Untitled
Tell him "it's a think piece about a mid-level band struggling with
their own limitations in the harsh face of stardom." --Lester Bangs
Grzegorz W. Fedorynski
17 Kwi 2002, 17:11

Spoko. Pamietam, ze gdy na ekrany wchodzil E1, w kinie Femina
jakas 'grupa internetowcow' wynajela cala sale, co by razem
obejrzec film - pamietam, ze w mediach byly wowczas wzmianki
o tym fenomenie


Jam to nie chwaląc się sprawił... :-)

Pozdrawiam,

Alojzy

Grzegorz W. Fedorynski
17 Kwi 2002, 17:21

| Spoko. Pamietam, ze gdy na ekrany wchodzil E1, w kinie Femina
| jakas 'grupa internetowcow' wynajela cala sale, co by razem
| obejrzec film - pamietam, ze w mediach byly wowczas wzmianki
| o tym fenomenie
Jam to nie chwaląc się sprawił... :-)


Wróć - autopoprawka. Moje przedsięwzięcie było oczywiście wcześniejsze i
dotyczyło nocnego potrójnego seansu Special Edition. Ech, pionierskie
czasy...

Pozdrawiam,

Alojzy

Jo'Asia
17 Kwi 2002, 17:39
Dominik Herman [oktane96] wystukał w wiadomości
<307319280e45cdf90bd1ea31dc9e5@panic.room:

| Tak BTW, uswiadomilem sobie, ze w necie
| nigdzie jeszcze nie ma zadnej relacji z E2 - wyglada na to, ze nikt
| jeszcze nie widzial tego filmu. Wujek Lucas trzyma chyba konfitury
| ukryte do samej premiery...

Harry widział. Ten z Ain't It Cool News. Jakieś 3-4 tygodnie temu. Był
zadowolony. To była nawet głośna sprawa, dziwne, że nic nie słyszałeś.


Nawet czytałam, ale nie mogę teraz tego znaleźć. jest jakieś nowe, ale
strasznie spoilerowate...

W każdym razie to pierwsze dawało nową nadzieję ;), że będzie lepiej,
niż to zapowiada "Forbidden Love".

Jo'Asia

Jo'Asia
17 Kwi 2002, 17:39
Amarot wystukał w wiadomości <a9km7m$nv@news.tpi.pl:

| BTW, czujecie, ze juz za miesiac premiera E2? Co byscie
| powiedzieli, na haslo pt. wspolne ogladanie filmu? W sobote
| rano, 18 maja zabookowalibysmy sobie miejsca w jakims
| Przyzwoitym Kinie i X Muza w jak najliczniejszej ekipie
| odhaczylaby rankiem ten film? :o A potem odbyla jakies
| maly konwentykl, of kors.
| 18 maja coś mi przypomina... A, Targi Ksiażki w Warszawie :)

O, to znaczy, ze krakowski odlam X Muzy przybywa do stolicy? :)


Zaraz odłam. Cicha współuczestniczka ;)

Ale sądzę, że kilka osób będzie chciało bywać na spotkaniach Ars
Fantastica podczas targów, a one tak koło 10-11 starują.

Jo'Asia

Amarot
17 Kwi 2002, 17:59

| Tak BTW, uswiadomilem sobie, ze w necie
| nigdzie jeszcze nie ma zadnej relacji z E2
Harry widział. Ten z Ain't It Cool News. Jakieś 3-4 tygodnie
temu. Był zadowolony. To była nawet głośna sprawa, dziwne,
że nic nie słyszałeś.


A, to byl ten link, ktory jakis czas temu podsylales? W takim
razie sorry za brak trzezwosci 8) Jesli jeszcze dodasz, ze w necie
krazy juz screener filmu, to posypuje czaszke popiolem :)

amarot
o             o     o                           o                   o
         o          o                       o            o                o
Don't think sorry's easily said, don't try turning tables instead

Amarot
17 Kwi 2002, 17:59

| Spoko. Pamietam, ze gdy na ekrany wchodzil E1,
| w kinie Femina jakas 'grupa internetowcow' wynajela
| cala sale, co by razem obejrzec film - pamietam, ze
| w mediach byly wowczas wzmianki o tym fenomenie
| Jam to nie chwaląc się sprawił... :-)
Wróć - autopoprawka. Moje przedsięwzięcie było oczywiście
wcześniejsze i dotyczyło nocnego potrójnego seansu Special
Edition. Ech, pionierskie czasy...


To bylo to! Pamietam na 100% informacje z jakiegos Teleexpressu
czy innej Panoramy, ze wyjadacze interenetowi zarezerwowali jeden
seans wylacznie dla siebie (a nie bylem pewien czy dotyczylo PM).
Rok 1997 to chyba jeszcze czas twoich szalenstw na pl.rec.film
- jak rozumiem sprosiles owczesny trzon tamtej grupy (Aster sc byl)? :)
Mniemam, ze bawiliscie na sali D, bo az nie chce mi sie wierzyc, ze na
jednym seansie bylo ponad setka internetowcow (a reszta sal tyle miesci).

Planujesz organizowac podobny sped z okazji E2?

amarot
o             o     o                           o                   o
         o          o                       o            o                o
Don't think sorry's easily said, don't try turning tables instead

Jo'Asia
17 Kwi 2002, 18:21
Wystukałam w wiadomości <a9l0p2.3vuevc@sloth.hell.pl:

Nawet czytałam, ale nie mogę teraz tego znaleźć. jest jakieś nowe, ale
strasznie spoilerowate...


O, znalazłam: <http://www.aintitcool.com/display.cgi?id=11796

Jo'Asia

Dominik Herman [oktane96]
17 Kwi 2002, 18:24

A, to byl ten link, ktory jakis czas temu podsylales? W takim
razie sorry za brak trzezwosci 8) Jesli jeszcze dodasz, ze w necie
krazy juz screener filmu, to posypuje czaszke popiolem :)


Neee, skrinera pewnie jeszcze nie ma, chociaż w sumie nigdy nic nie
wiadomo ;)
___________________________________________________________________
Dominik Herman [oktane96]   <ICQ#17976611 Almost Famous/ Untitled
Tell him "it's a think piece about a mid-level band struggling with
their own limitations in the harsh face of stardom." --Lester Bangs
Zbigniew Toroński
18 Kwi 2002, 02:10
Użytkownik Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.micha@bigfoot.comw
wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:3CBD9C25.EC8D2@bigfoot.com...

| przygotowywaniem zamachow, zakulisowym inspirowaniem lokalnych
| bojowek (a nawet pojedynczych ludzi), wykorzystywaniem swoich
| atutow z cala bezwglednoscia, a nawet tajemniczymi zyciorysami agentow.

Też mi się bardzo podobał ten element. Film ciężko zapracował sobie na
swój tytuł.


Zaryzykuje twierdzenie, ze tlo jest w SG ciekawsze od akcji - te juz widzielismy
wielokronie.

Ja to wiem. Nie uważam Tony'ego Scotta za jakiegoś filozofa, nie wydaje
mi się, żeby jego filmy miały jakieś bardzo głebokie dno, na którym
rzeczywiście znajduje się coś interesujacego. Jednak jeśli założe, że
przemyślał ten film pod kątem krytyki pracy wywiadu (jakkolwiek
deliaktnej) to sądzę, że atakuje on niejasną przeszłość CIA. Przede
wszystkim zbyt częste posługiwanie się zamachami terrorystycznymi,
zamiast rozwiązywać problemy chirurgicznie, umieszczając kilku snajperów
w odpowiednim miejscu i czasie.


Dawniej tak robili - pierwsza akcja Pitta. Tyle, ze bez zgody wladz.
W nowych czasach musza dzialac po nowemu czyli miedzy innymi
nie angazowac sie bezposrednio. Czy to krytyka? Akcja filmu rozgrywa
sie w swiecie zimnej wojny - swiecie, ktorego juz nie ma.
W wielu dawnych krajach 'rozwijajacych sie' wrogosc do USA
przewodzacego bogatym rosnie, a kazda bezposrednia interwencja
Stanow Zjednoczonych (Somalia zeby nie szuakc daleko)
jest postrzagana jako - uzywajac starego jezyka - imperialistyczna agresja.

 Kto wie co by się stało w tym konkretnym
przypadku? Może udałoby się zrzucić winę na milicję mimo wszystko. Tamci
zapewne chętnie by się do takiego zamachu przyznali.


Jest w filmie powiedziane, ze to byla ich pierwsza powazna akcja i
dlatego potraktwali ja bardzo prestizowo.

Nie razi Cię przykładowo to, że na początku filmu dowiadujemy się, że
Pitt to świetny strzelec, co jest potem kompletnie niewykorzystane? To
niefilmowe zagranie.


Mnie to nie przeszkadzalo, a nawet pasuje. Im mniej niefilmowych zagran
w filmach sensacyjnych tym staja sie one ciekawsze. IMO oczywiscie.

Mimo wszystko Tony Scott to wprawiony rzemieślnik,
nie wierzę tu w przypadkową wpadkę amatora.


Wedlug mnie to nie wpadka - w '85 Pitt byl agentem a CIA
nie strzelcem wyborowym US Army.

Grzegorz W. Fedorynski
18 Kwi 2002, 03:18

| Wróć - autopoprawka. Moje przedsięwzięcie było oczywiście
| wcześniejsze i dotyczyło nocnego potrójnego seansu Special
| Edition. Ech, pionierskie czasy...
To bylo to! Pamietam na 100% informacje z jakiegos Teleexpressu
czy innej Panoramy, ze wyjadacze interenetowi zarezerwowali jeden
seans wylacznie dla siebie (a nie bylem pewien czy dotyczylo PM).


Obawiam się, że mieszasz dwa zdarzenia - o nas chyba jeszcze w telewizji
nie mówili, a na PM to już kilka kin robiło seans nocny - jeden zdaje się
wynajęty przez grupę pl.rec.fantastyka.starwars.

Rok 1997 to chyba jeszcze czas twoich szalenstw na pl.rec.film
- jak rozumiem sprosiles owczesny trzon tamtej grupy (Aster sc byl)? :)


Więcej ludzi było chyba z obecnej pl.rec.fantastyka.sf-f... :-)
Parę osób przyjechało z innych miast.

Mniemam, ze bawiliscie na sali D, bo az nie chce mi sie wierzyc, ze na
jednym seansie bylo ponad setka internetowcow (a reszta sal tyle miesci).


Chyba się obrażę za tak niską ocenę. Wynajęta była sala C i zabrakło na
niej miejsc (dwa tygodnie później była powtórka z salą zajętą w połowie).
Oprócz internautów obecni byli bywalcy nieodżałowanego sklepu "U Izy", bo
tam rozprowadziliśmy część biletów.

Pozdrawiam,

Alojzy

Wojciech Orlinski
18 Kwi 2002, 07:50

Amarot wrote:
o tym fenomenie ;O Tak BTW, uswiadomilem sobie, ze w necie
nigdzie jeszcze nie ma zadnej relacji z E2 - wyglada na to, ze nikt
jeszcze nie widzial tego filmu. Wujek Lucas trzyma chyba konfitury
ukryte do samej premiery...


Będzie pokaz prasowy 7 maja.

Amarot
18 Kwi 2002, 12:25

| Mniemam, ze bawiliscie na sali D, bo az nie chce mi sie wierzyc, ze na
| jednym seansie bylo ponad setka internetowcow (a reszta sal tyle
| miesci).
Chyba się obrażę za tak niską ocenę. Wynajęta była sala C i zabrakło na
niej miejsc (dwa tygodnie później była powtórka z salą zajętą w połowie).
Oprócz internautów obecni byli bywalcy nieodżałowanego sklepu "U Izy",
bo tam rozprowadziliśmy część biletów.


Ale Alojzy, planujesz w tym roku cos dzialac? Albo wiesz, ze ktos w Wawie
cos takiego robi?

Ja tam na prasowke nie bardzo mam ochote isc, bo nie lubie nastoletniego
bydla (stazysci czy co?), ktore sie w duzej ilosci zwala na takie projekcje,
i to w zmasowanych, glosnych grupach. Z checia bym sie za to na przyklad
podjal wspolorganizacji jakiegos fajnego pokazu E2 w rzeczona sobote 8)
Zabookowanie siedemdziesiecioosobowej salki w multipleksie, sami
uzytkownicy grup dyskusyjnych, mlody Vader i grozny Yoda.... aaargh,
byloby milo.

amarot
o             o     o                           o                   o
         o          o                       o            o                o
Don't think sorry's easily said, don't try turning tables instead

Grzegorz W. Fedorynski
18 Kwi 2002, 13:05

Ale Alojzy, planujesz w tym roku cos dzialac?


Raczej nie, bo...

Albo wiesz, ze ktos w Wawie
cos takiego robi?


...na pewno duża ilość kin sama z siebie zrobi pierwszy seans o północy w
czwartek. Sądzę, że żaden wynajem w sobotę nie ma sensu, bo większość
potencjalnie zainteresowanych i tak będzie chciała zobaczyć film
wcześniej.

Pozdrawiam,

Alojzy



Podobne tematy:
Michael Jackson - this is it - piątek 6 XI zapraszamy
Podanie na Game Mastera by Emi ;D
Spoiler kart oraz zapowiedzi dodatku
"Monk Season 8" is a brilliant finale for this det
I highly recommend this show---desperate housewives!!!
Spoilery
Spoilery