13 grudnia

Kategoria: Oni (i ONI) sa wszedzie.

Wersja archiwalna tematu "13 grudnia" z forum Oni (i ONI) sa wszedzie.



KiT
13-12-2009, 11:12:18
Pamiętam jak obudziłem się skacowany koło 11 a tu stary mój lata po domu i 
coś tam pierdoli. Idę - a tu w radio pseudogienierał, ślepak pierdolony 
zasuwa swoje mądroci. Bierę za telefon aby pojechać do kumpla, co akurat 
nadestylował a tu głucho. Wieczorem miała być dyskoteka w Hadesie i miałem 
sprzedawć bilety, więc się ubrałem i pojechałem na uczelnię. A tu kurwa 
zamknięte, portierki mi otworzyły i mówią "panie Krzysiu, wojna jest, byli 
wojskowi ze studium wojskowego i mówili żeby wsztsko pozamykać i nikogo nie 
wpuszczać, bo uczelnia będzie zamknięta".

To ja poszłem na przystanek D. Na rogu Alei Niepodległości i Rakowieckiej - 
pod SGGW stał skot, a ludzie krzyczeli na żołnierza, że to zdrada, a on 
biedny nic nie mówił tylko się czerwienił.

Pojechałem D na pragę i poszłem do kumpla, rześwa wypili z butelkę od wina 
bimbru. On mieszkał naprzeciw miśków, wtedy na Świerczewskiego, koło 
kościoła św Floriana. Powiem szczerze że nas pierdolneło nieco, bo on z 3 
razy destylował zazwyczaj, więc słaby ten bimber nie był. Pamiętam że jak 
mieliśmy już wychodzić, to zrobiliśmy sobie jeszcze Popiól i dyjamet - czyli 
płonący bimber w kieliszku. Ale go zgasilim i wypiliśmy. Zgasiliśmy ażeby 
wutka się w nas nie zapaliła.

Potem poszliśmy do drugiego kumpla co mieszkał na Okrzei. Tamten też od rana 
destylował, więc jusz był podenerwowany. Napiliśmy się jeszcze po dwa 
kieliszeczku, więc ja na chwilę straciłem przytomność, a oni dalej siedzieli 
i pili, albowiem mieli znacznie mocniejszą głowę. Ja pospałem z 2 godziny. 
Onie dalej siedzieli ale byli juz napierdoleni jak sztrucle.

Wstałem i zjadłem kotleta schabowego (matka tego drugiego była kierowniczka 
mięsnego na Grochowskiej) no i tam zaczełem dajlej polewać, bo już miałem 
aldehyd w krwi to mnie przestało brać.

Ale ten jeden Michał z Okrzei wyjął szablę dziadka z ułanów i pistolet stary 
ViS co chyba nie strzelał i zaczął krzyczeć że trzeba iść budować barykady. 
W międzyczasie przyszła jego matka i siorka. Więc się w 4 osoby rzuciliśmy 
na niego i odebraliśmy mu pisotlet. On się wyrwał i zaczął szablą 
napierdalać w szafę na wysoki połysk. Znowu rzuciliśmy się na niego i 
odebraliśmy mu szablę. On się uspokoił i usiedliśmy do stołu. Piliśmy sobie 
delikatnie, ogladając telewizję w której nic nie leciało tylko od czasu do 
czasu pokazywali ślepaka na tle wrony bez korony. Nie jestem pewny ale chyba 
koło 19.30 puścili dziennik z facetami w mundurach a o 20 Jarzębinę Czerwoną 
o zdobywaniu Kołobrzegu

Matka nakroiła nam szynki i kiełbasy i gdyby nie ta rozpacz co nas 
rzeczywiście ogarneła, to byłoby nawet przyjemnie. Potem gdzies koło 21 
poszliśmy do tego pierwszego kumpla, wlaliśmy zacier i zaczeliśmy pędzić. 
Kapało do szklanki a my co nakapało to wypijaliśmy. W ten to sposób znowu 
straciłem przytomność ....

Tak to minął ten pierwszy dzień stanu wojennego. Wszystko prawie z niego 
pamiętam minuta po minucie. Tak samo zresztą jak 31 sierpnia 1980. Nie ma 
już w moim życiu chyba żadnych innych dni abym je tak dokładnie mamietał 
nieomal po 30 latach. Nawet jak dziecko mi się urodziło, to nie pamietam co 
robiłem cały dzień. Dziwne to trochę a może i nie ..........


-- 
Nie rozpaczaj : jeden z łotrów został zbawiony. Nie pozwalaj sobie : jeden z 
łotrów został potępiony
Turritopsis Nutricula
13-12-2009, 20:28:15
KiT <rotebrigade@kladenanalade.is> wrote:
> Pamiętam jak obudziłem się skacowany koło 11 a tu stary mój lata po
> domu i coś tam pierdoli. Idę - a tu w radio pseudogienierał, ślepak
> pierdolony zasuwa swoje mądroci. Bierę za telefon aby pojechać do
> kumpla, co akurat nadestylował a tu głucho. Wieczorem miała być
> dyskoteka w Hadesie i miałem sprzedawć bilety, więc się ubrałem i
> pojechałem na uczelnię. A tu kurwa zamknięte, portierki mi otworzyły
> i mówią "panie Krzysiu, wojna jest, byli wojskowi ze studium
> wojskowego i mówili żeby wsztsko pozamykać i nikogo nie wpuszczać, bo
> uczelnia będzie zamknięta".
> To ja poszłem na przystanek D. Na rogu Alei Niepodległości i
> Rakowieckiej - pod SGGW stał skot, a ludzie krzyczeli na żołnierza,
> że to zdrada, a on biedny nic nie mówił tylko się czerwienił.
>
> Pojechałem D na pragę i poszłem do kumpla, rześwa wypili z butelkę od
> wina bimbru. On mieszkał naprzeciw miśków, wtedy na Świerczewskiego,
> koło kościoła św Floriana. Powiem szczerze że nas pierdolneło nieco,
> bo on z 3 razy destylował zazwyczaj, więc słaby ten bimber nie był.
> Pamiętam że jak mieliśmy już wychodzić, to zrobiliśmy sobie jeszcze
> Popiól i dyjamet - czyli płonący bimber w kieliszku. Ale go zgasilim
> i wypiliśmy. Zgasiliśmy ażeby wutka się w nas nie zapaliła.
>
> Potem poszliśmy do drugiego kumpla co mieszkał na Okrzei. Tamten też
> od rana destylował, więc jusz był podenerwowany. Napiliśmy się
> jeszcze po dwa kieliszeczku, więc ja na chwilę straciłem przytomność,
> a oni dalej siedzieli i pili, albowiem mieli znacznie mocniejszą
> głowę. Ja pospałem z 2 godziny. Onie dalej siedzieli ale byli juz
> napierdoleni jak sztrucle.
> Wstałem i zjadłem kotleta schabowego (matka tego drugiego była
> kierowniczka mięsnego na Grochowskiej) no i tam zaczełem dajlej
> polewać, bo już miałem aldehyd w krwi to mnie przestało brać.
>
> Ale ten jeden Michał z Okrzei wyjął szablę dziadka z ułanów i
> pistolet stary ViS co chyba nie strzelał i zaczął krzyczeć że trzeba
> iść budować barykady. W międzyczasie przyszła jego matka i siorka.
> Więc się w 4 osoby rzuciliśmy na niego i odebraliśmy mu pisotlet. On
> się wyrwał i zaczął szablą napierdalać w szafę na wysoki połysk.
> Znowu rzuciliśmy się na niego i odebraliśmy mu szablę. On się
> uspokoił i usiedliśmy do stołu. Piliśmy sobie delikatnie, ogladając
> telewizję w której nic nie leciało tylko od czasu do czasu pokazywali
> ślepaka na tle wrony bez korony. Nie jestem pewny ale chyba koło
> 19.30 puścili dziennik z facetami w mundurach a o 20 Jarzębinę
> Czerwoną o zdobywaniu Kołobrzegu
> Matka nakroiła nam szynki i kiełbasy i gdyby nie ta rozpacz co nas
> rzeczywiście ogarneła, to byłoby nawet przyjemnie. Potem gdzies koło
> 21 poszliśmy do tego pierwszego kumpla, wlaliśmy zacier i zaczeliśmy
> pędzić. Kapało do szklanki a my co nakapało to wypijaliśmy. W ten to
> sposób znowu straciłem przytomność ....
>
> Tak to minął ten pierwszy dzień stanu wojennego. Wszystko prawie z
> niego pamiętam minuta po minucie. Tak samo zresztą jak 31 sierpnia
> 1980. Nie ma już w moim życiu chyba żadnych innych dni abym je tak
> dokładnie mamietał nieomal po 30 latach. Nawet jak dziecko mi się
> urodziło, to nie pamietam co robiłem cały dzień. Dziwne to trochę a
> może i nie ..........

Piekne....To gotowy szkic scenariusza dla Smarzowskiego, skoro Piesiewicz 
juz stracony
Jakub A. Krzewicki
15-12-2009, 05:29:47
niedziela, 13 grudnia 2009 11:12. carbon entity 'KiT'
<rotebrigade@kladenanalade.is> contaminated pl.rec.paranoja with the
following letter:


> Pamiętam jak obudziłem się skacowany koło 11 a tu stary mój lata po domu i
> coś tam pierdoli. Idę - a tu w radio pseudogienierał, ślepak pierdolony
> zasuwa swoje mądroci. Bierę za telefon aby pojechać do kumpla, co akurat
> nadestylował a tu głucho. Wieczorem miała być dyskoteka w Hadesie i miałem
> sprzedawć bilety, więc się ubrałem i pojechałem na uczelnię. A tu kurwa
> zamknięte, portierki mi otworzyły i mówią "panie Krzysiu, wojna jest, byli
> wojskowi ze studium wojskowego i mówili żeby wsztsko pozamykać i nikogo
> nie wpuszczać, bo uczelnia będzie zamknięta".
> 
> To ja poszłem na przystanek D. Na rogu Alei Niepodległości i Rakowieckiej
> - pod SGGW stał skot, a ludzie krzyczeli na żołnierza, że to zdrada, a on
> biedny nic nie mówił tylko się czerwienił.
> 
> Pojechałem D na pragę i poszłem do kumpla, rześwa wypili z butelkę od wina
> bimbru. On mieszkał naprzeciw miśków, wtedy na Świerczewskiego, koło
> kościoła św Floriana. Powiem szczerze że nas pierdolneło nieco, bo on z 3
> razy destylował zazwyczaj, więc słaby ten bimber nie był. Pamiętam że jak
> mieliśmy już wychodzić, to zrobiliśmy sobie jeszcze Popiól i dyjamet -
> czyli płonący bimber w kieliszku. Ale go zgasilim i wypiliśmy. Zgasiliśmy
> ażeby wutka się w nas nie zapaliła.
> 
> Potem poszliśmy do drugiego kumpla co mieszkał na Okrzei. Tamten też od
> rana destylował, więc jusz był podenerwowany. Napiliśmy się jeszcze po dwa
> kieliszeczku, więc ja na chwilę straciłem przytomność, a oni dalej
> siedzieli i pili, albowiem mieli znacznie mocniejszą głowę. Ja pospałem z
> 2 godziny. Onie dalej siedzieli ale byli juz napierdoleni jak sztrucle.
> 
> Wstałem i zjadłem kotleta schabowego (matka tego drugiego była
> kierowniczka mięsnego na Grochowskiej) no i tam zaczełem dajlej polewać,
> bo już miałem aldehyd w krwi to mnie przestało brać.
> 
> Ale ten jeden Michał z Okrzei wyjął szablę dziadka z ułanów i pistolet
> stary ViS co chyba nie strzelał i zaczął krzyczeć że trzeba iść budować
> barykady. W międzyczasie przyszła jego matka i siorka. Więc się w 4 osoby
> rzuciliśmy na niego i odebraliśmy mu pisotlet. On się wyrwał i zaczął
> szablą napierdalać w szafę na wysoki połysk. Znowu rzuciliśmy się na niego
> i odebraliśmy mu szablę. On się uspokoił i usiedliśmy do stołu. Piliśmy
> sobie delikatnie, ogladając telewizję w której nic nie leciało tylko od
> czasu do czasu pokazywali ślepaka na tle wrony bez korony. Nie jestem
> pewny ale chyba koło 19.30 puścili dziennik z facetami w mundurach a o 20
> Jarzębinę Czerwoną o zdobywaniu Kołobrzegu
> 
> Matka nakroiła nam szynki i kiełbasy i gdyby nie ta rozpacz co nas
> rzeczywiście ogarneła, to byłoby nawet przyjemnie. Potem gdzies koło 21
> poszliśmy do tego pierwszego kumpla, wlaliśmy zacier i zaczeliśmy pędzić.
> Kapało do szklanki a my co nakapało to wypijaliśmy. W ten to sposób znowu
> straciłem przytomność ....
> 
> Tak to minął ten pierwszy dzień stanu wojennego. Wszystko prawie z niego
> pamiętam minuta po minucie. Tak samo zresztą jak 31 sierpnia 1980. Nie ma
> już w moim życiu chyba żadnych innych dni abym je tak dokładnie mamietał
> nieomal po 30 latach. Nawet jak dziecko mi się urodziło, to nie pamietam
> co robiłem cały dzień. Dziwne to trochę a może i nie ..........

Ja pamiętam ze stanu wojennego brak teleranka, a po kilku miesiącach od
wprowadzenia to kupione za zielone wideło i filmy karate piracone bodajże w
Jugosławii, bo telewizorni nie dało się oglądać. Byłem wtedy takim knypkiem
w przedszkolu, ale w przeciwieństwie do innych dzieci umiałem już czytać,
pisać i rachować, co wykorzystywała przedszkolanka, każąc mi czytać bajki
innym dzieciom na głos, podczas gdy sama szła na papierosa ;)

-- 
tois egregorosin hena kai koinon kosmon einai
ton de koimomenon hekaston eis idion apostrephesthai


Podobne tematy:
Spot 13.06
13-14.09.2008 Japan Drift Attack na torze wyrazów
13.02.2010. DREZNO - BLOKADA MARSZU NEONAZISTÓW
KOMETY W OLSTYNIE 13-04-2008, Olsztyn
Weekend 12-13 Czerwiec
13 grudnia - Stan Wojenny
13 grudnia - Stan Wojenny