blaszany bebenek

Kategoria: Dla tych, ktorzy nad MegaHit przedkladaja Mistrzow Kina.

Wersja archiwalna tematu "blaszany bebenek" z grupy pl.hum.x-muza



Mariusz Witczak
31 Sie 1999, 03:00
Dzisiaj na jedynce "Blaszany bębenek" film godny polecenia.
Pierwszy raz oglądałem go klubie studenckim w 1982 r.
w początkującym wówczas video. Pamiętam, że prowadzący
spotkanie powiedział, że film nie mógł ukazać się na ekranach
kin ze względu na scene z Gdanska z 1945 r z udzialem
zolnierzy sowieckich. No coz takie byly czasy, "milo" powspominac
a film bardzo polecam.

---
Pozdrawiam
Mariusz Witczak
+48604591261

spoooky
1 Wrz 1999, 03:00
Mariusz Witczak napisał(a) w wiadomości: <7qhee9$ju@info.nask.pl...

Dzisiaj na jedynce "Blaszany bębenek" film godny polecenia.


A mnie przy ogladaniu wczoraj "Bebenka" naszla, przyznaje - malo odkrywcza,
mysl, ze ekranizacja jest zwykle ubozsza od pierwowzoru. W przypadku tego
filmu jest to szczegolnie widoczne, bo w miejsce soczystego monologu Oskara
moze on pokazac tylko obrazy. Ksiazka komentuje wydarzenia, film je tylko
przedstawia, dajac czasem glos zza kadru, z oczywistych przyczyn okrojony do
niezbednego minimum. Przez to sceny, ktory w ksiazce sa wstrzasajace (np.
upadek ze schodow, smierc Jana) glownie dlatego, ze Grass ucieka od
doslownosci krazac wokol wydarzen, w filmie moga wstrzasac jedynie dzieki
niej.

W ten sposob powstaja wprawdzie dwa rozne dziela oparte na tej samej
historii, ale z drugiej strony kto zna ksiazke - po filmie bedzie mial
uczucie niedosytu, kto nie zna - dotknie jedynie powierzchni.

Dlatego tez "Blaszany bebenek" polecilbym rowniez - jesli jest tu ktos, kto
go jeszcze nie widzial  ;-) - z zastrzezeniem: koniecznie przeczytac
powiesc.

pozdrawiam

Tomek

muppetus
1 Wrz 1999, 03:00

spoooky wrote:
A mnie przy ogladaniu wczoraj "Bebenka" naszla, przyznaje - malo odkrywcza,
mysl, ze ekranizacja jest zwykle ubozsza od pierwowzoru. W przypadku tego


ciach...

Masz racje. Najpierw ogladalem, pozniej czytalem... i gdzies w polowie
ksiazki mysle sobie - ksiazka juz sie konczy - reszta kartek to pewnie
poslowie, a tu - zdziwko - losy Oskarka w Niemczech powojennych...

PA!wel

Rufus T. Firefly
1 Wrz 1999, 03:00

Mariusz Witczak wrote:

Dzisiaj na jedynce "Blaszany bębenek" film godny polecenia.
Pierwszy raz oglądałem go klubie studenckim w 1982 r.
w początkującym wówczas video. Pamiętam, że prowadzący
spotkanie powiedział, że film nie mógł ukazać się na ekranach
kin ze względu na scene z Gdanska z 1945 r z udzialem
zolnierzy sowieckich. No coz takie byly czasy, "milo" powspominac
a film bardzo polecam.


Musze powiedziec, ze podszedlem do filmu kolejny raz i znowu wytrzymalem
tylko godzine. Nigdy jeszcze nie udalo mi sie obejrzec tego filmu do
konca. Po godzinie jestem zirytowany i nie widze niczego, co skloniloby
mnie do dalszego ogladania.

Schlondorff strasznie splyca Grassa i IMO pozbawia go najwaznijszego
elementu ksiazki - obserwacji Oscara i jego celnych komentarzy. W filmie
po godzinie Oscar jest nadal fizycznie niedorozwinietym dzieckiem, kore
wyroznia sie dziwna mina, bezsensownym bebnieniem w bebenek i tluczeniem
szkla krzykiem - wszystko w ramach ciekawostki, ale jakos bez
uzasadnienia. W ksiazce po pierwszych kilku stronach Oscar jest juz
wnikliwym obserwatorem, sypiacym niespodziewanymi, ale bardzo celnymi
komentarzami. Schlondorff jakos chyba tego nie rozumie. Od samego
poczatku stara sie epatowac sama dziwnoscia, bez wyjasnienia - np.
pokazuje, ze babka nosi cztery spodnice, ale nie mowi dlaczego -
zupelnie bez sensu.

Moim zdaniem Blaszany bebenek jest jednym z tych niewielu filmow, w
ktorych konieczna bylaby stala narracja zza kadru - dzieki temu widz
ogladalby historie z punktu widzenia Oscara i 'z jego glowy', tak jak w
ksiazce, a nie tylko jako obserwator dziwnych wydarzen. Przy tak
sporadycznej narracji jaka jest w filmie, widz ani nie rozumie Oscara,
ani nie widzi w nim nic nadzwyczajnego, a przede wszystkim traci
najwazniejszy element ksiazki - obserwacje swiata oczami nadzwyczajnej
osoby.

Jesli po godzinie w filmie wszystko sie zmienia i nagle robi sie z niego
arcydzielo, jestem gotow wszystko odkrakac :)

R.

Aleksander Guzik
2 Wrz 1999, 03:00
Rufus wrote:


"Jesli po godzinie w filmie wszystko sie zmienia i nagle robi sie z niego

arcydzielo, jestem gotow wszystko odkrakac :)

R."


W przeciwienstwie do przedmówcy obejrzalem film w calosci i to z zapartym
tchem. Co prawda nie przeczytalem ksazki, nad czym bardzo ubolewam,
jednak uwazam ze nie nalezy tak barzo utozsamiac ksiazki z filmem,
zarówno jedna jak i druga sztuka zadzi sie swoimi wlasnymi prawami i
dysponuje innymi srodkami przekazu. Brak przemyslen bohatera moze
nam wynagrodzic wizualna strona opowiesci np. wspaniala mimika malego Oscara
(moim zdaniem swietny wybór aktora) - tego nie da nam ksiazka.
Ponadto film wyposazony jest w specyficzny humor, który nie pozwala sie
nudzic.

Jest takze sprawa w której zgadzam sie z Rufusem, razace jest splycenie
psychologiczne Oscara, zatrzymanie wzrostu nie oznacza jeszcze zachamowania
rozwoju intelektualno- psychicznego, tymczasem dwunastoletni Oscar
nadal zachowuje sie jak trzylatek chwilowo tylko dajac swiadectwo swojej
dojrzalosci (w rozmowie z napotkanym w cyrku ponad piecdziesiecioletnim
klaunem).
                                        Olo