pożegnanie

Kategoria: alt.pl.homoseksualizm

Wersja archiwalna tematu "pożegnanie" z grupy alt.pl.homoseksualizm



jester
1 Kwi 2002, 19:17

Bardzo Was przepraszam ...

Juz nie bede pisal zadnych smutnych listow ... zadnych wentyli
bezpieczenstwa ..zadnych listow
mam nadzieje ,ze wybaczycie mi to ,ze popsulem Wam nastroj swiateczny swoimi
przezyciami po spotkaniu z PB i Nobodym
moze ja przezywam to inaczej ..nie to byloby smieszne chwalenie sie
ale nie potrafie inaczej - znowu slowo inaczej :-(
nie potrafie wyrazic tego co czuje ..wiem tylko ,ze cos peklo we mnie
ze koniec chyba jednak jest tylko koncem a nie poczatkiem czegos pieknego
jezeli narodzi sie nastepny jester to bedzie pisal teksty smieszne , z
poczuciem humoru
dosc jest hipokryzji na swiecie - ona mnie najbardziej brzydzi i chyba nie
jestem tutaj oryginalny i pierwszy
dosc jest na swiecie cierpien, dosc powagi, dosc zlych rzeczy- dosc po to,
zeby odejsc
tak wiem ..jestem zmeczony, sfrustrowany, nienormalny ..zdesperowany .. .jak
ktos sobie pomysli
ale jakos nie umiem zrozumiec dzisiejszego swiata
moja filozofia zycia i podejscie kompletnie sie nie sprawdzily, sa chyba z
innej epoki..to jakis paradoks zycia, ze teraz jestem
trudno jest zyc bedac "normalnym " a co dopiero gejem
Prawdopodobienstwo,ze odnajdziemy sie nawzajem jest tak nikle,ze praktycznie
niemozliwe a jesli nawet .. skoro ja bede milczal
Czuje sie jak blazen, ktory przeszedl przez cale zycie - jak przecieka mu
ono przez palce- jak nie moze sie cofnac -stoi w labiryncie wlasnych mysli.
Tyle napisaliscie o Przyjazni to jedyne uczucie, ktora trzymalo mnie w
jakims balansie - ale Przyjaznia nie mozna zyc
Teraz w 3 leci "Sorrow" PF i chyba takie uczucie mna szarga
Kiedys bylem wesolym chlopcem  - " shy gay" , potem bylem smutasem -
codziennie wmawialem sobie ,ze jutro bedzie lepsze .. ze zawsze moze byc
gorzej - ale to tak jak miec nadzieje na lepsze jutro skoro swiat chyli sie
ku upadkowi i idzie ku gorszemu - i znowu nie jestem pierwszy o tym
za bardzo chcialem chyba zyc .. za mocno chcialem zyc
ja traktowalem chyba siec za powaznie
w ogole chyba traktuje zycie zbyt powaznie
ono pewnie traktuje mnie niezbyt powaznie ....ale pewnie ma do tego prawo -
z jakiego powodu to nie wiem
nie wiem czy bede Was czytal ..chyba sie nie da
niczego tak naprawde nie wiem

i wiem ,ze do nikogo nie zadzwonie ..bo po co

chcialbym sie pozegnac...

"Chciałbym Ci napisac
jak bardzo jest mi brak bliskosci Ciebie
obły kształt pociągu w czterech ścianach
gdyby nie było granic
mógłbym szybować w odkryciu Ciebie przez wieczność
i odnajdywać poszczególne krople mozaiki
Twojego ciała w nagłym upojeniu bliskościa
mógłbym, a jednak....

Jeszcze chciałem napisać,że
chciałbym być piaskiem na którym leżysz,
być wodą którą pijesz
i lustrem , które codziennie Cię ogląda
chciałbym ...a  nie mogę

jeszcze chciałbym Ci napisac
ze czekałem
i brak mi kolorów na tęczówce oka
do stworzenia Twoich cieni
a źrenice popękały pajęczyną suszy
odejdę na drodze donikąd
leżąc w horyzontalnym rozbabraniu konturów
probuję bezskutecznie zamknąc oczy w strachu
przed pędzącym przez ciemność pociągiem
bezsenności
uciec przed zmęczeniem ..tylko dokąd
skoro wszystkie azyle
mają drzwi dokładnie zamknięte
na ostatnie zamki słodkiego snu

Chciałbym tez napisać,że
słyszę szelest Twojego serca
słyszę imago Twojej miłości
a jednak wszystko jest wystygłe
słyszę jak stąpasz delikatnie
słyszę jak podziwiasz stertę minionych chwil
a jednak wszystko jest zimne
słyszę jak kłócisz się ze swoim własnym sumieniem
a jednak nie przyznasz mi racji
słyszę jak szeleszczą wszystkie
zakątki Twojego ciała
słyszę jak mówisz do mnie
a jednka ja Cię nie rozumię
Dlaczego?

Chciałbym jeszcze napisać
że tutaj nie chcę juz nic i nikogo
nie chcę nawet kamienia
owiniętego szalem obłudy
nie chcę pseudopromyka nadzei
nie chcę sztucznie naginanej normalności
nie chcę !
wydaje mi się
że kamień jest miękki
a szal owinął juz moje stopy
a teraz zaczyna dusić mnie całego
pseudopromyk nadziei balansuje
pomiędzy dwoma wyimaginowanymi światami
a sztucznie naginana normalność
wlaśnie pękła

Jeszcze chciałem napisac ,że
leże zbryzgany krwią własnego umysłu
staram się doszukać prawdy
własnego istnienia
czy aby nie zaśmiecam idealnie
wytworzonej " rzczywistośći"
czy aby nie zalewam Cię
swoim podłym humorem
czy abu nie lituję się
nad swoją straszną infantylnością

Chciałbym jeszcze napisac
zebyś nie dekorował moich myśli
nie przyozdabiał mętnych łez złudzeniami
nie wyolbrzymiał nikłej nadziei
nie burzył harmonii smutku
nie wydzierał skrajności myśli
nie stwarzał pozoru normalności
nie zniechęcał swoją nieobecnością
idealnej skrzynki cierpień,
do której każdy może coś włożyć,
a która jest zawieszona jest na mojej szyi
na grubym, złotym łańcuchu
oplecionym szczerością moich słów
i ostrością realizmu

Chciałbym napisac jeszcze,że
kawadratura moich myśli
obiega mój umysł
boję się obracać głową
mnogie zastępy mych uczynków
kneblują mi usta
zło rozsadza mi czaszkę
a dobro przenika przez skórę
wyciagam rękę z nabrzmiałymi żyłami
i wprowadzam się do Ciebie
czuje ciepło, miło
czuję jak zasypiam ..

Chciałbym żebyś mi obiecał,
że spotkamy sie tam gdzies indziej
wylewam krew słodką,
aby móc się tam z Tobą spotkać
widywałem Cię czasami tutaj
stałeś  jednak
odwrócony plecami do mnie i do świata
ja naprawiałem to wszystko swoją miną
Ty patrzyłeś bez wyrazu
a fale zabrały wszystko...

I wreszcie chciałbym sie zapytac
czy tak rodzi sie obłęd
nowego perpetuum mobile
którym jest każda metaboliczna przemiana
każde leciutkie drgnienie nerwu
oparte na rejestracji filmu o szaleństwie..

Boże ! co ja chciałbym jeszcze napisac..
brakuje mi tylko..
ciągle brakuje mi
a może tak mi się tylko wydaje, że mi sie zdaje"

jester

" Nie placz ze minęło
ciesz sie ,ze BYŁO "

dziadzie
1 Kwi 2002, 20:03
jester zaszczycił(a) mnie tymi oto słowami:

Bardzo Was przepraszam ...

Juz nie bede pisal zadnych smutnych listow ... zadnych wentyli
bezpieczenstwa ..zadnych listow


nie wiem czemu miałlo by być coś złego w pisaniu wentyli bezpieczeństwa
- to jest właśnie najlepsze na to miejsce

mam nadzieje ,ze wybaczycie mi to ,ze popsulem Wam nastroj
swiateczny swoimi przezyciami po spotkaniu z PB i Nobodym
moze ja przezywam to inaczej ..nie to byloby smieszne chwalenie
sie ale nie potrafie inaczej - znowu slowo inaczej :-(


to oc napisałeś przy tamtym wątku bardzo mnie ruszyło - echo dobrze
znanego chaosu, dalekie odbicie mojego własnego nieuporządkowanego
ja...dla mnie to co napisałeś było nie tylko i nie przede wszystkim
smutne - było też piękne - dostrzegasz bardzo dużo i to jest niezwykłe
to jest 'inne' ale chyba nie jest to powód dla którego nas opuszczasz?

nie potrafie wyrazic tego co czuje ..wiem tylko ,ze cos peklo we
mnie ze koniec chyba jednak jest tylko koncem a nie poczatkiem
czegos pieknego jezeli narodzi sie nastepny jester to bedzie pisal
teksty smieszne , z poczuciem humoru


człowiek, który ma jedną twarz jest kłamcą - tylko ci którzy zmieniają
maski - oni ukazują całych siebie - człowiek nie mieści się w granicach
jednego 'ja' - chyba to czujesz?

ale jakos nie umiem zrozumiec dzisiejszego swiata
moja filozofia zycia i podejscie kompletnie sie nie sprawdzily, sa
chyba z innej epoki...


ja bardzo lubię inne epoki

trudno jest zyc bedac "normalnym " a co dopiero gejem
Prawdopodobienstwo,ze odnajdziemy sie nawzajem jest tak nikle,ze
praktycznie niemozliwe a jesli nawet .. skoro ja bede milczal


rachunek prawdopodobieństwa zawodzi, kiedy człowiek czegoś pragnie
bardziej niż czegokolwiek innego - ludzka wola zmienia zasady logiki -
nagina je aż pękają. A czemu będziesz milczał?

Czuje sie jak blazen, ktory przeszedl przez cale zycie - jak
przecieka mu ono przez palce- jak nie moze sie cofnac -stoi w
labiryncie wlasnych mysli. Tyle napisaliscie o Przyjazni to jedyne
uczucie, ktora trzymalo mnie w jakims balansie - ale Przyjaznia
nie mozna zyc


ja powiedziałbym, że nie można żyć miłością - jeśli ukochany nie jest
przyjacielem to na nic się zda miłość - tylko przyjaźń jest trwała,
trwalsza nawet od zdrady, której miłość znieść nie umie.

za bardzo chcialem chyba zyc .. za
mocno chcialem zyc ja traktowalem chyba siec za powaznie
w ogole chyba traktuje zycie zbyt powaznie
ono pewnie traktuje mnie niezbyt powaznie ....ale pewnie ma do
tego prawo - z jakiego powodu to nie wiem


trzeba zawsze chcieć za bardzo, jeśli się chce żyć naprawdę
być może traktujesz życie, sieć - zbyt poważnie - nie wiem - ledwo znam
cię z paru postów, ale wiem, że obrazić się na życie, wejść do szafy -
to łatwe - śmiertelnie łatwe...tylko już z niej później wyjść nie
można...

nie wiem czy bede Was czytal ..chyba sie nie da
niczego tak naprawde nie wiem


kiedy ja nieczego nie wiem - to znak, że idzie nowe - każde narodziny
okupione być muszą obumieraniem starej skóry...mam nadzieję, że jednak
przeczytasz to co napisałem - nie piszę na priv bo nie chcę, żebyś
pomyślał, że nie szanuję twojego wyboru zniknięcia...

i wiem ,ze do nikogo nie zadzwonie ..bo po co


tego dowiadujemy się zawsze dopiero kiedy zadzwonimy

chcialbym sie pozegnac...


mam nadzieję, że wrócisz

jester

" Nie placz ze minęło
ciesz sie ,ze BYŁO "


wszystko co było, może być - nowe inne, piękne - od początku

dziadzie
ps. przepraszam za tego posta - był on wynikiem mojej potrzeby -
chciałem to wszystko Ci napisać kiedy napisałeś swojego poprzednieo
posta...ale wtedy zabrakło mi odwagi - teraz piszę...

Nobody
2 Kwi 2002, 06:42
jester napisal:

Juz nie bede pisal zadnych smutnych listow ... zadnych wentyli
bezpieczenstwa ..zadnych listow
dosc jest na swiecie cierpien, dosc powagi, dosc zlych rzeczy- dosc po to,
zeby odejsc


:((((((((((((((((((((((((((((((((((((
Nie wiem, co napisac.........chyba pierwszy raz w zyciu mam calkowita pustke
w glowie.
Jestem bezradny. Juz wczoraj mnie przestraszyles przez telefon. Wiem, ze
cokolwiek bym nie napisal, powiedzial.......to na nic.

Jester, prosze Cie, opamietaj sie.

ale jakos nie umiem zrozumiec dzisiejszego swiata


A myslisz, ze inni potrafia zrozumiec???!!!!
Codziennie, jak wstaje, mam wrazenie, ze swiat to jedno wielkie szambo w
ktorym sie poruszamy, taplamy........i wiesz co Ci powiem? Z kazdym dniem
sam coraz bardziej zamieniam sie w to szambo, ono mnie rozpuszcza i wchlania
w siebie (zreszta przeciez chyba to wiesz). Wstydze sie tego.......ale wiem,
ze sie upadabniam do niego, a moze juz nim calkowicie jestem?

Jestes jedynym czlowiekiem, ktorego dotychczas spotkalem w swoim zyciu,
ktory wydostal sie z tego szamba utraconych wartosci, szamba obludy,
hipokryzji.......jestes cholernie silnym czlowiekiem, skoro tego
dokonales......jestes wewnetrznie CZYSTY. Jester, nie pisze tego, zeby Cie
pocieszyc, podniesc na duchu.......TAK JEST. SPOJRZ w lustro. Czlowieku Ty
jestes bez skazy!!!
Nie odchodz, nie zmieniaj sie.......tzn zmienic sie mozesz......spojrz
bardziej optymistycznie na swiat.....przeciez jestes poza szambem, wtedy
chyba latwiej?

Prawdopodobienstwo,ze odnajdziemy sie nawzajem jest tak nikle,ze
praktycznie
niemozliwe a jesli nawet .. skoro ja bede milczal


Wiem, powiesz to co wczoraj- mam Ci nie mowic jak masz zyc......ale to
powtorze, bo jest to "tylko" rada.
Milczec mozesz........bo jeszcze jest druga osoba, to ona moze zaczac, nie
Ty. ALE nie mozesz sie zamykac w szafie........chociaz sprobuj.......spobuj
odpisac na ogloszenie, sprobuj cokolwiek.
Wiem, jest to dolujace, zenujace, ze musimy odpisywac na jakies ogloszenia,
spotykac sie moze z osobami z ktorymi normalnie w ogole nie mielibysmy
ochoty zamienic nawet slowa.
Ale taki jest niestety swiat............moze to dobrze, ze nie jest
latwo.......tym wieksza radosc, spelnienie jak juz odnajdziemy nasze drugie
polowki. Moze jestem naiwny.....nie wiem.

chcialbym sie pozegnac...


Ale my Ci nie damy sie pozegnac. Jester, ja Ci nie dam odejsc, ot tak po
prostu. Oj nie!!!
Zlamie swoje zasady :-)), wiesz, ze nie lubie sie narzucac
komukolwiek...........ale teraz to bede robil.

Pozdrawiam
Nobody

Fera
2 Kwi 2002, 06:43

jester wrote:
Bardzo Was przepraszam ...
Juz nie bede pisal zadnych smutnych listow ... zadnych wentyli
bezpieczenstwa ..zadnych listow
mam nadzieje ,ze wybaczycie mi to ,ze popsulem Wam nastroj swiateczny swoimi
przezyciami po spotkaniu z PB i Nobodym
moze ja przezywam to inaczej ..nie to byloby smieszne chwalenie sie
ale nie potrafie inaczej - znowu slowo inaczej :-(
nie potrafie wyrazic tego co czuje ..wiem tylko ,ze cos peklo we mnie
ze koniec chyba jednak jest tylko koncem a nie poczatkiem czegos pieknego
jezeli narodzi sie nastepny jester to bedzie pisal teksty smieszne , z
poczuciem humoru
dosc jest hipokryzji na swiecie - ona mnie najbardziej brzydzi i chyba nie
jestem tutaj oryginalny i pierwszy
dosc jest na swiecie cierpien, dosc powagi, dosc zlych rzeczy- dosc po to,
zeby odejsc
tak wiem ..jestem zmeczony, sfrustrowany, nienormalny ..zdesperowany .. .jak
ktos sobie pomysli
ale jakos nie umiem zrozumiec dzisiejszego swiata
moja filozofia zycia i podejscie kompletnie sie nie sprawdzily, sa chyba z
innej epoki..to jakis paradoks zycia, ze teraz jestem
trudno jest zyc bedac "normalnym " a co dopiero gejem
Prawdopodobienstwo,ze odnajdziemy sie nawzajem jest tak nikle,ze praktycznie
niemozliwe a jesli nawet .. skoro ja bede milczal
Czuje sie jak blazen, ktory przeszedl przez cale zycie - jak przecieka mu
ono przez palce- jak nie moze sie cofnac -stoi w labiryncie wlasnych mysli.
Tyle napisaliscie o Przyjazni to jedyne uczucie, ktora trzymalo mnie w
jakims balansie - ale Przyjaznia nie mozna zyc
Teraz w 3 leci "Sorrow" PF i chyba takie uczucie mna szarga
Kiedys bylem wesolym chlopcem  - " shy gay" , potem bylem smutasem -
codziennie wmawialem sobie ,ze jutro bedzie lepsze .. ze zawsze moze byc
gorzej - ale to tak jak miec nadzieje na lepsze jutro skoro swiat chyli sie
ku upadkowi i idzie ku gorszemu - i znowu nie jestem pierwszy o tym
za bardzo chcialem chyba zyc .. za mocno chcialem zyc
ja traktowalem chyba siec za powaznie
w ogole chyba traktuje zycie zbyt powaznie
ono pewnie traktuje mnie niezbyt powaznie ....ale pewnie ma do tego prawo -
z jakiego powodu to nie wiem
nie wiem czy bede Was czytal ..chyba sie nie da
niczego tak naprawde nie wiem
i wiem ,ze do nikogo nie zadzwonie ..bo po co
chcialbym sie pozegnac...


jester, nie mozesz tak po prostu powiedziec "chowam sie do szafy" i sobie
pojsc. Nie! Bo... co ja mam zrobic? Od kilku dni jestem na granicy miedzy
tym co jest i nicoscia. I kazdego dnia budze sie ((?)ja nie przesypiam
nocy ja przeplakuje) z odraza do zycia, z bolem i tak cholernym smutkiem i
lekiem i... nie mam szafy, ktora dalaby mi ukojenie. Kiedys - calkiem
niedawno - bylam najszczesliwszym czlowiekiem na ziemi, a dzis ... kazdy
dzien przynosi coraz to nowe rozczarowania, leki i bol. Boje sie miec
nadzieje, bo ostatnie dni nauczyly mnie, ze lepiej jej nie miec. Zycie nie
jest proste, bo kto powiedzial, ze ma byc, ale nigdy dotad nie czulam sie
tak zeszmacona, tak slaba, tak samotna i tak bezsilna jak dzis. Dzis,
cokolwiek nie zrobie bedzie zle, a jednak... nie chowam sie do szafy,
staram sie walczyc (choc ta walka to tylko trwanie). Czasem to trwanie
okresla moc naszego czlowieczenstwa. Nie wiem, czy to przeczytasz, ale
jesli tak, to wiedz, ze dzieki tobie i temu co nizej (przepiekne) byc moze
uratowales mi zycie, dales nadzieje, uratowales moj zwiazek, milosc. Byc
moze... Okaze sie po poludniu. Ale nawet jesli rozypie sie dzis na tysiace
kawaleczkow, to... bede trwac. Jestem przy tobie. Trwaj!!!
"Chciałbym Ci napisac
jak bardzo jest mi brak bliskosci Ciebie
obły kształt pociągu w czterech ścianach
gdyby nie było granic
mógłbym szybować w odkryciu Ciebie przez wieczność
i odnajdywać poszczególne krople mozaiki
Twojego ciała w nagłym upojeniu bliskościa
mógłbym, a jednak....
Jeszcze chciałem napisać,że
chciałbym być piaskiem na którym leżysz,
być wodą którą pijesz
i lustrem , które codziennie Cię ogląda
chciałbym ...a  nie mogę
jeszcze chciałbym Ci napisac
ze czekałem
i brak mi kolorów na tęczówce oka
do stworzenia Twoich cieni
a źrenice popękały pajęczyną suszy
odejdę na drodze donikąd
leżąc w horyzontalnym rozbabraniu konturów
probuję bezskutecznie zamknąc oczy w strachu
przed pędzącym przez ciemność pociągiem
bezsenności
uciec przed zmęczeniem ..tylko dokąd
skoro wszystkie azyle
mają drzwi dokładnie zamknięte
na ostatnie zamki słodkiego snu
Chciałbym tez napisać,że
słyszę szelest Twojego serca
słyszę imago Twojej miłości
a jednak wszystko jest wystygłe
słyszę jak stąpasz delikatnie
słyszę jak podziwiasz stertę minionych chwil
a jednak wszystko jest zimne
słyszę jak kłócisz się ze swoim własnym sumieniem
a jednak nie przyznasz mi racji
słyszę jak szeleszczą wszystkie
zakątki Twojego ciała
słyszę jak mówisz do mnie
a jednka ja Cię nie rozumię
Dlaczego?
Chciałbym jeszcze napisać
że tutaj nie chcę juz nic i nikogo
nie chcę nawet kamienia
owiniętego szalem obłudy
nie chcę pseudopromyka nadzei
nie chcę sztucznie naginanej normalności
nie chcę !
wydaje mi się
że kamień jest miękki
a szal owinął juz moje stopy
a teraz zaczyna dusić mnie całego
pseudopromyk nadziei balansuje
pomiędzy dwoma wyimaginowanymi światami
a sztucznie naginana normalność
wlaśnie pękła
Jeszcze chciałem napisac ,że
leże zbryzgany krwią własnego umysłu
staram się doszukać prawdy
własnego istnienia
czy aby nie zaśmiecam idealnie
wytworzonej " rzczywistośći"
czy aby nie zalewam Cię
swoim podłym humorem
czy abu nie lituję się
nad swoją straszną infantylnością
Chciałbym jeszcze napisac
zebyś nie dekorował moich myśli
nie przyozdabiał mętnych łez złudzeniami
nie wyolbrzymiał nikłej nadziei
nie burzył harmonii smutku
nie wydzierał skrajności myśli
nie stwarzał pozoru normalności
nie zniechęcał swoją nieobecnością
idealnej skrzynki cierpień,
do której każdy może coś włożyć,
a która jest zawieszona jest na mojej szyi
na grubym, złotym łańcuchu
oplecionym szczerością moich słów
i ostrością realizmu
Chciałbym napisac jeszcze,że
kawadratura moich myśli
obiega mój umysł
boję się obracać głową
mnogie zastępy mych uczynków
kneblują mi usta
zło rozsadza mi czaszkę
a dobro przenika przez skórę
wyciagam rękę z nabrzmiałymi żyłami
i wprowadzam się do Ciebie
czuje ciepło, miło
czuję jak zasypiam ..
Chciałbym żebyś mi obiecał,
że spotkamy sie tam gdzies indziej
wylewam krew słodką,
aby móc się tam z Tobą spotkać
widywałem Cię czasami tutaj
stałeś  jednak
odwrócony plecami do mnie i do świata
ja naprawiałem to wszystko swoją miną
Ty patrzyłeś bez wyrazu
a fale zabrały wszystko...
I wreszcie chciałbym sie zapytac
czy tak rodzi sie obłęd
nowego perpetuum mobile
którym jest każda metaboliczna przemiana
każde leciutkie drgnienie nerwu
oparte na rejestracji filmu o szaleństwie..
Boże ! co ja chciałbym jeszcze napisac..
brakuje mi tylko..
ciągle brakuje mi
a może tak mi się tylko wydaje, że mi sie zdaje"


lofe
2 Kwi 2002, 12:29
O Jeeeeeeessss....mam nadzieje,ze ten dramat zakonczy sie tylko na odejsciu
z tej listy.....a wtedy zawsze mozna powrocic.
Ja tu bywam tak rzadko i nie znam sprawy doglebnie ale to brzmi
dramatycznie.
Nie wiem czy Jester to przeczyta i odpowie na moje pytanie ale...ile masz
lat?
Czy nie widzisz jeszcze jaki jest swiat?
Przezywalem sam wielkie tragedie i bylem o krok od....ech lepiej nie
mowic....albo...czego mam sie wstydzic....?bylem od krok od samoboja...
Duza wrazliwosc jest piekna ale totalnie niepraktyczna...
Wiele kosztowlo mnie pozbycie sie zludzen, ktore nie wiedziec czemu zawsze
mi sie przyklejaly w duzej ilosci.
Postanowilem to zmienic....nie obeszlo sie bez lekarza i prochow, ktore
zreszta biore do tej pory ale juz nie tak duzzo ;-)
I wiecie co....nie zaluje...jest lepiej.....mniej cierpienia.
Warto, naprawde warto postarac sie o ciut "znieczulenia". Swiat nie byl i
nie bedzie idealny i zadni idealisci i cierpietnicy tego nie zmienia.
Niejeden gej cierpi w samotnosci za to, ze jestesmy tacy a nie inni (
przepraszam za uogolnienie) ale Ty tego nie zmienisz....
jesli nie jestes w stanie rozwiazac swoich demonow sam, popros o
pomoc...jesli oczywiscie zalezy Ci na sobie samym.

jak ktos pragnie zglebic temat ;-) proponuje przeczytanie malej ksiazeczki
Kazimierza Dąbrowskiego "Dezintegracja pozytywna" albo "Trud Istnienia"
Byc moze jestem walniety ale czytanie tej pozycji robilo mi lepiej niz
jakakolwiek poezja, sorry.
Mialem wrazenie,ze czytam o sobie....

Rob co chcesz ale pamietaj : Co Cie nie zabije to Cie wzmocni!
Wybor nalezy do Ciebie...

trzymam kciuki!

Troche smutny

LoFe

Zbycho
2 Kwi 2002, 12:49

...................


i szczerze mówiąc nie podobało mi się to.
Nie lubię pogrzebów. I jakoś wtedy nie znajduję odpowiednich słów.

Zbycho

prawiebrunet
2 Kwi 2002, 13:02

Użytkownik "jester"
<jester@interia.pl
napisał

Bardzo Was przepraszam ...


Jester, To nie są przeprosiny, to jest wołanie o pomoc!!! Dziadzie i Nobody
napisali wiele z tego, co powinieneś w tym
momencie usłyszeć. Mogę od siebie dodać tylko to...

Od małego dziecka nosiłem okulary. Nie za grube, ale takie, żeby wszyscy
inni mogli wytykać mnie skutecznie palcami. Mieszkałem na kilkunastodomowej
wsi, gdzie nie było nawet asfaltu, a do szkoły trzeba było wstać w zimie o
szóstej, bo szło się pięć kilometrów przez góry i doliny (dosłownie,
Jester). Nie potrafiłem się nauczyć wiązać sznurówek i jeździć na rowerze.
Pierwsze udało mi się w końcu przez przypadek a co do roweru.... to umiem na
nim jeźdźić chyba tylko i wyłącznie dzięki mojej kuzynce, która jako jedyna
nie załamała się moją postawą (krzyk, płacz, szloch bezsilności, że nie
potrafię, rezygnacja i upór, że nie mam nawet zamiaru próbować...). To była
pierwsza osoba w życiu, ktora pomogła mi w szalenie istotnej dla mnie
rzeczy. Ale to był dopiero początek. Poszedłem do szkoły i... nienawidziłem
wuefu. Doszło do tego, że jak dzwonił dzwonek na tę lekcję, to ja mdlałem.
Nie było nikogo, kto by mi wytłumaczył, że to, że nie przepadam za piłką
nożną i nie jestem w tej dziedzinie mistrzem - to nie jest powód do
załamania (nawet jeśli po raz dzwudziesty stoi się na zbiórce i czeka, aż
Cię ktoś wybierze do drużyny). Sam musiałem do tego dojść, poradziłem sobie,
ale za cenę ograniczenia jakichkolwiek kontaktów z tymi, którzy stali się
moimi pogromcami. Nikt mi nie wytłumaczył, że ci chłopcy, którzy śmieją się
ze mnie do rozpuku i mają świetną zabawę moim kosztem - że to tylko C I
chłopcy, a nie chłopcy W  O G Ó L E. Ja myślałem, że to drugie... i
skończyło
się to tak, że bałem się już każdego faceta, nawet nowo poznanego znajomego,
który przecież może nawet mógł mnie polubić. Nie dawałem nikomu szansy, bo
przecież skoro i tak mnie kiedyś zdradzi, oszuka, wyśmeje... to po co
próbować? I stało się - obudziłem się któregoś dnia i zobaczyłem, że mam
tylko jedbnego znajomego, a reszta to znajomeE. I wtedy znów pojawił się
ktoś, kto mi pomógł... nie, to nie było tak. TO JA TEGO KOGOŚ ZNALAZŁEM, bo
chciałem go znaleźć. Pokazał mi, że drugi mężczyzna nie tylko nie musi mnie
nienawidzić, ale może mnie kochać. Uwierzyłem w siebie, w to, że moje ciało
jest piękne, choć nie spełnia standardów tego, co nazywa się na tym świecie
pięknem.
Pomógł mi bardziej, niż ktokolwiek, bo się na niego otworzyłem, bo chciałem
i wiedziałem, że to tak naprawdę wszystko, czego kiedykolwiek będę chciał -
więc dlaczego nie mam o to walczyć??? Opuścił mnie po trzech miesiącach i
odechciało mi się żyć. Nie mogłem zrobić nic, żeby chciał kochać mnie
nadal... Spędziłem kilkaset nocy, płacząc, że jednak źle zrobiłem - ufając,
kochając.
I znów nie było nikogo, kto powiedziałby mi coś, w co wtedy zwątpiłem - że
zawsze sam muszę walczyć o własne szczęście, o poczucie własnej godności...
o miłość. Że nie mogę się poddać, bo  b ę d ę  t e g o  ż a ł o w a ł  s t o
r a z y  b ar d z i e j,
n i ż  t e g o,  ż e  t o,  w  c o  w ł o ż y ł e m  c a ł ą  s w o j ą  ż y
c i o w ą  e n e r g i ę...  u m i er a  n a  m o i c h
o c z a c h  a ja nie mogę nic, zupełnie na to poradzić. Sto razy bardziej,
jester. Ty przebyłeś długą i bolesną drogę. To, czego dokonałeś (w sobie i
wokół siebie) w ciągu ostatnich dni, to, jak to wszystko się rozwija... to
są obiektywne fakty, które głośno i wyraźnie mówią Ci: warto się starać,
walczyć o swoje. Robisz błąd, jeśli myślisz, że jesteś sam. Ja też tak
kiedyś myślałem. A tak naprawdę setki gejów takich, Ty  - czują zupełnie to
samo. Jeśli żaden z nich nie potrafi zrobić tego pierwszego kroku na drodze
do własnego szczęścia - Ty bądź tym pierwszym, Jester. Tak, jak pierwszy
spojrzałeś prawdzie na swój temat w oczy; w sposób, o jakim większość z nas
tylko nieśmiało marzy... bo nie ma w sobie nawet cząstki takiej siły, jaką
Ty w sobie posiadasz. Ja patrzyłem... i nie widzę w Tobie żadnych wad. I
wiem, dlaczego - bo Ty ich po prostu nie masz... jesteś bezgranicznie dobrym
człowiekiem. Zaufaj sobie, proszę Cię, nie... ja Cię blagam!

prawiebrunet

Baj
5 Kwi 2002, 05:37

[historia prawiebruneta]


Poruszylo mnie Twoj post. W kilku punktach zgadza sie z moimi przezyciami.
Nie mialem wesolo w podstawowce co do kontaktow z rowiesnikami. Jednak w
liceum duzo sie zmienilo. Poznalem nowych ludzi, majacych, jak to mowie,
"zdrowsze" spojrzenie na zycie. Nie jestesmy zgrana klasa, ale lubie z nimi
przebywac w szkole.
Zdarza sie ze mam duze hustawki nastrojow, a jak ide do szkoly to sama ich
obecnosc przywraca mi rownowage psychiczna.
W-f tez nie jest moja mocna strona, lubie tylko siatkowke. Nauczylem sie
wierzyc we wlasna wartosc i zauwazylem, ze dzieki temu prawie w ogole nie
udezaja we mnie zlosliwe uwagi innych. Wysoka samoocena ulatwia mi
zdobywanie sukcesow gl. w szkole (jestem po lekturze kilku ksiazek, w
ktorych potwierdzana jest wartosc wiary we wlasne sily).
To na razie tyle
Baj

P.S. Wczesniej bylem pod nickiem Andrzej (ale nie ten Andrzej co ostatnio),
w ogole odezwalem sie chyba ok. wakacji. Ale regularnie czytam ta grupe i
bardzo mi sie podoba. Moje odpowiedzi moga byc troche spoznione, bo nie
zawsze moge odpowiedziec.

prawiebrunet
5 Kwi 2002, 15:54

Użytkownik "Baj" <trusie@go2.plnapisał

A użytkownik prawiebru@wp.pl wita i pozdrawia... :-)



Podobne tematy:
Harcerskie pożegnanie lata
POŻEGNAJ SAMOTNOŚĆ
POŻEGNAJ SAMOTNOŚĆ
Pożegnaj się z nami!
Słowo na pożegnanie...
Pożegnanie wakacji
Pożegnanie