Wreszcie poszedlem na Pianiste...

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "Wreszcie poszedlem na Pianiste..." z grupy pl.hum.x-muza



Wojciech Orlinski
12 Mar 2003, 16:04
..ale wyszedłem po 20 minutach. Tak jak myślałem, ten film jest zbyt
makabryczny, żeby to wytrzymać. Nie wyrobiłem po scenie wyrzucania przez
okno staruszka na wózku inwalidzkim. Niesamowity jest kontrast z "Listą
Schindlera" - tam cała makabra holocaustu była jednak pokazana w jakiś
przefiltrowany, uspokajający sposób. Pewnie dlatego, że jednak z punktu
widzenia faceta, któremu nic nie grozi. W "Pianiście" potworne jest to
uczucie narastającego osaczenia, z minuty na minutę sytuacja rodziny
Szpilmanów się pogarsza, ale oni wciąż szukają jakiejś nadziei, wciąż
walczą, wciąż próbują ułożyć sobie w miarę normalne życie, oczywiście na
próżno. Zgadzam się, że wszystko to jest pokazane bardzo mądrze i bardzo
prawdziwie, ale właśnie dlatego nie mogłem wyrobić.
Michal Olszewski
12 Mar 2003, 16:40

Wojciech Orlinski wrote:
...ale wyszedłem po 20 minutach. Tak jak myślałem, ten film jest zbyt
makabryczny, żeby to wytrzymać. Nie wyrobiłem po scenie wyrzucania przez
okno staruszka na wózku inwalidzkim. Niesamowity jest kontrast z "Listą
Schindlera" - tam cała makabra holocaustu była jednak pokazana w jakiś
przefiltrowany, uspokajający sposób. Pewnie dlatego, że jednak z punktu
widzenia faceta, któremu nic nie grozi.


Moim zdaniem z innego powodu. W Liście mieliśmy totalną beznadzieję -
trup ścielił się gęsto, co chwila jakiś hitlerowiec strzelał komuś w
głowę. Sytuacja była wyklarowana od początku - jesteśmy w piekle.

W "Pianiście" bohaterowie żyją nadzieją, że to się kiedyś skończy,
wspominają przeszłość i starają się ignorować wydarzenia. Zresztą
piszesz o tym dalej. Mnie, jako widza, męczy to dużo bardziej - to jak
powolne odrywanie wielkiego plastra zamiast szybkiego krótkiego
spielbergowego pociągnięcia.

Sławek
13 Mar 2003, 08:48
Znam wiele osób, które nie chcą-nie mogą oglądać filmów o holocauście. Czy
nie ma w tym premedytacji, że powyższy motyw jest, niestety, w koło
wałkowany przez reżyserów? Są rzeczy, o których ciężko mówić. W "Liście ..."
tego trudu nie widać. W "Pianiście" nie wiem - nie oglądałem.
Wojciech Orlinski wrote:

| ...ale wyszedłem po 20 minutach. Tak jak myślałem, ten film jest zbyt
| makabryczny, żeby to wytrzymać. Nie wyrobiłem po scenie wyrzucania przez
| okno staruszka na wózku inwalidzkim. Niesamowity jest kontrast z "Listą
| Schindlera" - tam cała makabra holocaustu była jednak pokazana w jakiś
| przefiltrowany, uspokajający sposób. Pewnie dlatego, że jednak z punktu
| widzenia faceta, któremu nic nie grozi.

Moim zdaniem z innego powodu. W Liście mieliśmy totalną beznadzieję -
trup ścielił się gęsto, co chwila jakiś hitlerowiec strzelał komuś w
głowę. Sytuacja była wyklarowana od początku - jesteśmy w piekle.

W "Pianiście" bohaterowie żyją nadzieją, że to się kiedyś skończy,
wspominają przeszłość i starają się ignorować wydarzenia. Zresztą
piszesz o tym dalej. Mnie, jako widza, męczy to dużo bardziej - to jak
powolne odrywanie wielkiego plastra zamiast szybkiego krótkiego
spielbergowego pociągnięcia.

--
                                                       Michał Olszewski


monkbert
13 Mar 2003, 10:02
Wojciech Orliński:

..ale wyszedłem po 20 minutach. Tak jak myślałem, ten film jest zbyt
makabryczny, żeby to wytrzymać.


    Hm. Będziesz może komentował gdzieś ceremonię przyznawania Oskarów? Jeśli
tak, to co będziesz mówił na temat Pianisty - "makabryczny film, nie do
wytrzymania, oglądałem całe 20 minut"?

Nie wyrobiłem po scenie wyrzucania przez
okno staruszka na wózku inwalidzkim. Niesamowity jest kontrast z "Listą
Schindlera" - tam cała makabra holocaustu była jednak pokazana w jakiś
przefiltrowany, uspokajający sposób. Pewnie dlatego, że jednak z punktu
widzenia faceta, któremu nic nie grozi.


    W Pianiście doskonałe było właśnie to, że film opowiada (jak to zresztą było
w swoim czasie komentowane na x-muzie) beznamiętnie kawałek życia zwykłego
człowieka. Szczerze mówiąc oglądanie "uspokajająco przefiltrowanej makabry
holocaustu" jest IMVHO dosyć niestosowną stratą czasu - wspomnienie holocaustu
nie powinno być uspokajające. Ale gdybyś obejrzał film do końca to być może
zobaczyłbyś całość dzieła filmowego, które co prawda o holocauscie opowiada bez
"filtrów" ale IMVHO ma swoistą, w dużej części bardzo pozytywną wymowę.

--  
Monkbert

You think Mighty Mouse could beat up Superman?

Wojciech Orlinski
13 Mar 2003, 12:12

monkb@poczta.onet.pl wrote:
    Hm. Będziesz może komentował gdzieś ceremonię przyznawania Oskarów?
Jeśli tak, to co będziesz mówił na temat Pianisty - "makabryczny film,
nie do wytrzymania, oglądałem całe 20 minut"?


A co mam powiedzieć?

    W Pianiście doskonałe było właśnie to, że film opowiada (jak to
zresztą było w swoim czasie komentowane na x-muzie) beznamiętnie
kawałek życia zwykłego człowieka. Szczerze mówiąc oglądanie
"uspokajająco przefiltrowanej makabry holocaustu" jest IMVHO dosyć
niestosowną stratą czasu - wspomnienie holocaustu nie powinno być
uspokajające.


Ale wtedy wraca to samo pytanie - mam zapłacić 15 zł za to, że się
kiepsko poczuję? Znam dużo tansze sposoby na wpędzenie się w ponury
nastrój.

Ale gdybyś obejrzał film do końca to być może
zobaczyłbyś całość dzieła filmowego, które co prawda o holocauscie
opowiada bez "filtrów" ale IMVHO ma swoistą, w dużej części bardzo
pozytywną wymowę.


Jakoś wątpię. Kiedy dzisiaj dzieliłem się z wrażeniami z kolegami z
działu, jedna koleżanka też przyznała, że wyszła (ale wcześniej - ona
wyszła już przy katowanym dziecku, ja dopiero przy staruszku wyrzuconym
przez okno, chociaż tak naprawdę czułem, że zaraz wyjdę już przy scenie
"żydzie, masz iść rynsztokiem"). Tadzio Sobolewski powiedział, że jego
niezadowolenie z "Pianisty" wynikało właśnie z tego, że pierwsze pół
godziny wprawiło go w skrajne załamanie, ale reszta nie przyniosła
żadnego katharsis.

Jan Rudziński
13 Mar 2003, 12:21
Cześć wszystkim

Wojciech Orlinski wrote:

[...]
"żydzie, masz iść rynsztokiem"). Tadzio Sobolewski powiedział, że jego
niezadowolenie z "Pianisty" wynikało właśnie z tego, że pierwsze pół
godziny wprawiło go w skrajne załamanie, ale reszta nie przyniosła
żadnego katharsis.


 A jakie by, kurna, chciał katharsis? Roześmianych krasnoarmistów
wjeżdżających na Rudym i robiących porządek?

 Druga światówka zainicjowała proces, który wciągnął Twoją i moją
rodzinę w bagno, z którego dopiero teraz się ledwo wygrzebujemy. Z
zadyszką.
 I każdy film będzie nierzetelny albo nie do zniesienia.
 Znaczy - ja bym nawet nie zaryzykował pójścia na Pianistę.

--
I've seen the future and it sucks.


--
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...

Wojciech Orlinski
13 Mar 2003, 12:43

Jan Rudziński  wrote:
| "żydzie, masz iść rynsztokiem"). Tadzio Sobolewski powiedział, że
| jego niezadowolenie z "Pianisty" wynikało właśnie z tego, że pierwsze
| pół godziny wprawiło go w skrajne załamanie, ale reszta nie
| przyniosła żadnego katharsis.

 A jakie by, kurna, chciał katharsis?


Jakieś.

 Druga światówka zainicjowała proces, który wciągnął Twoją i moją
rodzinę w bagno, z którego dopiero teraz się ledwo wygrzebujemy. Z
zadyszką.
 I każdy film będzie nierzetelny albo nie do zniesienia.
 Znaczy - ja bym nawet nie zaryzykował pójścia na Pianistę.


Też bym nie szedł, gdybym nie czuł, że powinienem przed Oscarami. Znam
książkę i wiem, że to nie jest historia dla mnie do oglądania w kinie.
"I po tym wszystkim, czym wykończyłem państwu nerwy przez pierwsze dwie
godziny filmu, dożyłem jeszcze stalinizmu w Polsce, a facet, który mi
uratował życie, zmarł w nieludzkich męczarniach zamordowany przez
Ruskich". To ma być kurna happy end?

Marcin Olender
13 Mar 2003, 14:56

"Wojciech Orlinski" <i@gazeta.plwrote in message


Ruskich". To ma być kurna happy end?


Nie. To ma być, kurna, życie.

monkbert
13 Mar 2003, 15:25
Wojciech Orliński:

|     Hm. Będziesz może komentował gdzieś ceremonię przyznawania Oskarów?
| Jeśli tak, to co będziesz mówił na temat Pianisty - "makabryczny film,
| nie do wytrzymania, oglądałem całe 20 minut"?
A co mam powiedzieć?


    Podejrzewam, że w takiej sytuacji większość wyzyskiwanych przez korporację
wyrobników zastanawiałaby się raczej co na to powie ich pracodawca wyzyskiwacz -
może ten Marks to jednak mało wiedział o korporacjach. A  tak ogólnie po takim
tekście dałbym dziennikarzowi oczywiście 5+ za prawdomówność i pogardliwe
spojrzenie za profesjonalizm i rzetelność wykonanej pracy.

| Szczerze mówiąc oglądanie
| "uspokajająco przefiltrowanej makabry holocaustu" jest IMVHO dosyć
| niestosowną stratą czasu - wspomnienie holocaustu nie powinno być
| uspokajające.
Ale wtedy wraca to samo pytanie - mam zapłacić 15 zł za to, że się
kiepsko poczuję? Znam dużo tansze sposoby na wpędzenie się w ponury
nastrój.


    Fakt faktem Pianista to nie jest kreskówka z serii "Homer Simpson vs Donald
Duck" - nieco niżej przewija się słowo katharsis; sztuka to przecież nie tylko
czysta rozrywka w spazmach śmiechu.

| Ale gdybyś obejrzał film do końca to być może
| zobaczyłbyś całość dzieła filmowego, które co prawda o holocauscie
| opowiada bez "filtrów" ale IMVHO ma swoistą, w dużej części bardzo
| pozytywną wymowę.
Jakoś wątpię. Kiedy dzisiaj dzieliłem się z wrażeniami z kolegami z
działu, jedna koleżanka też przyznała, że wyszła (ale wcześniej - ona
wyszła już przy katowanym dziecku, ja dopiero przy staruszku wyrzuconym
przez okno, chociaż tak naprawdę czułem, że zaraz wyjdę już przy scenie
"żydzie, masz iść rynsztokiem").


 Dlaczego chciałeś wyjść?

Tadzio Sobolewski powiedział, że jego
niezadowolenie z "Pianisty" wynikało właśnie z tego, że pierwsze pół
godziny wprawiło go w skrajne załamanie, ale reszta nie przyniosła
żadnego katharsis.


    Po pierwsze dla mnie zakończenie było fantastycznym, bardzo pozytywnie
'ładującym' psychikę 'oczyszczeniem z brudu nieludzkości' wcześniejszych obrazów
jak i zarówno świetnym podsumowaniem tego co i jak przeżył bohater filmu.
    Po drugie Tadzio Sobolewski ma swoje zdanie, a Wojciech Orliński mógłby mieć
inne - gdyby tylko obejrzał jeden z najistotniejszych filmów Polańskiego, do
tego film uznany za  godny wielu nagród wręczanych również Polakom
współtworzącym ten obraz i który to film przy okazji ma pół tony nominacji do
najbardziej komercyjnej, znanej i pop-kulturowej nagrody świata.

--  
Monkbert

To you it looks terrible. My mother, she wouldn't be all that upset.

Rufus T. Firefly
13 Mar 2003, 17:08

..ale wyszedłem po 20 minutach. Tak jak myślałem, ten film jest zbyt
makabryczny, żeby to wytrzymać. Nie wyrobiłem po scenie wyrzucania przez
okno staruszka na wózku inwalidzkim. Niesamowity jest kontrast z "Listą
Schindlera" - tam cała makabra holocaustu była jednak pokazana w jakiś
przefiltrowany, uspokajający sposób. Pewnie dlatego, że jednak z punktu
widzenia faceta, któremu nic nie grozi. W "Pianiście" potworne jest to
uczucie narastającego osaczenia, z minuty na minutę sytuacja rodziny
Szpilmanów się pogarsza, ale oni wciąż szukają jakiejś nadziei, wciąż
walczą, wciąż próbują ułożyć sobie w miarę normalne życie, oczywiście na
próżno. Zgadzam się, że wszystko to jest pokazane bardzo mądrze i bardzo
prawdziwie, ale właśnie dlatego nie mogłem wyrobić.


A tak z ciekawosci - Mausa mogles przeczytac do konca dlatego, ze to
przefiltrowane przez swiat myszy? Pytam z tego prostego powodu, ze zaraz po
Pianiscie cofnalem sie do Mausa i _mnostwo_ elementow estetycznych wydawalo
mi sie w obu rzeczach bardzo podobnych. Pomijajac oczywiste i konieczne
podobienstwo fabularne, postac ojca bohatera opowiada po prostu te same
fakty z podobnej, rownie spokojnie-opanowanej, zwyczajno-codziennej
perspektywy jak Szpilman.

Rufus T. Firefly
13 Mar 2003, 17:09

Tadzio Sobolewski powiedział, że jego
niezadowolenie z "Pianisty" wynikało właśnie z tego, że pierwsze pół
godziny wprawiło go w skrajne załamanie, ale reszta nie przyniosła
żadnego katharsis.


Hmm, bzdura kompletna, moim zdaniem. Wydaje mi sie, ze Pianista moze byc
jednym z modelowych przykladow "uczciwego" katharsis w kinie. Uczciwego w
tym sensie, ze nie odwolujacego sie do jawnej manipulacji i mocnej
perswazji. W koncu, jakby nie patrzec, sama natura katharsis (zabawne,
wlasnie pracuje nad cudzym tekstem na ten temat) wymaga wczesniejszego
odretwienia i zdrewnienia, skoro to katharsis wlasnie ma "przywrocic widzowi
zmysly". Mam w tym momencie wrazenie, ze w Pianiscie siedzi fantastyczny
wrecz material na wskazanie w jak klasyczny i prosty sposob Polanski
posluzyl sie koncepcja katharsis i na niej zbudowal film. Szpilman jest
przeciez uosobieniem tekiej postaci, ktora niewiele czuje i to polanskie
zakonczenie filmu, w ktorym dla Sobolewskiego nie ma katharsis, jest wlasnie
fantastycznym dopasowaniem srodkow do postaci - katharsis Szpilmana polega
na tym, ze nic nie przekszadza mu juz w tym jego niewieleczuciu. Ale co ja
tam wiem, jak
Sobolewski oglada filmy. Z jego tekstow o Pianiscie i tak od poczatku mialem
wrazenie, ze on przypadkiem obejrzal Liste Schindlera, tylko spoznil sie na
napisy.

Wojciech Orlinski
14 Mar 2003, 04:18

Marcin Olender wrote:
| Ruskich". To ma być kurna happy end?

Nie. To ma być, kurna, życie.


Życie to ja mam za darmo. Do obejrzenia życia nie muszę wynajmować
opiekunki dla dzieci, spalać benzyny do Warszawy i z powrotem, płacić za
parking, płacić za bilet.

Wojciech Orlinski
14 Mar 2003, 04:25

Rufus T. Firefly wrote:
| Tadzio Sobolewski powiedział, że jego
| niezadowolenie z "Pianisty" wynikało właśnie z tego, że pierwsze pół
| godziny wprawiło go w skrajne załamanie, ale reszta nie przyniosła
| żadnego katharsis.

Hmm, bzdura kompletna, moim zdaniem. Wydaje mi sie, ze Pianista moze byc
jednym z modelowych przykladow "uczciwego" katharsis w kinie. Uczciwego w
tym sensie, ze nie odwolujacego sie do jawnej manipulacji i mocnej
perswazji. W koncu, jakby nie patrzec, sama natura katharsis (zabawne,
wlasnie pracuje nad cudzym tekstem na ten temat) wymaga wczesniejszego
odretwienia i zdrewnienia, skoro to katharsis wlasnie ma "przywrocic widzowi
zmysly".


Dla mnie modelowym przykładem k. w muzyce jest "Atom Heart Mother"
(pisałem chyba o tym niedawno). Kakofonia w środkowej części utworu jest
do zniesienia tylko dlatego, że potem pada zbawczy okrzyk SILENCE IN THE
STUDIO i następuje cudowny wielki finał na chór, orkiestrę i zespół
rockowy. Odpowiednik hollywoodzkiego happy endu. Z książki wiedziałem,
że "Pianistę" nie zakończy SILENCE IN THE STUDIO tylko STALINISM IN
POLAND, BAD GUYS WIN, GOOD GUYS ARE MURDERED WITH UNSPOKEN CRUELTY.

wrecz material na wskazanie w jak klasyczny i prosty sposob Polanski
posluzyl sie koncepcja katharsis i na niej zbudowal film. Szpilman jest
przeciez uosobieniem tekiej postaci, ktora niewiele czuje


...i dlatego właśnie spontanicznie bez powodzenia probuje uratować
katowane dziecko? Dlatego odmawia udziału w zielonej policji? Dlatego
próbuje ratować swoją rodzinę? Dlatego nie ucieka z Warszawy, kiedy
jeszcze byl na to czas?

Wojciech Orlinski
14 Mar 2003, 04:28

Rufus T. Firefly wrote:
| Szpilmanów się pogarsza, ale oni wciąż szukają jakiejś nadziei, wciąż
| walczą, wciąż próbują ułożyć sobie w miarę normalne życie, oczywiście na
| próżno. Zgadzam się, że wszystko to jest pokazane bardzo mądrze i bardzo
| prawdziwie, ale właśnie dlatego nie mogłem wyrobić.

A tak z ciekawosci - Mausa mogles przeczytac do konca dlatego, ze to
przefiltrowane przez swiat myszy?


Ba - nawet książkę Szpilmana doszedłem do końca, a już "Lista
Schindlera" czy "Wybór Zofii" ogólnie zostawiały mnie chłodno obojętnym.
Coś jest w tym filmie, co czyni go najbardziej makabrycznym filmem o
holokauście ever.

Pytam z tego prostego powodu, ze zaraz po
Pianiscie cofnalem sie do Mausa i _mnostwo_ elementow estetycznych wydawalo
mi sie w obu rzeczach bardzo podobnych.


Ale Spiegelman dlatego właśnie nie zdecydował się na realizm rysunku,
tylko na "filtr" (i sam siebie narysował z maską myszy).

Wojciech Orlinski
14 Mar 2003, 04:33

monkb@poczta.onet.pl wrote:
| A co mam powiedzieć?

    Podejrzewam, że w takiej sytuacji większość wyzyskiwanych przez korporację
wyrobników zastanawiałaby się raczej co na to powie ich pracodawca wyzyskiwacz -
może ten Marks to jednak mało wiedział o korporacjach.


Pewnie ja jestem mniejszość.

A  tak ogólnie po takim
tekście dałbym dziennikarzowi oczywiście 5+ za prawdomówność i pogardliwe
spojrzenie za profesjonalizm i rzetelność wykonanej pracy.


Jeśli uważasz, że "profesjonalizm" nakazuje wysiedzieć do końca wbrew
własnym uczuciom, to się tu różnimy. A więc pewnie nigdy mnie nie
zatrudnisz. Idę się rozpłakać z tego powodu.

| Ale wtedy wraca to samo pytanie - mam zapłacić 15 zł za to, że się
| kiepsko poczuję? Znam dużo tansze sposoby na wpędzenie się w ponury
| nastrój.

    Fakt faktem Pianista to nie jest kreskówka z serii "Homer Simpson vs Donald
Duck" - nieco niżej przewija się słowo katharsis; sztuka to przecież nie tylko
czysta rozrywka w spazmach śmiechu.


Zgoda. Toteż po dramacie spodziewam się odpowiednika SILENCE IN THE
STUDIO z Atom Heart Mother (szersze omówienie gdzieś obok).

| wyszła już przy katowanym dziecku, ja dopiero przy staruszku wyrzuconym
| przez okno, chociaż tak naprawdę czułem, że zaraz wyjdę już przy scenie
| "żydzie, masz iść rynsztokiem").

 Dlaczego chciałeś wyjść?


Pewnie uznasz, że jestem stuknięty, ale jakoś ogólnie nie lubię oglądać
(a) pastwienia się nad starcem, (b) mordowania dziecka, (c) mordowania
inwalidy.

    Po drugie Tadzio Sobolewski ma swoje zdanie, a Wojciech Orliński mógłby mieć
inne -


...ale za to nerwy mam słabsze od Tadzia. Żałuję tylko, że nie wyszedłem
już na mordowaniu dziecka. I tak wyszedłem z kina tak roztrzęsiony, że
przejechałem skrzyżowanie na czerwonym.

Paweł Niezbecki
14 Mar 2003, 04:56
Wojciech Orlinski <i@gazeta.pl
news:20030314101819908+0100@news.tpi.pl:

Marcin Olender wrote:

| Ruskich". To ma być kurna happy end?

| Nie. To ma być, kurna, życie.

Życie to ja mam za darmo. Do obejrzenia życia nie muszę wynajmować
opiekunki dla dzieci, spalać benzyny do Warszawy i z powrotem, płacić za
parking, płacić za bilet.


Żałosne jest to Pańskie silenie się na oryginalną replikę w zestawieniu z
tematem wątku.

Kończ Waść, wstydu oszczędź.

P.

Wojciech Orlinski
14 Mar 2003, 05:01

Paweł Niezbecki wrote:
| | Ruskich". To ma być kurna happy end?

| Nie. To ma być, kurna, życie.

| Życie to ja mam za darmo. Do obejrzenia życia nie muszę wynajmować
| opiekunki dla dzieci, spalać benzyny do Warszawy i z powrotem, płacić za
| parking, płacić za bilet.

Żałosne jest to Pańskie silenie się na oryginalną replikę w zestawieniu z
tematem wątku.


Mój Boże, to już dla niektórych stwierdzenie "życie jest za darmo" jest
"oryginalne"? Get a life, guys.

Paweł Niezbecki
14 Mar 2003, 05:16
Wojciech Orlinski <i@gazeta.pl
news:3E71A85F.8040906@igel.gazeta.pl:

Mój Boże, to już dla niektórych stwierdzenie "życie jest za darmo" jest
"oryginalne"? Get a life, guys.


Żenada continues.

P.

Wojciech Orlinski
14 Mar 2003, 05:34

Paweł Niezbecki wrote:
| Mój Boże, to już dla niektórych stwierdzenie "życie jest za darmo" jest
| "oryginalne"? Get a life, guys.

Żenada continues.


A kontynuuj sobie co chcesz.

Paweł Niezbecki
14 Mar 2003, 05:40
Wojciech Orlinski <i@gazeta.pl
news:3E71B022.2050006@igel.gazeta.pl:

<snip

| Żenada continues.

A kontynuuj sobie co chcesz.


Taa...
Żenada i arogancja. Twoje, tylko Twoje.

EOT

P.

Wojciech Orlinski
14 Mar 2003, 05:58

Paweł Niezbecki wrote:
| Żenada continues.

| A kontynuuj sobie co chcesz.

Taa...
Żenada i arogancja. Twoje, tylko Twoje.


Oczywiście, że moje. Toż piszę - czuję się zażenowany poziomem kolesia,
dla którego zdanie "życie jest za darmo" ma w sobie coś "oryginalnego".
A Arogancja to oczywiście moje drugie imię, nigdy tego nie ukrywałem.

Marcin Olender
14 Mar 2003, 07:48

"Rufus T. Firefly" <chac@stgambit.gda.plNOSPAMwrote in message

Pianiscie cofnalem sie do Mausa i _mnostwo_ elementow estetycznych
wydawalo
mi sie w obu rzeczach bardzo podobnych. Pomijajac oczywiste i konieczne
podobienstwo fabularne, postac ojca bohatera opowiada po prostu te same
fakty z podobnej, rownie spokojnie-opanowanej, zwyczajno-codziennej
perspektywy jak Szpilman.


Myslalem, ze to ja tylko mialem takie dziwne skojarzenie. Ale to jest nas
dwóch :-)

Pozdrawiam

recone
19 Mar 2003, 06:45

Ale wtedy wraca to samo pytanie - mam zapłacić 15 zł za to, że się
kiepsko poczuję? Znam dużo tansze sposoby na wpędzenie się w ponury
nastrój.


I tutaj, jesli mozna, wtrace sie. Mnie 'Pianista' wcale nie wpedzil w
ponury nastroj. Na poczatku oczywiscue tak, ale jednak calosc pokazuje
cos zupelnie innego. Pokazuje, ze 'cos' w zyciu pozwala przetrwac nawet
nagorsze chwile. Dzieki muzyce Szpilmanowi udalo sie przetrwac i
powrocic do rzeczywistosci po wojnie. Mimo wszystko.

Tadzio Sobolewski powiedział, że jego
niezadowolenie z "Pianisty" wynikało właśnie z tego, że pierwsze pół
godziny wprawiło go w skrajne załamanie, ale reszta nie przyniosła
żadnego katharsis.


Katarsis jest bardzo subiektywne. Mnie 'Pianista' "naladowal" naprawde
pozytywnie.

recone

recone
19 Mar 2003, 06:47

To ma być kurna happy end?


A nie jest happy endem to, ze Szpilman przezyl ? I to nie tylko
fizycznie ale i duchowo/mentalnie ? Ze, dalej mogl robic to co kochal ?
Ze, nie dal sie w _zaden_ sposob zabic ?

recone

Wojciech Orlinski
19 Mar 2003, 07:40

In <b59l85$20@atlantis.news.tpi.plrecone wrote:
| Tadzio Sobolewski powiedział, że jego
| niezadowolenie z "Pianisty" wynikało właśnie z tego, że pierwsze pół
| godziny wprawiło go w skrajne załamanie, ale reszta nie przyniosła
| żadnego katharsis.

Katarsis jest bardzo subiektywne. Mnie 'Pianista' "naladowal" naprawde
pozytywnie.


Zgoda, jest subiektywne. Ja po prostu czułem się tak zdołowany, że 20
minucie poczułem, że żadne zakończenie już mnie nie uspokoi, muszę po
prostu jak najszybciej wyjść. Rozumiem, że ktoś inny może mieć inaczej.

Rufus T. Firefly
20 Mar 2003, 18:46

| wrecz material na wskazanie w jak klasyczny i prosty sposob Polanski
| posluzyl sie koncepcja katharsis i na niej zbudowal film. Szpilman jest
| przeciez uosobieniem tekiej postaci, ktora niewiele czuje

...i dlatego właśnie spontanicznie bez powodzenia probuje uratować
katowane dziecko? Dlatego odmawia udziału w zielonej policji? Dlatego
próbuje ratować swoją rodzinę? Dlatego nie ucieka z Warszawy, kiedy
jeszcze byl na to czas?


_Dokladnie_ dlatego. Ten facet nie planowal i nie analizowal, tylko _byl_.
Robil to, co w danym momencie nagle uznal za stosowne. Ale ja w jego
zachowaniu nie widze czucia i uczucia. I film pokazuje to doskonale.

Rufus T. Firefly
20 Mar 2003, 18:46

| A tak z ciekawosci - Mausa mogles przeczytac do konca dlatego, ze to
| przefiltrowane przez swiat myszy?

Ba - nawet książkę Szpilmana doszedłem do końca, a już "Lista
Schindlera" czy "Wybór Zofii" ogólnie zostawiały mnie chłodno obojętnym.
Coś jest w tym filmie, co czyni go najbardziej makabrycznym filmem o
holokauście ever.


Jesli mowisz o "Liscie", to dla mnie makabrycznym robi go Fiennes. I dla
niego jestem gotow ten film ogladac. "Zofie" uznaje za makabryczna z powodu
mowienia po polsku przez Streep i nie jestem w stanie nigdy obejrzec do
konca, bo jak sobie przypomne, ze w talk-showach opowiadala, jak to nauczyla
sie do filmu polskiego, dostaje dlugiego napadu smiechu.

| Pytam z tego prostego powodu, ze zaraz po
| Pianiscie cofnalem sie do Mausa i _mnostwo_ elementow estetycznych
wydawalo
| mi sie w obu rzeczach bardzo podobnych.

Ale Spiegelman dlatego właśnie nie zdecydował się na realizm rysunku,
tylko na "filtr" (i sam siebie narysował z maską myszy).


W takim razie to w ciekawy sposob zmienia nam obu optyke. Na mnie ten
zwierzecy filtr zrobil duzo wieksze wrazenie (w sensie makabrycznosci), niz
(podejrzewam) zrobilaby analogiczna historia o ludziach. Za duzo tych o
ludziach ogladalem na ekranie. A animorfizacja nagle dla mnie wszystko
ozywila i wzmocnila.

Wojciech Orlinski
21 Mar 2003, 03:22
In <b5djou$dc@atlantis.news.tpi.plRufus T. Firefly wrote:

| Ba - nawet książkę Szpilmana doszedłem do końca, a już "Lista
| Schindlera" czy "Wybór Zofii" ogólnie zostawiały mnie chłodno
| obojętnym. Coś jest w tym filmie, co czyni go najbardziej
| makabrycznym filmem o holokauście ever.

Jesli mowisz o "Liscie", to dla mnie makabrycznym robi go Fiennes. I
dla niego jestem gotow ten film ogladac.


Nie, o "Pianiście". Pozostałe mogłem wytrzymać.

| Ale Spiegelman dlatego właśnie nie zdecydował się na realizm rysunku,
| tylko na "filtr" (i sam siebie narysował z maską myszy).

W takim razie to w ciekawy sposob zmienia nam obu optyke. Na mnie ten
zwierzecy filtr zrobil duzo wieksze wrazenie (w sensie makabrycznosci),
niz (podejrzewam) zrobilaby analogiczna historia o ludziach. Za duzo
tych o ludziach ogladalem na ekranie. A animorfizacja nagle dla mnie
wszystko ozywila i wzmocnila.


Wrażenie zrobił, ale mogłem wytrzymać do końca.

Wojciech Orlinski
21 Mar 2003, 03:23
In <b5djoq$dc@atlantis.news.tpi.plRufus T. Firefly wrote:

| Szpilman jest przeciez uosobieniem tekiej postaci, ktora niewiele
| czuje

| ...i dlatego właśnie spontanicznie bez powodzenia probuje uratować
| katowane dziecko? Dlatego odmawia udziału w zielonej policji? Dlatego
| próbuje ratować swoją rodzinę? Dlatego nie ucieka z Warszawy, kiedy
| jeszcze byl na to czas?

_Dokladnie_ dlatego. Ten facet nie planowal i nie analizowal, tylko _
byl_.


I to znaczy, że "niewiele czuł"? Czucie to dla Ciebie planowanie?

Robil to, co w danym momencie nagle uznal za stosowne. Ale ja w
jego zachowaniu nie widze czucia i uczucia.


A ja widzę. Gdyby "niewiele czuł", nie ratowałby dziecka (itd.).

Rufus T. Firefly
21 Mar 2003, 17:58

| ...i dlatego właśnie spontanicznie bez powodzenia probuje uratować
| katowane dziecko? Dlatego odmawia udziału w zielonej policji? Dlatego
| próbuje ratować swoją rodzinę? Dlatego nie ucieka z Warszawy, kiedy
| jeszcze byl na to czas?

| _Dokladnie_ dlatego. Ten facet nie planowal i nie analizowal, tylko _
| byl_.

I to znaczy, że "niewiele czuł"? Czucie to dla Ciebie planowanie?


Nie, nie, koslawo to wyszlo - on oczywiscie czul, tylko niewiele z tego
wynikalo. Byl bierny emocjonalnie. Jakby probowal nie wierzyc, ze to co
widzi dzieje sie naprawde - ze jak to zignoruje, to samo sobie pojdzie. W
miare historii postepuje to coraz bardziej (na poczatku jeszcze pare razy
zadzalal od wplywem jakiegos impulsu).

Wojciech Orlinski
22 Mar 2003, 04:27
In <b5g5ei$3r@atlantis.news.tpi.plRufus T. Firefly wrote:

| ...i dlatego właśnie spontanicznie bez powodzenia probuje uratować
| katowane dziecko? Dlatego odmawia udziału w zielonej policji?
| Dlatego próbuje ratować swoją rodzinę? Dlatego nie ucieka z
| Warszawy, kiedy jeszcze byl na to czas?

| _Dokladnie_ dlatego. Ten facet nie planowal i nie analizowal, tylko _
| byl_.

| I to znaczy, że "niewiele czuł"? Czucie to dla Ciebie planowanie?

Nie, nie, koslawo to wyszlo - on oczywiscie czul, tylko niewiele z
tego wynikalo. Byl bierny emocjonalnie.


No dobrze, ale całą Twoją argumentację trafia w tym momencie szlag.
Skoro czuł, a ja jemu jako widz współ-czuję, to w efekcie w kinie czuję
się jak Żyd w getcie. Znaczy się, raczej kijowo.

Grzegorz W. Fedorynski
23 Mar 2003, 06:30

Ale co ja tam wiem, jak
Sobolewski oglada filmy. Z jego tekstow o Pianiscie i tak od poczatku mialem
wrazenie, ze on przypadkiem obejrzal Liste Schindlera, tylko spoznil sie na
napisy.


Miałem dokładnie to samo wrażenie.

Pozdrawiam,

Alojzy

Beata Morawska
26 Mar 2003, 07:52
przesadzasz,zapominasz,że to artysta

| wrecz material na wskazanie w jak klasyczny i prosty sposob Polanski
| posluzyl sie koncepcja katharsis i na niej zbudowal film. Szpilman
jest
| przeciez uosobieniem tekiej postaci, ktora niewiele czuje

| ...i dlatego właśnie spontanicznie bez powodzenia probuje uratować
| katowane dziecko? Dlatego odmawia udziału w zielonej policji? Dlatego
| próbuje ratować swoją rodzinę? Dlatego nie ucieka z Warszawy, kiedy
| jeszcze byl na to czas?

_Dokladnie_ dlatego. Ten facet nie planowal i nie analizowal, tylko _byl_.
Robil to, co w danym momencie nagle uznal za stosowne. Ale ja w jego
zachowaniu nie widze czucia i uczucia. I film pokazuje to doskonale.

--
Michal Chacinski

Have you noticed the beautiful lighting in this toilet?



Podobne tematy:
Wreszcie arty a gier ;p
Wreszcie dobre wieści !
Wreszcie arty a gier ;p
Juzek nie poszedł do szkoły!
Wreszcie dobre wieści !
86 Mistrzostwa Polski w Lekkoatletyce
Nareszcie cos ruszyło z tym klubem wreszcie jest oswietlenie