Rocky Horror - pare uwag

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "Rocky Horror - pare uwag" z grupy pl.hum.x-muza



Amarot
3 Sty 2000, 03:00
Jestem po lekturze zamieszczonej w GW recenzji wzmiankowanego filmu.
Jest w niej pare niezlych tekstow (moj ulubiony to /cytujac z pamieci/
'To slaby film, nie polecam go zwlaszcza ludziom, ktorzy biora wszystko
na serio'). Zdziwily mnie natomiast dwie tezy:

- Gdzie Autor znalazl, ze RHPS to camp? Z ciekawosci przejrzalem potem
pare recenzji tego filmu i nigdzie nikt takim okresleniem go nie kwitowal.
Slowem camp kwituje sie glownie nieskobudzetowe komedie, jak rowniez
horrory, w ktorych akcja jest tak glupia, ze az smieszna. W RHPS nie ma
akcji - to od poczatku do konca stylizacja i swiadome zgrywanie sie.

- Od kiedy Queen to glam rock?! Biedny Freddy przewrocilby sie chyba
w grobie, skoro stawiasz jego zespol z Brianem Ferrym, Bowie'em
czy Bolanem. To, ze Freddy spiewajac Bohemian Rapsody mial pomalowane
usta, paznokcie i powieki nie oznacza jeszcze, ze to glam. Gdzie Autor
wyczytal, ze Queen to glam?

To tak w ramach noworocznego wszczynania dyskusji.

amarot

PS. Obejrzalem wczoraj horror, ktory mnie przestraszyl. Rzecz nazywa sie
Stephen King's Night Flier. Jest produkcja niskobudzetowa, malo znana,
niedostepna u nas na kasetach. Nie oczekiwalem kompletnie niczego,
a tymczasem zobaczylem swietna Kingowska opowiesc. Kto czytal
Danse Macabre, odnajdzie w NF konkretne chwyty opisywane przez
Kinga w tej ksiazce. Po projekcji zajrzalem do jednego z leksykonow,
Videohound's Horror Show, zeby zobaczyc, czy to tylko ja jestem jakis
dziwny, ze taki film mi sie podobal. Patrze i oczom nie widze: Mike Mayo
obdarowal go calymi trzema kosciami. Moge wiec spokojnie powiedziec:
jedna z najlepszych ekranizacji Kinga, prawdziwa ukryta perelka!

Wojciech Orlinski
3 Sty 2000, 03:00

Amarot wrote:
Jestem po lekturze zamieszczonej w GW recenzji wzmiankowanego filmu.
Jest w niej pare niezlych tekstow (moj ulubiony to /cytujac z pamieci/
'To slaby film, nie polecam go zwlaszcza ludziom, ktorzy biora wszystko
na serio').


:-)

Zdziwily mnie natomiast dwie tezy:

- Gdzie Autor znalazl, ze RHPS to camp? Z ciekawosci przejrzalem potem
pare recenzji tego filmu i nigdzie nikt takim okresleniem go nie kwitowal.
Slowem camp kwituje sie glownie nieskobudzetowe komedie, jak rowniez
horrory, w ktorych akcja jest tak glupia, ze az smieszna. W RHPS nie ma
akcji - to od poczatku do konca stylizacja i swiadome zgrywanie sie.


Pare lat temu w 'Literaturze na swiecie' byl monograficzny numer o
campie, zwlaszcza o Firbanku. Bodajze tam drukowali esej Sontag 'Uwagi o
campie'. Pozwole sobie bezczelnie powiedziec, ze RHPS spelnia definicje
campu wyrazona w tym eseju. Camp to nie jest parodia kiczu, tylko
swiadome rozmilowanie w kiczu. To nie jest - wbrew temu co sugerujesz -
zjawisko ograniczone tylko do kina. Krotko mowiac, istotnie nigdzie nie
znalazlem zdania 'RHPS to camp', ale (a) czytalem troche o campie 'w
ogole', (b) ogladalem RHPS. I to mi wystarczy :-).

- Od kiedy Queen to glam rock?! Biedny Freddy przewrocilby sie chyba
w grobie, skoro stawiasz jego zespol z Brianem Ferrym, Bowie'em
czy Bolanem. To, ze Freddy spiewajac Bohemian Rapsody mial pomalowane
usta, paznokcie i powieki nie oznacza jeszcze, ze to glam. Gdzie Autor
wyczytal, ze Queen to glam?


Tego tez nigdzie nie wyczytalem, ale pojde za ciosem i odpowiem jak
powyzej: (a) sluchalem Ferry'ego, Bowiego i Bolana, (b) sluchalem Queen
- i to mi wystarczy :-). Serio, nie widze specjalnej roznicy. O ile
jednak z campem bede sie upierac (chowajac sie za autorytet Susan
Sontag), to z glamem nie bede, bo nic o nim nie czytalem. Skoro Ty
dostrzegasz jakies istotne roznice miedzy Queen a Ferrym, moze masz
racje, ja ich po prostu nie widze.

Amarot
3 Sty 2000, 03:00

| - Gdzie Autor znalazl, ze RHPS to camp? Z ciekawosci przejrzalem potem
| pare recenzji tego filmu i nigdzie nikt takim okresleniem go nie
| kwitowal. Slowem camp kwituje sie glownie nieskobudzetowe komedie,
| jak rowniez horrory, w ktorych akcja jest tak glupia, ze az smieszna.
| W RHPS nie ma akcji - to od poczatku do konca stylizacja i swiadome
| zgrywanie sie.
Pare lat temu w 'Literaturze na swiecie' byl monograficzny numer o
campie, zwlaszcza o Firbanku. Bodajze tam drukowali esej Sontag 'Uwagi o
campie'. Pozwole sobie bezczelnie powiedziec, ze RHPS spelnia definicje
campu wyrazona w tym eseju. Camp to nie jest parodia kiczu, tylko
swiadome rozmilowanie w kiczu. To nie jest - wbrew temu co sugerujesz -
zjawisko ograniczone tylko do kina. Krotko mowiac, istotnie nigdzie nie
znalazlem zdania 'RHPS to camp', ale (a) czytalem troche o campie 'w
ogole', (b) ogladalem RHPS. I to mi wystarczy :-).


Przypomne, ze slowo camp funkcjonuje normalnie w angielskim
i znaczy tyle co: 'Ironic or amusing quality present in a extravagent
gesture, style or form, especially when inappropriate or out of proportion
to the content that is expressed' (Webster). Mowiac krotko, rozumiem to
jako przesade w pokazywaniu czegos. Klasyczny camp - Atak morderczych
pomidorow: nie dosc, ze atakuja pomidory, to widzisz ich cale stado;
turlaja sie, chrumkaja pod nosami. Z pojeciem 'camp' spotkalem sie
po raz pierwszy w opracowaniach o horrorze, gdzie bylo uzywane
generalnie jako epitet pod adresem najbardziej idiotycznych, tandetnych
produkcji. Tymczasem Flesh Gordon (parodia Flasha), RHPS czy filmy
Mela Brooksa to mniej lub bardziej dziwaczne parodie, ale swiadome
swojego stylu i dystyngowane, ktorych z tego wzgledu nie
okreslalbym mianem campu.

Co ciekawe: niejaki Leonard Maltin pisze o RHPS jako o 'kinky horror'
zas Ebert jako 'midnight cult'. To sporo wiecej niz camp. Ciekaw jestem,
co na ten temat sadzi R.T. Firefly, bo w paru prywatnych dyskusjach
uzywalismy w roznych kontekstach tego slowa.

| - Od kiedy Queen to glam rock?! Biedny Freddy przewrocilby sie chyba
| w grobie, skoro stawiasz jego zespol z Brianem Ferrym, Bowie'em
| czy Bolanem. To, ze Freddy spiewajac Bohemian Rapsody mial pomalowane
| usta, paznokcie i powieki nie oznacza jeszcze, ze to glam. Gdzie Autor
| wyczytal, ze Queen to glam?
Tego tez nigdzie nie wyczytalem, ale pojde za ciosem i odpowiem jak
powyzej: (a) sluchalem Ferry'ego, Bowiego i Bolana, (b) sluchalem Queen
- i to mi wystarczy :-). Serio, nie widze specjalnej roznicy. O ile
jednak z campem bede sie upierac (chowajac sie za autorytet Susan
Sontag), to z glamem nie bede, bo nic o nim nie czytalem. Skoro Ty
dostrzegasz jakies istotne roznice miedzy Queen a Ferrym, moze masz
racje, ja ich po prostu nie widze.


No, to tutaj ci nie popuszcze :) O ile z campem reki nie dam sobie uciac,
o tyle tutaj jestem calkowicie pewien, ze Queen to nie glam. Okazalo sie,
ze glam opisuje Slownik Kultury Postmodernistycznej (Muza). Powiada on,
ze charakteryzuje te odmiane popu: dekadencja, androgynia i narcyzm
wykonawcow oraz 'wizjonierstwo rodem z science fiction'. Pada kilkanascie
nazw wykonawcow: wspomniani, dodatkowo Alice Cooper, Slade.
Jako zywo Queen przebierali sie tylko od przypadku, androgyniczni
nie byli (poza BR i I want to break free), trudno tez znalezc u nich
jakiekolwiek motywy science fiction (obecne zwlaszcza u Bowiego).
Poza tym z tego co wiem, pierwsze nagrania Queen byly dosc ostre
i daleko im do popowych brzmien. Zareagowalem na ten glam glownie
dlatego, ze jestem fanem Ferry'ego, ktory po odejsciu z Roxy Music
nagral nawet plyte z Johnnym Marrem, czyli eks-czlonkiem najlepszego
zespolu w galaktyce - The Smiths (Melody Maker uznal niedawno ich
plyte Queen is Dead za album stulecia - yeeeeees).

Porownanie Ferry'ego z Queen wydalo mi sie bardzo dziwaczne.
Nie wiem czy znasz kawalki Ferry'ego. Chocby sposob w jaki gosc
spiewa: czesto cienkim glosikiem, prawie nigdy nie krzyczy. Duzo
w tych tekstach dekadencji, ucieczki w sentymentalizm ('I didn't want
to hurt you...') - do tego te jego zabociki, snucie sie przed kamera,
zawodzenia - oto klasyczny glam. Nie to co Freddy, ktory w calej
masie kawalkow wydzieral sie i spiewal o egzystencjalnych,
jak najbardziej ziemskich problemach.

amarot

Joanna Czaplinska
3 Sty 2000, 03:00

Amarot wrote:

No, to tutaj ci nie popuszcze :) O ile z campem reki nie dam sobie uciac,
o tyle tutaj jestem calkowicie pewien, ze Queen to nie glam. Okazalo sie,
ze glam opisuje Slownik Kultury Postmodernistycznej (Muza). Powiada on,
ze charakteryzuje te odmiane popu: dekadencja, androgynia i narcyzm
wykonawcow oraz 'wizjonierstwo rodem z science fiction'. Pada kilkanascie
nazw wykonawcow: wspomniani, dodatkowo Alice Cooper, Slade.


Dodam Marylina Mansona

Jako zywo Queen przebierali sie tylko od przypadku, androgyniczni
nie byli (poza BR i I want to break free), trudno tez znalezc u nich
jakiekolwiek motywy science fiction (obecne zwlaszcza u Bowiego).


Ejze, a Radio Ga-Ga?
Co absolutnie nie oznacza, ze uwazam Queenow za czysty glam, choc
chwilami pod niego podchodzili, zwlaszcza zewnetrznie.

Joanna

Wojciech Orlinski
3 Sty 2000, 03:00

Amarot wrote:
| Pare lat temu w 'Literaturze na swiecie' byl monograficzny numer o
| campie, zwlaszcza o Firbanku. Bodajze tam drukowali esej Sontag 'Uwagi o
| campie'. Pozwole sobie bezczelnie powiedziec, ze RHPS spelnia definicje
| campu wyrazona w tym eseju. Camp to nie jest parodia kiczu, tylko
| swiadome rozmilowanie w kiczu. To nie jest - wbrew temu co sugerujesz -
| zjawisko ograniczone tylko do kina. Krotko mowiac, istotnie nigdzie nie
| znalazlem zdania 'RHPS to camp', ale (a) czytalem troche o campie 'w
| ogole', (b) ogladalem RHPS. I to mi wystarczy :-).

Przypomne, ze slowo camp funkcjonuje normalnie w angielskim
i znaczy tyle co: 'Ironic or amusing quality present in a extravagent
gesture, style or form, especially when inappropriate or out of proportion
to the content that is expressed' (Webster).


I Twoim zdaniem RHPS nie spelnia tej definicji?

| Tego tez nigdzie nie wyczytalem, ale pojde za ciosem i odpowiem jak
| powyzej: (a) sluchalem Ferry'ego, Bowiego i Bolana, (b) sluchalem Queen
| - i to mi wystarczy :-). Serio, nie widze specjalnej roznicy. O ile
| jednak z campem bede sie upierac (chowajac sie za autorytet Susan
| Sontag), to z glamem nie bede, bo nic o nim nie czytalem. Skoro Ty
| dostrzegasz jakies istotne roznice miedzy Queen a Ferrym, moze masz
| racje, ja ich po prostu nie widze.

No, to tutaj ci nie popuszcze :) O ile z campem reki nie dam sobie uciac,
o tyle tutaj jestem calkowicie pewien, ze Queen to nie glam.


To ja odwrotnie, tzn. RHPS/campu zamierzam bronic jak niepodleglosci,
ale przy glamie/Queen nie bede sie upierac.

Okazalo sie,
ze glam opisuje Slownik Kultury Postmodernistycznej (Muza). Powiada on,
ze charakteryzuje te odmiane popu: dekadencja, androgynia i narcyzm
wykonawcow oraz 'wizjonierstwo rodem z science fiction'. Pada kilkanascie
nazw wykonawcow: wspomniani, dodatkowo Alice Cooper, Slade.
Jako zywo Queen przebierali sie tylko od przypadku, androgyniczni
nie byli (poza BR i I want to break free),


No nie wiem, dla mnie z kolei Fredek Merkurek nigdy specjalnie normalnie
nie wygladal, nie tylko jesli chodzi o te klipy.

Porownanie Ferry'ego z Queen wydalo mi sie bardzo dziwaczne.
Nie wiem czy znasz kawalki Ferry'ego.


W swojej plyto/tasmotece mam 'Bete Noire' (solowy) i 'Avalon' (RM) i w
klimacie wydaje mi sie to ogolnie podobne do klimatu Queen. Spokojnie
moge sobie wyobrazic Queen wykonujacy 'Kiss And Tell' albo Ferry'ego
wykonujacego 'It's A Kind Of Magic'.

Chocby sposob w jaki gosc
spiewa: czesto cienkim glosikiem, prawie nigdy nie krzyczy. Duzo
w tych tekstach dekadencji, ucieczki w sentymentalizm ('I didn't want
to hurt you...') - do tego te jego zabociki, snucie sie przed kamera,
zawodzenia - oto klasyczny glam. Nie to co Freddy, ktory w calej
masie kawalkow wydzieral sie i spiewal o egzystencjalnych,
jak najbardziej ziemskich problemach.


Jakos nie widze tu sprzecznosci. Czy nie mozna dekadencko i
sentymentalnei spiewac o egzystencjalnych, jak najbardziej ziemskich
problemach?

Amarot
3 Sty 2000, 03:00

| Przypomne, ze slowo camp funkcjonuje normalnie w angielskim
| i znaczy tyle co: 'Ironic or amusing quality present in a extravagent
| gesture, style or form, especially when inappropriate or out of
| proportion to the content that is expressed' (Webster).
I Twoim zdaniem RHPS nie spelnia tej definicji?


To najogolniejsze z ogolnych rozumienie campu. Jesli chodzi o film,
to cos pisalem, ale nie omieszkales tego wyciac.

| Okazalo sie,
| ze glam opisuje Slownik Kultury Postmodernistycznej (Muza). Powiada on,
| ze charakteryzuje te odmiane popu: dekadencja, androgynia i narcyzm
| wykonawcow oraz 'wizjonierstwo rodem z science fiction'. Pada
| kilkanascie nazw wykonawcow: wspomniani, dodatkowo Alice Cooper,
| Slade. Jako zywo Queen przebierali sie tylko od przypadku,
| androgyniczni nie byli (poza BR i I want to break free),
No nie wiem, dla mnie z kolei Fredek Merkurek nigdy specjalnie normalnie
nie wygladal, nie tylko jesli chodzi o te klipy.


Zabotow nie nosil, za babke przebieral sie tylko od swieta.

| Porownanie Ferry'ego z Queen wydalo mi sie bardzo dziwaczne.
| Nie wiem czy znasz kawalki Ferry'ego.
W swojej plyto/tasmotece mam 'Bete Noire' (solowy) i 'Avalon' (RM) i w
klimacie wydaje mi sie to ogolnie podobne do klimatu Queen. Spokojnie
moge sobie wyobrazic Queen wykonujacy 'Kiss And Tell' albo Ferry'ego
wykonujacego 'It's A Kind Of Magic'.


BTW, Bete Noire to wlasnie ten album, gdzie zagral Marr. It's a kind of
Magic to juz pozne Queen, zreszta z czasow, gdy glam juz praktycznie
nie istanial w muzyce. Pisza o tym zjawisku jako o fenomenie lat 70. i
poczatku lat 80.

| Chocby sposob w jaki gosc
| spiewa: czesto cienkim glosikiem, prawie nigdy nie krzyczy. Duzo
| w tych tekstach dekadencji, ucieczki w sentymentalizm ('I didn't want
| to hurt you...') - do tego te jego zabociki, snucie sie przed kamera,
| zawodzenia - oto klasyczny glam. Nie to co Freddy, ktory w calej
| masie kawalkow wydzieral sie i spiewal o egzystencjalnych,
| jak najbardziej ziemskich problemach.
Jakos nie widze tu sprzecznosci. Czy nie mozna dekadencko i
sentymentalnei spiewac o egzystencjalnych, jak najbardziej ziemskich
problemach?


Narcyzm, dekadencja i science fiction zusammen raczej wykluczaja
mowienie o ziemskich problemach.

amarot

Amarot
3 Sty 2000, 03:00

| No, to tutaj ci nie popuszcze :) O ile z campem reki nie dam sobie
| uciac, o tyle tutaj jestem calkowicie pewien, ze Queen to nie glam.
| Okazalo sie, ze glam opisuje Slownik Kultury Postmodernistycznej
| (Muza). Powiada on, ze charakteryzuje te odmiane popu: dekadencja,
| androgynia i narcyzm wykonawcow oraz 'wizjonierstwo rodem z science
| fiction'. Pada kilkanascie nazw wykonawcow: wspomniani, dodatkowo
| Alice Cooper, Slade.
Dodam Marylina Mansona


Z tego co wiem (nie slucham, a robi mi sie niedobrze, gdy go widze,
podobnie jak kapcia Twiggy'ego Ramireza), to ten koles to raczej
tzw. gothic, ale moge sie mylic.

| Jako zywo Queen przebierali sie tylko od przypadku, androgyniczni
| nie byli (poza BR i I want to break free), trudno tez znalezc u nich
| jakiekolwiek motywy science fiction (obecne zwlaszcza u Bowiego).
Ejze, a Radio Ga-Ga?
Co absolutnie nie oznacza, ze uwazam Queenow za czysty glam, choc
chwilami pod niego podchodzili, zwlaszcza zewnetrznie.


Zgoda z Radio Ga-Ga. Ale to incydentalny wykwit w ich repertuarze.

amarot

Wojciech Orlinski
3 Sty 2000, 03:00

Amarot wrote:
| Przypomne, ze slowo camp funkcjonuje normalnie w angielskim
| i znaczy tyle co: 'Ironic or amusing quality present in a extravagent
| gesture, style or form, especially when inappropriate or out of
| proportion to the content that is expressed' (Webster).
| I Twoim zdaniem RHPS nie spelnia tej definicji?

To najogolniejsze z ogolnych rozumienie campu.


Sontag pisala o tym wiecej i szczegolowo, i jej rozumienie tego pojecia
RHPS tez spelnia jak najbardziej.

Jesli chodzi o film,
to cos pisalem, ale nie omieszkales tego wyciac.


Bo camp to nie jest pojecie ograniczone tylko do filmu.

| Jakos nie widze tu sprzecznosci. Czy nie mozna dekadencko i
| sentymentalnei spiewac o egzystencjalnych, jak najbardziej ziemskich
| problemach?

Narcyzm, dekadencja i science fiction zusammen raczej wykluczaja
mowienie o ziemskich problemach.


To temat na osobna dyskusje, ale zupelnie sie z tym nie zgadzam. Philip
Dick pisal narcystyczno-dekadenckie sf o ziemskich problemach.

Amarot
3 Sty 2000, 03:00

| Przypomne, ze slowo camp funkcjonuje normalnie w angielskim
| i znaczy tyle co: 'Ironic or amusing quality present in a
| extravagent gesture, style or form, especially when inappropriate
| or out of proportion to the content that is expressed' (Webster).
| I Twoim zdaniem RHPS nie spelnia tej definicji?
| To najogolniejsze z ogolnych rozumienie campu.
Sontag pisala o tym wiecej i szczegolowo, i jej rozumienie tego pojecia
RHPS tez spelnia jak najbardziej.
| Jesli chodzi o film,
| to cos pisalem, ale nie omieszkales tego wyciac.
Bo camp to nie jest pojecie ograniczone tylko do filmu.


Uwielbiam, jak z biegiem dyskusji zaczynasz sypac coraz wieksza
iloscia one-linerow. W sumie chyba EOT bo poki co nie ma nowych
tropow w dyskusji i do znudzenia powtarzalibysmy swoje.

amarot

Wojciech Orlinski
3 Sty 2000, 03:00

Amarot wrote:
| Sontag pisala o tym wiecej i szczegolowo, i jej rozumienie tego pojecia
| RHPS tez spelnia jak najbardziej.
| Jesli chodzi o film,
| to cos pisalem, ale nie omieszkales tego wyciac.
| Bo camp to nie jest pojecie ograniczone tylko do filmu.

Uwielbiam, jak z biegiem dyskusji zaczynasz sypac coraz wieksza
iloscia one-linerow.


Hej, przeciez ten one-liner to odpowiedz na Twoj one-liner! Tak poza
tym, to staralem sie merytorycznie podpierac autorytetem wielkiej
intelektualistki... Co do Queen sie nie upieram, ale co do campu - no
pasaran!

Sebastian Zurowski
3 Sty 2000, 03:00
Amarot napisał...

| Jako zywo Queen przebierali sie tylko od przypadku, androgyniczni
| nie byli (poza BR i I want to break free), trudno tez znalezc u nich
| jakiekolwiek motywy science fiction (obecne zwlaszcza u Bowiego).
| Ejze, a Radio Ga-Ga?
| Co absolutnie nie oznacza, ze uwazam Queenow za czysty glam, choc
| chwilami pod niego podchodzili, zwlaszcza zewnetrznie.
Zgoda z Radio Ga-Ga. Ale to incydentalny wykwit w ich repertuarze.


A cala plyta 'Flash Gordon'? A prawie cale 'A Kind of Magic'? Toz to prawie
czyste SF/fantasy, zwlaszcza, ze to praktycznie sciezki dziwiekowe do
'Flasha' i 'Highlandera'. Ale i tak to nie jest dowod na ich "zglamowienie'.
Nie bedzie tez nim to, ze nagrali jeden kawalek z Bowiem, a rownie dobrze
mozna stwierdzic, ze Queen to przedstawiciele muzyki disco czy innego
elektronicznego rocka, bo na to tez znajdzie sie odpowiednie przyklady.

Tomasz Radko
4 Sty 2000, 03:00

| - Od kiedy Queen to glam rock?! Biedny Freddy przewrocilby sie chyba
| w grobie, skoro stawiasz jego zespol z Brianem Ferrym, Bowie'em
| czy Bolanem. To, ze Freddy spiewajac Bohemian Rapsody mial pomalowane
| usta, paznokcie i powieki nie oznacza jeszcze, ze to glam. Gdzie Autor
| wyczytal, ze Queen to glam?
| Tego tez nigdzie nie wyczytalem, ale pojde za ciosem i odpowiem jak
| powyzej: (a) sluchalem Ferry'ego, Bowiego i Bolana, (b) sluchalem Queen
| - i to mi wystarczy :-). Serio, nie widze specjalnej roznicy. O ile
| jednak z campem bede sie upierac (chowajac sie za autorytet Susan
| Sontag), to z glamem nie bede, bo nic o nim nie czytalem. Skoro Ty
| dostrzegasz jakies istotne roznice miedzy Queen a Ferrym, moze masz
| racje, ja ich po prostu nie widze.

No, to tutaj ci nie popuszcze :) O ile z campem reki nie dam sobie uciac,
o tyle tutaj jestem calkowicie pewien, ze Queen to nie glam. (...)
Poza tym z tego co wiem, pierwsze nagrania Queen byly dosc ostre
i daleko im do popowych brzmien. Zareagowalem na ten glam glownie
dlatego, ze jestem fanem Ferry'ego, ktory po odejsciu z Roxy Music
nagral nawet plyte z Johnnym Marrem, czyli eks-czlonkiem najlepszego
zespolu w galaktyce - The Smiths (Melody Maker uznal niedawno ich
plyte Queen is Dead za album stulecia - yeeeeees).


Queen ewidentnie był w swoich początkach zespołem hard rockowym.
Wzorującym się wręcz na Led Zeppelin. Nie przypadkiem na ich wszystkich
płytach (az do The Game) znajdował sie dumyn napis: no synths. Jakies
próby złagodzenia brzmienia zaczęły się własnie na The Game. Czyli
dopiero w roku 1980 - kiedy glam rock był już trupem, w którego piersi
tkwił osikowy kołek wbity przez punk rocka. Wystarczy spojrzeć na
ewolucje stylistyki Bowie'go. Bowie mial świetne wyczucie rynku - i z
glam rockiem skończył sporo wcześniej. W 1980 odgrywał juz swoje 3
wcielenie po glam rocku.

Zresztą: aby zweryfikować kwalifikację Queen jako glamrockerów wystarczy
posłuchać "Queen - Live - Killers" - podwójnej płyty koncertowej bodaj z
1978 roku.

Porownanie Ferry'ego z Queen wydalo mi sie bardzo dziwaczne.


Popieram. Przypuszczalnie jest to efekt oceny Queen na podstawie
znajomości głównie Innuendo. I może solowych dokonań Mercury.

pzdr

TRad

Tomasz Radko
5 Sty 2000, 03:00
(...)

Nie bedzie tez nim to, ze nagrali jeden kawalek z Bowiem,


Przede wszystkim dlatego, że w tamtym momencie Bowie od dawna odszedł
byl juz od swojego glamrockowego wcielenia. Under Pressure to może byc
disco, ale na pewno nie jest glam.

pzdr

TRad

Amarot
5 Sty 2000, 03:00

| Jako zywo Queen przebierali sie tylko od przypadku, androgyniczni
| nie byli (poza BR i I want to break free), trudno tez znalezc u
| nich jakiekolwiek motywy science fiction (obecne zwlaszcza
| u Bowiego).
| Ejze, a Radio Ga-Ga?
| Co absolutnie nie oznacza, ze uwazam Queenow za czysty glam, choc
| chwilami pod niego podchodzili, zwlaszcza zewnetrznie.
| Zgoda z Radio Ga-Ga. Ale to incydentalny wykwit w ich repertuarze.
A cala plyta 'Flash Gordon'? A prawie cale 'A Kind of Magic'? Toz to
prawie czyste SF/fantasy, zwlaszcza, ze to praktycznie sciezki
dziwiekowe do 'Flasha' i 'Highlandera'. Ale i tak to nie jest dowod
na ich 'zglamowienie'. Nie bedzie tez nim to, ze nagrali jeden
kawalek z Bowiem, a rownie dobrze mozna stwierdzic, ze Queen
to przedstawiciele muzyki disco czy innego elektronicznego rocka,
bo na to tez znajdzie sie odpowiednie przyklady.


Sebastian, super, ze sie zjawiles :) Natomiast z reka na sercu nie kapuje
o co chodzi w powyzszym akapicie. Co chcesz pokazac? Podajesz
przyklady z science fiction a jednoczesnie twierdzisz, ze nie sa glamowi.
Sugerujesz, ze grali gdzies disco (gdzie?), ale twierdzisz, ze to nie
zespol grajacy disco?

Teraz a propos przykladow. Oba wymienione przez ciebie albumy
to po prostu zrobione na zamowienie soundtracki! Wydaje mi sie,
z tego co przeczytalem, ze do Flasha zrobili same instrumentlane
kawalki. O czym wiec mowa? Poza tym w RFM-owej encyklopedii
rocka znalazlem to, o czym pisal Tomek Radko - ze ich pierwotne
wystepy to hard rock w stylu Led Zeppelin, ze mocne granie.
Nigdzie nie pada nawet sugestia, ze zblizali sie do glamu.

Z ciekawostek, doczytalem tez, ze pozostali czlonkowie Queen stwierdzili
ponoc po smierci Freddy'ego, ze '(...) dalej beda wiedli zycie w sposob,
do jakiego byl przyzyczajony lider ich grupy (...)' Ze Freddy i perkusista,
to bylo wiadomo, ale do diaska, Brian May tez?!

amarot

Rufus T. Firefly
5 Sty 2000, 03:00

Amarot wrote:
Ciekaw jestem,
co na ten temat sadzi R.T. Firefly, bo w paru prywatnych dyskusjach
uzywalismy w roznych kontekstach tego slowa.


Tam do licha! Dzieki uprzejmosci TPSA moglem przez pare dni
wykorzystywac swoje linie telefoniczne w charakterze skakanek, a tutaj
moj ulubiony typ dyskusji - spieranie sie o slowka.

Bez zbednej zwloki pogodze zwasnionych:

1. Co do camp IMO racje ma WO. Amarot, niepotrzebnie trzymasz sie
jakiejs jednej definicji z jednego slownika. Juz na przyklad inna wersja
Webstera (wnioskuje, ze inna, bo mam inna definicje od Twojej) podciaga
pod camp cokolwiek, co w zalozeniu ma dostarczac rozrywki poprzez bycie
"contrived, overdone or tasteless" (a jako przyklad podaje musicale
amerykanskie z lat 30.). Poza tym tez odsylam do tego tekstu Sontag z
LnS - dobry tekst, dosc dokladny w opisie campu. RHPS to IMO camp bez
watpliwosci (podobnie jak filmy Mela Brooksa, Russa Meyera, Johna
Watersa itd.).

2. Co do Queen IMO racje ma Amarot (choc przyznam, ze dla mnie Freedie
zawsze wygladal androgenicznie). WO, w ciagu paru dni dwa razy
udowodniles, ze wiekszosc muzyki brzmi dla Ciebie podobnie. Boj sie
Boga! Jarocin 1985 brzmi Ci tak jak Portishead albo Massive Attack? Przy
odpowiedzi twierdzacej w razie czego podaj sprzet, na ktorym tego
odsluchujesz :)

R.

P.S. Nawiasem mowiac 'Slownik amerykanskiej popkultury' pod haslem
'CAMP' wyjasnia: "Campaign Against Marijuana Planting"  :)

Amarot
5 Sty 2000, 03:00

Tam do licha! Dzieki uprzejmosci TPSA moglem przez pare dni
wykorzystywac swoje linie telefoniczne w charakterze skakanek, a tutaj
moj ulubiony typ dyskusji - spieranie sie o slowka.


Oto klasyczny Fajerflaj... Sam przeciez uskuteczniales ten typ
w dyskusji z WO :o Byl drugim po mnie, ktoremu zarzuciles czepianie
sie slowek. A przypominam, ze diabel zwykle tkwi w szczegolach.
A tak w ogole, do dobrze, ze wrociles na lono tej grupy po naukowych
ekskursjach na sf-f :) You belong here. BTW, pytanie za piec punktow:
z jakiego filmu pochodzi jedna z bardziej wstrzasajacych linijek w
horrorze: 'You stay here... we belong dead'.

1. Co do camp IMO racje ma WO. Amarot, niepotrzebnie trzymasz sie
jakiejs jednej definicji z jednego slownika. Juz na przyklad inna wersja
Webstera (wnioskuje, ze inna, bo mam inna definicje od Twojej) podciaga
pod camp cokolwiek, co w zalozeniu ma dostarczac rozrywki poprzez bycie
"contrived, overdone or tasteless" (a jako przyklad podaje musicale
amerykanskie z lat 30.). Poza tym tez odsylam do tego tekstu Sontag z
LnS - dobry tekst, dosc dokladny w opisie campu. RHPS to IMO camp bez
watpliwosci (podobnie jak filmy Mela Brooksa, Russa Meyera, Johna
Watersa itd.).


W wielkim unabridged jest taka, jak napisalem. W komputerowym Websterze
Random House'a jest faktycznie cos na wzor tego, co podajesz. Jak mowie,
tutaj nie bede sie tutaj upieral. Fakt faktem, ze w recenzjach i esejach
campem zawsze opisywali male, banalne produkcje. Przynajmniej
w tych, ktore czytalem.

2. Co do Queen IMO racje ma Amarot (choc przyznam, ze dla mnie Freedie
zawsze wygladal androgenicznie).


Androgynicznie to on niezbyt wygladal: owlosiona klata, umiesnione lapy.
Klasyczny androgyna jest kolezka grajacy w Crying Game, czy jeden
z ulubionych aktorow aktorow Viscontiego - Helmut Berger. Mowiac
w skrocie, trduno patrzac na nich zawyrokowac, czy to facet, czy babka.

amarot

PS. Z ciekawostek: rozmawialem dzis z dr Majkowska, jedna z wiekszych
w kraju specjalistek od jezyka, by dowiedziec sie o odmiane paru
drazniacych mnie nazwisk, ktorych nie moglem znalezc w slowniku.
Otoz okazuje sie, ze Price odmienia sie tak samo, jak np. imie Bruce
(Price'a, Prisie, Price'em). Podaje to, bo o ile pamietam,  ze obaj
pisalismy to w roznych wersjach :) Obejrzalem Theatre of Blood,
pare dni temu widzialem tez unikalny horror z Hammera z Cushingiem
- Dynasty of Fear. A w jeszcze przyszly piatek w C+ bedzie cos,
co opisuja jako Cien Bestii. Masz info, co sie kryje za tym tytulem?

Sebastian Zurowski
5 Sty 2000, 03:00
Amarot napisał...

Sebastian, super, ze sie zjawiles :) Natomiast z reka na sercu nie kapuje
o co chodzi w powyzszym akapicie. Co chcesz pokazac? Podajesz
przyklady z science fiction a jednoczesnie twierdzisz, ze nie sa glamowi.
Sugerujesz, ze grali gdzies disco (gdzie?), ale twierdzisz, ze to nie
zespol grajacy disco?


Uscislam: Queen grali okazjonalnie i glam, i disco, ale w zadnem wypadku nie
jest to zespol glamowy, ani zespol dyskotekowy. Gdzie grali disco? Plyty
'The Game' i (ta szczegolnie) 'Hot Space'.

Teraz a propos przykladow. Oba wymienione przez ciebie albumy
to po prostu zrobione na zamowienie soundtracki! Wydaje mi sie,
z tego co przeczytalem, ze do Flasha zrobili same instrumentlane
kawalki. O czym wiec mowa?


O 'Flasha' nie bede sie spieral, bo calej plyty nie slyszalem, ale jest tam
na pewno jeden utwor "z tekstem" :) Natomiast 'A Kind of Magic' to juz nie
jest typowy soundtrack, a jego zwiazanie z filmem okreslam na 40%
(szczegolnie ironicznie brzmi tytul 'Don't Lose Your Head'...) - reszta
piosenek jest "autonomiczna".

Sebastian Zurowski
5 Sty 2000, 03:00
Amarot napisał...
A w jeszcze przyszly piatek w C+ bedzie cos,  co opisuja jako Cien Bestii.


Masz info, co sie kryje za tym tytulem?

To zupelnie tajemicza emisja, bo wg magazynu abonentow powinien leciec film
'Walc Mefisto' (Mephisto Waltz, 1971, rez. Paul Wendkos). Prawde mowiac
takie zmiany ostatnio w C+ sa dosyc czeste, np. w grudniu nagle wyskoczyli z
'Forteca' Gordona.

Wojciech Orlinski
6 Sty 2000, 03:00

Rufus T. Firefly wrote:
2. Co do Queen IMO racje ma Amarot (choc przyznam, ze dla mnie Freedie
zawsze wygladal androgenicznie). WO, w ciagu paru dni dwa razy
udowodniles, ze wiekszosc muzyki brzmi dla Ciebie podobnie. Boj sie
Boga! Jarocin 1985 brzmi Ci tak jak Portishead albo Massive Attack? Przy
odpowiedzi twierdzacej w razie czego podaj sprzet, na ktorym tego
odsluchujesz :)


Bo ja nie mam sluchu muzycznego :-). Najwiecej czasu na sluchanie muzyki
mam i tak w samochodzie. A o Portishead pisalem zupelnie serio, przeciez
oni nawet swiadomie archaizuja swoje brzmienie i uzywaja np.
staroswieckich syntezatorow z lat 70. Akurat Portishead bardzo lubie i
moim zdaniem ich muzyka przypomina to, co grano w latach 80. na polskiej
'zimnej' scenie.

Tomasz Radko
6 Sty 2000, 03:00

Wojciech Orlinski napisał(a):

Rufus T. Firefly wrote:

| 2. Co do Queen IMO racje ma Amarot (choc przyznam, ze dla mnie Freedie
| zawsze wygladal androgenicznie). WO, w ciagu paru dni dwa razy
| udowodniles, ze wiekszosc muzyki brzmi dla Ciebie podobnie. Boj sie
| Boga! Jarocin 1985 brzmi Ci tak jak Portishead albo Massive Attack? Przy
| odpowiedzi twierdzacej w razie czego podaj sprzet, na ktorym tego
| odsluchujesz :)

Bo ja nie mam sluchu muzycznego :-). Najwiecej czasu na sluchanie muzyki
mam i tak w samochodzie. A o Portishead pisalem zupelnie serio, przeciez
oni nawet swiadomie archaizuja swoje brzmienie i uzywaja np.
staroswieckich syntezatorow z lat 70. Akurat Portishead bardzo lubie i
moim zdaniem ich muzyka przypomina to, co grano w latach 80. na polskiej
'zimnej' scenie.


Pisałes o Jarocinie AD 1985. Byłes tam wtedy? A jakie konkretnie grupy
Twoim zdaniem brzmia podobnie do Portishead?

pzdr

TRad

Rufus T. Firefly
6 Sty 2000, 03:00

Wojciech Orlinski wrote:

Rufus T. Firefly wrote:

| 2. Co do Queen IMO racje ma Amarot (choc przyznam, ze dla mnie Freedie
| zawsze wygladal androgenicznie). WO, w ciagu paru dni dwa razy
| udowodniles, ze wiekszosc muzyki brzmi dla Ciebie podobnie. Boj sie
| Boga! Jarocin 1985 brzmi Ci tak jak Portishead albo Massive Attack? Przy
| odpowiedzi twierdzacej w razie czego podaj sprzet, na ktorym tego
| odsluchujesz :)

Bo ja nie mam sluchu muzycznego :-). Najwiecej czasu na sluchanie muzyki
mam i tak w samochodzie. A o Portishead pisalem zupelnie serio, przeciez
oni nawet swiadomie archaizuja swoje brzmienie i uzywaja np.
staroswieckich syntezatorow z lat 70. Akurat Portishead bardzo lubie i
moim zdaniem ich muzyka przypomina to, co grano w latach 80. na polskiej
'zimnej' scenie.


Samym nastrojem moze tak, bo to muzyka dosc depresyjna, ale depresji nie
wynalezli coldwave'owcy w latach 80. Muzycznie sam dla siebie okreslam
Portishead jako taka stechnicyzowana Billie Holiday konca wieku, bo
wydaje mi sie, ze ten nastroj i teksty wywodza sie bezposrednio z tego
co robila Holiday. Z kolei nawiazania do Lalo Schifrina to juz lata 70.
Lata 80. to w zasadzie jedynie wplyw samego mocnego rytmu, ale u nas
wtedy nie znali jeszcze tych uproszczen, jakie przyniosla fala
samplowanej i scratchowej muzyki w Stanach. W kazdym razie dla mnie, na
jakiekolwiek porownanie z latami 80. (i to w Polsce) za duzo w tym
samplingow, scratchu, jazzowych dzwiekow a la lata 60. i 70. i za malo
np. gitar (w zasadzie brak). I nie mam watpliwosci, ze Portishead
swiadomie archaizuje brzmienie, ale na moje ucho, raczej na lata 60. i
70.

O Masive Attack nie wspominam. Kiedy uslyszalem Blue Lines mialem
wrazenie, ze takiej muzyki jeszcze nigdy wczesniej nie bylo.

R.

Rufus T. Firefly
6 Sty 2000, 03:00

Amarot wrote:

| Tam do licha! Dzieki uprzejmosci TPSA moglem przez pare dni
| wykorzystywac swoje linie telefoniczne w charakterze skakanek, a tutaj
| moj ulubiony typ dyskusji - spieranie sie o slowka.

Oto klasyczny Fajerflaj...


Nie, klasyczny Firefly wymaga malej "dance routine" i kawalka "Lydia the
Tattooed Lady".

Sam przeciez uskuteczniales ten typ
w dyskusji z WO


No przeciez mowie, ze lubie sie spierac o slowka.

BTW, pytanie za piec punktow:
z jakiego filmu pochodzi jedna z bardziej wstrzasajacych linijek w
horrorze: 'You stay here... we belong dead'.


Cos mi sie kojarzy, ale nie pamietam. Mowi to moze jakis murzyn?

| 2. Co do Queen IMO racje ma Amarot (choc przyznam, ze dla mnie Freedie
| zawsze wygladal androgenicznie).

Androgynicznie to on niezbyt wygladal: owlosiona klata, umiesnione lapy.


A coz to przeszkadza? Facet mial ruchy jak kot w marcu i ta jego
owlosiona klata wygladala przy tym prawie _zbyt przesadnie_ mesko.

Klasyczny androgyna jest kolezka grajacy w Crying Game, czy jeden
z ulubionych aktorow aktorow Viscontiego - Helmut Berger. Mowiac
w skrocie, trduno patrzac na nich zawyrokowac, czy to facet, czy babka.


Helmut Berger androgeniczny? Toz to uosobienie meskiego 'czarmu'. Choc
moze tez _zbyt wyraznie_ przystojny. Jaye Davidson albo John Lone to co
innego.

A w jeszcze przyszly piatek w C+ bedzie cos,
co opisuja jako Cien Bestii. Masz info, co sie kryje za tym tytulem?


W programie C+ jest co innego - tez horror, Paula Wendkosa, pt. Walc
Mefisto, z 1971 roku. Za to zwroc na C+ uwage na ekranizacje pierwszej
powiesci Ellroya - Requiem dla Browna (Brown's Requiem) z Michaelem
Rookerem.

R.

Amarot
6 Sty 2000, 03:00

| A w jeszcze przyszly piatek w C+ bedzie cos,  co opisuja jako Cien
| Bestii. Masz info, co sie kryje za tym tytulem?
To zupelnie tajemicza emisja, bo wg magazynu abonentow powinien leciec
film 'Walc Mefisto' (Mephisto Waltz, 1971, rez. Paul Wendkos). Prawde
mowiac takie zmiany ostatnio w C+ sa dosyc czeste, np. w grudniu nagle
wyskoczyli z 'Forteca' Gordona.


Ten Cien Bestii wzialem z To & Owo TV. Co prawda do Wendkosa nie mam
zbyt duzego zaufania, ale z tego co widze, Mephisto Waltz zbiera calkiem
dobre oceny. Niestety, magazyn abonenta caly czas nie ma zamiaru do
mnie dotrzec, z kolei telefon w C+ jest non stop zajety. Parafrazujac
Frankensteina: They belong dead!

Bedzie jeszcze cos ciekawego w C+ styczniu? Przy okazji przypominam,
bo pisales kiedys, ze nie widziales Dzikiej Bandy, ze w sobote o 22:10
w TVN-ie bedzie inny film Peckinpaha - Przyniescie mi glowe Alfreda
Garcii. Rownolegle leca Ucieczka z Nowego Jorku oraz Krieg der Sterne
czyli opowiesc o Lukasie Sterngeherze. Wlasnie udalo mi sie zalatwic
rownolegle nagrywanie tych trzech filmow :)

amarot

Sebastian Zurowski
8 Sty 2000, 03:00
Amarot napisał...

Ten Cien Bestii wzialem z To & Owo TV. Co prawda do Wendkosa nie mam
zbyt duzego zaufania, ale z tego co widze, Mephisto Waltz zbiera calkiem
dobre oceny. Niestety, magazyn abonenta caly czas nie ma zamiaru do
mnie dotrzec, z kolei telefon w C+ jest non stop zajety. Parafrazujac
Frankensteina: They belong dead!


Jezeli pojawia sie taka roznica miedzy To&Owo i Magazynem, to z
doswiadczenia wiem, ze racje ma T&O, bo jak pisalem nawet C+ wprowadza zmany
w programie, a tygodnik moze to uwzglednic.

Bedzie jeszcze cos ciekawego w C+ styczniu?


Z ambitniejszych rzeczy bedzie H.E.A.L.T.H. Altmana i Comedian Harmonists.
No i jeszcze dwa "hity": Dzien zaglady i Kod Mercury.

Amarot
8 Sty 2000, 03:00

| Bedzie jeszcze cos ciekawego w C+ styczniu?
Z ambitniejszych rzeczy bedzie H.E.A.L.T.H. Altmana i Comedian
Harmonists. No i jeszcze dwa "hity": Dzien zaglady i Kod Mercury.


Za to w AleKino! ma w styczniu leciec Masakra w dniu Swietego Walentego.
Okazja, by zobaczyc Ala Caponiego zwanego Caponem, Hymiego
Weissa, Bugsa Morana i wielu innych gangsterow z Chicago lat 30.
w najlepszych wykonaniach. To co sie stanie w tym filmie moglismy
juz w wersji komediowej obejrzec w Pol Zartem Pol Serio.

amarot

Wojciech Orlinski
10 Sty 2000, 03:00

Rufus T. Firefly wrote:
| Bo ja nie mam sluchu muzycznego :-). Najwiecej czasu na sluchanie muzyki
| mam i tak w samochodzie. A o Portishead pisalem zupelnie serio, przeciez
| oni nawet swiadomie archaizuja swoje brzmienie i uzywaja np.
| staroswieckich syntezatorow z lat 70. Akurat Portishead bardzo lubie i
| moim zdaniem ich muzyka przypomina to, co grano w latach 80. na polskiej
| 'zimnej' scenie.

Samym nastrojem moze tak, bo to muzyka dosc depresyjna, ale depresji nie
wynalezli coldwave'owcy w latach 80. Muzycznie sam dla siebie okreslam
Portishead jako taka stechnicyzowana Billie Holiday konca wieku, bo
wydaje mi sie, ze ten nastroj i teksty wywodza sie bezposrednio z tego
co robila Holiday. Z kolei nawiazania do Lalo Schifrina to juz lata 70.
Lata 80. to w zasadzie jedynie wplyw samego mocnego rytmu, ale u nas
wtedy nie znali jeszcze tych uproszczen, jakie przyniosla fala
samplowanej i scratchowej muzyki w Stanach. W kazdym razie dla mnie, na
jakiekolwiek porownanie z latami 80. (i to w Polsce) za duzo w tym
samplingow, scratchu, jazzowych dzwiekow a la lata 60. i 70. i za malo
np. gitar (w zasadzie brak).


Jak juz pisalem, nie mam sluchu muzycznego, wiec nie upieram sie przy
swoim zdaniu. Skreczing w muzyce Portishead odgrywa moim zdaniem role
drugorzedna - w latach 80. podobne efekty 'zgrzytania w tle' zespoly
coldowe uzyskiwaly poprzez jezdzenie plektronem po strunach oraz zabawy
tzw. chorusem. Sample, jak widac, nie sa Portisheadowi niezbedne do ich
muzyki, skoro mogli wykonac swietny 'analogowy' koncert w Nowym Jorku
(mam go na kasecie wideo). Dla mnie Portishead byl odkryciem na zasadzie
okrzyku z Seksmisji 'całkiem jak mój Józu !', czyli odkryciem bardzo
fajnego nawiazania wlasnie do klimatu polskiego colda z polowy lat 1980.
Za ktorym wtedy przepadalem. Nawiazan do jazzu nie moge rozpoznac, bo
zupelnie nie znam jazzu :-). Ale moje ulubione utwory Portishead (np.
taki z tekstem 'Underneath a shrinking sky, the silents sum of a
bussinessman, has left us choking') spokojnie mogly sie znalezc 15 lat
temu w repertuarze takiego Made In Poland.



Podobne tematy:
Pare bugów.
Pare moich prać.
Pare słów po japońsku
Pare pytań początkującego
PaRe ScReEn
Kilka uwag wstępnych
REGULAMIN GRY I KILKA UWAG NIEJ DOTYCZĄCYCH