GoreWeekend (c) 10.12 - 16.12

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "GoreWeekend (c) 10.12 - 16.12" z grupy pl.hum.x-muza



Amarot
9 Gru 1999, 03:00
Cos slabiutki ten tydzien... Chyba dopiero na Swieta pojawia
sie hity.

Sobota TVN 01:45
Krwawy Teatr
Film z lat 70. z Vincentem Price. 'Horror dla Anglistow'.
Ciekawostka jest fakt, ze jego rezyserem jest Douglas
Hickox, ojciec Anthony'ego, ktory to nakrecil m.in.
znakomitego Hellraisera 3. Anthony wystepowal tez jako
aktor - chocby w Czlowieku Homarze z Marsa.                          

Niedziela Aster 20:15
Matnia
Aster to kanal-widmo, ktory podobnie jak Porion od czasu
do czasu emituje interesujace filmy. Matnia to jeden z mniej
znanych filmow Polanskiego.

Niedziela Vox 22:00
Das Tier
GoreWeekend (c) nie wie czmu szkopy tlumacza Skowyt
jako Zwierze, ale chodzi tu o horror Joe Dantego z 1980.
Film, ktory odrodzil motyw wilkolakow w kinie. Must see.

Niedziela TVP1 22:45
Excalibur
Film fantasy Johna Boormana (Point Blank, General).

Poniedzialek TVP1 00:10
Splendor
Film wloskiego rezysera Ettore Scoli. GoreWeekend (c) widzial kiedys
jego film Odrazajacy Brudni Zli i podobalo mu sie.  

amarot

Joanna Czaplinska
9 Gru 1999, 03:00
Amarot wrote:

Cos slabiutki ten tydzien... Chyba dopiero na Swieta pojawia
sie hity.


Dodam swoje 3 grosze (jak zwykle)

Niedziela RTL7 16.35 Zadlo
dla tych, ktorzy przegaopili kilkakrotne emisje w tym roku - must see.

Poniedzialek VOX 00.05
Godzilla. Wersja japonska, a jakze, choc troche mnie wprawil w zdumienie
rok produkcji - 1984 - czyzby remake?

Sroda Canal+ 20.00
Czarny deszcz (Black Rain). Rezyser - Ridley Scott w dobrej formie, choc
nie fantastycznonaukowej, a sensacyjnej. Swietne zdjecia, doskonala
kreacja Andy Garcii no i scena jego dekapitacji, ktora zrobila wrazenie
nie tylko na nizej podpisanej, ale i na GoreWeekend (c).

Piatek TVN 23.05 Poltergeist 3
Juz nie raz sie zgodzilismy, ze najlepsze sa Duchy 1 i 2, ale pro forma
trojke rowniez nalezy obejrzec.

Joanna

Amarot
9 Gru 1999, 03:00

Poniedzialek VOX 00.05
Godzilla. Wersja japonska, a jakze, choc troche mnie wprawil w zdumienie
rok produkcji - 1984 - czyzby remake?


Przejrzalem wlasnie liste wyprodukowanych Godzilli i nie widze niczego,
co by powstalo w 1984. Jest Godzilla 1985 (taki tytul - rok produkcji,
jak latwo sie domyslic 1985), ktora zbiera druzgoczace recenzje.
Wychodzi na to, ze Godzilla z 1984 to albo jakis zupelny low
budget, albo To i Owo cos pokrecilo.

Sroda Canal+ 20.00
Czarny deszcz (Black Rain). Rezyser - Ridley Scott w dobrej formie, choc
nie fantastycznonaukowej, a sensacyjnej. Swietne zdjecia, doskonala
kreacja Andy Garcii no i scena jego dekapitacji, ktora zrobila wrazenie
nie tylko na nizej podpisanej, ale i na GoreWeekend (c).


Pamietam dyskusje sprzed roku! :) Tak w ogole, to gdy ostatni raz
widzialem Black Rain, stwierdzilem, ze jest tam sporo z Blade Runnera.
To miasto wygladajace o lotu ptaka jak LA AD 2019, kolorowe neony...

Piatek TVN 23.05 Poltergeist 3
Juz nie raz sie zgodzilismy, ze najlepsze sa Duchy 1 i 2, ale pro forma
trojke rowniez nalezy obejrzec.


Czekaj, kto sie zgadzal? :) Dla mnie kolejnosc jest taka: 3, 2, 1.
Choc Poltergeist 3 bedzie lecial dopiero w przyszly piatek, juz
teraz sie ciesze, ze bede mogl go nagrac.

amarot

Rufus T. Firefly
9 Gru 1999, 03:00

Amarot wrote:
Sobota TVN 01:45
Krwawy Teatr
Film z lat 70. z Vincentem Price. 'Horror dla Anglistow'.


Aaa, "Theater of Blood". Powinien to obejrzec kazdy znawca albo
przynajmniej wielbiciel Szekspira. Mistrz Vincent Price dba o to, zeby w
starych sztukach pojawilo sie nieco swiezej krwi. Ten film powinno sie
pokazywac studentom, zeby zaprezentowac ile znaczen da sie wyciagnac ze
znanych szekspirowskich fraz. Price uwazal swoja role w ToB za najlepsza
w karierze. Osobiscie dyskutowalbym, czy to rzeczywiscie jego najlepsza
rola, ale na pewno jest wsrod moich ulubionych, zaraz obok rol z
cormanowskich ekranizacji Poego i z druzgocacego "Witchfinder General"
Michaela Reevesa. Przy okazji, przesadny styl gry Price'a swietnie
pasuje do tej roli - jest tu wrecz sila sprawcza wydarzen. Polecam film
kazdemu fanowi czarnego humoru, nawet mimo tego, ze rzecz jest odrobine
za dluga. Niestety, mam obawy co do tlumaczenia - w filmie humor wyplywa
miedzy innymi z celnego dopasowania szekspirowskich fraz do sytuacji.
Powinen to tlumaczyc Beksinski, a nie pamietam, zeby robil cos dla TVN.
W tej sytuacji obawiam sie, zeby filmu nie zarznal ktorys z TVN-owskich
mordercow slowa.

- W sobote o 21.40 na TVP2 film Schradera "The Touch". Jeszcze nie
widzialem, ale podobno ciekawy.

- We wtorek o 23.00 na TVP2 pelna wersja "Kobiety samotnej".

- W czwartek o polnocy na TVP1 "Butley" - rzadka filmowa (rezyserska)
wycieczka Harolda Pintera.

R.

Joanna Czaplinska
10 Gru 1999, 03:00

Rufus T. Firefly wrote:

- W sobote o 21.40 na TVP2 film Schradera "The Touch". Jeszcze nie
widzialem, ale podobno ciekawy.


Ogladalam czas jakis temu na Wizji 1 bez tzw. przygotowania (tzn.
wlaczylam w trakcie bez pojecia, co ogladam). Owszem, ciekawy, choc
daleki od arcydziela.

Joanna

Joanna Czaplinska
10 Gru 1999, 03:00

Amarot wrote:

| Poniedzialek VOX 00.05
| Godzilla. Wersja japonska, a jakze, choc troche mnie wprawil w zdumienie
| rok produkcji - 1984 - czyzby remake?

Przejrzalem wlasnie liste wyprodukowanych Godzilli i nie widze niczego,
co by powstalo w 1984. Jest Godzilla 1985 (taki tytul - rok produkcji,
jak latwo sie domyslic 1985), ktora zbiera druzgoczace recenzje.
Wychodzi na to, ze Godzilla z 1984 to albo jakis zupelny low
budget, albo To i Owo cos pokrecilo.


Raczej to drugie. Niemniej, jako ze po niemiecku, i tak dla zagorzalych
fanow.

| Sroda Canal+ 20.00
| Czarny deszcz (Black Rain). Rezyser - Ridley Scott w dobrej formie, choc
| nie fantastycznonaukowej, a sensacyjnej. Swietne zdjecia, doskonala
| kreacja Andy Garcii no i scena jego dekapitacji, ktora zrobila wrazenie
| nie tylko na nizej podpisanej, ale i na GoreWeekend (c).

Pamietam dyskusje sprzed roku! :) Tak w ogole, to gdy ostatni raz
widzialem Black Rain, stwierdzilem, ze jest tam sporo z Blade Runnera.
To miasto wygladajace o lotu ptaka jak LA AD 2019, kolorowe neony...


Dla mnie scena na poddaszu z krecacym sie wentylatorem, rzucajacym
dziwaczne cienie - wykapany BR.

| Piatek TVN 23.05 Poltergeist 3
| Juz nie raz sie zgodzilismy, ze najlepsze sa Duchy 1 i 2, ale pro forma
| trojke rowniez nalezy obejrzec.

Czekaj, kto sie zgadzal? :) Dla mnie kolejnosc jest taka: 3, 2, 1.
Choc Poltergeist 3 bedzie lecial dopiero w przyszly piatek, juz
teraz sie ciesze, ze bede mogl go nagrac.


OK, cofam, co napisalam. Jako zlosliwa bestia natomiast dodam, ze
szwedzki Canal+ robi w grudniu przeglad Hellraiserow (z wyjatkiem 1,
ktora na szczescie mam nagrana) do 4 wlacznie.

Joanna

Maciek H.
10 Gru 1999, 03:00

Amarot napisał(a) w wiadomości:

Niedziela Aster 20:15
Matnia
Aster to kanal-widmo, ktory podobnie jak Porion od czasu
do czasu emituje interesujace filmy. Matnia to jeden z mniej
znanych filmow Polanskiego.


Chyba lekko przesadziłeś - Matnia jest akurat jednym z bardziej znanych
filmów Polańskiego, najlepszym chyba zresztą (dla mnie przynajmniej).
Maciek Hoszowski

artur
10 Gru 1999, 03:00

A ja pozwole sobie dodac mojego ulubionego Herzoga :)
Wtorek 14.12 "Aguirre - Gniew Bozy", TVP 1 godz. 00.05
To jest naprawdę kino :)))

Jan Rudziński
10 Gru 1999, 03:00
Cześć wszystkim

"Maciek H." wrote:

Chyba lekko przesadziłeś - Matnia jest akurat jednym z bardziej znanych
filmów Polańskiego, najlepszym chyba zresztą (dla mnie przynajmniej).
Maciek Hoszowski


 Znany? zgoda. Najlepszy? Ja bym obstawiał "Dziecko Rosemary" i Nóż w
wodzie". A kto oglądał 'What?' - zapomniany film Polańskiego, o którym w
książce "Roman" jest pół strony, podczas gdy o każdym innym co najmniej
10?

Radosław Tatarczak
10 Gru 1999, 03:00

Niedziela TVP1 22:45
Excalibur
Film fantasy Johna Boormana (Point Blank, General).


Nie jestem zbyt wielkim znawca fantasy, ale wg mnie nazwanie w ten sposob
Excalibura jest nieporozumieniem. To tak jakbys film o mitologii greckiej
zaliczyl do fantasy( fajna konsekwencja -J. Parandowski jako najwybitniejszy
polski pisarz fantasy;)))

Od siebie pragne polecic "Zawroconego" K.Kutza na TVP Polonia w sobote o
20:00. Jak dla mnie jest to jeden z najlepszych film o ostatnich latach
"zycia" PRL z rewelacyjna gra Z. Zamachowskiego i swietna epizodyczna rola
Konrada.
pozdrawiam
R.T.

Amarot
10 Gru 1999, 03:00

| Niedziela Aster 20:15
| Matnia
| Aster to kanal-widmo, ktory podobnie jak Porion od czasu
| do czasu emituje interesujace filmy. Matnia to jeden z mniej
| znanych filmow Polanskiego.
Chyba lekko przesadziłeś - Matnia jest akurat jednym z bardziej
znanych filmów Polańskiego, najlepszym chyba zresztą (dla mnie
przynajmniej).


Hej, skoro Matnia jest wedlug ciebie jednym z bardziej znanych,
to ktore sa tymi mniej znanymi? :) What i co jeszcze? Chyba nic.

amarot

Amarot
10 Gru 1999, 03:00

| Niedziela TVP1 22:45
| Excalibur
| Film fantasy Johna Boormana (Point Blank, General).
Nie jestem zbyt wielkim znawca fantasy, ale wg mnie nazwanie
w ten sposob Excalibura jest nieporozumieniem. To tak jakbys
film o mitologii greckiej zaliczyl do fantasy( fajna konsekwencja
-J. Parandowski jako najwybitniejszy polski pisarz fantasy;)))


Na szczescie nie jest to grupa sf-f, wiec nie musimy toczyc sporu
o definicje fantasy - Encyclopedia od SF Nichollsa/Clute'a zawiera
kilka stron na ten temat. Na nasze potrzeby mozemy chyba
zastosowac prostacka klisze: basniowa opowiesc z rycerzami
lub bestiami=fantasy. Okazuje sie, ze Cinemania, do ktorej
wlasnie zajrzalem, tez okresla Excalibura jako fantasy :)

amarot

Sebastian Zurowski
10 Gru 1999, 03:00
Jan Rudziński napisał...

Znany? zgoda. Najlepszy? Ja bym obstawiał "Dziecko Rosemary" i Nóż w
wodzie". A kto ogl?dał 'What?' - zapomniany film Polańskiego, o którym w
ksi?żce "Roman" jest pół strony, podczas gdy o każdym innym co najmniej
10?


Widzialem 'What?' i wcale sie nie dziwie, ze ten film jest zapomniany.
Oczywiscie calkowite dno to nie jest, ale oprocz paru swietnych gagow i tzw.
"obserwacji obyczajowych" :) nic wyjatkowo wartosciowego tam nie ma.

Radosław Tatarczak
11 Gru 1999, 03:00

Na szczescie nie jest to grupa sf-f, wiec nie musimy toczyc sporu
o definicje fantasy - Encyclopedia od SF Nichollsa/Clute'a zawiera
kilka stron na ten temat. Na nasze potrzeby mozemy chyba
zastosowac prostacka klisze: basniowa opowiesc z rycerzami
lub bestiami=fantasy. Okazuje sie, ze Cinemania, do ktorej
wlasnie zajrzalem, tez okresla Excalibura jako fantasy :)


Ale to prowadzi do absurdu, bo wg twojej kliszy np "Piesn o Rolandzie" to
tez fantasy, a o mitycznych przygodach sw Jerzego nie wspominajac. A
Excalibur jest jedna z najwierniejszych adaptacji mitu o Arturze i Rycerzach
okraglego Stolu, chociaz film posluguje sie pewnym sztafarzem fantasy, to
nie jest to raczej film fantasy. Inaczej bowiem trzeba byloby do tego
"gatunku" zaliczyc Makbeta (tam sa przeciez i czarownice i rycerze;))) i
wiele innych utworow.
pozdawiam
R.T.

Amarot
11 Gru 1999, 03:00

| Na szczescie nie jest to grupa sf-f, wiec nie musimy toczyc sporu
| o definicje fantasy - Encyclopedia od SF Nichollsa/Clute'a zawiera
| kilka stron na ten temat. Na nasze potrzeby mozemy chyba
| zastosowac prostacka klisze: basniowa opowiesc z rycerzami
| lub bestiami=fantasy. Okazuje sie, ze Cinemania, do ktorej
| wlasnie zajrzalem, tez okresla Excalibura jako fantasy :)
Ale to prowadzi do absurdu, bo wg twojej kliszy np "Piesn o Rolandzie" to
tez fantasy, a o mitycznych przygodach sw Jerzego nie wspominajac. A
Excalibur jest jedna z najwierniejszych adaptacji mitu o Arturze i
Rycerzach okraglego Stolu, chociaz film posluguje sie pewnym
sztafarzem fantasy, to nie jest to raczej film fantasy. Inaczej
bowiem trzeba byloby do tego "gatunku" zaliczyc Makbeta
(tam sa przeciez i czarownice i rycerze;))) i wiele innych utworow.


O, Makbet w wydaniu Polaskiego czesto jest uznawany jako horror!
W porzasiu, wiec co proponujesz? Sensowna, zwiezla definicje
fantasy czy jakas inna nazwe gatunku, do ktorego nalezy Excalibur?

amarot

Radosław Tatarczak
11 Gru 1999, 03:00

O, Makbet w wydaniu Polaskiego czesto jest uznawany jako horror!
W porzasiu, wiec co proponujesz? Sensowna, zwiezla definicje
fantasy czy jakas inna nazwe gatunku, do ktorego nalezy Excalibur?

amarot


Proponuje film historyczny oparty o mit arturianski ;)))) Wszakze Artur z
Camelot istnial naprawde, a ze wokol jego zycia naroslo wiele mitow nie da
sie odroznic jego prawdziwego zycia od fikcji (podobnie zreszta jak Makbet).
Nie chce jednak zaczynac dyskusji o definicji fantasy, bowiem jak w pewnej
dyskusji (Rufusie jestes na posterunku?:))) napisalem dalej nie wierze w
gatunki filmowe. Mi chodzilo jedynie o to , ze nazwanie Excalibura filmem
fantasy jest nieporozumieniem, bowiem film ten opiera sie o mit arturianski,
a mitu nie mozna nazwac fantasy, bo to wybacz swego rodzaju swietokradztwo
np nazywac Artura bohaterem fantasy.
pozdrawiam
R.T.

Wojciech Orlinski
11 Gru 1999, 03:00
Tako rzecze Radosław Tatarczak:

Proponuje film historyczny oparty o mit arturianski ;)))) Wszakze Artur z
Camelot istnial naprawde,


Jestes pewien na sto procent?

Joanna Czaplinska
11 Gru 1999, 03:00

Radosław Tatarczak wrote:

Proponuje film historyczny oparty o mit arturianski ;))))


Chyba zartujesz! To Iliada tez wg. Ciebie bylaby filmem historycznym?
Wszakze Artur z

Camelot istnial naprawde, a ze wokol jego zycia naroslo wiele mitow nie da
sie odroznic jego prawdziwego zycia od fikcji (podobnie zreszta jak Makbet).
Nie chce jednak zaczynac dyskusji o definicji fantasy, bowiem jak w pewnej
dyskusji (Rufusie jestes na posterunku?:))) napisalem dalej nie wierze w
gatunki filmowe.


Nie musisz wierzyc, filmoznawstwo to nie teologia :)

Mi chodzilo jedynie o to , ze nazwanie Excalibura filmem

fantasy jest nieporozumieniem, bowiem film ten opiera sie o mit arturianski,
a mitu nie mozna nazwac fantasy, bo to wybacz swego rodzaju swietokradztwo
np nazywac Artura bohaterem fantasy.


Wszystko zalezy od konwencji przyjetej przez tworcow. Mozna np. takiego
Robin Hooda potraktowac przygodowo, historycznie, komediowo a mozna i
fantasy (w przypadku serialu z muzyka Clannadu). Podobnie z mitem
arturianskim - fantasy zaklada istnienie mitologii, czy to autentycznej,
czy wymyslonej przez tworce, wiec nie mozna sie a priori odzegnywac od
tego, ze cokolwiek oparte na autentycznej mitologii nie moze byc
potraktowane jako fantasy - a w przypadku Excalibura tak wlasnie jest.

Joanna

Amarot
11 Gru 1999, 03:00
[Excalibur, definicje fantasy]

Wszystko zalezy od konwencji przyjetej przez tworcow. Mozna
np. takiego Robin Hooda potraktowac przygodowo, historycznie,
komediowo a mozna i fantasy (w przypadku serialu z muzyka
Clannadu). Podobnie z mitem arturianskim - fantasy zaklada
istnienie mitologii, czy to autentycznej, czy wymyslonej przez
tworce, wiec nie mozna sie a priori odzegnywac od tego, ze
cokolwiek oparte na autentycznej mitologii nie moze byc
potraktowane jako fantasy - a w przypadku Excalibura tak
wlasnie jest.


O, czyli mniej wiecej przyjmujesz moja uproszczona definicje fantasy?
Rozszerzajac to co odpisalem na post Radka, za fantasy uwazam
film osadzony w realiach zblizonych do sredniowiecza, z wszczepiona
mitologia. Wszystkie Legendy, Labirynty, Merliny, Willowy
pod to podchodza.

Zgoda, ze jesliby mit arturianski zostal potraktowany 'po
historycznemu', to znaczy wszelkie motywy nadprzyrodzone
zostalyby usuniete, a rycerze byliby normalnymi wojakami,
nie traktowalbym takiego filmu jako fantasy.

amarot

Radosław Tatarczak
11 Gru 1999, 03:00

| Proponuje film historyczny oparty o mit arturianski ;)))) Wszakze Artur z
| Camelot istnial naprawde,

Jestes pewien na sto procent?


Osobiscie z nim nie rozmawialem;))) Ale ponoc (jestem tego pewien na 99 %,
jak sobie przypomne to podam zrodlo;) Artur istnial, ale jego zycie, jak to
zawsze bywa, bylo kompletnie inne od mitu. Podobnie jak Roland, sw Jerzy czy
Makbet.
pozdrawiam
R.T.

Rados³aw Tatarczak
11 Gru 1999, 03:00

| Proponuje film historyczny oparty o mit arturianski ;))))

Chyba zartujesz! To Iliada tez wg. Ciebie bylaby filmem historycznym?


Pewnie ze zartuje, usmiech ironiczny chyba na to wskazuje;)

| Nie chce jednak zaczynac dyskusji o definicji fantasy, bowiem jak w
pewnej
| dyskusji (Rufusie jestes na posterunku?:))) napisalem dalej nie wierze w
| gatunki filmowe.

Nie musisz wierzyc, filmoznawstwo to nie teologia :)


Prosze Cie najpierw przeczytaj dyskusje o 50 najlepszych horrorach, wtedy
zrozumiesz, w jakim kontekscie uzylem slowa wierzyc. Wiec twoj dowcip nie za
bardzo mnie rozsmieszyl:)

Wszystko zalezy od konwencji przyjetej przez tworcow. Mozna np. takiego
Robin Hooda potraktowac przygodowo, historycznie, komediowo a mozna i
fantasy (w przypadku serialu z muzyka Clannadu). Podobnie z mitem
arturianskim - fantasy zaklada istnienie mitologii, czy to autentycznej,
czy wymyslonej przez tworce, wiec nie mozna sie a priori odzegnywac od
tego, ze cokolwiek oparte na autentycznej mitologii nie moze byc
potraktowane jako fantasy - a w przypadku Excalibura tak wlasnie jest.


Z takim stanowiskiem moge sie zgodzic. Mi po prostu Excalibur wydal sie tak
rozny od np Conana Barbarzyncy (wybaczcie niewiernemu, ze tylko takie
fantasy wpadlo w moje lapki a raczej oczka;), ze nazywanie go fantasy bylo
dla mnie bledem.
pozdrawiam
R.T.

Radosław Tatarczak
11 Gru 1999, 03:00

O, czyli mniej wiecej przyjmujesz moja uproszczona definicje fantasy?
Rozszerzajac to co odpisalem na post Radka, za fantasy uwazam
film osadzony w realiach zblizonych do sredniowiecza, z wszczepiona
mitologia. Wszystkie Legendy, Labirynty, Merliny, Willowy
pod to podchodza.


Legenda o sw Jerzym i Makbet takze?

Zgoda, ze jesliby mit arturianski zostal potraktowany 'po
historycznemu', to znaczy wszelkie motywy nadprzyrodzone
zostalyby usuniete, a rycerze byliby normalnymi wojakami,
nie traktowalbym takiego filmu jako fantasy.


Ale obecnosc elementow nadprzyrodzonych nie moze automatycznie klasyfikowac
do fantasy, bo moglo by nam wyjsc, ze sfilmowanie dokladnej wersji np
Mitologii Parandowskiego nalezalo by zaliczyc do fantasy. Mnie wlasnie
Excalibur tym przekonal ze zamiast bajeczki o Arturze mamy w pewnym sensie
realistyczny obraz mitu. Jest tam oczywiscie Merlin, ale bez niego sens mitu
bylby inny.
pozdrawiam
R.T.

Wojciech Orlinski
11 Gru 1999, 03:00
Tako rzecze Radosław Tatarczak:

| Proponuje film historyczny oparty o mit arturianski ;)))) Wszakze Artur z
| Camelot istnial naprawde,

| Jestes pewien na sto procent?
Osobiscie z nim nie rozmawialem;))) Ale ponoc (jestem tego pewien na 99 %,
jak sobie przypomne to podam zrodlo;) Artur istnial, ale jego zycie, jak to
zawsze bywa, bylo kompletnie inne od mitu.


Pytam dlatego, ze w paru miejscach czytalem, ze jest to postac od poczatku
do konca fikcyjna. Tak podaje w swoim eseju Andrzej Sapkowski oraz haslo
'Artur' w encyklopedii PWN. Zgoda, nie sa to moze superwiarygodne zrodla,
dlatego chetnie dowiem sie, kto z kolei obstaje przy autentycznosci Artura.

Joanna Czaplinska
12 Gru 1999, 03:00

Radosław Tatarczak wrote:

| O, czyli mniej wiecej przyjmujesz moja uproszczona definicje fantasy?
| Rozszerzajac to co odpisalem na post Radka, za fantasy uwazam
| film osadzony w realiach zblizonych do sredniowiecza, z wszczepiona
| mitologia. Wszystkie Legendy, Labirynty, Merliny, Willowy
| pod to podchodza.
Legenda o sw Jerzym i Makbet takze?


Chyba nikt sie nie pokusil o sfilmowanie tego w konwencji fantasy, ale
jesli by tak zrobil, czemu nie. Ciekawostka - czemu jeszce nikt nie
wpadl na pomysl potraktowania Szekspira jako fantasy wlasnie? Skoro
takiego Ryszarda III zrobiono w konwencji antyutopii,mysle ze np. Burza
doskonale by sie nadawala.

| Zgoda, ze jesliby mit arturianski zostal potraktowany 'po
| historycznemu', to znaczy wszelkie motywy nadprzyrodzone
| zostalyby usuniete, a rycerze byliby normalnymi wojakami,
| nie traktowalbym takiego filmu jako fantasy.

Ale obecnosc elementow nadprzyrodzonych nie moze automatycznie klasyfikowac
do fantasy, bo moglo by nam wyjsc, ze sfilmowanie dokladnej wersji np
Mitologii Parandowskiego nalezalo by zaliczyc do fantasy. Mnie wlasnie
Excalibur tym przekonal ze zamiast bajeczki o Arturze mamy w pewnym sensie
realistyczny obraz mitu. Jest tam oczywiscie Merlin, ale bez niego sens mitu
bylby inny.


Jesli utozsamiasz fantasy z bajka, to faktycznie Excaliburowi daleko do
fantasy. Na razie dyskusje zawieszam, bo Excalibura ogladalam dawno
(traktujac jako fantasy wlasnie) i musze odnowic wrazenia.

Joanna

Joanna Czaplinska
12 Gru 1999, 03:00

Amarot wrote:

[Excalibur, definicje fantasy]

O, czyli mniej wiecej przyjmujesz moja uproszczona definicje fantasy?
Rozszerzajac to co odpisalem na post Radka, za fantasy uwazam
film osadzony w realiach zblizonych do sredniowiecza, z wszczepiona
mitologia. Wszystkie Legendy, Labirynty, Merliny, Willowy
pod to podchodza.

Zgoda, ze jesliby mit arturianski zostal potraktowany 'po
historycznemu', to znaczy wszelkie motywy nadprzyrodzone
zostalyby usuniete, a rycerze byliby normalnymi wojakami,
nie traktowalbym takiego filmu jako fantasy.


Podpisuje sie wszystkimi czterema.

Joanna

Joanna Czaplinska
12 Gru 1999, 03:00

Radosław Tatarczak wrote:

Z takim stanowiskiem moge sie zgodzic. Mi po prostu Excalibur wydal sie tak
rozny od np Conana Barbarzyncy (wybaczcie niewiernemu, ze tylko takie
fantasy wpadlo w moje lapki a raczej oczka;), ze nazywanie go fantasy bylo
dla mnie bledem.


Fantasy, podobnie jak kazdy inny gatunek, ma swoje schematy, co nie
oznacza, ze wszystkie ksiazki/filmy musza sie ich kurczowo trzymac.
Najwazniejsze sa pewne wyznaczniki gatunkowe, ktorymi w przypadku
fantasy jest mitologia wlasnie, motyw odkrywania tajemnicy, walka dobra
ze zlem, istnienie czynnikow nadprzyrodzonych bedacych (w
przeciwienstwie do horroru) integralna czescia swiata przedstawionego
itp. I dzieki temu wlasnie zarowno Conana jak i Excalibur tudziez inne
filmy wymienione przez Amarota w jednym z postow to fanatsy.

Joanna

Amarot
12 Gru 1999, 03:00

| O, czyli mniej wiecej przyjmujesz moja uproszczona definicje fantasy?
| Rozszerzajac to co odpisalem na post Radka, za fantasy uwazam
| film osadzony w realiach zblizonych do sredniowiecza, z wszczepiona
| mitologia. Wszystkie Legendy, Labirynty, Merliny, Willowy
| pod to podchodza.
Legenda o sw Jerzym i Makbet takze?


Przeciez juz o tym byla mowa. W zaleznosci od tego, jaka bedzie
ekranizacja - bedziemy ja zaliczac do fantasy, horroru, bajki dla dzieci
lub jeszcze czegos innego.

Ale obecnosc elementow nadprzyrodzonych nie moze
automatycznie klasyfikowac do fantasy, bo moglo by
nam wyjsc, ze sfilmowanie dokladnej wersji np Mitologii
Parandowskiego nalezalo by zaliczyc do fantasy. Mnie wlasnie
Excalibur tym przekonal ze zamiast bajeczki o Arturze mamy
w pewnym sensie realistyczny obraz mitu. Jest tam oczywiscie
Merlin, ale bez niego sens mitu bylby inny.


Pytanie pomocnicze: czy serialowy Robin Hood jest wedlug ciebie
'w pewnym sensie realistyczny'?

amarot

Radosław Tatarczak
12 Gru 1999, 03:00

Przeciez juz o tym byla mowa. W zaleznosci od tego, jaka bedzie
ekranizacja - bedziemy ja zaliczac do fantasy, horroru, bajki dla dzieci
lub jeszcze czegos innego.


Przeciez sw Jerzy to byl rycerz, ktory zabil smoka, jest wiec i walka dobra
ze zlem, wiec dokladna ekranizacja wg Ciebie bylaby fantasy? Tak samo z
Makbetem, sa 3 czarownice, jest dobro i zlo, swiat nadprzyrodzony miesza sie
z rzeczywistoscia i tu znowu stawiam pytanie jw.

Pytanie pomocnicze: czy serialowy Robin Hood jest wedlug ciebie
'w pewnym sensie realistyczny'?


Nie, ale np film o Hoodzie z Connerym juz tak, bowiem obraz ten jest
bardziej realistyczny w mojej ocenie (uzylem slowa realistyczny, gdyz Hood
Connerego jest czlowiekiem wyniszczonym, zniecheconym i znacznie bardziej
ludzkim niz superbohater a,la serialowy Hood:)
pozdrawiam
R.T.

Radosław Tatarczak
12 Gru 1999, 03:00
Pytam dlatego, ze w paru miejscach czytalem, ze jest to postac od poczatku
do konca fikcyjna. Tak podaje w swoim eseju Andrzej Sapkowski oraz haslo
'Artur' w encyklopedii PWN. Zgoda, nie sa to moze superwiarygodne zrodla,
dlatego chetnie dowiem sie, kto z kolei obstaje przy autentycznosci


Artura.

Np W.Kopalinski w swoim Slowniku Mitow i Tradycji w Kulturze.
pozdrawiam
R.T.

Amarot
12 Gru 1999, 03:00

| Pytam dlatego, ze w paru miejscach czytalem, ze jest to postac
| od poczatku do konca fikcyjna. Tak podaje w swoim eseju Andrzej
| Sapkowski oraz haslo 'Artur' w encyklopedii PWN. Zgoda, nie sa to
| moze superwiarygodne zrodla, dlatego chetnie dowiem sie, kto
| z kolei obstaje przy autentycznosci Artura.
Np W.Kopalinski w swoim Slowniku Mitow i Tradycji w Kulturze.
pozdrawiam


'(...) ma zapewne zwiazek z rzeczywista postacia dowodcy z V
albo VI wieku, ale i jego, i inne postacie legendy arturianskiej
odniesc raczej nalezy do bohaterow dawnego panteonu Celtow (...)'

Jak widac, Kopalinski nie przedstawia jednoznacznego stanowiska.

amarot

Amarot
12 Gru 1999, 03:00

| Przeciez juz o tym byla mowa. W zaleznosci od tego, jaka bedzie
| ekranizacja - bedziemy ja zaliczac do fantasy, horroru, bajki dla
| dzieci lub jeszcze czegos innego.
Przeciez sw Jerzy to byl rycerz, ktory zabil smoka, jest wiec i walka
dobra ze zlem, wiec dokladna ekranizacja wg Ciebie bylaby fantasy?
Tak samo z Makbetem, sa 3 czarownice, jest dobro i zlo, swiat
nadprzyrodzony miesza sie z rzeczywistoscia i tu znowu stawiam
pytanie jw.


Zauwaz, ze wiedzmy mozna przedstawic jako belkoczace stare baby,
smoka zredukowac do duzego jelenia, zjawy w umysle rycerza itd.
Ale to jedna mozliwosc. Makbeta tak czy owak trudno mi sobie
wyobrazic jako fantasy, bo u Szekspira nie ma mitologii (tak jak
na przyklad Hern czy jak sie ten rogaty gosc z Robin Hooda zwal,
swiety Graal, mieczy wbity w kamien), o ktorej pisalismy, jest tylko
element nadprzyrodzony w postaci wiedzm, istnienia przeznaczenia.
Jak dla mnie, scenarzysta musialby rozbudowac owa mitologie,
by moc mowic o jakiejs ekranizacji Makbeta jako o fantasy.

| Pytanie pomocnicze: czy serialowy Robin Hood jest wedlug ciebie
| 'w pewnym sensie realistyczny'?
Nie, ale np film o Hoodzie z Connerym juz tak, bowiem obraz ten jest
bardziej realistyczny w mojej ocenie (uzylem slowa realistyczny, gdyz
Hood Connerego jest czlowiekiem wyniszczonym, zniecheconym
i znacznie bardziej ludzkim niz superbohater a,la serialowy Hood:)


No to tu sie zgadzamy.

amarot

Radosław Tatarczak
12 Gru 1999, 03:00

| Pytam dlatego, ze w paru miejscach czytalem, ze jest to postac
| od poczatku do konca fikcyjna. Tak podaje w swoim eseju Andrzej
| Sapkowski oraz haslo 'Artur' w encyklopedii PWN. Zgoda, nie sa to
| moze superwiarygodne zrodla, dlatego chetnie dowiem sie, kto
| z kolei obstaje przy autentycznosci Artura.
| Np W.Kopalinski w swoim Slowniku Mitow i Tradycji w Kulturze.
| pozdrawiam

'(...) ma zapewne zwiazek z rzeczywista postacia dowodcy z V
albo VI wieku, ale i jego, i inne postacie legendy arturianskiej
odniesc raczej nalezy do bohaterow dawnego panteonu Celtow (...)'

Jak widac, Kopalinski nie przedstawia jednoznacznego stanowiska.


Mi takie zdanie wystarczylo by wysnuc opinie ze Artur istnial, ale caly mit
arturianski to juz zupelnie inna sprawa. Postapilem analogicznie jak w
stosunku do Szekspira, ktorego istnienie przyjmujemy za fakt, ale dowodow na
to nie ma. Dlatego tez przy Szekspirze powinno byc napisane, ze ma zapewne
zwiazek z rzeczywista postacia osoby urodzonej w Staford w 16 wieku. Tak
samo z Rolandem, sw Jerzym itp.
pozdawiam
R.T.

Radosław Tatarczak
12 Gru 1999, 03:00
  Zauwaz, ze wiedzmy mozna przedstawic jako belkoczace stare baby,

smoka zredukowac do duzego jelenia, zjawy w umysle rycerza itd.
Ale to jedna mozliwosc. Makbeta tak czy owak trudno mi sobie
wyobrazic jako fantasy, bo u Szekspira nie ma mitologii (tak jak
na przyklad Hern czy jak sie ten rogaty gosc z Robin Hooda zwal,
swiety Graal, mieczy wbity w kamien), o ktorej pisalismy, jest tylko
element nadprzyrodzony w postaci wiedzm, istnienia przeznaczenia.
Jak dla mnie, scenarzysta musialby rozbudowac owa mitologie,
by moc mowic o jakiejs ekranizacji Makbeta jako o fantasy.


Smok od sw Jerzego ponoc byl duzy:))) A na powaznie- w Makbecie jest zawarty
system wierzen i mitow, te wiedzmy nie pojawily sie tylko w umysle autora,
one byly zakorzenione w owczesnej swiadomosci. Ale do konca nie przesadzam
sprawy bo nie wiem kiedy zaczyna sie mitologia, a koncza zwykle przesady.
pozdrawiam
R.T.
PS nie mow publicznie co sadzisz o sw Graalu bo przyjdzie jakis
fundamentalista chrzescijanski i bedziesz mial problem (uwaga z lewej Babcie
z pewnego radia:))) Wielu chrzescijan nadal wierzy w Calun Turynski i sw
Graala wiec czy to mitologia nie jestem pewien.

Rufus T. Firefly
12 Gru 1999, 03:00

=?iso-8859-2?Q?Rados=B3aw_Tatarczak?= wrote:
Wielu chrzescijan nadal wierzy w Calun Turynski i sw Graala


OT: Pytanie, czy mozna ich nazwac chrzescijanami (ci teoretycznie
powinni wierzyc w Chrystusa), czy moze calunowcami albo gralowcami?
Odpowiedz daloby moze odnalezienie ktoregos z tych obiektow wraz z
dowodami na ich autentycznosc (co samo w sobie wydaje mi sie calkowicie
sprzeczne z tym co widze w Biblii) - zapewne wywolaloby to zbiorowa
histerie i wreszcie oddzielilo chrzescijan od calunowcow i gralowcow.
Jak sadze ci drudzy i trzeci oddaliby sie od tej pory uklonom i
modlitwom do odnalezionego recznika/kielicha.

R.

Wojciech Orlinski
12 Gru 1999, 03:00
Tako rzecze Rufus T. Firefly:

| Wielu chrzescijan nadal wierzy w Calun Turynski i sw Graala
OT: Pytanie, czy mozna ich nazwac chrzescijanami (ci teoretycznie
powinni wierzyc w Chrystusa), czy moze calunowcami albo gralowcami?


Zaczne od prosby o zauwazenie, ze to NIE JA pierwszy zaczalem tego dryfa,
chociaz juz po przeczytaniu posta Radoslawa zaswierzbiala mnie klawiatura.

Odpowiedz daloby moze odnalezienie ktoregos z tych obiektow wraz z
dowodami na ich autentycznosc (co samo w sobie wydaje mi sie calkowicie
sprzeczne z tym co widze w Biblii) - zapewne wywolaloby to zbiorowa
histerie i wreszcie oddzielilo chrzescijan od calunowcow i gralowcow.


Calunu, jak wiesz, nie trzeba odnajdywac. Kwestia jego autentycznosci lub
nieautentycznosci nie jest taka prosta, o czym kiedys odwalilem potwornych
rozmiarow esej, wiec sie czuje mocny w temacie.  Istotnie, metoda
radioweglowa datuje go na pozne sredniowiecze, w sam raz jak na falsyfikat.
Jej ustalenia mozna jednak na rozne sposoby zakwestionowac. Z drugiej
strony faktem jest, ze badajacym Calun chemikom nie udalo sie odnalezc
metody falszywego sporzadzenia jego wizerunku (np. sladow barwnika). Na sto
procent mozna wykluczyc mozliwosc sporzadzenia Calunu przez namalowanie
obrazu na plotnie (brak odpowiednich technik malarskich - wtedy zwyczajne
nikt nie umial tak malowac ludzkiego ciala, patrz Chrystus na obrazach
Giotta z ramionami wyrastajacymi z mostka; brak barwnika; nietypowa
perspektywa i swiatlocien). Jedyna hipoteza to sporzadzenie go przez
'protofotografie'. Ta hipoteza ma nawet rece i nogi, poza tym drobiazgiem,
ze bylaby to jedyna taka 'protofotografia' znana historii.

Krotko mowiac, prosze uprzejmie o powstrzymywanie sie przed latwym
dezawuwoaniem osob wierzacych w autentycznosc Calunu, bo to naprawde nie
jest prosta sprawa. Ja osobiscie, prywatnie, w jego autentycznosc nie
wierze, bo w ogole jestem niewierzacy, ale szanuje i rozumiem tych, ktorzy
wierza.

Rufus T. Firefly
12 Gru 1999, 03:00

Wojciech Orlinski wrote:
| OT: Pytanie, czy mozna ich nazwac chrzescijanami (ci teoretycznie
| powinni wierzyc w Chrystusa), czy moze calunowcami albo gralowcami?

Zaczne od prosby o zauwazenie, ze to NIE JA pierwszy zaczalem tego dryfa,
chociaz juz po przeczytaniu posta Radoslawa zaswierzbiala mnie klawiatura.


Nie sklamie, jesli powiem, ze ze zdziwieniem przyjalem brak
czyichkolwiek off-topicowych komentarzy do tamtego postu. Pomyslalem, ze
moze jakis swiezy ojciec czeka na pierwszego chetnego... :)  (BTW,
congrats)

Calunu, jak wiesz, nie trzeba odnajdywac. Kwestia jego autentycznosci lub
nieautentycznosci nie jest taka prosta, o czym kiedys odwalilem potwornych
rozmiarow esej, wiec sie czuje mocny w temacie.  Istotnie, metoda
radioweglowa datuje go na pozne sredniowiecze, w sam raz jak na falsyfikat.
Jej ustalenia mozna jednak na rozne sposoby zakwestionowac. Z drugiej
strony faktem jest, ze badajacym Calun chemikom nie udalo sie odnalezc
metody falszywego sporzadzenia jego wizerunku (np. sladow barwnika). Na sto
procent mozna wykluczyc mozliwosc sporzadzenia Calunu przez namalowanie
obrazu na plotnie (brak odpowiednich technik malarskich - wtedy zwyczajne
nikt nie umial tak malowac ludzkiego ciala, patrz Chrystus na obrazach
Giotta z ramionami wyrastajacymi z mostka; brak barwnika; nietypowa
perspektywa i swiatlocien). Jedyna hipoteza to sporzadzenie go przez
'protofotografie'. Ta hipoteza ma nawet rece i nogi, poza tym drobiazgiem,
ze bylaby to jedyna taka 'protofotografia' znana historii.

Krotko mowiac, prosze uprzejmie o powstrzymywanie sie przed latwym
dezawuwoaniem osob wierzacych w autentycznosc Calunu, bo to naprawde nie
jest prosta sprawa. Ja osobiscie, prywatnie, w jego autentycznosc nie
wierze, bo w ogole jestem niewierzacy, ale szanuje i rozumiem tych, ktorzy
wierza.


Dobrze, ze dodales ten koncowy akapit, bo interesuje mnie glownie to, a
nie dyskusja o autentycznosci calunu. Nie interesuje mnie przedmiot -
interesuja mnie zwiazane z nim reakcje ludzi. Te niestety sa dla mnie
czesto odrzucajace i stad lekko ironiczny ton - przyznaje, nie
przystajacy do spraw tak powaznych i konfliktogennych jak wiara albo jej
brak. Ale zapewniam, jestem jak najdalszy od pogardliwego
zacietrzewienia, jakie towarzyszy zwykle religijnym dyskusjom i jesli
tylko cos takiego sam wyczuwam w rozmowach na podobny temat, koncze je
jak najszybciej - jednoczesnie jestem jak najdalszy od ironizowania na
punkcie spraw wiary. Natomiast nie mam zadnych skrupulow przy spotkaniu
z religijna hipokryzja i to wlasnie (nie dosc jasno?) sugerowalem w
poprzednim poscie.

Ale skoro juz o tym mowa, osobiscie nie wierze w mozliwosc udowodnienia
ponad wszelka watpliwosc autentycznosci calunu - jak dla mnie, z
logicznego punktu widzenia byloby to wbrew zalozeniom z Biblii - przede
wszystkim wbrew przepisom majacym na celu wyeliminowanie
niebezpieczenstwa czczenia takich fizycznych "pamiatek" albo
jakichkolwiek innych przedmiotow zwiazanych z bostwem. Jednym z tych
przepisow bylo malo dzis znane (kuriozalnie to brzmi) przykazanie
sposrod "oryginalnych" 10 przykazan, mowiace o nieoddawaniu czci
"podobiznom", obrazom itp. Sadze, ze mysl za tym przepisem mozna
rozciagnac na kwestie calunu - w przypadku braku watpliwosci co do jego
autentycznosci ryzyko, ze ludzie beda go czcic byloby po prostu zbyt
wielkie - po co tworca przepisu mialby "wodzic na pokuszenie" tych,
ktorym go nadal? IMO nie jest przypadkiem, ze po Jezusie nie pozostala
zadna pamiatka, ktorej z powodu naturalnych sklonnosci czlowiek
przypisywalby cudowna moc. W tym ujeciu nagle odnalezienie graala z
zalaczonym "certyfikatem autentycznosci", albo pojawienie sie niezbitych
dowodow na autentycznosc calunu bylyby dla mnie wbrew koncepcji ktora,
jak oceniam, dosc wyraznie prezentuje Biblia.

R.

Radosław Tatarczak
12 Gru 1999, 03:00

Zaczne od prosby o zauwazenie, ze to NIE JA pierwszy zaczalem tego dryfa,
chociaz juz po przeczytaniu posta Radoslawa zaswierzbiala mnie klawiatura.


A czemu czy napisalem cos kontrowersyjnego, ja jedynie nie potrafie wyczuc
roznicy, gdzie konczy sie mitologia a zaczyna religia, dlatego zeby nikogo
nie urazic wole nie pisac o Graalu jako o mitologii. Natomiast cala reszta i
dryf to zasluga Rufusa;))

| Odpowiedz daloby moze odnalezienie ktoregos z tych obiektow wraz z
| dowodami na ich autentycznosc (co samo w sobie wydaje mi sie calkowicie
| sprzeczne z tym co widze w Biblii) - zapewne wywolaloby to zbiorowa
| histerie i wreszcie oddzielilo chrzescijan od calunowcow i gralowcow.

Calunu, jak wiesz, nie trzeba odnajdywac. Kwestia jego autentycznosci lub
nieautentycznosci nie jest taka prosta, o czym kiedys odwalilem potwornych
rozmiarow esej, wiec sie czuje mocny w temacie.  Istotnie, metoda
radioweglowa datuje go na pozne sredniowiecze, w sam raz jak na
falsyfikat.
Jej ustalenia mozna jednak na rozne sposoby zakwestionowac. Z drugiej
strony faktem jest, ze badajacym Calun chemikom nie udalo sie odnalezc
metody falszywego sporzadzenia jego wizerunku (np. sladow barwnika). Na
sto
procent mozna wykluczyc mozliwosc sporzadzenia Calunu przez namalowanie
obrazu na plotnie (brak odpowiednich technik malarskich - wtedy zwyczajne
nikt nie umial tak malowac ludzkiego ciala, patrz Chrystus na obrazach
Giotta z ramionami wyrastajacymi z mostka; brak barwnika; nietypowa
perspektywa i swiatlocien). Jedyna hipoteza to sporzadzenie go przez
'protofotografie'. Ta hipoteza ma nawet rece i nogi, poza tym drobiazgiem,
ze bylaby to jedyna taka 'protofotografia' znana historii.


Tylko czy takie badania maja sens, przeciez zawsze bedzie grupa ludzi, ktora
bedzie mowila ze badania sa tendencyjne i beda knuc roznorakie teorie
spiskowe. Czy nie wystarczy nam juz przykladow na to ze mariaz religii z
nauka do niczego nie prowadzi. Po za tym popelniono tu duzy blad bo zalozono
ze Chrystus istnial naprawde a na to nie ma dowodow. To wszystko jest wiara,
a tej sie nie ocenia naukowo.

Krotko mowiac, prosze uprzejmie o powstrzymywanie sie przed latwym
dezawuwoaniem osob wierzacych w autentycznosc Calunu, bo to naprawde nie
jest prosta sprawa. Ja osobiscie, prywatnie, w jego autentycznosc nie
wierze, bo w ogole jestem niewierzacy, ale szanuje i rozumiem tych, ktorzy
wierza.


I o to mi chodzilo gdy pisalem o Graalu, sam nie wierze w niego ale nie mam
zamiaru pisac ze to mitologia.
pozdrawiam
R.T.

Rufus T. Firefly
12 Gru 1999, 03:00

=?iso-8859-2?Q?Rados=B3aw_Tatarczak?= wrote:
Tylko czy takie badania maja sens, przeciez zawsze bedzie grupa ludzi, ktora
bedzie mowila ze badania sa tendencyjne i beda knuc roznorakie teorie
spiskowe.


Z mojego punktu widzenia badania maja znaczenie o tyle, ze w razie
uznania przez kosciol niepodwazalnosci okreslonych dowodow, sprawa
zaczyna dotyczyc milionow ludzi, ktorzy do danego kosciola naleza.
Margines tych, ktorzy nie uznaja argumentow za niepodwazalne bedzie
istniec zawsze, ale tak jak wspomnialem - mnie akurat interesuje kwestia
reakcji wlasnie tych milionow, ktore zostana objete oficjalna nauka
kosciola.

Czy nie wystarczy nam juz przykladow na to ze mariaz religii z
nauka do niczego nie prowadzi.


Alez owszem, przynajmniej semantycznie prowadzi do kosciola scjentologow
:)

To wszystko jest wiara, a tej sie nie ocenia naukowo.


I wlasnie dlatego pisalem, ze odkrycie dowodow autentycznosci calunu
oddzieliloby chrzescijan od calunowcow. Dla tych pierwszych ten fakt
pozostalby bez znaczenia, bo w wierze naukowe dowody nie maja znaczenia.
Dla tych drugich stalby sie powodem do rozpoczecia kultu calunu, czyli w
zestawieniu z chrzescijanstwem, zupelnego nieporozumienia.

R.

RadosÂław Tatarczak
12 Gru 1999, 03:00
Z mojego punktu widzenia badania maja znaczenie o tyle, ze w razie
uznania przez kosciol niepodwazalnosci okreslonych dowodow, sprawa
zaczyna dotyczyc milionow ludzi, ktorzy do danego kosciola naleza.
Margines tych, ktorzy nie uznaja argumentow za niepodwazalne bedzie
istniec zawsze, ale tak jak wspomnialem - mnie akurat interesuje kwestia
reakcji wlasnie tych milionow, ktore zostana objete oficjalna nauka
kosciola.


Ale kosciol nie bedzie ryzykowal stwierdzenia typu panie i panowie oto calun
turynski (albo odwrotnie). Kosciolowi calun nie jest potrzebny, ani
praktycznie ani teologicznie. Te miliony ktore sa w glownym nurcie tez
traktuja calun raczej z ciekawoscia niz naboznoscia, ale to jest ciekawosc z
gatunku male zielone ludziki (przepraszam male szare ludziki;) a nie jakis
istotny element wiary.

| Czy nie wystarczy nam juz przykladow na to ze mariaz religii z
| nauka do niczego nie prowadzi.

Alez owszem, przynajmniej semantycznie prowadzi do kosciola scjentologow
:)


To z mojej strony niescislosc- ja mowilem w skrocie o naukowych dowodach
zaprzegnietych dla potrzeb wiary (a'la dowody na istnienie Boga). Nie mowie
tu o ruchach religijnych, opierajacych sie na nauce.

| To wszystko jest wiara, a tej sie nie ocenia naukowo.

I wlasnie dlatego pisalem, ze odkrycie dowodow autentycznosci calunu
oddzieliloby chrzescijan od calunowcow. Dla tych pierwszych ten fakt
pozostalby bez znaczenia, bo w wierze naukowe dowody nie maja znaczenia.
Dla tych drugich stalby sie powodem do rozpoczecia kultu calunu, czyli w
zestawieniu z chrzescijanstwem, zupelnego nieporozumienia.


Potwierzdzenie ze Calun jest oryginalny tez zaprowadzi do slepej uliczki,
bowiem skad wiadomo, ze ten kto byl owiniety w calun to Chrystus. Wg mnie
jakiekolwiek doswiadczenia i eksperymenty z calunem (nazywam go tak chociaz
w zaden calun nie wierze:) zawsze sie rozbija o wiare odbiorcy i zadne
najnowsze metody nie zmienia tego. Zawsze bowiem moze ktos powiedziec, ze na
calunie nie ma sladow bo Bog tak chcial itp. i takiego myslenia nie zmienisz
i nie wiem ile bys dowodow przedstawial, na tym sie zakonczy. Nawet kosciol
traktuje juz roznorakie relikwie z wielka podejrzliwoscia i pozwala jedynie
na poloficjalne ich czczenie.
pozdrawiam
R.T.

Wojciech Orlinski
12 Gru 1999, 03:00
Tako rzecze Radosław Tatarczak:

| Zaczne od prosby o zauwazenie, ze to NIE JA pierwszy zaczalem tego dryfa,
| chociaz juz po przeczytaniu posta Radoslawa zaswierzbiala mnie klawiatura.
A czemu czy napisalem cos kontrowersyjnego,


Nie nie, po prostu jestem znany jako stary dryfiarz, wiec tym razem
chcialem zaznaczyc, ze to nie ja uruchomilem dryfa.

| perspektywa i swiatlocien). Jedyna hipoteza to sporzadzenie go przez
| 'protofotografie'. Ta hipoteza ma nawet rece i nogi, poza tym drobiazgiem,
| ze bylaby to jedyna taka 'protofotografia' znana historii.
Tylko czy takie badania maja sens,


Wszystkie badania maja jakis sens :-). Ostatecznie, mamy kawalek plotna z
obrazem, ktory powstal na nim w tajemniczy sposob.  Wyjasnianie tego
sposobu samo w sobie jest ciekawe.  To nie jest 'mariaz nauki i religii'.
W tym wypadku interesuje mnie czysta nauka, tj.  badanie samego wizerunku
na calunie, abstrahujac od tego, kogo on wlasciwie przedstawia.

Wojciech Orlinski
12 Gru 1999, 03:00
Tako rzecze Rufus T. Firefly:

| Zaczne od prosby o zauwazenie, ze to NIE JA pierwszy zaczalem tego dryfa,
| chociaz juz po przeczytaniu posta Radoslawa zaswierzbiala mnie klawiatura.
Nie sklamie, jesli powiem, ze ze zdziwieniem przyjalem brak
czyichkolwiek off-topicowych komentarzy do tamtego postu. Pomyslalem, ze
moze jakis swiezy ojciec czeka na pierwszego chetnego... :)  (BTW,
congrats)


A dziekuje bardzo :-)

| Krotko mowiac, prosze uprzejmie o powstrzymywanie sie przed latwym
| dezawuwoaniem osob wierzacych w autentycznosc Calunu, bo to naprawde nie
| jest prosta sprawa. Ja osobiscie, prywatnie, w jego autentycznosc nie
| wierze, bo w ogole jestem niewierzacy, ale szanuje i rozumiem tych, ktorzy
| wierza.
Dobrze, ze dodales ten koncowy akapit, bo interesuje mnie glownie to, a
nie dyskusja o autentycznosci calunu. Nie interesuje mnie przedmiot -
interesuja mnie zwiazane z nim reakcje ludzi. Te niestety sa dla mnie
czesto odrzucajace i stad lekko ironiczny ton - przyznaje, nie
przystajacy do spraw tak powaznych i konfliktogennych jak wiara albo jej
brak.


Zauwaz, ze te reakcje sa rownie odrzucajace po obu stronach. Dla mnie z
kolei fanatyczny antyklerykal, ktory a priori wie, ze Calun to falsyfikat,
bo mu tak wynika z ideologii, a nawet nie probuje sie zapoznac z tym, co
sie udalo ustalic badaczom, tez jest odpychajacy.

Ale skoro juz o tym mowa, osobiscie nie wierze w mozliwosc udowodnienia
ponad wszelka watpliwosc autentycznosci calunu


Zalezy, jak zrozumiemy pojecie 'autentycznosci'. Oczywiscie ze nie da sie
udowodnic tego, ze przedstawia on Chrystusa. Da sie jednak z grubsza
ustalic, czy pochodzi z XIII wieku czy z I wieku. I oczywiscie zaden wynik
nie bedzie mial tak naprawde konsekwencji swiatopogladowych. Przeciez nie
uwierze w Boga tylko dlatego, ze sie okaze, ze Calun jest z I wieku.
Zaczne wtedy stawiac kolejne hipotezy (hi hi, fajnie ten mechanizm
tworzenia kolejnych hipotez, ktorymi lata sie stara teorie, opisal niejaki
Imre Lakatos). I odwrotnie, nikt nie straci wiary tylko dlatego, ze kolejne
badanie radioweglowe ponad wszelka watpliwosc udowodni, ze to falsyfikat.

rozciagnac na kwestie calunu - w przypadku braku watpliwosci co do jego
autentycznosci ryzyko, ze ludzie beda go czcic byloby po prostu zbyt
wielkie - po co tworca przepisu mialby "wodzic na pokuszenie" tych,
ktorym go nadal?


Wiesz, zwazywszy ze stworzyl kobiete, nie bylbym tym taki zaskoczony :-)

Rufus T. Firefly
12 Gru 1999, 03:00

Radosław Tatarczak wrote:
Ale kosciol nie bedzie ryzykowal stwierdzenia typu panie i panowie oto calun
turynski (albo odwrotnie). Kosciolowi calun nie jest potrzebny, ani
praktycznie ani teologicznie.


Tutaj jakos nie moge sie zgodzic. Widze i praktyczne i teologiczne
zalety. Oczywiscie wylacznie teoretyzujemy (moj poglad, dla ktorego nie
wierze, ze calun jest autentyczny przedstawilem we wczesniejszym
poscie), ale jesli okazaloby sie, ze kosciol znalazl "uczciwe i
wiarygodne" dowody na autentycznosc calunu, to zaleta praktyczna bylaby
oczywista - chocby taka, ze miejsce jego przechowywania byloby nowym
miejscem pielgrzymek. Teologiczne - oficjalna relikwia kosciola (z
miejsca katapultowana do miana najwazniejszej), kolejny rozdzial w
historii cudownych przedmiotow pozostajacych w posiadaniu kosciola, do
tego na pewno rowniez argument w historycznych dysputach o istnieniu
Jezusa itd.

Te miliony ktore sa w glownym nurcie tez
traktuja calun raczej z ciekawoscia niz naboznoscia, ale to jest ciekawosc z
gatunku male zielone ludziki (przepraszam male szare ludziki;) a nie jakis
istotny element wiary.


...poniewaz kosciol nie powidzial, ze to autentyk. Wraz z oficjalna
deklaracja staje sie to wlasnie istotnym elementem wiary i nauki
kosciola (pewna analogia wydaje mi sie na przyklad obraz w
Czestochowie). Jesli jestes jego czlonkiem, przyjmujesz oficjalna nauke
...albo masz problemy.

| Czy nie wystarczy nam juz przykladow na to ze mariaz religii z
| nauka do niczego nie prowadzi.

| Alez owszem, przynajmniej semantycznie prowadzi do kosciola scjentologow
| :)
To z mojej strony niescislosc- ja mowilem w skrocie o naukowych dowodach
zaprzegnietych dla potrzeb wiary (a'la dowody na istnienie Boga). Nie mowie
tu o ruchach religijnych, opierajacych sie na nauce.


To zrozumiale. Dlatego byl smiley.

Nawet kosciol
traktuje juz roznorakie relikwie z wielka podejrzliwoscia i pozwala jedynie
na poloficjalne ich czczenie.


Watek wzial sie wlasnie m.in. z mojego przerazenia i zdegustowania tym
"poloficjalnym" pozwoleniem i przymykaniem oka w kosciele na zachowania
jak najbardziej mu wrogie z teologicznego punktu widzenia. Dlatego
wspomnialem w innym miejscu o hipokryzji. Nie ma sensu zaczynac tu
wielkiej dysputy teologicznej, bo te z zadziwiajaca regularnoscia koncza
sie niczym i sa jak dyskusja o obiedzie bez faktycznej konsumpcji.
Zareagowalem na zestawienie przez ciebie chrzescijanstwa z calunem i
graalem bo to dla mnie pewien symbol hipokryzji siedzacej w udawanym
chrzescijanstwie, w ktorym jest wiecej poganskiego czczenia przemiotow
niz faktycznego kontaktu czlowieka z Bogiem, czyli tego o co chodzi w
wierze. WO blednie odebral moja wypowiedz jako pogarde dla zwolennikow
opinii o autentycznosci calunu. Od pogardy nie moglbym byc dalszy -
mysl, ze ktos idzie takim torem i to przy "poloficjalnym" wsparciu
kosciola wywoluje we mnie raczej irytacje (zreszta rowniez nie na ludzi
- raczej na instytucje, ktora ich w tym utwierdza).

R.

Rufus T. Firefly
12 Gru 1999, 03:00

Wojciech Orlinski wrote:
Zauwaz, ze te reakcje sa rownie odrzucajace po obu stronach. Dla mnie z
kolei fanatyczny antyklerykal, ktory a priori wie, ze Calun to falsyfikat,
bo mu tak wynika z ideologii, a nawet nie probuje sie zapoznac z tym, co
sie udalo ustalic badaczom, tez jest odpychajacy.


Co jest, masz filter Irvinga na "IMO", "wydaje mi sie" i "sadze, ze"? Od
razu wyjezdzasz z "fanatycznym" i "nie probujacym sie zapoznac".
Przedstawilem ci tylko swoja wlasna teorie, ale jak najbardziej jestem
ciekaw tego, co wymyslaja na ten temat naukowcy. Nie mam problemow z
ewentualnym przyznawaniem sie do blednego zrozumienia sprawy, zwlaszcza
w kwestiach tak trudnych jak teologia, wiec nie widze tez problemu z
przekonaniem mnie, ze sie w tym myle. Moja niechec do dyskusji naukowej
o calunie bierze sie stad, ze caly watek zaczalem wylacznie jako
komentarz do zestawienia chrzescijanstwa z elementami, ktore notorycznie
sie pod nie podciaga, a ja odbieram je jako kawalki innej
(fundamentalnie wrogiej) bajki i akurat tego watku nie chcialem zmieniac
w przerzucanie sie cytatami z kolejnych publikacji. Odnosze sie do
kwestii wiary, czyli sprawy, na ktora wyniki badan nie maja zadnego
wplywu. Natomiast sama kwestie calunu z naukowego punktu widzenia uwazam
za cholernie ciekawa, choc obawiam sie, ze nigdy nie uslysze jej
wiarygodnego uzasadnienia (chyba ze pojawi sie druga protofotografia, na
ktorej uwieczniono faceta, ktory wlasnie naswietlal calun :)

Co do antyklerykala - nie przecze. Hipokryzja w sprawie tak waznej jak
wiara niezwykle mnie drazni. Zwlaszcza, jesli wkracza w kwestie wplywu
na zycie innych ludzi. Instytucja oddzielajaca zainteresowanego od
przedmiotu jego zainteresowania, zaslaniajaca sie "dobrem obu stron" ma
nikle szanse na szacunek z mojej strony. Co, uprzedzam, znowu nie
oznacza prostej niecheci do calej grupy ludzi w sutannach czy
garniturach, a jedynie stosunek do linii wiodacej. Krotko mowiac wkurza
mnie marza jaka trzeba placic wszystkim posrednikom za produkt, jaki w
zalozeniu ma byc dostepny bezposrednio u producenta i to za darmoche.

| Ale skoro juz o tym mowa, osobiscie nie wierze w mozliwosc udowodnienia
| ponad wszelka watpliwosc autentycznosci calunu

Zalezy, jak zrozumiemy pojecie 'autentycznosci'. Oczywiscie ze nie da sie
udowodnic tego, ze przedstawia on Chrystusa.


W swoim teoretyzowaniu zakladalem jedynie sytuacje, w ktorej kosciol
uzna okreslone argumenty za wystarczajace i wlaczy calun do swojej
nauki. W tym sensie okresli jego autentycznosc dla grupy dobrych
kilkudziesieciu milionow ludzi.

I oczywiscie zaden wynik
nie bedzie mial tak naprawde konsekwencji swiatopogladowych. Przeciez nie
uwierze w Boga tylko dlatego, ze sie okaze, ze Calun jest z I wieku.


Konsekwencji nie bedzie mial dla ciebie, bo oficjalnie odzegnujesz sie
od wiary (he he, z punktu widzenia techniczno-egzegetycznego ciekawe
zjawisko). Nikt tez na pewno przez to nie uwierzylby w Boga. Ale mnostwo
ludzi uwierzyloby w calun. Brzmi to kretynsko, ale skoro podobne rzeczy
widac wokol codziennie, mozna podejrzewac, ze i tutaj nie byloby wyjatku
- swiety calun turynski, do ktorego wala pielgrzymki spragnionych cudu.

I odwrotnie, nikt nie straci wiary tylko dlatego, ze kolejne
badanie radioweglowe ponad wszelka watpliwosc udowodni, ze to falsyfikat.


Podchodzisz do sprawy indywidualnie, a ja po prostu martwie sie, ze
wszystko rozbija sie o tego, kto trzyma rzad dusz. Zwykli wierni moga
tylko przyjac oficjalna nauke, albo ...nie i zostac niewiernymi.

| rozciagnac na kwestie calunu - w przypadku braku watpliwosci co do jego
| autentycznosci ryzyko, ze ludzie beda go czcic byloby po prostu zbyt
| wielkie - po co tworca przepisu mialby "wodzic na pokuszenie" tych,
| ktorym go nadal?

Wiesz, zwazywszy ze stworzyl kobiete, nie bylbym tym taki zaskoczony :-)


Kobiety mozna przezyc. Zwlaszcza, jak sadze, z wiekiem :) Ale co zrobic
z takim dajmy na to trunkiem jak stare wino (i pomijam zapicie sie na
smierc)? Wlasnie wpadl mi w rece artykul, z ktorego wynika, ze jakis
czas temu niejaki Forbes nabyl 1 (slownie: jedna) butelke Chateau Lafite
Rothschild za sume 155 242 dolarow. Byl to oczywiscie porzadny rocznik -
powiem tylko, ze zgodnie z niepotwierdzona plotka dokladnie ta butelka
nalezala do Jeffersona. W kazdym razie Forbes wypil ow trunek ...i dzis
juz nie zyje :( Do tego mam podejrzenia, ze facet zmarl z braku celu
(przynajmniej kulinarnego) w zyciu.

R.

Wojciech Orlinski
12 Gru 1999, 03:00
Tako rzecze Rufus T. Firefly:

| Zauwaz, ze te reakcje sa rownie odrzucajace po obu stronach. Dla mnie z
| kolei fanatyczny antyklerykal, ktory a priori wie, ze Calun to falsyfikat,
| bo mu tak wynika z ideologii, a nawet nie probuje sie zapoznac z tym, co
| sie udalo ustalic badaczom, tez jest odpychajacy.
Co jest, masz filter Irvinga na "IMO", "wydaje mi sie" i "sadze, ze"? Od
razu wyjezdzasz z "fanatycznym" i "nie probujacym sie zapoznac".
Przedstawilem ci tylko swoja wlasna teorie, ale jak najbardziej jestem
ciekaw tego, co wymyslaja na ten temat naukowcy.


Ojej, niepotrzebnie wziales to do siebie, calkowicie wbrew moim intencjom.
To byla konstatacja natury ogolnej.  Jak bede chcial Ci przyladowac wprost,
to Ci przyladuje wprost, spokojna czacha :-).

| Zalezy, jak zrozumiemy pojecie 'autentycznosci'. Oczywiscie ze nie da sie
| udowodnic tego, ze przedstawia on Chrystusa.
W swoim teoretyzowaniu zakladalem jedynie sytuacje, w ktorej kosciol
uzna okreslone argumenty za wystarczajace i wlaczy calun do swojej
nauki. W tym sensie okresli jego autentycznosc dla grupy dobrych
kilkudziesieciu milionow ludzi.


Nie pamietam teraz doslownych slow arcybiskupa Turynu komentujacego
ogloszenie negatywnych wynikow testu radioweglowego, ale zrobily na mnie
bardzo madre wrazenie. Powiedzial cos w stylu, ze tak czy siak Calun
przedstawia ludzkie cierpienie (jedno nie ulega watpliwosci: tak
realistycznych sladow biczowania i ukrzyzowania nie mogla zrodzic
wyobraznia falszerza, kogos naprawde poddano straszliwym torturom). A to i
tak jest swiete.

Konsekwencji nie bedzie mial dla ciebie, bo oficjalnie odzegnujesz sie
od wiary (he he, z punktu widzenia techniczno-egzegetycznego ciekawe
zjawisko). Nikt tez na pewno przez to nie uwierzylby w Boga. Ale mnostwo
ludzi uwierzyloby w calun. Brzmi to kretynsko, ale skoro podobne rzeczy
widac wokol codziennie, mozna podejrzewac, ze i tutaj nie byloby wyjatku
- swiety calun turynski, do ktorego wala pielgrzymki spragnionych cudu.


I tak walą. Do Czestochowy tez walą. Zostawmy to im, mi to nie przeszkadza.

artur
13 Gru 1999, 03:00

Joanna Czaplinska wrote:
 Ciekawostka - czemu jeszce nikt nie
wpadl na pomysl potraktowania Szekspira jako fantasy wlasnie? Skoro
takiego Ryszarda III zrobiono w konwencji antyutopii,mysle ze np. Burza
doskonale by sie nadawala.


Znam tylko Burze jako s-f :-(   czyli Forbidden Planet
artur

artur
13 Gru 1999, 03:00

Wojciech Orlinski wrote:
Calunu, jak wiesz, nie trzeba odnajdywac. Kwestia jego autentycznosci lub
nieautentycznosci nie jest taka prosta, o czym kiedys odwalilem potwornych
rozmiarow esej, wiec sie czuje mocny w temacie.  Istotnie, metoda
radioweglowa datuje go na pozne sredniowiecze, w sam raz jak na falsyfikat.
Jej ustalenia mozna jednak na rozne sposoby zakwestionowac. Z drugiej
strony faktem jest, ze badajacym Calun chemikom nie udalo sie odnalezc
metody falszywego sporzadzenia jego wizerunku (np. sladow barwnika). Na sto
procent mozna wykluczyc mozliwosc sporzadzenia Calunu przez namalowanie
obrazu na plotnie (brak odpowiednich technik malarskich - wtedy zwyczajne
nikt nie umial tak malowac ludzkiego ciala, patrz Chrystus na obrazach
Giotta z ramionami wyrastajacymi z mostka; brak barwnika; nietypowa
perspektywa i swiatlocien). Jedyna hipoteza to sporzadzenie go przez
'protofotografie'. Ta hipoteza ma nawet rece i nogi, poza tym drobiazgiem,
ze bylaby to jedyna taka 'protofotografia' znana historii.


A ja mysle ze po prostu ukrzyzowano kogos w sredniowieczu na terenie Bliskiego
Wschodu podczas istnienia Krolestwa Jerozolimskiego.
I wcale mi sie nie podoba moje przypuszczenie !!!!!
artur

Radosław Tatarczak
13 Gru 1999, 03:00

| perspektywa i swiatlocien). Jedyna hipoteza to sporzadzenie go przez
| 'protofotografie'. Ta hipoteza ma nawet rece i nogi, poza tym
drobiazgiem,
| ze bylaby to jedyna taka 'protofotografia' znana historii.

| Tylko czy takie badania maja sens,

Wszystkie badania maja jakis sens :-). Ostatecznie, mamy kawalek plotna z
obrazem, ktory powstal na nim w tajemniczy sposob.  Wyjasnianie tego
sposobu samo w sobie jest ciekawe.  To nie jest 'mariaz nauki i religii'.
W tym wypadku interesuje mnie czysta nauka, tj.  badanie samego wizerunku
na calunie, abstrahujac od tego, kogo on wlasciwie przedstawia.


Ok takie badania maja sens, ale malo kto przy badaniu Calunu zachowuje
czysta naukowa kalkulacje. Z tym mariazem mialem na mysli to, ze jakbys nie
chcial to przy badaniu Calunu na koncu zawsze wyskoczy tablica z napisem
wiara. Po prostu gdyby wszystkich badaczy interesowala tylko czysta nauka,
nie mialbym zadnych watpliwosci co do sensownosci a tak dzieki "wysilkom"
strony wierzacej w swietosc Calunu, przestalo mnie to interesowac. W
skrocie -badania naukowe owszem ale bez zbednej warstwy teologicznej, a
poniewaz ta warstwa teraz jest to powatpiewam w sensownosc badan.
pozdrawiam
R.T.
PS Co nie znaczy, ze nie interesuje mnie strona techniczna powstania
calunu:)

Wojciech Orlinski
13 Gru 1999, 03:00
Tako rzecze Radosław Tatarczak:

| Wszystkie badania maja jakis sens :-). Ostatecznie, mamy kawalek plotna z
| obrazem, ktory powstal na nim w tajemniczy sposob.  Wyjasnianie tego
| sposobu samo w sobie jest ciekawe.  To nie jest 'mariaz nauki i religii'.
| W tym wypadku interesuje mnie czysta nauka, tj.  badanie samego wizerunku
| na calunie, abstrahujac od tego, kogo on wlasciwie przedstawia.
Ok takie badania maja sens, ale malo kto przy badaniu Calunu zachowuje
czysta naukowa kalkulacje.


Bez przesady, pare osob jednak zachowuje. Raport zespolu fizykow i chemikow
znanego jako STURP publikowala profesjonalna prasa naukowa.

wiara. Po prostu gdyby wszystkich badaczy interesowala tylko czysta nauka,
nie mialbym zadnych watpliwosci co do sensownosci a tak dzieki "wysilkom"
strony wierzacej w swietosc Calunu, przestalo mnie to interesowac. W
skrocie -badania naukowe owszem ale bez zbednej warstwy teologicznej, a
poniewaz ta warstwa teraz jest to powatpiewam w sensownosc badan.
pozdrawiam


Nauki scisle maja te urocza zalete, ze dzieki swej metodologii potrafia
zredukowac do minimum (bo pewnie nigdy nie da sie zredukowac do zera)
wszelkie warstwy pozamerytoryczne.

Maciek H.
13 Gru 1999, 03:00

Widzialem 'What?' i wcale sie nie dziwie, ze ten film jest zapomniany.
Oczywiscie calkowite dno to nie jest, ale oprocz paru swietnych gagow i
tzw.
"obserwacji obyczajowych" :) nic wyjatkowo wartosciowego tam nie ma.


 Też widziałem What ? i nie zgodzę się, że jest to zły film. W gruncie
rzeczy jest to świetna zabawa, ale znakomicie też oddaje klimat lat 70
(wczesnych). A faktem jest, że to jest film zapomniany nieco.
Maciek Hoszowski

Maciek H.
13 Gru 1999, 03:00

Jan Rudziński napisał(a) w wiadomości: <38511A22.5E98E@astercity.net...

Cześć wszystkim

Znany? zgoda. Najlepszy? Ja bym obstawiał "Dziecko Rosemary" i Nóż w
wodzie". A kto oglądał 'What?' - zapomniany film Polańskiego, o którym w
książce "Roman" jest pół strony, podczas gdy o każdym innym co najmniej
10?


Też znakomite! Mogę jeszcze podać "Wstręt" i "Lokatora" oraz "Chinatown"
jako moje ulubione filmy Romana P. - zresztą jest to jeden z moich
ulubionych reżyserów i wszystkie filmy (szczególnie do Frantic'a) są
świetne.
Widziałem What ? i jest to świetna zabawa,  znakomicie też oddaje klimat lat
70 (wczesnych). A faktem jest, że to jest film zapomniany nieco - może
dlatego, że był zrobiony trochę pomiędzy innymi Jego filmami.
Maciek Hoszowski

Maciek H.
13 Gru 1999, 03:00

Amarot napisał(a) w wiadomości:

Hej, skoro Matnia jest wedlug ciebie jednym z bardziej znanych,
to ktore sa tymi mniej znanymi? :) What i co jeszcze? Chyba nic.


OK. Niech Ci będzie. Wszystkie filmy Polańskiego są w zasadzie dobrze znane.
Obok What? może jeszcze Magbet jest mniej znany?
Maciek

Jan Rudziński
13 Gru 1999, 03:00
Cześć wszystkim

"Maciek H." wrote:


[...]

jako moje ulubione filmy Romana P. - zresztą jest to jeden z moich
ulubionych reżyserów i wszystkie filmy (szczególnie do Frantic'a) są
świetne.


 Tak jest!

Widziałem What ? i jest to świetna zabawa,  znakomicie też oddaje klimat lat
70 (wczesnych). A faktem jest, że to jest film zapomniany nieco - może
dlatego, że był zrobiony trochę pomiędzy innymi Jego filmami.


 Może dlatego, że Amerykanom sie nie spodobał? Wszystkie inne filmy P.
były pokazywane w telewizji po kilka(naście) razy, a 'What?' tylko raz i
w Polsacie 2.

 Roman Polański został właśnie wybrany do francuskiej Akademii Sztuk
Pięknych. Zasłużył na to!

Maciek Hoszowski


--
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...



Podobne tematy:
Październik 12.10 - niedziela - Piaseczno koło Tarnobrzega.
Neostrada na Ubuntu 6.06 / 6.10 / 6.12
Październik 12.10 - niedziela - Piaseczno koło Tarnobrzega.
wigilia DA 16.12.2009 godz 20.15
wigilia DA 16.12.2009 godz 20.15
TKS-T Budowlani Toruń - KSZO Ostrowiec Świętokrzy (16.12.09)
TKS-T Budowlani Toruń - KSZO Ostrowiec Świętokrzy (16.12.09)