Albo sie ma nature PANA albo NIEWOLNIKA

Kategoria: Miejsce spotkan filozofow (nie chlopskich).

Wersja archiwalna tematu "Albo sie ma nature PANA albo NIEWOLNIKA" z grupy pl.sci.filozofia



Cypkor Neliusz P.
13 Lut 2007, 11:53
Dosc czesto ludzie widza, ze swiat i okolicznosci wplywaja na ich zycie a
nie dostrzegaja wlasnego wplywu na swiat ich otaczajacy. Nie dostrzegaja, ze
oni sami oddzialywuja
bardzo mocno na swiat i ....na te okolicznosci wlasnie, ktore wydaja sie
wplywac na nich.

AW:

czy głównie powodujemy rozwojem wydarzeń, własnym rozwojem i rozwojem
świata, czy też jesteśmy głównie powodowani siłami z zewnątrz.


To jest problem kazdego czlowieka z osobna. Albo sie ma nature PANA albo
NIEWOLNIKA.

AW:

Jak myślisz, czemu współcześni niewolnicy nie chcą dostrzegać wynikających
z tego konsekwencji?


Nie wiem, ale w pytaniu tym moze rowniez kryc sie pulapka, gdyz w
ostatecznosci liczba niewolnikow i panow w naszym swiecie zalezy przeciez od
nas samych! Ta liczba (stosunek jednych do drugich) to jest jednoczesnie
prawdziwa miara
naszego wlasnego ZNIEWOLENIA lub naszej wlasnej WOLNOSCI.

Użytkownik zdumiony:

A jednak...okazuje się że mamy w Polsce parę milionów jak najbardziej
autentycznych solipsystów, gdyby założyli partię, mogłaby wejść do rządu.
Niewiarygodne, a jednak fakty mówią same za siebie. To zdumiewające!


Na ilosc solipsystow w otaczajacym cie swiecie najwiekszy wplyw masz ty sam.
Mozesz ich liczbe zwiekszyc lub zmniejszyc. I tak jest z kazda grupa ludzi.
Z pijakami, muzykami, matematykami, graczami komputerowymi, ufofanami,
kibicami sportowymi itp. Ich ilosc w naszym otoczeniu sami ksztaltujemy,
zmniejszamy lub zwiekszamy, w zaleznosci od wlasnego zaangazowania.
Oczywiscie to zmiana dotyczy "naszego swiata" ale posrednio ma to wplyw na
"caly swiat".

Użytkownik "zdumiony"

Czy przypadkiem nie próbujesz całej złożoności świata wytłumaczyć jedną
teorią, że wszyscy otoczeni są podobnymi do siebie?


Sa podobni ale przeciez nie w sensie fizycznym.
Im wiecej ja sam muzykuję, tym wiecej wokol mnie muzykantow, im wiecej gram
w gry komputerowe, tym wiecej graczy komputrowych na swiecie, im wiecej
złopie wodki tym wiecej pijakow, im bardziej jestem wierzacym i
praktykujacym katolikem, tym wiecej wokol mnie wierzacych katolikow, im
mniej wierze a bardzie staję sie ateista, tym wiecej wokol mniej jest
ateistow, im wiecej kradnę, tym wiecej wokol mnie pojawia sie zlodziei.
To "podobienstwo" wynika jednak z faktu, ze sam sie na ten gatunek ludzi
bardziej uwrazliwiam i latwiej jest mi jest ich dostrzec, a nie dlatego, ze
wszyscy staja sie podobni do mnie.
Drugich ludzi poznajemy szybciej wlasnie poprzez "wlasne cechy", ktorych
jestesmy nosiecialami. Są i inni wokol nas tez, ale ich nie percypujemy,
nie jestesmy na nich "wrazliwi" dostatecznie, aby mogli sie oni wylonic z
cienia chaosu.
Oczywiscie nie jestem pewien, czy w twoim swiecie tez tak samo to dziala.
Moze ty ustanawiasz sobie jakies inne prawa i reguly rzadzace twoim swiatem.
Ja opowiadm ci jedynie jaki jest moj swiat i jakie prawa nim rzadza.

ciri:

taaa... to wskocz pod pociąg... zobaczymy czy przetrwa nierozerwalna
jedność ze światem


Oczywiscie ze przetrwa. Gdy czlowiek umiera, umiera zarazem jego swiat. To
idzie w parze. I tak jak doczesne szczatki czlowieka w proch sie obracaja,
tak rowniez swiat czlowieka "w proch sie obraca" a jego czesci staja sie
okruszkami swiatow innych ludzi. Tak wiec tylko tak dlugo jak istnieje
czlowiek - istnieje tez jego swiat. Ani chwili dluzej.

ciri:

wytłumacz co znaczy byt w świecie i byt-w-świecie... nie dostrzegam
różnicy
Może to ma jakieś głębsze podłoże które tylko ty rozumiesz.


Na dobra sprawe nie jest mozliwe istnienie "bytu w swiecie". Byt poznajacy
zawsze jest "bytem-w-swiecie", czyli jest wen uwikany cala swoja istota,
calym "jestestwem", calą swoja natura, stanowi z nim jedno. Czlowiek nie
moze istniec bez swiata ani tez swiat nie moze istniec bez czlowieka.
Stanowia "jedno cialo" zlozone z dwoch jakby sfer, sfery wewnetrznej i
zewnetrznej. To co na
zewnatrz jest zawsze funkcja tego co jest w nim wewnatrz. Oczywiscie mowa tu
jest o swiecie przylegajacym bezposrednio do czlowieka.

ciri:

Chyba troche uogólniasz, nie jesteś odpowiedzialny z głód na świecie.
Jesteś odpowiedzialny za swój mikroświat - indywidualny świat
jednostki


Nie jestem odpowiedzialny za glod na calym swiecie, ale za glod w swoim
swiecie - TAK. Jesli moje dzieckko jest glodne lub jesli mieszkaniec mojego
domu lub
sasiad jest glodny - jestem za to odpowiedzialny - bo to sa wowczas "moi
glodni" i
"moi biedacy". Kazdy ma swoich glodnych i swoich biedakow wokol siebie - i
za nich jest odpowiedzialny. Za wszystkich we wlasnym swiecie.

ciri:

Mamy osobnika X. Jest on cały w skowronkach bo ma auto i
jedzie sobie do ukochanej, słucha muzyczki, myśli o tym jak mu
przyjemnie będzie z 2ga połówką jabłka.... i tu nagle ni z gruchy ni z
pietruch ma czołowe zderzenie z tirem (albo walcem).... jak to
wytłumaczysz? nie dotarł do celu, mimo że jego intencje były czyste i
wiedział gdzie chce jechać, sam sobie zgotował ten los? ktoś mu
zgotował ten los? dlaczego i po co?


Tego rodzaju myslenie to jest bujanie w oblokach i oderwanie sie od
rzeczywistosci, wymyslanie sobie rzezcywistosci wirtualnej, sztucznej,
nieprawdziwej, fantazji, marzen opartych na domniemanologi, gdybanologii i
jak by na to nie patrzec. Analizie poddaja sie jedynie fakty, ktorych
czlowiek osobiscie doswiadcza w zyciu i za nie tez jest jedynie
odpowiedzialny.

Nie ma zadnej odpowiedzialnosci czlowieka za fakty domniemane, wygdybane i
GAZETOWE.  A jezeli nawet jakas odpowiedzialnosc jest, to jednie w
minimalnym stopniu, i jedynie za te fakty GAZETOWE, ktore ja sam osobiscie
wyczytam, a nie te,
ktore ktos mi podsunie w ramach jakiejs "akcji charytatywnej" polegajacej na
uszczesliwianiu kogos na sile za pomoca roznego rodzaju sensacji i
sensacyjek.

ciri:

Świat to po prostu świat i nic więcej, nie istnieje dla Ciebie, dla
mnie, czy dla innych.... świat istnieje sam z siebie, to my istniejemy
dla niego, nasze życie to życie na tym (lub innym) świecie. Ziemia i
wszechświat byli przed nami, nie powstały dzięki Tobie.


Jezeli uwazasz ze swiat istnieje SAM Z SIEBIE, to prosze powiedz mi chociaz
tyle, JAKIZ TO SWIAT istnieje sam z siebie, skoro kazdy czlowiek widzi swiat
inaczej, a poszczegolne gatunki zwierzat jeszce inaczej? Żaba nie widzi
swiata, widzi "biala tablice", cos jak rozlane mleko lub biala mgla, na
ktorej smugi ciemne tworza jedynie lecace owady. Taki swiat zabie wystarcza.
Reszty nie widzi, nie dostrzega, bo ta reszta nie jest jej do niczego
potrzebna. Widzi to tylko, co MA widziec. Moznaby dyskutowac dlugo nad
patrzeniem przez swiat przez inne owady i rozne zwierzeta (np. bardzo
interesujacy i ciekawy swiat pszczoly). Ale rowniez ludzie, w ramach tego
samego gatunku, ktorego dumna nazwa brzmi CZLOWIEK, widza swiat bardzo
roznie i wydobywaja z niego rozne zupelnie obiekty i sprawy. Wydobywaja to,
co ich dotyczy, czym sa zaintersowani, zwiazani uczuciowo, pozytywnie lub
negatywnie, ale zaangazowani.
Mowienie ze "wszechswiat i Ziemia byly przed nami" jest zdaniem pozbawionym
jakiejkolwiek logicznosci i weryfikowalnosci. Bo jak zweryfikowac prawde
takiego zdania? Ktoz moze potwierdzic uprzednie istnienie swiata, jesli
brakowalo poznawajacego podmiotu? To tylko bezczelna ekstrapolacja wlasnego
umyslu, ktory na gwalt domaga sie uprzedniego istnienia czegos, do czego
jest przywyczajony. Przyzwyczajony tak bardzo, ze nioe moze sobie wyobrazic
nawet nie istnienia tego, co on sam uwaza za odwieczne.

ciri:

nie załapałem twojego toku myślenia.
Raz piszesz o człowieku "zero" wobec potęgi wszechświata, a następnie
o Panu i władcy świata stworzonego przez niego, dla niego.... to jest
bycie-w-świecie.
Dobrze że teraz za takie poglądy nie palą na stosie. :)


Czlowiek z jednej strony wydaje sie byc ZEREM (okruszkiem) wobec potegi
wszechswiata, mikroskopijnie malym okruszkiem wobec bezmiaru Kosmosu, w
ktorym stanowi 0,000000000000000000...1% jego masy (ogromna ilosc zer), jak
maly jest wobec tych tryliardow gwiazd i planet i galaktyk, a jednak....

A jednak jest PANEM calem wszechswiata, ktory istnieje dla niego, przez
niego i dzieki niemu. To czlowiek sam oznacza wszystko we wszechswiecie, w
sposob niczym nieskrepowany wytwarza te galaktyki i gwiazdy, wylawia to, co
jest mu potrzebne, w takiej ilosci, jaka jest mu niezbednie potrzebna. Nie
ma nigdzie stworzenia rownego czlowiekowi, ktore mogloby byc Panem w takim
samym stopniu jak czlowiek. I tylko sam czlowiek moze z tej swojej
wysmienitej pozycji zrezygnowac i powiedziec, ze tak wlasciwie to on nie
jest panem, ze woli byc niewolnikiem....

Kazdy czlowiek dostaje swiat w prezencie w chwili narodzin i moze z niego
wydobywac co zechce, moze byc wiec jego Panem (panowac nad nim), lub
pozostac niewolnikiem. Ma wolny wybor.

ciri"

| Otoz o ile "bycie w swiecie" niesie w sobie jakas biernosc bytu
| "skazanego
| na swiat",
przepraszam, ale czy przypadkiem Ty nie jesteś skazany na ten
świat?... masz może na oku jakiś inny, w innym układzie słonecznym?


Inny swiat nie znajduje sie gdzie indziej. Poszukujesz innego swiata w
Kosmosie, a tymczasem on jest zanurzony w tym swiecie, tutaj wokol ciebie.
Gdy przechodzi obok ciebie muzyk, wlecze ze soba swoj swiat przepelniony
muzyka, muzykami, nutami, wszystkim co sie kojarzy z muzyka.

ciri:

| o tyle "bycie-w-swiecie" jest pelna aktywnoscia bytu w swiecie,
pokaż mi człowieka który nie jest aktywny, żyjąc tutaj na ziemi.


Znow chodzi o aktywnosc w oktreslonym kierunku. "Bycie-w-swiecie" jest dla
kazdego czlowieka inne, gdyz kazdy czlowiek angazuje sie w inne sprawy i
aspekty swiata, kazdego co innego interesuje i na co innego zwraca
baczniejsza uwage.

ciri:

| ktory tworczo ten swiat tworzy,
co rozumiesz pod słowem twórczo tworzy?


Czlowiek w kazdej sekundzie przeksztalca caly swiat wokol siebie. Jest jego
inzynierem i jego projektantem. W kazdej sekundzie przeksztalca go. Wydobywa
z niego coraz to nowe wartosci, gdyz sam staje sie coraz to innym
czlowiekiem. Raz interesuje go muzyka, innym razem matematyka, nagle zaczyna
grac w gry komputerowe albo zaczyna poasjonowac sie Kosmosem. I wowczas
swiat "poddaje sie" jego woli, jest w nim coraz to wiecej obiektow zbieznych
z jego myslami, marzeniami, tesknotami, jego systemem wartosci.

ciri:

| poniekad jakby "stwarza z siebie samego".
co to znaczy, tworzyć coś z siebie samego?
Znam tylko jeden sposób stworzenia czegoś z siebie samego - ma to
związek z plemikiem i jajeczkiem.


Bardzo splyciles zagadnienie. Czy nie przetwarzasz swego swiata? Czy nie
zauwazasz ze go tworzysz, kreujesz sam z siebie, ze swojego wnetrza - i to w
kazdej sekundzie swego zycia? Czy nie widzisz, ze kazda twoja pasja jest od
razu widoczna w swiecie zewnetrznym, w postaci zwiekszonej ilosci osob
posiadajacych te sama pasje, ze coraz wiecej w nim przedmiotow i obiektow
zwiazanych z ta wlasnie pasją? Czy wiesz, ile wedek widzi w kazdym sklepie
zapalony wedkarz? Setki gatunkow!

Cypkor Neliusz P.



Podobne tematy: