Minority Report - pokaz

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "Minority Report - pokaz" z grupy pl.hum.x-muza



Amarot
12 Wrz 2002, 08:37
Wszystkich, ktorzy sobie dzis przyjechali i wyjechali
z Silverschronu warto poinformowac, ze obsluga tego
zacnego kina rozsiewa dezinfo: pokaz Minority Report
odbedzie sie jutro (tzn. w piatek 13-ego) o godzinie _11:00_,
a nie o tej o ktorej oni twierdza. Pojawi sie pewnie dziki tlum,
ale warto bedzie zjechac 50 metrow pod ziemie, zeby obejrzec
nowego Spielberga :)

amarot
o             o     o                           o                   o
         o          o                       o            o                o
What can we do... live our lives like you?
We're hybrid, misguided

Wojciech Orlinski
12 Wrz 2002, 08:38

Amarot wrote:

Wszystkich, ktorzy sobie dzis przyjechali i wyjechali
z Silverschronu warto poinformowac, ze obsluga tego
zacnego kina rozsiewa dezinfo: pokaz Minority Report
odbedzie sie jutro (tzn. w piatek 13-ego) o godzinie _11:00_,
a nie o tej o ktorej oni twierdza. Pojawi sie pewnie dziki tlum,
ale warto bedzie zjechac 50 metrow pod ziemie, zeby obejrzec
nowego Spielberga :)


Warto, oj warto. Uważam ten film za arcydzieło podejmujące polemikę z
"Bladym Biegaczem" i wychodzące z niej górą!

kamila slawinski
12 Wrz 2002, 09:28

Wojciech Orlinski wrote:
Warto, oj warto. Uważam ten film za arcydzie3o podejmujące polemikę z
"Bladym Biegaczem" i wychodzące z niej górą!


eee mysle, ze bledzioch sie broni, ale film naprawde znakomity. goraco
polecam rowniez.

pozdrowienia,
kamila

monkbert
13 Wrz 2002, 19:53
Kamila Sławinska:

Wojciech Orlinski:
| Warto, oj warto. Uwa¿am ten film za arcydzie3o podejmuj±ce polemikê z
| "Bladym Biegaczem" i wychodz±ce z niej gór±!
eee mysle, ze bledzioch sie broni, ale film naprawde znakomity. goraco
polecam rowniez.


    Nie ekscytując się aż tak jak WO (któremu jak widać wystarczy rzucić na
pożarcie wątek familijny w dobrej oprawie i już jest arcydzieło ;) ) dołączam
do chóru bardzo pozytywnych głosów w pełni zgadzając się z Kamilą. Jednocześnie
zaznaczam swój "minority report" wobec kilku IMO leciutkich lecz znaczących
błędów fabularnych oraz tzw. Syndromu Rozjechanego zAkończenia
SZpilbergowskiego ;).

Amarot
15 Wrz 2002, 16:22
[Minority Report]

Warto, oj warto. Uważam ten film za arcydzieło podejmujące
polemikę z "Bladym Biegaczem" i wychodzące z niej górą!


Czyli jutro Mniejszosciowcy wskakuja na numero uno :) Mi sie tez
strasznie spodobali, aczkolwiek nie zmiazdzyli tak dokumentnie jak
Blade Runner. 10 to nie jest. Po BR mialem przygniatajace uczucie
smutku, ze ten swiat przyszlosci pokazany w filmie jest prawdziwy,
okrutny i jednoczesnie bardzo nieludzki. W MR jest troche podobnie,
ale jednak to wrazenie jest mniejsze.

amarot
o             o     o                           o                   o
         o          o                       o            o                o
Avec un ciel si gris qu'il faut lui pardonner

Rufus T. Firefly
15 Wrz 2002, 18:38

[Minority Report]
| Warto, oj warto. Uważam ten film za arcydzieło podejmujące
| polemikę z "Bladym Biegaczem" i wychodzące z niej górą!

Czyli jutro Mniejszosciowcy wskakuja na numero uno :) Mi sie tez
strasznie spodobali, aczkolwiek nie zmiazdzyli tak dokumentnie jak
Blade Runner. 10 to nie jest. Po BR mialem przygniatajace uczucie
smutku, ze ten swiat przyszlosci pokazany w filmie jest prawdziwy,
okrutny i jednoczesnie bardzo nieludzki. W MR jest troche podobnie,
ale jednak to wrazenie jest mniejsze.


To co, moze troche szerzej? Wyglada na to, ze film byl w ten weekend w
przedbiegach w wiekszych miastach, wiec mozna sie juz troche rozpisac.

Wojtku, w czym widzisz tutaj polemike z Bladawcem? Poza oczywistymi
odniesieniami wizualnymi nie widze tutaj na pierwszy rzut oka, oka, oka, oka
zadnych powazniejszych polemik tematycznych.

Garsc moich wrazen:

- Oczywiscie fantastyczna oprawa wizualna. Scenografie, kostiumy, efekty
itd. zupelnie rewelacyjne i bardzo zgrabnie przemyslane - przede wszystkim
_nie_ nachalnie futurystyczne, tylko osadzone mocno w tym, co znamy, ale
jakos wypolerowane. Tutaj rzeczywiscie jest to na poziomie BR, w ktorym i
scenografie i kostiumy projektowano z takim samym zalozeniem.

- Podobnie jak w AI widac tutaj wplyw Kubricka, ale calosc znacznie lepiej
trzyma sie kupy i nie rozjezdza w zadnym kierunku. W sumie IMO to najlepszy
film Spielberga od czasu Ryana. Ciekawe, ze poza kilkoma scenami, MR
praktycznie w ogole nie sprawia wrazenia filmu spielbergowskiego w
dotychczasowym znaczeniu.

- Prosta historia z ktorej Spielberg wycisnal duzo emocji. Myslalem
wprawdzie po pierwszym akcie, ze film utrzyma i rozbuduje watki
filozoficzne, a nie potraktuje je tylko jako pretekst dla akcji, ale tak czy
inaczej jest to duzo. W koncu to nie jest Kubrick, tylko Spielberg.

- Troche ciekawych odwolan i nawiazan do roznych innych filmow/osob, ale na
szczescie bez wrazenia zaslaniania sie pustymi cytatami z innych filmow.
Wiekszosc sprawia tutaj wrazenie, ze wyrasta z fabuly i atmosfery filmu.
Jesli w metro pojawia sie Cameron Crowe i Cameron Diaz, to niby od razu
przypomina sie Vanilla Sky, ale tez scena sugeruje przez to, ze Cruise jest
w jakiejs surrealistycznej wizji, ktora moze sie okazac prawdziwa, ale nie
musi. Jak w roli Anne Lively pojawia sie nagle jak grom z jasnego nieba
Jessica Harper, to od razu jest mysl, ze zamaskowany morderca okaze sie kim
innym niz sie wydaje. Ladne wykorzystanie motywow, ktore rozpozna tylko
czesc widowni, ale jesli rozpozna, to jednak cos z tego wezmie, a nie tylko
skuma bezcelowe mrugniecie okiem.

- Wlasnie, oko. W pierwszej polowie filmu jest bardzo zgrabnie wplatany
motyw oka/oczu - od bezposrednich ujec, przez akcent na odpowiednie slowo w
dialogach (ktos sie zajaknie przy 'eye' itp.) - wciaz gdzies pojawia sie
okreslenie 'oko', 'widziec', ujecie skanowanej siatkowki. Ale... ostatecznie
mam wrazenie, ze nigdzie to nie prowadzi poza dosc oczywistym odniesieniem
do widzenia przyszlosci i przedstawienia oka jako elementu identyfikujacego
czlowieka. Taki trop, ktory od polowy filmu sie rozmywa i nigdzie nie
prowadzi. U Kubricka bylaby z tym zwiazana jakas ogolna mysl. U Spielberga
nie jest. Nie bardzo rozumiem w sumie po co pojawilo sie to w filmie, skoro
nie niesie zadnych dekodowalnych znaczen. Ale moze po prostu nie skumalem.

- Poza pozytywnymi odniesieniami, mialem jednak kilka momentow odniesien
"negatywnych" - przede wszystkim do Matriksa: postacie zatopione w kisielu,
animacja pajakow. Nie wiem, czy to bylo swiadome. W sumie to bez znaczenia.
Potwierdza po prostu, ze Matrix jest dzis dla kina SF tym, czym BR byl 20
lat temu - najbardziej wplywowym i najszerzej kopiowanym/kojarzonym filmem.
Nie rozumiem tez sensu wstawienia tych kilku dodatkowych cameo znanych osob.

- To powiedziawszy - MR to najlepsze SF od czasu Matriksa. Tak samo pelne
drobiazgow, rozwiazan i ujec ktore pozostaja w pamieci.

- Ktos narzekal na muzyke Williamsa - zdaje sie, ze Kamila. IMO blad. To
chyba najbardziej eksperymentalny Williams od kupy lat. O ile eksperyment
nie ma oczywiscie wartosci sam w sobie, o tyle ten jest IMO w wiekszej
czesci udany. Williams nie wymyslil do filmu glownego motywu w stylu
poprzednich filmow Spielberga, tylko podszedl do tematu nawiazujac do
podejscia Bernarda Herrmanna. Nawiazuje zreszta w tej muzyce mocno do
Herrmanna - sa w filmie momenty, kiedy ze sciezki leci powtorka
herrmannowskiej muzy z Vertigo. Poza tym i Williams i sam film nawiazuja
przeciez mocno do filmu noir, a tam podejscie do muzyki bylo raczej
bezmotywowe. Fakt jednak, ze na plycie ta muza brzmi lepiej, bardziej
intrygujaco i jakos "pelniej" niz w filmie. Ciekawe, bo to u Williamsa
rzadkie, zeby bez obrazu brzmial lepiej niz z obrazem.

- Tradycyjnie dla Spielberga, zakonczenie jest jakos plaskie - nic
szczegolnego z niego dla mnie nie wyniklo, czego nie wiedzialbym w filmie
sporo wczesniej (metnie pisze, zeby mocniej nie spojlerowac). Sa tez lekko
irytujace dziury w fabule i logice opowiesci (np. co to za wyjasnienie, ze
pre-cogs nic nie widza w danym momencie, wiec mozna zabic? przeciez widzieli
z duzym wyprzedzeniem?!). Ale w sumie nic, co mogloby polozyc film.

- Dziwna, bardzo nawet dziwna scena w cieplarni z tworczynia calego
pre-crime.
Ma ktos jakis pomysl na wyjasnienie podtekstow i znaczen z tej sceny? Moze
to mocno zakamuflowane odniesienie do Kubricka? Ogrod jako raj, te rzeczy?
Nie daje mi to spokoju.

- Ogolnie - bardzo dobry film rozrywkowy z kilkoma glebszymi myslami. Do
Blade Runnera tutaj daleko o tyle, ze BR wydaje mi sie byc na przeciwnym
biegunie - jest filozoficznym filmem z kilkoma elementami filmu
rozrywkowego. Gdyby Spielberg szerzej i glebiej obrobil koncepcje calego
przewidywania przyszlosci, wplywu na nia i ceny jaka sie za to placi,
rzeczywiscie bylaby tu szansa na jakies porywnywanie obok siebie. Bez tego
raczej nie bardzo. Choc na pewno zaliczylbym MR do (niby)gatunku future
noir, tak samo jak BR. Poza tym material jest na pewno na kilka seansow.

Wojciech Orlinski
15 Wrz 2002, 18:46

"Rufus T. Firefly" wrote:
Wojtku, w czym widzisz tutaj polemike z Bladawcem? Poza oczywistymi
odniesieniami wizualnymi nie widze tutaj na pierwszy rzut oka, oka, oka, oka
zadnych powazniejszych polemik tematycznych.


Reklamy, policja, pojazdy.

- Oczywiscie fantastyczna oprawa wizualna. Scenografie, kostiumy, efekty
itd. zupelnie rewelacyjne i bardzo zgrabnie przemyslane - przede wszystkim
_nie_ nachalnie futurystyczne, tylko osadzone mocno w tym, co znamy, ale
jakos wypolerowane. Tutaj rzeczywiscie jest to na poziomie BR, w ktorym i
scenografie i kostiumy projektowano z takim samym zalozeniem.


O tyle o ile - Scott konsultował sie tylko z Meadem, Spielberg zatrudnił
swój słynny think-tank z doradcami.

Artur Wieckowski
16 Wrz 2002, 06:02
Rufus T. Firefly wrote:


[ciach]

- Dziwna, bardzo nawet dziwna scena w cieplarni z tworczynia calego
pre-crime.
Ma ktos jakis pomysl na wyjasnienie podtekstow i znaczen z tej sceny?
Moze to mocno zakamuflowane odniesienie do Kubricka? Ogrod jako raj,
te rzeczy? Nie daje mi to spokoju.


Matrix Panie Matrix ;-) Mnie ta scena od razu wydala sie kopia sceny z
wyrocznia, ten sam absurdalny(sic!) zwykly swiat wsrod swiata SF. Podobnie
jak w Matrixie kobieta wie wiecej niz cala reszta, z rozmowy z nia nie tylko
bohater, ale rowniez my najwiecej lapiemy(choc oczywiscie u Wachowskich ta
scena jest Kluczem do filmu a tu jest imho tylko kluczykiem). Po drugie obie
Panie w trakcie spotkan maja rownie banalne zajecia. Jedna zajmuje sie
hodowla kwiatkow a druga pieczeniem ciasteczek.

AW

Amarot
16 Wrz 2002, 13:32
Ja tylko krotko a propos tego co wlasnie zobaczylem w tetrykach.
Kopara mi zjechala do samej ziemi gdy zobaczylem ocene Majnority
wystawiona przez Anne Draniewicz. Rany, sa pewne granice bycia
kontrowersyjnym - wszystko rozumiem - Bolek i Lolek moze sie
bardziej podobac od Fanny i Aleksandra - OK. Ale zeby w kategorii
filmow s-f wyzej ocenic Impostora od MR? To sie w glowie nie
miesci. Konrad, ona bedzie jutro na konwentykulu? :)

amarot
o             o     o                           o                   o
         o          o                       o            o                o
Take my hand, tell me what you are feeling
Understand this is just the beginning!

kamila slawinska
17 Wrz 2002, 03:12

<chac@stgambit.gda.plwrote:
- Oczywiscie fantastyczna oprawa wizualna. Scenografie, kostiumy, efekty
itd. zupelnie rewelacyjne i bardzo zgrabnie przemyslane - przede wszystkim
_nie_ nachalnie futurystyczne, tylko osadzone mocno w tym, co znamy, ale
jakos wypolerowane. Tutaj rzeczywiscie jest to na poziomie BR, w ktorym i
scenografie i kostiumy projektowano z takim samym zalozeniem.


ze pozwole sobie wtracic trzy gorsze. czy nie wydawalo ci sie, ze
spielberg swiadomie zdecydowal sie na taka oprawe plastyczna, ktora
niemal mowi wprost 'przyszlosc zaczyna sie juz teraz'? w BR miala byc
przyszlosc 'przyszla', nbie zrealizowana jeszcze; w MR ja przynajmniej
mialam wrazenie,ze naprowadza sie mnie ku stwierdzeniu, ze ten swiat w
gfrunice rzeczy nie jest az tak bardzo inny od mojej codziennosci.

- Podobnie jak w AI widac tutaj wplyw Kubricka, ale calosc znacznie lepiej
trzyma sie kupy i nie rozjezdza w zadnym kierunku.


...procz samej fabuly (co wiedza, a czego nie wiedza precogsi) - ale
sam to zauwazasz kilka akapitow nizej.

- Ktos narzekal na muzyke Williamsa - zdaje sie, ze Kamila. IMO blad. To
chyba najbardziej eksperymentalny Williams od kupy lat. O ile eksperyment
nie ma oczywiscie wartosci sam w sobie, o tyle ten jest IMO w wiekszej
czesci udany. Williams nie wymyslil do filmu glownego motywu w stylu
poprzednich filmow Spielberga, tylko podszedl do tematu nawiazujac do
podejscia Bernarda Herrmanna. Nawiazuje zreszta w tej muzyce mocno do
Herrmanna - sa w filmie momenty, kiedy ze sciezki leci powtorka
herrmannowskiej muzy z Vertigo. Poza tym i Williams i sam film nawiazuja
przeciez mocno do filmu noir, a tam podejscie do muzyki bylo raczej
bezmotywowe. Fakt jednak, ze na plycie ta muza brzmi lepiej, bardziej
intrygujaco i jakos "pelniej" niz w filmie. Ciekawe, bo to u Williamsa
rzadkie, zeby bez obrazu brzmial lepiej niz z obrazem.


czuje sie nieco wywolana do tablicy, chociaz tekst, w ktorym
narzekalam, nie ujrzal jeszcze swiatla dziennego :) wyznam, ze
generalnie malo powazam williamsa, bo jest on MZ jednym z takich
kompozytoprow, ktorych muzyka nijak nie broni sie bez filmu. przyznam
jednak, ze nie probowalam slychac OST bez czesci wizualnej - totez
chyba w tym miejscu dziala wylacznie zasada DGCC.

- Dziwna, bardzo nawet dziwna scena w cieplarni z tworczynia calego
pre-crime.
Ma ktos jakis pomysl na wyjasnienie podtekstow i znaczen z tej sceny? Moze
to mocno zakamuflowane odniesienie do Kubricka? Ogrod jako raj, te rzeczy?
Nie daje mi to spokoju.


to jest troche jak raj, bo ta kobieta jest swego rodzaju boginia,
ktora ustalila reguly, wedlug ktorych tocza sie losy smiertelnikow na
planach ponizej. przynajmniej mnie si eto tak kojarzy.

pozdrowienia,
kamila

kamila slawinska
17 Wrz 2002, 03:16

Ja tylko krotko a propos tego co wlasnie zobaczylem w tetrykach.
Kopara mi zjechala do samej ziemi gdy zobaczylem ocene Majnority
wystawiona przez Anne Draniewicz. Rany, sa pewne granice bycia
kontrowersyjnym - wszystko rozumiem - Bolek i Lolek moze sie
bardziej podobac od Fanny i Aleksandra - OK. Ale zeby w kategorii
filmow s-f wyzej ocenic Impostora od MR? To sie w glowie nie
miesci.


to brzydko krytykowac ludzi, ktorzy nie moga odpowiedziec na tym samym
forum, ale moze ktos namowi anie do udzialu  w dyskusjach xmuzowych,
skoro do tego doszlo... mam wrazenie, ze w jej wypadku mamy do
czyniena z gleboko zakorzenionym syndromem cycerona - tyle, ze zamiast
kartaginy wystepuje ameryka. wydaje mi sie, ze wedlug ani w ameryce w
ogole nie robia i nie maja szans zrobic nic godnego ogladania. a
przynajmniej po przeczytaniu kilku poprzednich recenzji z roznych
amerykanskich filmow (niekoniecznie z hollywood) i notki o 'in the
bedroom' takie jest moje odczucie.

pozdrowienia,
kamila

Michal Radomil Wisniewski
17 Wrz 2002, 08:34

ze pozwole sobie wtracic trzy gorsze. czy nie wydawalo ci sie, ze
spielberg swiadomie zdecydowal sie na taka oprawe plastyczna, ktora
niemal mowi wprost 'przyszlosc zaczyna sie juz teraz'? w BR miala byc
przyszlosc 'przyszla', nbie zrealizowana jeszcze; w MR ja przynajmniej
mialam wrazenie,ze naprowadza sie mnie ku stwierdzeniu, ze ten swiat w
gfrunice rzeczy nie jest az tak bardzo inny od mojej codziennosci.


A gdzie tam od razu Spielberg, toz od 10 lat tak sie robi. Jak wygladaly
Robocopy, zwlaszcza serial? BR to byl duzy krok na drodze do
"urzeczywistnienia" przyszlosci w opozycji do tych wszystkich wizji ala Hugo
G., ale potem i tak stwierdzono, ze w ciagu 20-30 lat to wszystko nie zmieni
sie az tak bardzo.

m.

Radosław Tatarczak
18 Wrz 2002, 07:04
"Amarot" <ma@wp.plwrote in <am4t8r$38@news.tpi.pl:

Ja tylko krotko a propos tego co wlasnie zobaczylem w tetrykach.
Kopara mi zjechala do samej ziemi gdy zobaczylem ocene Majnority
wystawiona przez Anne Draniewicz. Rany, sa pewne granice bycia
kontrowersyjnym - wszystko rozumiem - Bolek i Lolek moze sie
bardziej podobac od Fanny i Aleksandra - OK.


I  pisze to niekontrowersyjny Tetryk, ktory w niejasnych okolicznosciach
dal 4 dla ZN ;)))

z usmiechem
RT

Krzysztof Kolaczkowski
19 Wrz 2002, 07:21

Amarot <ma@wp.plwrote:
Ja tylko krotko a propos tego co wlasnie zobaczylem w tetrykach.
Kopara mi zjechala do samej ziemi gdy zobaczylem ocene Majnority
wystawiona przez Anne Draniewicz. Rany, sa pewne granice bycia
kontrowersyjnym - wszystko rozumiem - Bolek i Lolek moze sie
bardziej podobac od Fanny i Aleksandra - OK. Ale zeby w kategorii
filmow s-f wyzej ocenic Impostora od MR?


W kategorii filmów s-f - jak najbardziej. Przecież ten cały raport,
to przecież przeciętny kryminał, tyle, że z kilkoma rekwizytami s-f
(zresztą -  poza paroma wyjątkami -  zupełnie nie wykorzystanymi).

Czego mi brakowało, nawet po Impostorze (który mnie notabene nie
zachwycił), to tego że oglądając, nie miałem uczucia dotykania
tajemnicy. Była zagadka, owszem, ale jak na współczesne kino
sensacyjne wcale nie wymyślna - w zasadzie od razu można było
podejrzewać, że stary ma nieczyste sumienie.

No dobra,  tajemniczką można nazwać motyw samospełniającej się
przepowiedni, wykorzystany na dużą skalę w całym założeniu fabularnym
oraz w kilku drobiazgach - współpraca Agathy z Andertonem (balon,
daj żebrakowi kilka monet)

Scenografia i rekwizyty - mimo kilku fajnych szczegółów - (pająki
mi się bardzo podobały -  jak chodziły (oczywiście, Matrix), jak
niuchały, jak współpracowały) to jednak całościowego  porównania
z takim Blade Runnerem nie wytrzymuje.

Humor - w zasadzie, humor mi nie przeszkadza o ile jest dyskretnie
podany. Niech zachowuje jakiś poziom  (oczy toczące się po korytarzu
wywołują rechot a nie śmiech) Z drugiej strony, były też motywy
delikatniejsze - żebrak. Tym humorem Spielberg  zdystansował do
swojej opowieści i zrobił z niej kolejny odcinek ,,Poszukiwaczy
Zaginionej Arki'', czy czegoś w tym rodzaju. Oczywiście, Arka była
fajna, ale ja czekałem na zapierającą dech w piersiach tajemnice.

Nie doczekałem się.  :-(

Pozdrawiam,
K.

Krzysztof Krzyżaniak
19 Wrz 2002, 07:54
Pewnego dnia, a było to 19 Sep 2002 11:18:51 GMT, przyszła do mnie
wiadomość z adresu <k@lech.pse.pli powiedziała:

[..]

Humor - w zasadzie, humor mi nie przeszkadza o ile jest dyskretnie
podany. Niech zachowuje jakiś poziom  (oczy toczące się po korytarzu
wywołują rechot a nie śmiech) Z drugiej strony, były też motywy
delikatniejsze - żebrak. Tym humorem Spielberg  zdystansował do
swojej opowieści i zrobił z niej kolejny odcinek ,,Poszukiwaczy
Zaginionej Arki'', czy czegoś w tym rodzaju. Oczywiście, Arka była
fajna, ale ja czekałem na zapierającą dech w piersiach tajemnice.

Nie doczekałem się.  :-(


Film trzyma w jako-takim napięci do momentu znalezienia Leo Crowa w hotelu.
Później standardowa hollywoodzka papka.

  eloy

Krzysztof Kolaczkowski
19 Wrz 2002, 07:56

Krzysztof Krzyżaniak <e@pawnhearts.eu.orgwrote:
Pewnego dnia, a było to 19 Sep 2002 11:18:51 GMT, przyszła do mnie
wiadomość z adresu <k@lech.pse.pli powiedziała:
[..]
| Humor - w zasadzie, humor mi nie przeszkadza o ile jest dyskretnie
| podany. Niech zachowuje jakiś poziom  (oczy toczące się po korytarzu
| wywołują rechot a nie śmiech) Z drugiej strony, były też motywy
| delikatniejsze - żebrak. Tym humorem Spielberg  zdystansował do
| swojej opowieści i zrobił z niej kolejny odcinek ,,Poszukiwaczy
| Zaginionej Arki'', czy czegoś w tym rodzaju. Oczywiście, Arka była
| fajna, ale ja czekałem na zapierającą dech w piersiach tajemnice.

| Nie doczekałem się.  :-(
Film trzyma w jako-takim napięci do momentu znalezienia Leo Crowa w hotelu.
Później standardowa hollywoodzka papka.


Dokładnie. Zresztą, dla mnie mógłby sie w tym momencie zakończyć
- wyszłoby to całkiem zgrabnie.

Pozdrawiam,
K.

Artur Wieckowski
19 Wrz 2002, 08:25

Krzysztof Krzyżaniak wrote:
Film trzyma w jako-takim napięci do momentu znalezienia Leo Crowa w
hotelu. Później standardowa hollywoodzka papka.


Z pierwszym zdaniem sie zgodze(po wycieciu jako-takim:-), choc dodam, ze
pozniejsza akcja mnie osobiscie przykuwala do fotela, moze nie w takim
stopniu jak ta wczesniejsza ale jednak.  Imho Spielberg nie bylby soba gdyby
nie ostatnie "familijne" ujecie(i tak naprawde do tego ujecia mam najwieksze
zastrzezenia). Natomiast co do drugiego to mam pewne watpliwosci, zauwaz, ze
nie zostal rozwiazany watek zaginionego syna, rzecz raczej rzadko spotykana
w Hollywood.

AW

Krzysztof Kolaczkowski
19 Wrz 2002, 08:32

Artur Wieckowski <artur.wieckow@bezkurier.plwrote:
Krzysztof Krzyżaniak wrote:
| Film trzyma w jako-takim napięci do momentu znalezienia Leo Crowa w
| hotelu. Później standardowa hollywoodzka papka.
Z pierwszym zdaniem sie zgodze(po wycieciu jako-takim:-), choc dodam, ze
pozniejsza akcja mnie osobiscie przykuwala do fotela, moze nie w takim
stopniu jak ta wczesniejsza ale jednak.  Imho Spielberg nie bylby soba gdyby
nie ostatnie "familijne" ujecie(i tak naprawde do tego ujecia mam najwieksze
zastrzezenia). Natomiast co do drugiego to mam pewne watpliwosci, zauwaz, ze
nie zostal rozwiazany watek zaginionego syna, rzecz raczej rzadko spotykana
w Hollywood.


Jak bym wolał, żeby film zakończył się własnie rozwaleniem Joego Crowa
i żeby okazał się on faktycznym mordercą syna Andertona. Oszczędzilibyśmy
jakąś godzinkę  a i tak opowieść miałaby jakiś sens ;-)

Pozdrawiam,
K.

Artur Wieckowski
19 Wrz 2002, 08:48

Krzysztof Kolaczkowski wrote:
Jak bym wolał, żeby film zakończył się własnie rozwaleniem Joego Crowa
i żeby okazał się on faktycznym mordercą syna Andertona.


Ja mimo wszystko liczylem na spotkanie ojca z synem na koncu filmu.

Oszczędzilibyśmy jakąś godzinkę  a i tak opowieść miałaby jakiś sens
;-)


Co bys w takim razie zmienil w swoim zdaniu zacytowanym ponizej: ? ;-))

w zasadzie od razu można było
podejrzewać, że stary ma nieczyste sumienie


AW

PS Stary wcale mi sie nie wydawal podejrzany(choc ciekawilo mnie dlaczego do
tej niewielkiej i raczej nieciekawej poczatkowo roli Spielberg wybral von
Sydowa ;-)

Krzysztof Krzyżaniak
19 Wrz 2002, 09:28

wiadomość z adresu <artur.wieckow@bezkurier.pli powiedziała:

Krzysztof Krzyżaniak wrote:
| Film trzyma w jako-takim napięci do momentu znalezienia Leo Crowa w
| hotelu. Później standardowa hollywoodzka papka.

Z pierwszym zdaniem sie zgodze(po wycieciu jako-takim:-), choc dodam, ze
pozniejsza akcja mnie osobiscie przykuwala do fotela, moze nie w takim


Problem w tym, że później w zasadzie nie było już akcji tylko zebranie
wszystkich gości przy kominku i opowiedzenie jak to było naprawde (zabił
oczywiście lokaj). A chwyt detyktywistyczny ("nie wspominałem, że została
utopiona") jest chyba najbardziej ogranym motywem.

stopniu jak ta wczesniejsza ale jednak.  Imho Spielberg nie bylby soba gdyby
nie ostatnie "familijne" ujecie(i tak naprawde do tego ujecia mam najwieksze
zastrzezenia). Natomiast co do drugiego to mam pewne watpliwosci, zauwaz, ze
nie zostal rozwiazany watek zaginionego syna, rzecz raczej rzadko spotykana
w Hollywood.


Po prostu zabrakło pomysłu. Mógł być albo happy end (co by raczej kładło
film w całości), albo anty-happy-end (ale to już nie byłby Hollywood).

  eloy

Artur Wieckowski
19 Wrz 2002, 09:46

Krzysztof Krzyżaniak wrote:
Problem w tym, że później w zasadzie nie było już akcji tylko zebranie
wszystkich gości przy kominku i opowiedzenie jak to było naprawde
(zabił oczywiście lokaj). A chwyt detyktywistyczny ("nie wspominałem,
że została utopiona") jest chyba najbardziej ogranym motywem.


Jednak bez tych kilku scen film bylby imho niepelny. Wydaje mi sie, ze
pozostalby jeszcze wiekszy niedosyt.

Po prostu zabrakło pomysłu. Mógł być albo happy end (co by raczej
kładło film w całości), albo anty-happy-end (ale to już nie byłby
Hollywood).


Mysle, ze przy zaangazowaniu kilku dobrych scenarzystow daloby sie sprawe
chlopca zgrabnie rozwiazac...A jako ze jeszcze nie jestem scenarzysta, to
nie mam pomyslu jak nalezaloby to zrobic, zeby nie uzywac zdartych rozwiazan
;-)

AW

Krzysztof Kolaczkowski
19 Wrz 2002, 09:52

Artur Wieckowski <artur.wieckow@bezkurier.plwrote:
Co bys w takim razie zmienil w swoim zdaniu zacytowanym ponizej: ? ;-))
| w zasadzie od razu można było
| podejrzewać, że stary ma nieczyste sumienie


Że się wyzwolili ze starego jak świat schematu i mnie pięknie nabrali :-)

Pozdrawiam,
K.

Piotr Sawicki
19 Wrz 2002, 11:42
Krzysztof Kolaczkowski powiada :

No dobra,  tajemniczką można nazwać motyw samospełniającej się
przepowiedni, wykorzystany na dużą skalę w całym założeniu fabularnym
oraz w kilku drobiazgach - współpraca Agathy z Andertonem (balon,
daj żebrakowi kilka monet)


Zaprawdę ciekawe rozwiązanie - ale szczerze powiedziawszy mam wrażenie,
że scenarzysta nie zdawał sobie sprawy (wnioskując po łopatologii
w objaśnianiu nieistotnych oczywistości), iż właśnie dlatego powinno
się zakończyć projekt Precrime (to jasnowidze spowodowali zabójstwo
realizując wersję przyszłości, w której oskarżają Andertona - sam
BedGaj nijak nie przestawiłby zwrotnicy historii, on tylko skaptował
skazańca), puszkowanie niewinnych to w końcu design flaw -
wystarczyłoby zbrodnie _uniemożliwiać_. Z bardziej nitpickingowych
klimatów : jeśli Lamarr ma taką władzę, że potrafi zatuszować zabójstwo
Witwera w na pewno przecież obserwowanym mieszkaniu zbiega z broni
przejętej już przez policję - to dlaczemu nie doprowadził po prostu
do odebrania narkomance praw rodzicielskich ?

Piotr Sawicki

Jacek Fedorynski
20 Wrz 2002, 12:00

- Tradycyjnie dla Spielberga, zakonczenie jest jakos plaskie - nic
szczegolnego z niego dla mnie nie wyniklo, czego nie wiedzialbym w filmie
sporo wczesniej (metnie pisze, zeby mocniej nie spojlerowac). Sa tez lekko
irytujace dziury w fabule i logice opowiesci (np. co to za wyjasnienie, ze
pre-cogs nic nie widza w danym momencie, wiec mozna zabic? przeciez widzieli
z duzym wyprzedzeniem?!). Ale w sumie nic, co mogloby polozyc film.


Raz z większym, raz z mniejszym, w przypadku pierwszego pokazanego
morderstwa była to chyba godzina czy coś koło tego. W danym momencie nic
nie widzieli np. dlatego, że Anderton zrobił w agencji rozpierduchę i do
tego uprowadził najważniejszą jasnowidzkę.

Natomiast niech ktoś mi powie w jaki właściwie sposób Lamar wywołał wizję
jak Anderton zabija Crowa. Mógł wynająć Crowa, OK, podrobić zdjęcia i tak
dalej, ale przecież Anderton nie poszedłby do tego hotelu gdyby nie
zobaczył wizji.

Jacek Fedoryński

"I z twarzą na wschód zrobiłem jeden krok. Skończyłem. Rozpoczynaj."

Rufus T. Firefly
22 Wrz 2002, 17:54
Użytkownik "Artur Wieckowski" <artur.wieckow@bezkurier.plnapisał w
wiadomości

| - Dziwna, bardzo nawet dziwna scena w cieplarni z tworczynia calego
| pre-crime.
| Ma ktos jakis pomysl na wyjasnienie podtekstow i znaczen z tej sceny?
| Moze to mocno zakamuflowane odniesienie do Kubricka? Ogrod jako raj,
| te rzeczy? Nie daje mi to spokoju.

Matrix Panie Matrix ;-) Mnie ta scena od razu wydala sie kopia sceny z
wyrocznia, ten sam absurdalny(sic!) zwykly swiat wsrod swiata SF. Podobnie
jak w Matrixie kobieta wie wiecej niz cala reszta, z rozmowy z nia nie
tylko
bohater, ale rowniez my najwiecej lapiemy(choc oczywiscie u Wachowskich ta
scena jest Kluczem do filmu a tu jest imho tylko kluczykiem). Po drugie
obie
Panie w trakcie spotkan maja rownie banalne zajecia. Jedna zajmuje sie
hodowla kwiatkow a druga pieczeniem ciasteczek.


To prawda, ze analogia z Matriksem narzuca sie sama. Ale mnie chodzilo po
glowie jeszcze cos - wlasnie jakies odniesienie do medrca w ogrodzie. Film
jest mocno kubrickowski i stad pomyslalem, ze moze jest cos w podtekscie w
przedstawieniu w takim ogrodzie postaci izolujacego sie geniusza, ktory zna
odpowiedz na wiekszosc pytan, ale nie udziela ich w prosty sposob.

Rufus T. Firefly
22 Wrz 2002, 17:54

| Wojtku, w czym widzisz tutaj polemike z Bladawcem? Poza oczywistymi
| odniesieniami wizualnymi nie widze tutaj na pierwszy rzut oka, oka, oka,
oka
| zadnych powazniejszych polemik tematycznych.

Reklamy, policja, pojazdy.


Nie bardzo rozumiem, dlaczego upierasz sie, zeby to nazywac polemika. To
raczej zwykle rozwiniecie tego samego tematu krok dalej. Ciekawsze przede
wszystkim technicznie, no ale po 20 latach rozwoju branzy to nic dziwnego.
Musze zreszta powiedziec, ze o ile pomysl Scotta nadal wydaje mi sie
wiarygodny, o tyle pomysl Spielberga - z tym ultra-intruzywnymi reklamami -
nie. Wydaje mi sie malo prawdopodobne dopuszczenie reklam do takiego poziomu
ingerencji i nachalnosci, bez mozliwosci wylaczenia dostepu systemu do
konkretnej osoby. A Cruise w filmie wydaje mi sie akurat taka osoba, ktora
wolalaby to wylaczyc.

Rufus T. Firefly
22 Wrz 2002, 17:56

| - Tradycyjnie dla Spielberga, zakonczenie jest jakos plaskie - nic
| szczegolnego z niego dla mnie nie wyniklo, czego nie wiedzialbym w
filmie
| sporo wczesniej (metnie pisze, zeby mocniej nie spojlerowac). Sa tez
lekko
| irytujace dziury w fabule i logice opowiesci (np. co to za wyjasnienie,
ze
| pre-cogs nic nie widza w danym momencie, wiec mozna zabic? przeciez
widzieli
| z duzym wyprzedzeniem?!). Ale w sumie nic, co mogloby polozyc film.

Raz z większym, raz z mniejszym, w przypadku pierwszego pokazanego
morderstwa była to chyba godzina czy coś koło tego. W danym momencie nic
nie widzieli np. dlatego, że Anderton zrobił w agencji rozpierduchę i do
tego uprowadził najważniejszą jasnowidzkę.


No ale o to chodzi, ze oni widzieli wlasnie nie "w danym momencie" (co
byloby kompletnie neprzydatne dla systemu), tylko odpowiednio wczesniej:
PRE-cogs. Caly plan von Sydova jest w tym kontekscie idiotyczny, bo precogs
powinni widziec jego zbrodnie np. dzien wczesniej.

Natomiast niech ktoś mi powie w jaki właściwie sposób Lamar wywołał wizję
jak Anderton zabija Crowa. Mógł wynająć Crowa, OK, podrobić zdjęcia i tak
dalej, ale przecież Anderton nie poszedłby do tego hotelu gdyby nie
zobaczył wizji.


Sluszna uwaga, ale to juz klasyczny paradoks o wiedzy o przyszlosci. Moze
tak byloby i tak, a moze to samospelniajaca sie przepowiednia.

Quefear
22 Wrz 2002, 18:20

No ale o to chodzi, ze oni widzieli wlasnie nie "w danym momencie" (co
byloby kompletnie neprzydatne dla systemu), tylko odpowiednio wczesniej:
PRE-cogs. Caly plan von Sydova jest w tym kontekscie idiotyczny, bo
precogs
powinni widziec jego zbrodnie np. dzien wczesniej.


Sorki, że się wtrącę,  kiedy Pre cogs widzą coś. (tzn na ile wcześniej)
pewnie da się łatwo zbyć odpowiedzią, że, czasem wcześniej, czasem później
:))
Dla mnie problemem (czy też raczej babolem) jest dlaczego pre cogs widzą
tylko zbrodnie w Waszyngtonie :))

pozdrawiam

Quef

Wagrowski, Konrad
23 Wrz 2002, 06:26

-----Original Message-----
From: Rufus T. Firefly [mailto:chac@stgambit.gda.pl]
Sent: Sunday, September 22, 2002 11:42 PM
To: pl-hum-x-m@newsgate.pl
Subject: Re: Minority Report - szerzej

Musze zreszta powiedziec, ze o ile pomysl Scotta nadal wydaje mi sie
wiarygodny, o tyle pomysl Spielberga - z tym
ultra-intruzywnymi reklamami -
nie. Wydaje mi sie malo prawdopodobne dopuszczenie reklam do
takiego poziomu
ingerencji i nachalnosci, bez mozliwosci wylaczenia dostepu systemu do
konkretnej osoby. A Cruise w filmie wydaje mi sie akurat taka
osoba, ktora wolalaby to wylaczyc.


Wiesz, byc moze dlatego, ze momentami w pracy siedze blizej takich spraw,
ale to akurat mi sie wydalo bardzo prawdopodobne i bedace naturalna
ewolucja. W jakims sensie kazdy zgadza sie na taka ingerencje przez samo
wejscie do sklepu - bo wlasnie tam dzialaja te intruzywne reklamy. Wreszcie
nie jest trudno osiagnac cos takiego przez umiejetne podanie jakiegos
papierka do podpisania, przy jakims zakupie bez ktorego po prostu nie mozesz
sie obejsc (czy chocby uwaga malymi literkami o Twojej zgodzie na
wykorzystanie Twojego nazwiska w celach marketingowych przy zakupach przez
siec). Dla mnie zaden dysonans, w pelni realne - pogadajmy o tym zreszta za
50 lat.

A motyw z panem Yakamoto byl uroczy. :-)))

Konrad Wagrowski
Magazyn Esensja: http://esensja.pl
Tetrycy: http://esensja.pl/film/tetrycy

Michal Radomil Wisniewski
3 Paź 2002, 17:45

Użytkownik "Wojciech Moczydlowski, Jr" <khal@astercity.netnapisał w
wiadomości

W ramach tego nic wiecej byla rowniez kobieta w recepcji, wiec poniewaz
byla
to zdolna dziewczynka, to mogla rowniez zapamietac baloniki, ktore byly
jeszcze wczesniej.


Są jednak jakieś granice, ile informacji można wyśnić, nie?

Ja to jednak potraktuje jako nawiazanie do Ubika, w ramach zasady, iz w
filmie ktory nam sie podoba, kiepskie rzeczy wyjasniamy z korzyscia dla
rezysera.


Aha. A misie przypomina Indiana 2.

| E tam^2. Tłumaczeniem "to był tylko sen" można wyjaśnić wszystko. Tylko
co z
| tego wynika?

| m.

Jak to co, redukujemy dysonans poznawczy.


Tylko powiedz mi proszę, kto wrobił Andertona w tę całą kabałę?

m.



Podobne tematy:
MINORITY - nowy album!!
Zostań papieskim reporterem &#8211; konkurs Volo Papale!
Pokaz Ratownictwa Wodnego
26 maja godz.14ta pokaz
Pokaż swoją prędkość łacza
Pokaż siebie...
Pokaż swój pulpit.