POMCY!!prosze...:(((

Kategoria: alt.pl.milosc

Wersja archiwalna tematu "POMCY!!prosze...:(((" z grupy alt.pl.milosc



Iwona
29 Lis 2003, 16:57
Czesc wszystkim
Jestem tu po raz pierwszy i oczywiscie pisze (niestety z tego powodu)
poniewaz mam dosc powazny problem

jesli chcecie czytac dalej to zapraszam

wyobrazcie sobie dwoje mlodych (po 19 lat) ludzi.
roznia sie pod wieloma wzgledami- niestety najbardziej tymi najwazniejszymi
sa wychowaniu w zupelnie inny sposob,maja zupelnie inne podjescie do zycia,
do spraw np religi, wychowania, zachowania, ludzi,pracy..
oboje sa bardzo uparci i walczacy o swoje "ja"
oboje po przejsciach w rodzinie- on ojciec alkoholik i rozpad rodziny(przez
co bardzo odpowiedzialny ale chwilami wkurzajacy), ona cudowne dziecinstwo,
potem okazuje sie ze ojciec ma kogos od zawsze na boku,odchodzi(depresja,
zwatpienie w milosc, On jej wtedy niesamowicie pomogl)
odpowiedzialni, ambitni, ..
bardzo im na sobie zalezy.. bardzo sie kochaja, sa z soba juz prawie 2
lata... ALE....
wlasnie im dluzej razem jestesmy tym bardziej sie nie zgadzamy w niektorych
sprawach.
Ja zyje wg zasady "daz wzwyz"- zawsze chce miec lepiej i wiecej.. wymagam..
nie wiem czy wystarczajaco zauwazam zmiany, dobre strony. moze nie, moze nad
tym musialabym popracowac..
on nie cierpi jak sie od niego cos wymaga. od malego bylo "powiedz tak" a
jego odpowiedz"nie"
jak sie cos od niego wymaga- on robi wrecz przeciwnie.i nie moge mu
wytlumaczyc ze ja daje mu cos do zrozumienia a to nie jest ultimatum!!
caly problem jest w jego studiach, jest na 2 roku bardzo angazujacej
uczelni, uczy sie bardzo duzo bo chce w przyszloscie byc kims. do tego w
weekendy chodzi na kurs i nie ma w sumi dnia wolnego na odpoczynek.
taka sytuacja byla juz wczesniej(to jest dokladnie 3 raz) i za kazdym razem
chodzi o to samo- on chce zebym mu dala spokoj i dala mu sie uczyc, odsuwa
sie ode mnie i angazuje tylko i wylacznie   w nauke, ja sie staram nauczyc
ze on tego potrzebuje. Ale czuje sie odstawiona na bok, teraz jest wazna
tylko nauka, to jaki on jest zmeczony i to ze on potrzebuje si wyspac.
ja bym chciala zebym poswiecil mi choc minimum uwagi i choc wyslal smska w
stylu "pamietam,kocham. ide spac"..
on twierdzi ze nie potrafi. ze jak ma tyle na glowei to nie umie myslec o
czyms/kims innym(czyli o mnie:((( ).
to jest jeden z wsumie wielu ognisk zapalnych w naszym zwiazku.
w sumie na codzien jest bardzo fajnie, jak on ma spokoj. W momencie gdy
zaczelo sie szalenstwo na uczelni, ja postanowilam "dac mu spokoj". ale nie
potrafie tak zyc jesli   on mi nawet nie wysyla smska w nasza rocznice"bo
jest zmeczony"....(nie to ze nie chce, tylko nie ma czasu i nie potrafi sie
wylaczyc na prace-tak mowi)
no i dalam mu do zrozumienia ze chcialabym aby poswiecil mi choc troche
czasu. No i sie zaczelo. Tak klocimy sie juz od tygodnia i kazde z nas stoi
twardo przy swoim.
on mowi ze wiele razy probowal sie dla mnie zmienic, pracowac nad soba, ale
to ja nawet tego nei zauwazylam, nie mowiac juz o odwzajemnieniu, Ja z
kolei mowie ze ja caly czas nad soba pracuje i chcialabym aby robil to samo.
On sie zniechecil, ja powoli tez mam tego dosc.

dzis rozmawialismy tez dosc dlugo- jedyne do czego doszlismy to ze to jest
wojna katolikow z protestantami, ze oni potrafia zyc w zgodzie jak jeden
drugiemu sie nie pcha do swojej wiary. czy to jest jedyna drgoa naszego
zycia?? jak ja go zostawie w spokoju to bedzie spokoj?nikt nikomu nie bedzie
wchodzil w parade.. ale czy to jest zwiazek??
jaka mam gwarancje ze jak nie bede nic od niego "wymagala", czyli de facto
nie bede mowila mu o swoich potrzebach, on bedzie mnie w ogole zauwazal? jak
daleko mozna sie zmienic dla drugiej osoby? przeciez dosc radykalne zmiany
tlamsza nasze "ja", nasza osobowosc, i to w pewnym momencie wybuchnie, nie
ma sily..
czy taki zwiazek ma w ogole szanse? nie wyobrazam sobie zycia z nim na
takich zasadach jakie sa teraz, ale zycie bez niego.. :'(((((
czy jest tu w ogole jakies wyjscie???

dzieki jesli doczytaliscie to dokonca..
pomozcie, ja juz nie wiem co mam myslec..:(((((((((

Kamil Bardoń
30 Lis 2003, 08:39
Iwona napisał(a):

[ciach]

z tego co przeczytałem, to on nie jest z Tobą w związku, tylko ty z nim
IMHO powinnaś mu dać spokój i znaleść sobie kogoś kto znajdzie dla
Ciebie czas.

GoNiA
30 Lis 2003, 09:09

dzieki jesli doczytaliscie to dokonca..
pomozcie, ja juz nie wiem co mam myslec..:(((((((((


Zal mi Ciebie, bo wiem, jak okropnie sie czujesz, dziewczyny sa takie, ze
musza czuc milosc, bezpieczenstwo, ze komus na nich zalezy, a w Twoim
przypadku, widze ze Ty juz sama sie pogubilas, ze nie czujesz tego, wiem jak
straszne jest rozstanie po zwiazku, w ktorego sie wierzylo, ale Iwonko...juz
chyba nie ma sensu, moze to juz teraz powinnas powiedziec mu, ze to koniec,
moze on potrzebuje czasu na to, zeby zrozumiec, jak bardzo mu zalezy "madry
Polak po szkodzie" - tak wlasnie czesto bywa i moze w Twoim przypadku etz
tak bedzie, ze sam przyjdzie do ciebie po kilku dniach i powie ze zrozumial,
a jesli nie...to bedzie znaczylo, ze to juz mial byc koniec, ktorego nie
dalo sie uniknac.
Sprobuj byc twarda, choc pisze to do ciebie i sama jestem 2tygodnie po
rozstaniu i nie potrafie dac sobie z tym rady, ale tak to jest jak sie
kocha...
POWODZENIA!
serce
1 Gru 2003, 18:20
Czesc Iwona

dziwna sprawa bo tu nigdy nie bylem (bo nie potrzebowalem)
pierwszy post i sytuacja podobna do mojej  :(

tylko ze to moja dziewczyna jest zabiegana i zmeczona :(
od kilku dni sie nie jestesmu juz razem ja zrewalem po 3 latak i dramat
taki bol niesamowity w sercu  ale ni o tym mowa

u mnie bylo tak ze ja zaczelel sie w koncu wiecej interesowac i przyjmowac
wszystko jak jest !!
zaczelem chodzic do jej szkoly poznalem kolezanki itp.
potem zalwazylem ze jest zupelnie inna osoba
do innych sie usmiecha , chodz wiadomo ze na "sile"
a dla mnie dalej zmeczona...
a do tego wszystkiego wszystkie moje kolezanki zostaly "wytepione"
potem jak sie poklucilismy ( nie doszlo do klutni bo jak jej powiedzialem co
mnie boli...powiedziala ze sie czepiam )
nieodzywala sie i wieczorem spotkalem ja na imprezie z kolezankami...
przez przypadek a co tam widzialem to moje :(
a kolezanki stoja za nia murem

dewiza kolezanek :  "Lubie jak mnie faceci Adoruja i trzeba sie bawic"

zalamka
a najsmieszniejsze jest to ze jedna z "dobrych" kolezanek skladala mi
niedwuznaczne propozycje
a potem jak podeszla moja dziewczyna i spytala sie o czym rozmawiamy
,kolezanaka zaczela wymyslac i glupio sie tlumaczyc,ja w szoku
nie chce jej juz sklucac z kolezankami ze szkoly
"tej" szkoly

Iwono powiedz mu szczerze co czujesz , nawet najgorsze mysli
poczuj co on czuje i zadecyduj jak bedzie najlepiej
moze bedzie lepiej jezli bedziecie oddzielnie... :(

jacek

Czesc wszystkim
Jestem tu po raz pierwszy i oczywiscie pisze (niestety z tego powodu)
poniewaz mam dosc powazny problem

jesli chcecie czytac dalej to zapraszam

wyobrazcie sobie dwoje mlodych (po 19 lat) ludzi.
roznia sie pod wieloma wzgledami- niestety najbardziej tymi
najwazniejszymi
sa wychowaniu w zupelnie inny sposob,maja zupelnie inne podjescie do
zycia,
do spraw np religi, wychowania, zachowania, ludzi,pracy..
oboje sa bardzo uparci i walczacy o swoje "ja"
oboje po przejsciach w rodzinie- on ojciec alkoholik i rozpad
rodziny(przez
co bardzo odpowiedzialny ale chwilami wkurzajacy), ona cudowne
dziecinstwo,
potem okazuje sie ze ojciec ma kogos od zawsze na boku,odchodzi(depresja,
zwatpienie w milosc, On jej wtedy niesamowicie pomogl)
odpowiedzialni, ambitni, ..
bardzo im na sobie zalezy.. bardzo sie kochaja, sa z soba juz prawie 2
lata... ALE....
wlasnie im dluzej razem jestesmy tym bardziej sie nie zgadzamy w
niektorych
sprawach.
Ja zyje wg zasady "daz wzwyz"- zawsze chce miec lepiej i wiecej..
wymagam..
nie wiem czy wystarczajaco zauwazam zmiany, dobre strony. moze nie, moze
nad
tym musialabym popracowac..
on nie cierpi jak sie od niego cos wymaga. od malego bylo "powiedz tak" a
jego odpowiedz"nie"
jak sie cos od niego wymaga- on robi wrecz przeciwnie.i nie moge mu
wytlumaczyc ze ja daje mu cos do zrozumienia a to nie jest ultimatum!!
caly problem jest w jego studiach, jest na 2 roku bardzo angazujacej
uczelni, uczy sie bardzo duzo bo chce w przyszloscie byc kims. do tego w
weekendy chodzi na kurs i nie ma w sumi dnia wolnego na odpoczynek.
taka sytuacja byla juz wczesniej(to jest dokladnie 3 raz) i za kazdym
razem
chodzi o to samo- on chce zebym mu dala spokoj i dala mu sie uczyc, odsuwa
sie ode mnie i angazuje tylko i wylacznie   w nauke, ja sie staram nauczyc
ze on tego potrzebuje. Ale czuje sie odstawiona na bok, teraz jest wazna
tylko nauka, to jaki on jest zmeczony i to ze on potrzebuje si wyspac.
ja bym chciala zebym poswiecil mi choc minimum uwagi i choc wyslal smska w
stylu "pamietam,kocham. ide spac"..
on twierdzi ze nie potrafi. ze jak ma tyle na glowei to nie umie myslec o
czyms/kims innym(czyli o mnie:((( ).
to jest jeden z wsumie wielu ognisk zapalnych w naszym zwiazku.
w sumie na codzien jest bardzo fajnie, jak on ma spokoj. W momencie gdy
zaczelo sie szalenstwo na uczelni, ja postanowilam "dac mu spokoj". ale
nie
potrafie tak zyc jesli   on mi nawet nie wysyla smska w nasza rocznice"bo
jest zmeczony"....(nie to ze nie chce, tylko nie ma czasu i nie potrafi
sie
wylaczyc na prace-tak mowi)
no i dalam mu do zrozumienia ze chcialabym aby poswiecil mi choc troche
czasu. No i sie zaczelo. Tak klocimy sie juz od tygodnia i kazde z nas
stoi
twardo przy swoim.
on mowi ze wiele razy probowal sie dla mnie zmienic, pracowac nad soba,
ale
to ja nawet tego nei zauwazylam, nie mowiac juz o odwzajemnieniu, Ja z
kolei mowie ze ja caly czas nad soba pracuje i chcialabym aby robil to
samo.
On sie zniechecil, ja powoli tez mam tego dosc.

dzis rozmawialismy tez dosc dlugo- jedyne do czego doszlismy to ze to jest
wojna katolikow z protestantami, ze oni potrafia zyc w zgodzie jak jeden
drugiemu sie nie pcha do swojej wiary. czy to jest jedyna drgoa naszego
zycia?? jak ja go zostawie w spokoju to bedzie spokoj?nikt nikomu nie
bedzie
wchodzil w parade.. ale czy to jest zwiazek??
jaka mam gwarancje ze jak nie bede nic od niego "wymagala", czyli de facto
nie bede mowila mu o swoich potrzebach, on bedzie mnie w ogole zauwazal?
jak
daleko mozna sie zmienic dla drugiej osoby? przeciez dosc radykalne zmiany
tlamsza nasze "ja", nasza osobowosc, i to w pewnym momencie wybuchnie, nie
ma sily..
czy taki zwiazek ma w ogole szanse? nie wyobrazam sobie zycia z nim na
takich zasadach jakie sa teraz, ale zycie bez niego.. :'(((((
czy jest tu w ogole jakies wyjscie???

dzieki jesli doczytaliscie to dokonca..
pomozcie, ja juz nie wiem co mam myslec..:(((((((((


Pati
2 Gru 2003, 08:21

czy taki zwiazek ma w ogole szanse? nie wyobrazam sobie zycia z nim na
takich zasadach jakie sa teraz, ale zycie bez niego.. :'(((((
czy jest tu w ogole jakies wyjscie???

dzieki jesli doczytaliscie to dokonca..
pomozcie, ja juz nie wiem co mam myslec..:(((((((((


Cześć.
Przeczytałam właśnie twoją historię i powiem Ci jedno ... Nie męcz się
dłużej z tym chłopakiem, bo nie jesteś tego warta. Napewno masz wiele zalet
i jesteś wartościową osobą i nie pozwól obą pomiatać. Ja kiedyś też byłam w
podobnej do Ciebie sytuacji. Mój ówczesny chłopak cały czas mnie ignorował,
a ja chciałam żeby było nam jak najlepiej - starałam się na różne sposoby,
ale on i tak miał to gdzieś.Wkońcu zdecydowałam się z nim rozstać, bo ile
można wytrzymywać takie zachowanie. A nie była to dla mnie łatwa decyzja. On
docenił mnie dopiero jak od niego odeszłam. Zaczął się starać - naprawdę.
Ale nie dałam mu drugiej szansy. Jak to mówią "dwa razy do tej samej rzeki
się nie wchodzi". On był bardzo zdruzgotany i uzmysłowił sobie jak kiedyś ja
się czułam. Ale niestety było za późno. Za jakiś czas poznałam nowego faceta
i jestem z nim do dziś, bo jest dla mnie wyjątkowy, docenia mnie na każdym
kroku i jest nam cudownie. Nie zamieniłabym go na nikogo.
Radzę ci zrób to samo, a napewno znajdziesz gościa, kóry cię pokocha mocną i
prawdziwą miłością. Na jednym facecie świat sie nie kończy.
Pozdrawiam, Pati

Piter
3 Gru 2003, 02:35
Dołączam się do opinii poprzedników. Dla tego facia poprostu praca ważniejsza jest od związku z kimkolwiek. Chyba że Cię
nie kocha tak bardzo. Kiedyś poznasz faceta który zajmie się tobą tak jak należy zająć się kobietą i wtedy nią się
poczujesz i zapomnisz o tej męczarni teraz.

Powodzenia.

GoNiA
3 Gru 2003, 09:23
niejaki <Iwonanapościł:

wyobrazcie sobie dwoje mlodych (po 19 lat) ludzi.
roznia sie pod wieloma wzgledami- niestety najbardziej tymi
...
czy taki zwiazek ma w ogole szanse? nie wyobrazam sobie zycia z nim na
takich zasadach jakie sa teraz, ale zycie bez niego.. :'(((((
czy jest tu w ogole jakies wyjscie???


wzruszyła mnie twoja historia więc ci odpowiem...
myślę że wspólne wicie i jedzenie kup powinno rozwiązać wszystkie wasze
problemy
nic bowiem tak nie zbliża dwojga ludzi jak intymne przeżycie - a wspólne
spożywanie waszych stolców .... czy możesz sobie wyobrazić coś bardziej
intymnego? uwierz mi - to was połączyna zawsze

dzieki jesli doczytaliscie to dokonca..
pomozcie, ja juz nie wiem co mam myslec..:(((((((((


nic nie myśl...
my tu wszyscy myślimy za ciebie - w końcu nie można przecież wymagać
myślenia od kogoś kto radzi się grupy internautów w najpoważniejszych
kwestiach życia uczuciowego...



Podobne tematy:
Pomożcie proszę
ZiGR - prosze o notatki :)
prosze usunac posta
Proszę o pomoc
ciężko pali jak jest zimny!!! prosze o pomoc
: Prosze o pomoc!!Cos sie dzieje nie tak z moim komputerem!
PROSZĘ O MOTYW