Versus meets versus...

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "Versus meets versus..." z grupy pl.hum.x-muza



Jan Rudziński
20 Gru 2003, 15:56
Cześć wszystkim

imdb zaproponował następujące versusy filmowe, które wyszukałem tylko na
podstawie słów kluczowych w tytule. Jak na gatunek, wystepujący rzekomo
dopiero od kilku lat, jest tego sporo...

Gorgo Versus Godzilla (1969)
Chytilova Versus Forman (1981)
Godzilla Versus the Sea Monster (1969)
The Seven Brothers Meet Dracula (1979)
Billy the Kid versus Dracula (1966)
Lady Chatterly Versus Fanny Hill (1974)
Batman Fights Dracula (1967)
Dracula contra Frankenstein (1972)
Gamera vs. the Devil-Beast Giron (1969)
Gamera vs. Giger (1970)
(... jeszcze kilka z ową Gamerą...)
Godzilla vs. Mechagodzilla (1977)
Godzilla vs. King Ghidorah (1998)
Godzilla vs. Mothra (1964)
King Kong contra Godzilla (1962)
3 Supermen Against Godfather (1985)
Popeye the Sailor Meets Ali Baba's Forty Thieves (1937)
Popeye the Sailor Meets Sindbad the Sailor (1936)
Popeye Meets Hercules (1948)
Popeye Meets Rip Van Winkle (1941)
Popeye Meets William Tell (1940)
Popeye Meets Aladin (1939)
Abbott and Costello Meet Captain Kidd (1952)
Abbott and Costello Meet Dr. Jekyll and Mr. Hyde (1953)
Abbott and Costello Meet the Invisible Man (1951)
The Three Stooges Meet Hercules (1962)
Allen and Rossi Meet Dracula and Frankenstein (1974)
Beany and Cecil Meet Billy the Squid (1959)
Bambi Meets Godzilla (1969)
Cinderella Meets Fella (1938)
Dick Tracy Meets Karloff (1947)
James Dean meets Yves Montand (1995)
Jesse James Meets Frankenstein's Daughter (1966)
Frankenstein Meets the Space Monster (1965)
Frankenstein Meets the Wolf Man (1943)
Lady Godiva Meets Tom Jones (1968)
Mighty Mouse Meets Bad Bill Bunion (1945)
Frankenstein Meets the Giant Devil Fish (1965)
The Teenage Psycho Meets Bloody Mary (1967)
Empress Messalina Meets the Son of Hercules (1964)

Wojciech Orlinski
20 Gru 2003, 16:23
In <3FE4B761.2492F@astercity.netJan Rudziński  wrote:

imdb zaproponował następujące versusy filmowe, które wyszukałem tylko
na podstawie słów kluczowych w tytule. Jak na gatunek, wystepujący
rzekomo dopiero od kilku lat, jest tego sporo...


[...]

Abbott and Costello Meet Captain Kidd (1952)
Abbott and Costello Meet Dr. Jekyll and Mr. Hyde (1953)
Abbott and Costello Meet the Invisible Man (1951)
The Three Stooges Meet Hercules (1962)
Allen and Rossi Meet Dracula and Frankenstein (1974)
Beany and Cecil Meet Billy the Squid (1959)
Bambi Meets Godzilla (1969)
Cinderella Meets Fella (1938)
Dick Tracy Meets Karloff (1947)
James Dean meets Yves Montand (1995)
Jesse James Meets Frankenstein's Daughter (1966)
Frankenstein Meets the Space Monster (1965)
Frankenstein Meets the Wolf Man (1943)
Lady Godiva Meets Tom Jones (1968)
Mighty Mouse Meets Bad Bill Bunion (1945)
Frankenstein Meets the Giant Devil Fish (1965)
The Teenage Psycho Meets Bloody Mary (1967)
Empress Messalina Meets the Son of Hercules (1964)


Jak na poziom desperacji, z jaką wyszukujesz tych "przykładów", musi Ci
naprawdę bardzo zależeć. Co tytuł taki jak "James Dean meets Yves
Montand" czy "The Teenage Psycho Meets Bloody Mary" ma wspólnego z
versusami? Czy którykolwiek z tych filmów był na pierwszym miejscu box
office?

Jan Rudziński
20 Gru 2003, 16:53
Cześć wszystkim

Wojciech Orlinski wrote:

In <3FE4B761.2492F@astercity.netJan Rudziński  wrote:

| imdb zaproponował następujące versusy filmowe, które wyszukałem tylko
| na podstawie słów kluczowych w tytule. Jak na gatunek, wystepujący
| rzekomo dopiero od kilku lat, jest tego sporo...

[...]

Jak na poziom desperacji, z jaką wyszukujesz tych "przykładów", musi Ci
naprawdę bardzo zależeć.


 E tam, mam katar i pilną pracę...

Co tytuł taki jak "James Dean meets Yves
Montand" czy "The Teenage Psycho Meets Bloody Mary" ma wspólnego z
versusami? Czy którykolwiek z tych filmów był na pierwszym miejscu box
office?


 Co to jest box office i co mnie to w ogóle obchodzi? Oczywiście że
wśród podanych tytułów część nie podpada pod prawdziwe versusy, jak
chociażby Chytilova versus Forman.

  Jednak co najmniej połowa moich przykładów wyczerpuje Twoją definicję
versusa: ' "versusy", czyli filmy tworzone według formuły "weźmy
bohaterów dwóch różnych filmów, do których prawa ma ta sama wytwórnia, i
skrzyżujmy ich w pojedynku", w której to definicji nie ma mowy o żadnych
boksach.
 Więc jak - dalej podtrzymujesz opinię: '"versusy" są produktem
ostatnich paru lat'?

 A w ogóle to przecież się z Tobą w dużym stopniu zgadzam. Histeryczny
Konformizm rzeczywiście owocuje duplikacjami, sequelami i innymi
okropnościami. Nie zgadzam się natomiast, że jest tego wszystkiego
_znacząco_ więcej. Bywały okresy w historii Hollywood, gdy filmów
oryginalnych było 5%, czasem udział ten spadał do 1%. Ale ogólnie H.K.
miał się świetnie cały czas, tylko może różne były jego przejawy.

 Ciekawe, że wśród owoców H.K. nie wymieniłeś rimejkomanii. Czyżby
minęła? Był okres, kiedy w Hollywood usiłowano minimalizować ryzyko
robiąc rimejki kasowych filmów europejskich, a potem japońskich.

Wojciech Orlinski
20 Gru 2003, 17:35
In <3FE4C477.C93A7@astercity.netJan Rudziński  wrote:

| Co tytuł taki jak "James Dean meets Yves
| Montand" czy "The Teenage Psycho Meets Bloody Mary" ma wspólnego z
| versusami? Czy którykolwiek z tych filmów był na pierwszym miejscu
| box office?

 Co to jest box office i co mnie to w ogóle obchodzi? Oczywiście że
wśród podanych tytułów część nie podpada pod prawdziwe versusy, jak
chociażby Chytilova versus Forman.


Więc jaki jest punkt?

  Jednak co najmniej połowa moich przykładów wyczerpuje Twoją
definicję versusa: ' "versusy", czyli filmy tworzone według formuły
"weźmy bohaterów dwóch różnych filmów, do których prawa ma ta sama
wytwórnia, i skrzyżujmy ich w pojedynku", w której to definicji nie ma
mowy o żadnych boksach.  


Przede wszystkim, mowa o Hollywood, więc możesz sobie skasować wszystkie
przykłady typu "Godzilla versus Whateverro". Możesz też skasować
wszystkie pomysły offowe typu dwóch kolesi na kamerze 8 mm nakręca coś
dla zgrywy (a niektóre przytoczone przez Ciebie przykłady ewidentnie
mają taki charakter). Co Ci zostaje po odfiltrowaniu wszystkich
"przykładów" nie pasujących do warunków?

 Ciekawe, że wśród owoców H.K. nie wymieniłeś rimejkomanii. Czyżby
minęła? Był okres, kiedy w Hollywood usiłowano minimalizować ryzyko
robiąc rimejki kasowych filmów europejskich, a potem japońskich.


A teraz go nie ma?

Jan Rudziński
20 Gru 2003, 17:47
Cześć wszystkim

Wojciech Orlinski wrote:

Przede wszystkim, mowa o Hollywood, więc możesz sobie skasować wszystkie
przykłady typu "Godzilla versus Whateverro".


 O nie! W artykule napisałeś: 'Czy da się _wymyślić_ coś jeszcze
bardziej trywializującego kino od różnych "quelów"? Oczywiście, że tak.
Po "quelach" nadejdą "versusy"'. Więc sugerujesz, że jest to nowość w
ogóle, a nie tylko dla H.

 Więc wszystkie 'Godzille' zostają, zwłaszcza że w niektórych wytwórnie
Hollywoodzkie maczały łapy, a przynajmniej pieniądze.

Możesz też skasować
wszystkie pomysły offowe typu dwóch kolesi na kamerze 8 mm nakręca coś
dla zgrywy (a niektóre przytoczone przez Ciebie przykłady ewidentnie
mają taki charakter).


 Które?

Co Ci zostaje po odfiltrowaniu wszystkich
"przykładów" nie pasujących do warunków?


 Połowa mniej więcej, ale zgodzę się i na 1/3.

|  Ciekawe, że wśród owoców H.K. nie wymieniłeś rimejkomanii. Czyżby
| minęła? Był okres, kiedy w Hollywood usiłowano minimalizować ryzyko
| robiąc rimejki kasowych filmów europejskich, a potem japońskich.

A teraz go nie ma?


 No właśnie pytam o to - nie wiem.
 Jeśli dalej trwa, to dziwię się, że nie wspomniałeś w artykule, bo to
kolejny przejaw H.K.
 Jeśli natomiast rimejkomania minęła, to ciekaw jestem dlaczego?

pijotr - bezkitu
20 Gru 2003, 18:45
Hello Jan,

Saturday, December 20, 2003, 10:51:51 PM, you wrote:

versusa: ' "versusy", czyli filmy tworzone według formuły "weźmy
bohaterów dwóch różnych filmów, do których prawa ma ta sama wytwórnia,


Ktoraz to wytwornia ma prawo do takich postaci, jak Sea Monster, Herkules, Frankenstein czy moja ulubiona z tej listy - Giant Devil Fish? ;)

Wojciech Orlinski
21 Gru 2003, 05:32
In <3FE4D139.57402@astercity.netJan Rudziński  wrote:

| Przede wszystkim, mowa o Hollywood, więc możesz sobie skasować
| wszystkie przykłady typu "Godzilla versus Whateverro".

 O nie! W artykule napisałeś: 'Czy da się _wymyślić_ coś jeszcze
bardziej trywializującego kino od różnych "quelów"? Oczywiście, że tak.
Po "quelach" nadejdą "versusy"'. Więc sugerujesz, że jest to nowość w
ogóle, a nie tylko dla H.


O nie! Cały artykuł jest o Hollywood. Strasznie Cię przepraszam, Janku,
ale nie można brać poprawki na ociężałych umysłowo czytelników i do
każdego zdania dopisywać "ten artykuł jest o Hollywood"; ale zapewne
współczesne techniki cyfrowe pozwalają Ci dopisać takie coś podmieniając
to za kropkę (or sth).

 Jeśli dalej trwa, to dziwię się, że nie wspomniałeś w artykule, bo to
kolejny przejaw H.K.


I dlaczego nie pozdrowiłem ciotki z Ciechocinka?

Jan Rudziński
21 Gru 2003, 05:50
Cześć wszystkim

Wojciech Orlinski wrote:

|  O nie! W artykule napisałeś: 'Czy da się _wymyślić_ coś jeszcze
| bardziej trywializującego kino od różnych "quelów"? Oczywiście, że tak.
| Po "quelach" nadejdą "versusy"'. Więc sugerujesz, że jest to nowość w
| ogóle, a nie tylko dla H.

O nie! Cały artykuł jest o Hollywood.
Strasznie Cię przepraszam, Janku,
ale nie można brać poprawki na ociężałych umysłowo czytelników i do
każdego zdania dopisywać "ten artykuł jest o Hollywood";


 Strasznie Cię przepraszam, ale zdanie 'wymyślić coś nowego' znaczy
'wymyślić coś nowego', a nie 'skopiować praktykę stosowano powszechnie w
Japonii'.

 Zresztą z podanych przez przykładów zostanie sporo holyłódzkich.

|  Jeśli dalej trwa, to dziwię się, że nie wspomniałeś w artykule, bo to
| kolejny przejaw H.K.

I dlaczego nie pozdrowiłem ciotki z Ciechocinka?


 Ależ jasne, Twoje prawo ograniczyć materiał, ale moje prawo się temu
dziwić. Bo rimejkomania ma przecież tę samą genezę, co sekweloza.

 A w ogóle to zostaje otwarte moje pytanie - czy rimejkomania trwa, czy
się skończyła? Wiesz coś na ten temat?

Wojciech Orlinski
21 Gru 2003, 05:54
In <3FE57A90.E7C42@astercity.netJan Rudziński  wrote:

Cześć wszystkim

Wojciech Orlinski wrote:

|  O nie! W artykule napisałeś: 'Czy da się _wymyślić_ coś jeszcze
| bardziej trywializującego kino od różnych "quelów"? Oczywiście, że
| tak. Po "quelach" nadejdą "versusy"'. Więc sugerujesz, że jest to
| nowość w ogóle, a nie tylko dla H.

| O nie! Cały artykuł jest o Hollywood.
| Strasznie Cię przepraszam, Janku,
| ale nie można brać poprawki na ociężałych umysłowo czytelników i do
| każdego zdania dopisywać "ten artykuł jest o Hollywood";

 Strasznie Cię przepraszam, ale zdanie 'wymyślić coś nowego' znaczy
'wymyślić coś nowego', a nie 'skopiować praktykę stosowano powszechnie
w Japonii'.


Ballada o Janku Rudzińskim

Radio: "Pogoda w Hollywood. W Hollywood jest słoniecznie.  Zachmurzenie
niewielkie. Zachód słońca będzie o 22:54 czasu miejscowego"

Janek Rudziński: "Kłamcy, kłamcy! Zdanie <Zachmurzenie niewielkienie
zawiera już nic o Hollywood, zatem skłamali, bo w Ostrołęce pada deszcz".

| I dlaczego nie pozdrowiłem ciotki z Ciechocinka?

 Ależ jasne, Twoje prawo ograniczyć materiał, ale moje prawo się temu
dziwić.


A moje prawo szydzić z Twojego dziwienia.

Michal Olszewski
21 Gru 2003, 06:10

Wojciech Orlinski wrote:
O nie! Cały artykuł jest o Hollywood. Strasznie Cię przepraszam, Janku,
ale nie można brać poprawki na ociężałych umysłowo czytelników i do
każdego zdania dopisywać "ten artykuł jest o Hollywood"; ale zapewne
współczesne techniki cyfrowe pozwalają Ci dopisać takie coś podmieniając
to za kropkę (or sth).


Czekaj, ale Twój szef nie podgląda chyba tego typu czytelniczych
dyskusji, żeby potem mieć argumenty do wstrzymania premii lub podobnych
nieprzyjemnych ruchów?

Bo jeśli tak jest, to ja cofam zarzuty i zgadzam się ze wszystkimi
przykładami z artykułu. Co do jednego. Serio.

(mogę nawet jakieś oświadczenie podpisać)

Wojciech Orlinski
21 Gru 2003, 06:21
In <bs3uki$d3@absinth.dialog.net.plMichal Olszewski  wrote:

| O nie! Cały artykuł jest o Hollywood. Strasznie Cię przepraszam,
| Janku,  ale nie można brać poprawki na ociężałych umysłowo
| czytelników i do  każdego zdania dopisywać "ten artykuł jest o
| Hollywood"; ale zapewne  współczesne techniki cyfrowe pozwalają Ci
| dopisać takie coś podmieniając  to za kropkę (or sth).

Czekaj, ale Twój szef nie podgląda chyba tego typu czytelniczych
dyskusji, żeby potem mieć argumenty do wstrzymania premii lub
podobnych nieprzyjemnych ruchów?


Mam wrażenie, że strasznie mało ludzi w Usenecie zdaje sobie sprawę z
tego, jak strasznie mało ludzi interesuje się Usenetem. Przypuszczam, że
gdybym swoim szefom musiał wytłumaczyć, co to jest, najbliższą formułą
byłoby "coś w rodzaju portalowego forum dyskusyjnego, tylko istniejącego
od dawnych czasów, więc bardziej atrakcyjnego wśród technomaniaków".

Jan Rudziński
21 Gru 2003, 06:32
Cześć wszystkim

Wojciech Orlinski wrote:

[...]
| ale nie można brać poprawki na ociężałych umysłowo czytelników i do
| każdego zdania dopisywać "ten artykuł jest o Hollywood";

|  Strasznie Cię przepraszam, ale zdanie 'wymyślić coś nowego' znaczy
| 'wymyślić coś nowego', a nie 'skopiować praktykę stosowano powszechnie
| w Japonii'.

Ballada o Janku Rudzińskim

Radio: "Pogoda w Hollywood. W Hollywood jest słoniecznie.  Zachmurzenie
niewielkie. Zachód słońca będzie o 22:54 czasu miejscowego"

Janek Rudziński: "Kłamcy, kłamcy! Zdanie <Zachmurzenie niewielkienie
zawiera już nic o Hollywood, zatem skłamali, bo w Ostrołęce pada deszcz".


 Masz oczywiście całkowitą rację.
 Zapomniałem, że jeśli manager z Hollywood (w ogóle jakikolwiek manager)
mówi 'coś zupełnie nowego' ma na myśli 'coś, czego MY nie robiliśmy w
ciągu ostatnich kilku lat'.

Wojciech Orlinski
21 Gru 2003, 08:24
In <3FE58496.E9589@astercity.netJan Rudziński  wrote:

| Ballada o Janku Rudzińskim

| Radio: "Pogoda w Hollywood. W Hollywood jest słoniecznie.  
| Zachmurzenie niewielkie. Zachód słońca będzie o 22:54 czasu
| miejscowego"  Janek Rudziński: "Kłamcy, kłamcy! Zdanie <Zachmurzenie
| niewielkienie zawiera już nic o Hollywood, zatem skłamali, bo w
| Ostrołęce pada deszcz".

 Masz oczywiście całkowitą rację.
 Zapomniałem, że jeśli manager z Hollywood (w ogóle jakikolwiek
manager) mówi 'coś zupełnie nowego' ma na myśli 'coś, czego MY nie
robiliśmy w ciągu ostatnich kilku lat'.


Czy raczej - artykuł o Hollywood to artykuł o Hollywood.

Krzysztof Kolaczkowski
21 Gru 2003, 08:41

In <3FE58496.E9589@astercity.netJan Rudziński  wrote:

| Ballada o Janku Rudzińskim

| Radio: "Pogoda w Hollywood. W Hollywood jest słoniecznie.  
| Zachmurzenie niewielkie. Zachód słońca będzie o 22:54 czasu
| miejscowego"  Janek Rudziński: "Kłamcy, kłamcy! Zdanie <Zachmurzenie
| niewielkienie zawiera już nic o Hollywood, zatem skłamali, bo w
| Ostrołęce pada deszcz".

|  Masz oczywiście całkowitą rację.
|  Zapomniałem, że jeśli manager z Hollywood (w ogóle jakikolwiek
| manager) mówi 'coś zupełnie nowego' ma na myśli 'coś, czego MY nie
| robiliśmy w ciągu ostatnich kilku lat'.

Czy raczej - artykuł o Hollywood to artykuł o Hollywood.


Jak będziesz pisał artykuł o lądowaniu Chińczyków na księżycu, to
zatytułujesz go "Pierwszy człowiek na księżycu", tak?

Kylo

Wojciech Orlinski
21 Gru 2003, 09:25
In <ggaod5n4putx.@jedenkylo.netKrzysztof Kolaczkowski  wrote:

|  Masz oczywiście całkowitą rację.
|  Zapomniałem, że jeśli manager z Hollywood (w ogóle jakikolwiek
| manager) mówi 'coś zupełnie nowego' ma na myśli 'coś, czego MY nie
| robiliśmy w ciągu ostatnich kilku lat'.

| Czy raczej - artykuł o Hollywood to artykuł o Hollywood.

Jak będziesz pisał artykuł o lądowaniu Chińczyków na księżycu, to
zatytułujesz go "Pierwszy człowiek na księżycu", tak?


Pomijając już to, że ja nie jestem od tytułowania, to czy tamten artykuł
miał tytuł "Pierwsze versusy na świecie"? Na pewno pisząc o Chińczykach
na Księżycu nie zamierzam jednak robić wstawek typu "ten artykuł jest o
Chińczykach na Księżycu" w _każdym_ zdaniu. Jeśli znajdzie się tam
zdanie np. "wszyscy są wegetarianami", z kontekstu będzie wynikało, że
chodzi o uczestników tego wydarzenia. Naturalnie, jakiś gieniuś w
Usenecie wyskoczy wtedy z tekstem "nieprawda, ja nie jestem", ale w
końcu od tego jest Usenet.

Rufus T. Firefly
21 Gru 2003, 14:16

  Jednak co najmniej połowa moich przykładów wyczerpuje Twoją definicję
versusa: ' "versusy", czyli filmy tworzone według formuły "weźmy
bohaterów dwóch różnych filmów, do których prawa ma ta sama wytwórnia, i
skrzyżujmy ich w pojedynku", w której to definicji nie ma mowy o żadnych
boksach.
 Więc jak - dalej podtrzymujesz opinię: '"versusy" są produktem
ostatnich paru lat'?


W tekście Wojtka chyba niepotrzebnie zabrakło rozgraniczenia na kino A i B.
W kinie B versusy to zjawisko znane w Hollywood co najmniej od 60 lat,
podobnie jak sequele. To zresztą podkreślano przy niedawnej premierze Freddy
vs. Jason - że to powrót do tradycji z lat 40. Wtedy z braku pomysłów na
nowe horrory Universal zaczął zarabiać na versusach. A wcześniej zarabiał
już zresztą na sequelach tych samych filmów. To było w obrębie kina B
dokładnie to samo podejście, które mamy dzisiaj w kinie A.

Jan Rudziński
21 Gru 2003, 14:22
Cześć wszystkim

"Rufus T. Firefly" wrote:

|  Więc jak - dalej podtrzymujesz opinię: '"versusy" są produktem
| ostatnich paru lat'?

W tekście Wojtka chyba niepotrzebnie zabrakło rozgraniczenia na kino A i B.
W kinie B versusy to zjawisko znane w Hollywood co najmniej od 60 lat,
podobnie jak sequele. To zresztą podkreślano przy niedawnej premierze Freddy
vs. Jason - że to powrót do tradycji z lat 40.


 Toteż mówię, że dla WO historia kina zaczyna się w 1975 roku.

Wtedy z braku pomysłów na
nowe horrory Universal zaczął zarabiać na versusach. A wcześniej zarabiał
już zresztą na sequelach tych samych filmów. To było w obrębie kina B
dokładnie to samo podejście, które mamy dzisiaj w kinie A.


 Nie ma dziś kina A. Kino B je zeżarło i zawiesiło sobie szyldzik
ukradziony ofierze.

 A pisząc poważnie. Zgadzam się z WO, że dziś mamy histeryczny
konformizm. Nie zgadzam się natomiast, ze to coś absolutnie nowego. Cała
historia Hollywood wydaje się oscylować między okresami zwykłego i
histerycznego konformizmu. Czy zgodziłbyś się z takim ujęciem?

 A jak się mają rimejki? Żyją czy zrimejkowano już wszystko?

Michal Jankowski
21 Gru 2003, 14:40

Jan Rudziński <jan@astercity.netwrites:
 A jak się mają rimejki? Żyją czy zrimejkowano już wszystko?


No przeciez Clooney gra w samych rimejkach - z przerwami na sekwele
rimejkow.

  MJ

Rufus T. Firefly
21 Gru 2003, 14:45

 A pisząc poważnie. Zgadzam się z WO, że dziś mamy histeryczny
konformizm. Nie zgadzam się natomiast, ze to coś absolutnie nowego. Cała
historia Hollywood wydaje się oscylować między okresami zwykłego i
histerycznego konformizmu. Czy zgodziłbyś się z takim ujęciem?


Nie. Zgodziłbym się najwyżej z tym, że Hollywood zawsze chciało zarobić -
ale co w tym dziwnego, nie jest to w końcu zbiór organizacji charytatywnych.
Zgadzam się z Wojtkiem, że histeryczny konformizm to rzecz relatywnie nowa w
historii Hollywood. Tyle, że nie z ostatnich lat, a z ostatnich dekad -
dokładnie mniej więcej z pierwszej połowy lat 80., kiedy w Hollywood na
dobre skończył się ten obowiązujący przez krótki czas dyktat reżyserów i
powrócił dyktat producentów. Innymi słowy kiedy Hollywood odzyskało
równowagę po kryzysie lat 60. i zdołało skutecznie redefiniować cały rynek,
swoje możliwości zarobku na nim i całą machinę produkcyjną (tak, żeby
pozostawała pod skrzydałami wytwórni, a nie jakichś brodatych czubków z San
Francisco). Dzisiejszy HK opisywany przez Wojtka na przykładzie
hollywoodzkich forów to to samo, co istniało 10 lat temu. Tyle że wtedy te
same konwersacje toczyły się przy lunchach i w biurach, a nie w sieci.

Ale powracając do tego dlaczego się z Tobą nie zgadzam - różnica "kiedyś" a
"dziś" polegała nie na tym, że kiedyś nie chcieli zarobić i byli artystami,
a dzisiaj są tylko rzemieślnikami, tylko na tym, że kiedyś wytwórnie były
rodzinnym interesem, a nie korporacjami. A rodzinny interes, niezależnie od
wielkości i skali, zachowuje pewną dozę intymności i przede wszystkim
charakteru, które bywają ważniejsze od kasy. Co innego w korporacji, gdzie
kasa jest najważniejsza, a charakter liczy się jedynie o tyle, o ile można
go przeliczyć na walutę. Wojtek robi błąd zakładając, że np. dublowanie
tematów jest niedawnym wynalazkiem (koncepcja istnieje co najmniej od pół
wieku), ale ma rację w tym, że dzisiaj bierze się ono z potrzeby
niewychylania i absolutnego konformizmu. 40 lat temu brało się raczej z
tego, że rywalizowało ze sobą kilku twardych kolesi, którzy nie chcieli
drugiemu dać zbyt wiele wolnego pola do zarabiania kasy i jak tylko słyszeli
o ich projektach, szukali możliwości realizacji podobnego pomysłu. (W tym
świat filmu nigdy nie różnił się wiele od świata biznesu - dobry pomysł
znajduje naśladowców.) Ale w cenie mieli też oryginalność i kto wpadał na
oryginalny pomysł, ten był guru. Dzisiaj jest dokładnie odwrotnie.
Oryginalny pomysł jest ryzykowny.

 A jak się mają rimejki? Żyją czy zrimejkowano już wszystko?


No co ty. Masz przecież teraz całą manię kupowania i rimejkowania
azjatyckich horrorów. Najfajniejsza informacja, jaką słyszałem w ostatnich
tygodniach - i to wydaje mi się naprawdę oryginalną wieścią z Hollywood -
jest w tej działce taka, że zarzucono rimejk "Kairo" Kyoshi Kurosawy (miał
to robić Wes Craven), bo uznano, że film będzie jednak zbyt podobny do
Ringu. Dla mnie to premierowe wydarzenia - Hollywood nie nakręci niezbyt
drogiego filmu dlatego, że jest zbyt podobny do innego niezbyt drogiego
filmu, który zarobił krocie. Nie widzisz w tym światełka nadziei? :)

Jan Rudziński
21 Gru 2003, 14:54
Cześć wszystkim

"Rufus T. Firefly" wrote:

[...]
dokładnie mniej więcej z pierwszej połowy lat 80., kiedy w Hollywood na
dobre skończył się ten obowiązujący przez krótki czas dyktat reżyserów i
powrócił dyktat producentów.


 O ile rozumiem  dyktat producentów panował gdzieś od połowy lat 20. do
końca lat 50. czy jakoś tak? Potem krótki okres poluzowania i od połowy
lat 80. ponowny dyktat producentów?

[...]

Ale powracając do tego dlaczego się z Tobą nie zgadzam - różnica "kiedyś" a
"dziś" polegała nie na tym, że kiedyś nie chcieli zarobić i byli artystami,
a dzisiaj są tylko rzemieślnikami, tylko na tym, że kiedyś wytwórnie były
rodzinnym interesem, a nie korporacjami. A rodzinny interes, niezależnie od
wielkości i skali, zachowuje pewną dozę intymności i przede wszystkim
charakteru, które bywają ważniejsze od kasy.


 Jesteś pewien, ze MGM czy Paramount w końcówce lat 30. były jeszcze
rodzinnymi biznesami? Nie wiem, pytam.

Rufus T. Firefly
21 Gru 2003, 15:38

 O ile rozumiem  dyktat producentów panował gdzieś od połowy lat 20. do
końca lat 50. czy jakoś tak? Potem krótki okres poluzowania i od połowy
lat 80. ponowny dyktat producentów?


Rewolucja nastąpiła w zasadzie na samym końcu lat 60. (z pojawieniem się
takich firm jak BBS; taki wybryk jak United Artists oczywiście pomijam), ale
wtedy od dobrych paru lat Hollywood było juz w ostrym kryzysie. A powrót
faktycznie od przełomu lat 70. i 80., kiedy reżyserzy pociągający za sznurki
przez wcześniejszą dekadę ostatecznie popełnili serię spektakularnych
biznesowych samobójstw, od Ceny strachu, przez Wrota niebios, do Prosto od
serca.

| Ale powracając do tego dlaczego się z Tobą nie zgadzam - różnica
"kiedyś" a
| "dziś" polegała nie na tym, że kiedyś nie chcieli zarobić i byli
artystami,
| a dzisiaj są tylko rzemieślnikami, tylko na tym, że kiedyś wytwórnie
były
| rodzinnym interesem, a nie korporacjami. A rodzinny interes, niezależnie
od
| wielkości i skali, zachowuje pewną dozę intymności i przede wszystkim
| charakteru, które bywają ważniejsze od kasy.

 Jesteś pewien, ze MGM czy Paramount w końcówce lat 30. były jeszcze
rodzinnymi biznesami? Nie wiem, pytam.


Rodzinny w sensie reguł gry, niekoniecznie tego, że ciągle rządził tatuś.
Ważne, że facet na górze sam sobie podejmował ostateczne decyzje. Ale gwoli
ścisłości - Mayer przetrzymał przecież w MGM do początku lat 50. (fakt, że
podobno na końcu niewiele w studio mógł). Dopiero w latach 60. MGM zaczęło
się degenerować, przechodzić coraz to inne ręce itd. (I w sumie jako jedyne
do dzisiaj nie odzyskało żadnego sensownego statusu; to dzisiaj nawet trudno
nazwać wytwórnią w tym samym sensie, w jakim definiuje się resztę studiów.)
A w Paramount, o ile się nie mylę, Zukor był w zarządzie jeszcze w latach
60 - miał wtedy już chyba pod setkę.

***aL***
21 Gru 2003, 16:05
Dnia 2003-12-21 21:40, Użytkownik Rufus T. Firefly napisał:

Rodzinny w sensie reguł gry, niekoniecznie tego, że ciągle rządził tatuś.
Ważne, że facet na górze sam sobie podejmował ostateczne decyzje. Ale gwoli
ścisłości - Mayer przetrzymał przecież w MGM do początku lat 50. (fakt, że
podobno na końcu niewiele w studio mógł). Dopiero w latach 60. MGM zaczęło
się degenerować, przechodzić coraz to inne ręce itd. (I w sumie jako jedyne
do dzisiaj nie odzyskało żadnego sensownego statusu; to dzisiaj nawet trudno
nazwać wytwórnią w tym samym sensie, w jakim definiuje się resztę studiów.)
A w Paramount, o ile się nie mylę, Zukor był w zarządzie jeszcze w latach
60 - miał wtedy już chyba pod setkę.


Podobno MGM ma zostane wchloniete przez Warnera. Glownym atutem sa
archiwa tej wytworni. A jak juz jestesmy przy Warnerze, to chyba Jack
Warner dosyc dlugo utrzymywal sie u steru na swoim rodzinnym okrecie.
Cos mi skacze po glowie, ze odszedl dopiero pod koniec lat 60.,
osiadajac w pieknej willi na Lazurowym Wybrzezu.
aL

Rufus T. Firefly
21 Gru 2003, 16:15

Podobno MGM ma zostane wchloniete przez Warnera. Glownym atutem sa
archiwa tej wytworni.


Tak jest. MGM ma w zasadzie tylko dwie wartościowe rzeczy, o których się
wspomina: archiwum ponad 4 tysięcy filmów (w sensie ilości to nie jest dużo,
ale w tych 4 tysiącach jest kupa klasyki) i Bonda. Rozwój rynku DVD i
ponowne wykreowanie Bonda na nowoczesną serię cudem ich uratowało przed
zupełnym zapomnieniem.

A jak juz jestesmy przy Warnerze, to chyba Jack
Warner dosyc dlugo utrzymywal sie u steru na swoim rodzinnym okrecie.
Cos mi skacze po glowie, ze odszedl dopiero pod koniec lat 60.,
osiadajac w pieknej willi na Lazurowym Wybrzezu.


Tak właśnie było. Warner odszedł jako jeden z ostatnich, bodaj w 1968 roku
(a może w 1967). Przyciął piękny deal na dużą kasę i chyba z dziesięć
następnych lat popylał sobie jachtami na słoneczku.

Wągrowski Konrad
22 Gru 2003, 04:55

-----Original Message-----
From: Wojciech Orlinski [mailto:i@gazeta.pl]
Sent: Sunday, December 21, 2003 12:21 PM
To: pl-hum-x-m@newsgate.pl
Subject: Re: Versus meets versus...

| Czekaj, ale Twój szef nie podgląda chyba tego typu czytelniczych
| dyskusji, żeby potem mieć argumenty do wstrzymania premii lub
| podobnych nieprzyjemnych ruchów?

Mam wrażenie, że strasznie mało ludzi w Usenecie zdaje sobie sprawę z
tego, jak strasznie mało ludzi interesuje się Usenetem.
Przypuszczam, że
gdybym swoim szefom musiał wytłumaczyć, co to jest,
najbliższą formułą
byłoby "coś w rodzaju portalowego forum dyskusyjnego, tylko
istniejącego
od dawnych czasów, więc bardziej atrakcyjnego wśród technomaniaków".


Z lepsza ortografia, nieco sensowniejsze, z mniejsza iloscia k...w i ch...w
i nie czepiajace się ciagle starozakonnych mocodawcow wydawcow gazet ..lub
czasopism.

Konrad

P.S. Czy Wam w GW naprawde to forum jest tak potrzebne? Zagladajac do niego,
trace resztki wiary w ludzki intelekt.

Wojciech Orlinski
22 Gru 2003, 05:26
In <5DD6C73F67CFBF4F86CEC9F31C1BF2D0031AC2@OCE1B080Wągrowski_Konrad
wrote:

| Mam wrażenie, że strasznie mało ludzi w Usenecie zdaje sobie sprawę z
| tego, jak strasznie mało ludzi interesuje się Usenetem.
| Przypuszczam, że
| gdybym swoim szefom musiał wytłumaczyć, co to jest,
| najbliższą formułą
| byłoby "coś w rodzaju portalowego forum dyskusyjnego, tylko
| istniejącego
| od dawnych czasów, więc bardziej atrakcyjnego wśród technomaniaków".

Z lepsza ortografia, nieco sensowniejsze, z mniejsza iloscia k...w i
ch...w i nie czepiajace się ciagle starozakonnych mocodawcow wydawcow
gazet ..lub czasopism.
P.S. Czy Wam w GW naprawde to forum jest tak potrzebne? Zagladajac do
niego, trace resztki wiary w ludzki intelekt.


Czasem poruszam ten temat, ale słyszę w odpowiedzi "zależy od
konkretnego forum"; obawiam się, że z Usenetem jest podobnie...

Jan Rudziński
22 Gru 2003, 05:34
Cześć wszystkim

Wojciech Orlinski wrote:

[...]
| P.S. Czy Wam w GW naprawde to forum jest tak potrzebne? Zagladajac do
| niego, trace resztki wiary w ludzki intelekt.

Czasem poruszam ten temat, ale słyszę w odpowiedzi "zależy od
konkretnego forum"; obawiam się, że z Usenetem jest podobnie...


 Czasem widzę w forum wpisy usunięte z powodu narudzeń regulaminu.
 Widząc pozostałe - zapewne regulaminowe - wpisy zastanawiam się, jakie
horrenda trzeba napisać, względnie jakie tajemnice ujawnić, żeby
naruszyć ten regulamin.

Michal Jankowski
22 Gru 2003, 06:05

Konrad.Wagrow@telekomunikacja.pl (Wągrowski Konrad) writes:
Z lepsza ortografia, nieco sensowniejsze, z mniejsza iloscia k...w i ch...w
i nie czepiajace się ciagle starozakonnych mocodawcow wydawcow gazet ..lub
czasopism.


Poczytaj soc.culture.polish ... albo pl.soc.polityka ...

  MJ



Podobne tematy:
86 Mistrzostwa Polski w Lekkoatletyce
86 Mistrzostwa Polski w Lekkoatletyce