Kultura osobista (zachowanie) części uczestników...opinie

Kategoria: Od drezyny do TGV.

Wersja archiwalna tematu "Kultura osobista (zachowanie) części uczestników...opinie" z grupy pl.misc.kolej



Artur B.
12 Cze 2006, 08:34
Witam,
Użytkownik "Krzysztof Waszkiewicz" napisał:

Jesli widzisz, ze fotostopy sie przeciagaja, to redukujesz ich ilosc,
albo robisz cos zeby mniej czasu zabieraly (robisz obserwacje czemu
trwaja dluzej niz zakladales i eliminujesz te czynniki).


Zgadza się. No cóż, dawałem do zrozumienia organizatorom, że trzeba
ostrzej dyscypliniować towarzystwo, ale jak było, to sam wiesz...

Na imprezach, na których sam działałem jako organizator niestety zawsze
trzeba było kogoś opieprzyć i postrzaszyć wysadzeniem z pociągu, zgodnie
z opublikowanym wcześniej regulaminem imprezy.

| A czy uważasz, że kamerzystów należy olać?

Nie, ale przeciez gosc nie nakreci na fsie 5 minutowego filmu.


Na innych imprezach zawsze jest wyznaczona część fotostopów specjalnie
pod kamerki. Tutaj też było takie założenie, gorzej było z realizacją...

| Sugerujesz więc fotostopy na zasadzie ustawienia składu w optymalnym
| miejscu
Nie musi byc delikatnie podciagane, ale nalezy sie zatrzymac


Lepiej podciągać delikatnie, gdyż przecież każdy w szpalerze fotografujących
ustawiony jest troszkę inaczej i w innym momencie będzie chciał wyzwolić
migawkę.
No chyba, że wolisz, aby skład stał, a każdy po kolei podchodził i robił
identyczną fotkę, ale przy 100 uczestnikach to by dopiero trwało...

| Ciesz się, że to nie była impreza parowozowa,
Ale nie byla...


Przy elektryku to nie ma znaczenia, ale diesel też troszkę dymi lub nie
i to jednak widać na fotkach.

| zapraszamy 15.08 -)))
Nie wiem czy sie wybiore ;)


No tutaj organizatorem będzie Cargo przy współpracy z moim klubem KKMK
a nie SMK. Popytaj ludzi, jak wyglądaja fotostopy w naszym wydaniu -))).

Pozdrawiam
Artur B.

Adam Płaszczyca
12 Cze 2006, 08:56

<i@eu07.plwrote:
IMHO da sie wyeliminowac te incydenty odpowiednia organizacja FSow.
Zamiast oburzac sie, ze ktos bluzgal, nalezy raczaj zastanowic sie
jak wyeliminowac przyczyne...


A da się wyeliminować lub zredukować do niemal zera prostymi
operacjami.
Wystarczy:
1. Każdemu uczestnikowi dać przed imprezą papier z wydrukowanymi
zasadami 'pracy' na fotostopach
2. Oprócz tego przed impreza (np. w czasie dojazdu na miejsce)
wyjaśnić je wszystkim raz jeszcze
3. Podczas imprezy organizator ma czuwac nad ich przestrzeganiem.

Zasady zas winny być obustronne - z jednej strony zakaz uzyuwania
zwrotów 'sp...laj', z drugiej zaś - nnakaz stosowania się do próśb o
niewłażenie w kadr.

Krzysztof Waszkiewicz
12 Cze 2006, 09:02
W artykule <62f3.00000127.448d5@newsgate.onet.pl
Artur B. napisał(a):

Lepiej podciągać delikatnie, gdyż przecież każdy w szpalerze fotografujących
ustawiony jest troszkę inaczej i w innym momencie będzie chciał wyzwolić
migawkę.
No chyba, że wolisz, aby skład stał, a każdy po kolei podchodził i robił
identyczną fotkę, ale przy 100 uczestnikach to by dopiero trwało...


Ja pisalem o zatrzymaniu po najezdzie w celu zabrania focistow.
Predkosc najazdu nie ma dla mnie znaczenia, bo co mam zrobic to
zrobie. Da sie focic kwalifiki na CMK przy 160kmph...

No tutaj organizatorem będzie Cargo przy współpracy z moim klubem KKMK
a nie SMK. Popytaj ludzi, jak wyglądaja fotostopy w naszym wydaniu -))).


Konkurencja dobra rzecz ;)

Zdravim!

::..Marek..
12 Cze 2006, 09:34

Użytkownik "Grzegorz Nowak" <grz.nowak(wytnij)@interia.plnapisał

| Takie imprezy są moim zdaniem takim samym wentylem bezpieczeństwa jak
| wspólne oglądanie meczu w knajpie. Na wielu imprezach kolejowych byłem,
ale
| nie przypominam sobie przypadków bijatyki pomiędzy uczestnikami.

A żeby nie było tak ponuro w tej dyskusji zacytuje podsłuchana rozmowę
telefoniczną:

- tak, już dojeżdżamy do Szczucina, właśnie minęliśmy Stargard Szczuciński


a ja zapodam info o aktualnej sytuacji na szczucince. bocznica do bazy paliw
nieczynna od 17 stycznia br. a ostatni pociag na publiczną ładownie dotarł do
Szczucina w lutym br :(

decomposed06
12 Cze 2006, 10:51

UOP <uop@_usun_op.plwrote:
zabawę większości ludziom zachowującym się na imprezie normalnie i
kulturalnie, do których zaliczam się nieskromnie.


NTG -pl.rec.humor ;)

McZapkie
12 Cze 2006, 10:57
Antoni, nie przejmuj sie mlodziakami, oni jedyne co moga to popstrykac
zdjecia na imprezie, ale ekspresu z SN61 po niezelektryfikowanej
linii do Zakopanego juz nie zalicz  :)

Mc

3704
12 Cze 2006, 12:01

Jak widzę, nie ma nawet woli nazwania z imienia i nazwiska chama, który
bluzgał i zaszczuł pana z niebieskim plecakiem!!! Mówi się tu o nim tylko
per "Grzegorz". Grzegorzów to jest całe mnóstwo. Niechęć do ujawnienia
nazwiska tego konkretnego zaczyna mi wyglądać na jego... obronę! Jakby nie
patrzeć dzięki artykułowanym przezeń bluzgom część focistów zaspokoiła
swoje
dzikie rządze strzelenia fotki bez innych MKów w kadrze.


No nie bylem na szczucince, ale ktory z Grzegorzy jest tak impulsywny?
Przeciez "wszyscy wiedza". Dodatkowo geograficznie impreza w miare pasuje.

tg

Jarosz
12 Cze 2006, 13:11
"3704" <n260@poczta.onet.plwrote

No nie bylem na szczucince, ale ktory z Grzegorzy jest tak impulsywny?
Przeciez "wszyscy wiedza". Dodatkowo geograficznie impreza w miare pasuje.


Hi, hi... czyli dobrze przypuszczalem :) A byl obecny rownie impulsywny
Ireneusz? ;-

12groszy
12 Cze 2006, 13:15
Adam Płaszczyca zmajstrował(a):

Powiedziane nie, jest tylko zaobserwowane.
30 knociarzy z syfrakami, kazdy po 3 klatki, mamy 90 knotów z
fotostopu. Identycznych.


I co, chcesz im tego zabronić?

12groszy
12 Cze 2006, 13:10
Janko Muzykant zmajstrował(a):

Kompleksy - najgorsza cecha narodu Polskiego.


Ty za to wywyższasz się ponad wszystkich.

AXEL
12 Cze 2006, 14:41
Dziwi mnie to betonowe postkolejowe miłośnicze zapalenie sie do zdjęć... a do
roboty byście sie wzieli !!! W skansenach niszczeje tabor, torowisko się
rozłazi a banda czubków lata z aparatami i qrwi na siebie nawzajem. I to są
miłośnicy? Czego pytam? Czego?? Bo napewno nie miłośnicy kolei. Bo MKol
ratuje kolej, MKol pracuje wolontariacko dla kolei, przywraca do ruchu
kolejne wagony, kolejne metry szyn... a fociści? Płacą kilkadziesiąt czy
kilkaset zł za to że przejadą się specjalnym pociągiem i porobią zdjęcia.
Zapraszam do pracy... do skansenów...

Jeździłem wiele razy na lokomotywach, na obsłudze składów z takimi jak Wy
(nie wszyscy) i wierzcie mi że jak Was słucham to czasem podczas fotostopów z
małpiej złośliwości chciałbym wyjechać Wam z kadru żebyście się tam
pozabijali nawzajem.

Tomasz Żakowski
12 Cze 2006, 15:01

No tutaj organizatorem będzie Cargo przy współpracy z moim klubem KKMK
a nie SMK. Popytaj ludzi, jak wyglądaja fotostopy w naszym wydaniu -))).


Dodajmy że członkiem szanownego KKMK jest pewien sympatyczny Pan (Ty2) który
zajmuje się przejazdami specjalnymi z ramienia Skansenu w Chabówce (PKP
Cargo). Pozdrowienia :)

Pozdrawiam
Tomasz Żakowski
--------------------------------
Kolejowa Małopolska
www.k-m.rail.pl

Marcin Wasilewski
12 Cze 2006, 15:05

ratuje kolej, MKol pracuje wolontariacko dla kolei, przywraca do ruchu
kolejne wagony, kolejne metry szyn... a fociści? Płacą kilkadziesiąt czy
kilkaset zł za to że przejadą się specjalnym pociągiem i porobią zdjęcia.
Zapraszam do pracy... do skansenów...


    Aby odrestaurować to co Wy, czyli ludzie pracujący na PKP rozkradliście
i puściliście w niwecz?

    Od utrzymywania szyn jest PLK, od utrzymywania taboru CARGO.  Hobby jest
po to, aby mieć z tego radość, a nie przykry obowiązek. Kolej to ogromne
pieniądze, garstka MK może zbierać latami i nie nazbiera na renowację
żadnego loka.
    Zresztą dla kogo? Dla Was kolejarzy, którzy i tak każdą szczytną idee
rozje*** poprzez Waszą pazerność, chciwość, prostactwo, p. Kogut* i wasze
związki zawodowe?

Jeździłem wiele razy na lokomotywach, na obsłudze składów z takimi jak Wy
(nie wszyscy) i wierzcie mi że jak Was słucham to czasem podczas
fotostopów z
małpiej złośliwości chciałbym wyjechać Wam z kadru żebyście się tam
pozabijali nawzajem.


    Jeżdżę sporo pociągami i rzygać mi się chce, gdy kolejarze rozpijają w
przedziale obok w 1 kl. kolejną połówkę, rzucając mięsem jak przecinkami.
Jak spuszczają paliwo do beczek, podczas przejazdu zdawki. Jak biorą łapówki
do kieszeni. Tak więc powiem, że nie warto bo kolejarze i tak wszystko
rozpier**** i puszczą w niwecz.
    Podczas gdy będziesz przejeżdżał, obok kolejnego focisty, pomyśl, że on
kupuje bilety. Jak jedzie na imprezę to za to płaci grube pieniądze, a nie
2,40 za pociąg specjalny z Poznania do Częstochowy. Natomiast Wy potraficie
tylko wołać o podwyżki i się opierdal** ile się da w robocie, strasząc przy
okazji strajkami. Po czym wracacie za praktycznie darmo, do domu w jedynce,
robiąc z niej chlew, pociągiem, który pasuje tylko kolejarzom, za którego
deficyt płaci samorząd.

Tomasz Machowski
12 Cze 2006, 15:17

Dziwi mnie to betonowe postkolejowe miłośnicze zapalenie sie do zdjęć... a
do
roboty byście sie wzieli !!!


Podejrzewam, że z uczestników imprez złożyłbyś jakiś [nie]mały ZNTK.

---
Pzdr, Ferris
http://knp.xt.pl

Janko Muzykant
12 Cze 2006, 15:27

| Kompleksy - najgorsza cecha narodu Polskiego.

Ty za to wywyższasz się ponad wszystkich.


Ech, ironii nie rozumieją... dość, że kompleksy to jeszcze żadnego
dystansu...

Janko Muzykant
12 Cze 2006, 15:28

| Powiedziane nie, jest tylko zaobserwowane. 30 knociarzy z syfrakami,
| kazdy po 3 klatki, mamy 90 knotów z
| fotostopu. Identycznych.

I co, chcesz im tego zabronić?


Myślę, że on się z was śmieje, a nie próbuje zabraniać.

jaQbek
12 Cze 2006, 15:31

   Dodając na zasadzie przysłowia "dogadał kocioł, garnkowi", patrz jak to
szybko punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia. Nie dalej
jak na imprezie z EP05, robiłeś dokładnie to samo. :)


Nawet wiem, o który moment ci chodzi. Akurat tam byl problem w tym, że grupa
zaczęła robić zdjęcia w momencie, gdy jeszcze nie wszyscy, w tym ja, zdążyli
pożądnie wysiąść z pociągu i ustawić się w jednym rzędzie. Tym razem starałem
się wysiadać możliwie szybko, aczkolwiek przeglądając foty widzę, że i tym razem
nie czekano z uruchomieniem spustów na wszystkich.

Rafał
12 Cze 2006, 15:33
Marcin Wasilewski <ja@adres.plnapisał(a):

| ratuje kolej, MKol pracuje wolontariacko dla kolei, przywraca do ruchu
| kolejne wagony, kolejne metry szyn... a fociści? Płacą kilkadziesiąt czy
| kilkaset zł za to że przejadą się specjalnym pociągiem i porobią zdjęcia.
| Zapraszam do pracy... do skansenów...

    Aby odrestaurować to co Wy, czyli ludzie pracujący na PKP rozkradliście
i puściliście w niwecz?


Otóż zdziwisz się ale jestem MKolem pracującym na kilku kolejach -
skansenach. Nigdy nie miałem nic wspólnego z PKP.

    Od utrzymywania szyn jest PLK, od utrzymywania taboru CARGO.  Hobby
jest
po to, aby mieć z tego radość, a nie przykry obowiązek.


Przykry to Ty jesteś i Twoje fociste zainteresowania. Przykry obowiązek...
ciekawe co na to ludzie którzy jak ja z uporem maniaka cały wolny czas
poświęcaja na renowację czy naprawę kolejnego wagonu czy kolejnego parowozu,
którzy przygotowują tym samym Tobie mądralo fotostop.

Kolej to ogromne

pieniądze, garstka MK może zbierać latami i nie nazbiera na renowację
żadnego loka.


Bredzisz synku. zapraszam na strone www.tozk.glt.pl lub na fora i popatrz jak
rodzi się legenda, małymi kroczkami a nie setkami bezsensownych zdjęć. Jak
odmalowuje sie kolejny wagon czy parowóz.

    Zresztą dla kogo? Dla Was kolejarzy, którzy i tak każdą szczytną idee
rozje*** poprzez Waszą pazerność, chciwość, prostactwo, p. Kogut* i wasze
związki zawodowe?


Jak wyżej, nie dla Nich a dla NAS i dla potomnych syneczku - focisto.

| Jeździłem wiele razy na lokomotywach, na obsłudze składów z takimi jak Wy
| (nie wszyscy) i wierzcie mi że jak Was słucham to czasem podczas
| fotostopów z
| małpiej złośliwości chciałbym wyjechać Wam z kadru żebyście się tam
| pozabijali nawzajem.

    Jeżdżę sporo pociągami i rzygać mi się chce, gdy kolejarze rozpijają w
przedziale obok w 1 kl. kolejną połówkę, rzucając mięsem jak przecinkami.
Jak spuszczają paliwo do beczek, podczas przejazdu zdawki. Jak biorą
łapówki
do kieszeni. Tak więc powiem, że nie warto bo kolejarze i tak wszystko
rozpier**** i puszczą w niwecz.
    Podczas gdy będziesz przejeżdżał, obok kolejnego focisty, pomyśl, że on
kupuje bilety. Jak jedzie na imprezę to za to płaci grube pieniądze, a nie
2,40 za pociąg specjalny z Poznania do Częstochowy. Natomiast Wy potraficie
tylko wołać o podwyżki i się opierdal** ile się da w robocie, strasząc przy
okazji strajkami. Po czym wracacie za praktycznie darmo, do domu w jedynce,
robiąc z niej chlew, pociągiem, który pasuje tylko kolejarzom, za którego
deficyt płaci samorząd.


O czym Ty mówisz. Ja wiem ile kosztuje wynajęcie pociągu od Cargo bo sam to
organizowałem. Ale żygam jak widze dziesięciu czubków focących jak normalni
MKole pracuja przy renowacji kolejnego wagonu.

jaQbek
12 Cze 2006, 15:34

Użytkownik "Adam Płaszczyca" <trzyp@oldfield-pulapka.org.plnapisał w


<i@eu07.plwrote:

| Na przyszlosc - jak juz chcemy wyjsc z pociagu to idzmy tam gdzie
| znajduja sie focisci - najczesciej stamtad fajnie wszystko widac ;)


I w miarę szybko, by zdążyć dobiec do "linii frontu" nim padną strzały ;)

Krzysztof Waszkiewicz
12 Cze 2006, 15:54
W artykule <e6kfit$et@inews.gazeta.pl
Rafał napisał(a):

Przykry to Ty jesteś i Twoje fociste zainteresowania. Przykry obowiązek...
ciekawe co na to ludzie którzy jak ja z uporem maniaka cały wolny czas
poświęcaja na renowację czy naprawę kolejnego wagonu czy kolejnego parowozu,
którzy przygotowują tym samym Tobie mądralo fotostop.


Nastepny prawdziwy MK

Jak wyżej, nie dla Nich a dla NAS i dla potomnych syneczku - focisto.


Zalosny jestes...

Zdravim!

Marcin Wasilewski
12 Cze 2006, 15:58

| | Otóż zdziwisz się ale jestem MKolem pracującym na kilku kolejach -
skansenach. Nigdy nie miałem nic wspólnego z PKP.


    I chwała Ci za to. Są różne nieszkodliwe zboczenia, jedni robią zdjęcia,
inni malują tabor.
Dla potomnych pozostają po tym zdjęcia a i wrak loka, odmalowany rozsypie
się kilka dobrych lat później.

|     Od utrzymywania szyn jest PLK, od utrzymywania taboru CARGO.  Hobby
jest
| po to, aby mieć z tego radość, a nie przykry obowiązek.

Przykry to Ty jesteś i Twoje fociste zainteresowania. Przykry obowiązek...
ciekawe co na to ludzie którzy jak ja z uporem maniaka cały wolny czas
poświęcaja na renowację czy naprawę kolejnego wagonu czy kolejnego
parowozu,
którzy przygotowują tym samym Tobie mądralo fotostop.


    Masz z tego radość, rób to dalej. Czy ja gdzieś stwierdziłem, że nie
jest to pożyteczne? Ale jeśli kogoś rajcuje robienie zdjęć i jeżdżenie
pociągami, to nie znaczy jeszcze, że jest "gorszym" MK, niż ten co w
skansenie zapiernicza przy odrdzewianiu loka. To ma być hobby - coś co
cieszy, daje przyjemność, a nie jest przykrym obowiązkiem na zasadzie, jak w
tym roku nie pomalujesz 20m kw. taboru, to nie masz prawa mówić o sobie MK.
Gdyby nie Ci fociści, wiele ciekawych zdjęć, mających obecnie wartość
historyczną, nigdy by nie powstało.

Bredzisz synku. zapraszam na strone www.tozk.glt.pl lub na fora i popatrz
jak
rodzi się legenda, małymi kroczkami a nie setkami bezsensownych zdjęć. Jak
odmalowuje sie kolejny wagon czy parowóz.


    Mam trochę za dużo lat, żebyś mówił do mnie "synku". Jeśli miałbym być
potencjalnie twoim synkiem, to musisz mieć przynajmniej około 50-tki.
    Nie nazywaj robienia zdjęć czymś bezsensownym. Poza tym znasz tekst
Kazika: "Całe życie tyrał w hucie, a do huty dopłacali" [...] "Mniejszą by
uczynił stratę, gdyby leżał całe życie"?
    Na tej samej zasadzie, jeśli nad skansenem obejmie piecze, jakiś gnój,
który spienięży, waszą ciężką pracę, po cenie złomu (a było już kilka takich
przypadków), to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że z moich zdjęć ma
szansę pozostać więcej, niż z Twojego odmalowanego wagonu. Jedynym powodem
dla którego nie biorę udziału w takich akcjach, jest to, że mieszkam daleko
od jakichkolwiek czynnych torów, nie należących do PKP, oraz fakt, że
cholera by mnie wzieła, gdybym zobaczył, że ta moja praca poszła na marne,
bo znowu ktoś postanowił zarobić.

|     Zresztą dla kogo? Dla Was kolejarzy, którzy i tak każdą szczytną idee
| rozje*** poprzez Waszą pazerność, chciwość, prostactwo, p. Kogut* i wasze
| związki zawodowe?

Jak wyżej, nie dla Nich a dla NAS i dla potomnych syneczku - focisto.


    Nie mów do mnie synku, bo sam jesteś synkiem, który nawet własnym
imieniem i nazwiskiem wstydzi się podpisać.

O czym Ty mówisz. Ja wiem ile kosztuje wynajęcie pociągu od Cargo bo sam
to
organizowałem. Ale żygam jak widze dziesięciu czubków focących jak
normalni
MKole pracuja przy renowacji kolejnego wagonu.


    "Żyga" się przez "rz", bo inaczej można się udławić. Ja w odróżnieniu od
Ciebie na takich co remontują tabor, za własne pieniądze, nie "ż"ygam, lecz
ich doceniam. Jednak pozwól aby każdy robił to co lubi i nie poczuwaj się
lepszy od kogoś, kto "tylko" robi zdjęcia, bo to zwykła pycha jest.

Artur B.
12 Cze 2006, 16:28
Witam,
Użytkownik "Tomasz Żakowski" napisał:

Dodajmy że członkiem szanownego KKMK jest pewien sympatyczny Pan (Ty2)


Wiesz dobrze, że gdyby nie życzliwość wielu pracowników kolei i to z różnych
spółek, to żadnego z naszych klubów nie byłoby stać na imprezy -(((.

Całe szczęście, że na Szczucince frekwencja dopisała, może
wyjdziecie finansowo lepiej niż my we wrześniu 95.

Pozdrawiam
Artur B.

Krzysztof Waszkiewicz
12 Cze 2006, 16:39
W artykule <62f3.0000021e.448dc@newsgate.onet.pl
Artur B. napisał(a):

Wiesz dobrze, że gdyby nie życzliwość wielu pracowników kolei i to z różnych
spółek, to żadnego z naszych klubów nie byłoby stać na imprezy -(((.


No widze, ze patrzysz na temat ze zlej perspektywy. To kolejarzom
powinno zalezec na promocji. To, ze MKowie organizuja cos mimo
totalnego oporu betonu az mnie zadziwia. Poza tym wlasnie przez takie
podejscie mamy taka a nie inna ilosc imprez.

Zdravim!

Tomasz Machowski
12 Cze 2006, 16:44
Jakoś mam w tej

chwili zamęt i kompletnie nie mogę sobie przypomnieć, gdzie to
było -obejrzę
zdjęcia to sobie przypomnę. W każdym razie były robione zdjęcia na stacji.
Więksość pobiegła na lewą stronę, część na rampę po prawej, a Stary Zbój
postanowił zrobić sobie spacerek po takiej cieńkiej, betonowej ścieżce,na
wprost lokomotywy.


To było bodajże w Żabnie. Poza tą sytuacją nie przypominam sobie, żeby ten
Pan przeszkadzał. W dodatku poproszony szybko się usunął.

---
Pzdr, Ferris
http://knp.xt.pl

3704
12 Cze 2006, 18:23

Hi, hi... czyli dobrze przypuszczalem :)


Ja tam nie wiem... Mnie nie bylo... ;)

tg

Tomasz Żakowski
13 Cze 2006, 01:27

Całe szczęście, że na Szczucince frekwencja dopisała, może
wyjdziecie finansowo lepiej niż my we wrześniu 95.


Arturze ja nie jestem członkiem żadnego z klubów miłośników kolei.

Adam Płaszczyca
13 Cze 2006, 04:35

wrote:

| Powiedziane nie, jest tylko zaobserwowane.
| 30 knociarzy z syfrakami, kazdy po 3 klatki, mamy 90 knotów z
| fotostopu. Identycznych.

I co, chcesz im tego zabronić?


Nie. Ale oceniać mam prawo i oni tego nie zabronią. A to co robią to
idiotyzm.

Adam Płaszczyca
13 Cze 2006, 04:35

Użytkownik "Adam Płaszczyca" <trzyp@oldfield-pulapka.org.plnapisał w

| <i@eu07.plwrote:

| Na przyszlosc - jak juz chcemy wyjsc z pociagu to idzmy tam gdzie
| znajduja sie focisci - najczesciej stamtad fajnie wszystko widac ;)

I w miarę szybko, by zdążyć dobiec do "linii frontu" nim padną strzały ;)


Naucz sie cytować, bo to, co zacytowałes napisał Krzyś, nie ja.

Ja tam odradzam łażenie za 'grupą', no chyba, że się lubi miec knoty.

chester /z pracy/
13 Cze 2006, 05:19
Musze przyznac, ze dawno sie tak nie ubawilem, przy czytaniu pmk ;)

Przedpisca napisal:

Proszę o opinie uczestników
wycieczki...(czy na wszystkich imprezach stosowane są podobne standardy?)


Nie, na klasycznej "imprezie kolejowej", uczestnicy cicho wychodza z
pociagu, ustawiaja sie zgodne w szpalerek, po czym nastepuje przejazd skladu
przy dzwiekach trzaskanych migawek. Nastepnie uczestnicy grzecznie gesiego
ruszaja do pociagu i podrozuja dalej.
Tyle teoria, zawarta w regulaminach. Niestety praktyka jest funkcja
znajomosci przez uczestnikow alfabetu polskiego, mowy polskiej, a w
szczegolnosci - regulaminu imprezy.
Mozna by zaryzykowac teze, iz osobnikowi nieumiejacemu zrozumiec prostych
zapisow regulaminu, nawet "k.., wyp... ch.. z kadru" nie pomoze, wiec
nalezaloby sie pochylic nad kwestia, czy od razu "w pape", czy co innego
poczynic...

Im wiecej osob na imprezie, tym gorzej, bo tym wiecej rozlacznych zbiorow
gustow i upodoban. Jeden chce od przodu, inny od tylu, jeden 2 metry przed
czolem, inny - 200. Jeden polozy sie na ziemi, inny wlezie na drzewo. No, a
nad tym wszystkim musi zapanowac Organizator. Jeden przeciw Tebom!
Jakos tak sie zlozylo, cos na ksztalt nowej swieckiej tradycji, ze znakomita
wiekszosc uczestnikow imprezy potrafi podporzadkowac sie jakims odgornym
zasadom - takoz pisanym, jak i wynikajacym ze zwyklej moralnosci czy nawet
kultury - i nie stanowia oni problemu dla imprezy jako calosci. Problemem
okazuja sie osobniki swieze, nieobyte ze zwyczajami "imprezy kolejowej".
Tacy, niestety, dostaja na ogol nauczke, o roznym stopniu bolesnosci.
Dla jednego bolesne bedzie "ej, Ty, zaslaniasz kadr nam!!", drugiego wszak
to nie ruszy, obejrzy sie dopiero na "no zesz k.. mac, czlowieku zejdz z
kadru!". Ale sa i tacy co takie komplementa maja gdzies. Dla nich
przewidziano wersje specjalne, creme de la creme - "k..., wyp... idioto!".
I tak bylo, tak jest i tak z cala pewnoscia bedzie na "imprezach kolejowych"
przeznaczonych dla waskiego grona (w skali populacji kraju) zapalencow. I ja
kiedys uslyszalem "czlowieku, wywalaj z kadru, bo zaslaniasz nam". I ja
spotkalem sie z pelnym dezaprobaty wzrokiem, gdy nieopatrznie cos mi sie
wyrwalo z paszczy w momencie, gdy ja zrobilem swojego knota, a czlowiek obok
nagrywal film i nie zyczyl sobie (czy to takie dziwne?) na nim mojego
szczekania. Tylko, do jasnej cholery, nawet jesli wtedy poczulem sie
skrzywdzony, opuszczony, moze i wykluczony z grona "wtajemniczonych", to na
nastepnej imprezie (tak - nie zrazilo mnie to do pojechania) jakos nikt mi
slowa zlego nie powiedzial. Znaczy sie - nauczylem sie na wlasnym bledzie,
chyba jest to logiczne?
Majac jakies poklady zdrowego rozsadku, nalezy zrozumiec, ze rozklad
napiety, ze trzeba wysiasc, wsiasc, ustawic sie, to i tamto. To jest niezly
generator nerwow, bo wiadomo, ze czasu malo, a jesli ktos zrobic knota chce,
to musi w calosci gdzies sie zmiescic (w szczegolnosci, jesli miejsca, z
ktorego chcialby te fotke cyknac, jest dosyc malo).

Wzmiankuje tu, ze osobliwe zachowanie dotyczy imprez dla hardkorowcow.
Goraco nie zgadzam sie z jakimkolwiek przeganianiem (obojetnie jak
brutalnie) ludzi na tzw. "imprezie dla matki z dzieckiem". Po to sa
przejazdy w stylu tarnow - Szczucin, by hardkorowcy mogli zrobic tak, jak
wylacznie im sie podoba. I po to sa przejazdy dla matki z dzieckiem, by
wtedy hardkorowcy zamkneli jape. Jest to o tyle istotne, ze wiele
niedomowien bierze sie z pomylenia charakteru imprezy przez dana jednostke.
Podobnie, nieco odmiennie sprawa ma sie z ludnoscia miejscowa. Tu jednak
zdania sa podzielone, bo rozumiejac tych, ktorzy nie zycza sobie zadnej
ludnosci miejscowej w kadrze (osobiscie mi nie przeszkadza to, a nawet
dodaje uroku wspomnieniom), zarazem nie zgadzam sie na brutalne przeganianie
ludnosci miejscowej.

Oczywiscie takie focenie imprezowo-fotostopowe to taka zabawa dla wiekszych
(czasem nie) dzieci. Niech nikt tego czasem "artyzmem" nie nazywa. Ostatnio
na jednym z forum nazwalem to "koleja na rykowisku" i takaz wartosc
artystyczna to ma. Jesli kiczem nazwiemy pierwowzor - jelenia, to takim
samym kiczem jest pejzazyk z koleja w tle. Dlatego daleki bylbym od jakichs
wielkich uniesien, achowania-ochowania, co tam jeszcze. Ot, pojedzie wiara,
cyknie se fote i juz. Akurat fotek reporterskich z kolei niewiele mozna
zobaczyc.

Moze bardziej serio. Bardzo podobaja mi sie zdjecia Janka Muzykanta. Nie
robilem takich, nie robie i pewnie w zyciu nie zrobie. Pewnie i Janko
Muzykant takich zdjec kiepskich jak ja nie zrobi i moze to jest clou
problemu - zeby Janko Muzykant byl cenionym fotografem czy fotografikiem
(roznica miedzy tymi pojeciami nie jest mi znana), musza istniec takie
Jarki, co beda knocily syfrakami na fotostopach. I z tego powodu Janko
Muzykant powinien byc wdzieczny mi i calemu zastepowi knocistow-focistow, ze
ma tlo porownawcze. Chryste, nich nikt tu ironii nie odnajduje, jestem
smiertelnie powazny!
Natomiast Janko Muzykant nie jest w stanie dac mi tego, co daja mi moje
knoty-foty - moich emocji. Jesli gdzies pojade, zaszyje sie przy szlaku i
wyprodukuje tysiac-piecset-sto-dziewiecsetnego knota, to po latach, biorac
tego knota do reki, lezke pewnikiem uronie i powspominam, jak mnie to meszki
czy inne cholerstwa pogryzly tam a tam, albo jak mechanik pomachal...
srodkowym paluszkiem ;)
Po tych samych latach, biorac do reki piekna fotke Janka Muzykanta, zachwyce
sie kompozycja, nastawami, co tam jeszcze bedzie do pozachwycania sie nad.
Ale... ale bedzie to tylko taki zachwyt techniczny, lezki z tego nie uronie.
I dlatego, Janku Muzykancie, nie mozesz zabraniac mi i calemu zastepowi
knocistow produkowania swojej "tfu-rczosci", bo zabranialbys tym samym
utrwalania wlasnych wspomnien, zabranialbys mi prawa do pamieci i pamiatek.
To byloby gorsze, niz zabranianie Stasiewskiemu pisac opowiadania ;)

I na koniec taka refleksja... Jest impreza, na ktora przybywa 100 osob. Po
imprezie:
- 1-2 uczestnikow imprezy (na ogol pierwszy raz na imprezie) narzeka na
kulture,
- 10 uczestnikow imprezy pochwala impreze,
- 20 NIEuczestnikow imprezy narzeka na kulture.

Fakt, ze nie narzekaja uczestnicy "doswiadczeni" prowadzi do alternatywnych
wnioskow: albo "doswiadczeni" sa pozbawieni jakiejkolwiek kultury, albo
znaja, rozumieja i umia sie dostosowac do regul obowiazujacych na imprezie.
Nie rozstrzygam, ktory wniosek jest sluszny.

pozdrawiam,
Jarek

Piottr
13 Cze 2006, 09:54

[tyle wyważonej refleksji, ze musiałbym zacytować w całości]


Zgadzam się całkowicie z tym co piszesz.

Jarku, na mnie też wspominany kolega Grzegorz w 1996 roku krzyczał "k*,
wyp*". I co i nauczyłem się w miarę bezkonfliktowo wyp* i zawsze patrzeć za
siebie. Nie wychodzę na kazdy fotostop, bo ważniejsze bywają dla mnie
rozmowy z ludźmi których nie widzialem kilka lat niż kolejna fotka pt "kolej
na rykowisku". Jeden Kolega Bartek w ogóle nie wozi aparatu na imprezy a
pomimo to jeździ (może już "jeżdził" powinienem napisać, bo się ożenił).
Najmilej z imprez wspominam zawsze takie zabawne czy miłe akcenty, które
patrząc z innej strony mogą być dla kogoś nieprzyjemne, jak np. okrzyk
-"Kajtek, kajtek, znów biegasz bez majtek" do Kajtka który przebiegał równo
przed szpalerem fotografujacych w Wałczu, czy słynne dialogi pomiędzy
kolegami bodajże z Wrocławia na imprezie do Głazowa, albo kierowcę samochodu
na przejeździe:
- Panie, skąd ten pociąg?
- Ze Szczecina.
- K* mać!

Pchanie SA101 w Sypniewie czy dociążanie osi napędnej w tymże pojeździe
przez cały tłum uczestników w Nowem to jest coś, czego się nie zapomina.
Śpiewanie "Przejścia przez tory" w wglarce na Brześciu też mi zapadło w
pamięć...
Nikt, kto nigdy nie był na tego typu imprezach, nie z powodu focistycznego,
a z powodu spotkania z ludźmi i poczucia klimatu, nigdy tego nie zrozumie.

Pozdrawiam serdecznie
Piottr

Janko Muzykant
13 Cze 2006, 11:19

Moze bardziej serio. Bardzo podobaja mi sie zdjecia Janka Muzykanta. Nie
robilem takich, nie robie i pewnie w zyciu nie zrobie. Pewnie i Janko
Muzykant takich zdjec kiepskich jak ja nie zrobi i moze to jest clou
problemu - zeby Janko Muzykant byl cenionym fotografem czy fotografikiem
(roznica miedzy tymi pojeciami nie jest mi znana), musza istniec takie
Jarki, co beda knocily syfrakami na fotostopach. I z tego powodu Janko
Muzykant powinien byc wdzieczny mi i calemu zastepowi knocistow-focistow, ze
ma tlo porownawcze. Chryste, nich nikt tu ironii nie odnajduje, jestem
smiertelnie powazny!
Natomiast Janko Muzykant nie jest w stanie dac mi tego, co daja mi moje
knoty-foty - moich emocji. Jesli gdzies pojade, zaszyje sie przy szlaku i
wyprodukuje tysiac-piecset-sto-dziewiecsetnego knota, to po latach, biorac
tego knota do reki, lezke pewnikiem uronie i powspominam, jak mnie to meszki
czy inne cholerstwa pogryzly tam a tam, albo jak mechanik pomachal...
srodkowym paluszkiem ;)
Po tych samych latach, biorac do reki piekna fotke Janka Muzykanta, zachwyce
sie kompozycja, nastawami, co tam jeszcze bedzie do pozachwycania sie nad.
Ale... ale bedzie to tylko taki zachwyt techniczny, lezki z tego nie uronie.
I dlatego, Janku Muzykancie, nie mozesz zabraniac mi i calemu zastepowi
knocistow produkowania swojej "tfu-rczosci", bo zabranialbys tym samym
utrwalania wlasnych wspomnien, zabranialbys mi prawa do pamieci i pamiatek.
To byloby gorsze, niz zabranianie Stasiewskiemu pisac opowiadania ;)


Oj, wszystko się popieprzyło.
Po pierwsze nikomu niczego nie zabraniam! Zwróciłem uwagę, że zamiast
setką robić identyczne zdjęcia można sobie odpuścić przeznaczając czas
na rozmowę czy przeżycie miłego nastroju. Bo robienie zdjęć w ten sposób
prowadzi do awantur. Inaczej być nie może. Ale podkreślam, to była
propozycja a nie rozkaz. Zaraz potem ktoś wspomniał o fiutach.
Próbowałem żartować (no fakt, nie było jakże ważnego '';)'') na swój
temat, oczywiście wyszedł z tego nieomylny potwór samouwielbiony.
Musiałem uderzyć w czuły punkt, bo się gromy posypały i nawet powstał
oddzielny wątek. Dopiero zejście do poziomu dyskutantów dało ''nić
porozumienia''.

Zawsze podkreślałem, że nawet największe knoty stanowiące dokument są
cenne. Ale to nie klepanie w trzystu reżyserowanej scenki, to
rzeczywista dokumentacja bez możliwości pochwalenia się przy okazji
aparatem za jedną pensję.

Natomiast wcale nie jest powiedziane, że ktoś dopiero zaczynający
przygodę z fotografia jest jakoby gorszy czy głupszy! Każdy ma sentyment
do własnych prac i tak ma być. Ale sam osobiście nie mam żadnego
sentymentu do plenerów, na których działo się bydło. Z tego powodu
rozleciała się grupa krakowskich fotografów, z tego powodu rzadko jeżdżę
na masowe spotkania. Bo komuś odbija szajba, bo ma kompleksy, bo zamiast
zapytać się o to czy tamto, nauczyć czegoś od utalentowanych fachowców
(nie mówię absolutnie o sobie) wolał im nawymyślać przy pierwszej
okazji. Cholerna zazdrość niewiadomo czego.

Miałem już tu nic nie pisać, na rzeczowe argumenty jestem jednak
otwarty. Za kilka dnie jednak wątek umrze, zrezygnuję z subskrypcji.
Szkoda czasu, lepiej zająć się czymś sensowniejszym. Beton pekapowski
zarżnie w końcu koleje, ''miłośnicy'' zarżną sentyment do niej, ot -
jeszcze jedna strata w życiu.
Mam nadzieję, że jacyś cisi anonimowi będą nadal robić swoje opisując,
dokumentując czy pisząc opowiadania. To im historia podziękuje kiedyś...

pedadog
13 Cze 2006, 11:45
No tak... O czym może być jeden z dłuższych wątków...
A ja Wam powiem, że focistowska atmosfera jest jednym, z elementów dla
których jeżdżę na imprezy (którymś z kolei oczywiście). A niektóre fotostopy
bawią mnie wyjątkowo. Do tego stopnia, że na imprezie głazowskiej robiłem
fotki focistom (bez ich wiedzy i zgody rzecz jasna). Np tłumek cieni
sterczących na mostku nad SA110 - palce lizać :). A najbardziej mnie bawi
poszukiwanie idealności. Na fotostopie pod Szczucinem, jak ktoś złamał gałąź
(można ją było zostawić, swoją drogą, w spokoju) i wpadła do stawu, to
później ekipa czekała, aż wygaśnie fala, żeby odbicie pociągu było
nieskalane - cudo. Przypomina mi się czekanie na bociany i odpowiednią minę
krowy na "Ganzem na Mazurach" - to jest właśnie klimat! Jak ktoś chciał fotki
pociągu na trasie, to mógł zrobić jak np Piotr K. - gonić pociąg samochodem.
No jak ktoś jest focista i zaliczak w jednym to już pech - rozumiem.
A może nie rozumiem bo focista to jestem raczej portretowiec i na imprezach
się nie nałowię. Z imprezy może 1-2 fotki trafiają u mnie do
albumu "życie" ;) - koniec i przecinek.
Rekapitulując (trudne słowo) - nie wiem czy ktokolwiek jest się w stanie tak
zachować, żeby mnie zniechęcić do kolejnej imprezy. Mam z nich parę knotów -
ale swoich własnych niepowtarzalnych knotów i sporo wspomnień, których mi
raczej na razie nikt nie zabierze (no może ten niemiecki lekarz... jak mu?
no...)
Pozdrawiam

WK

jaQbek
13 Cze 2006, 13:00

Użytkownik "Adam Płaszczyca" <trzyp@oldfield-pulapka.org.plnapisał w
wiadomości

Naucz sie cytować, bo to, co zacytowałes napisał Krzyś, nie ja.


Ależ ja doskonale wiem, kogo cytowałem

decomposed06
14 Cze 2006, 04:34

Piottr <pio@onetusunto.plwrote:
Nikt, kto nigdy nie był na tego typu imprezach, nie z powodu focistycznego,
a z powodu spotkania z ludźmi i poczucia klimatu, nigdy tego nie zrozumie.


Dobrze rzecze, polac mu :D

Wlasciwie to na tych imprezach wystarczyloby ze jedna osoba, gora dwie
porobilaby zdjecia i dala wszystkim po odbitce ;)

UOP
14 Cze 2006, 09:08

| Jak widzę, nie ma nawet woli nazwania z imienia i nazwiska chama, który
| bluzgał i zaszczuł pana z niebieskim plecakiem!!! Mówi się tu o nim tylko
| per "Grzegorz".


No nie bylem na szczucince, ale ktory z Grzegorzy jest tak impulsywny?
Przeciez "wszyscy wiedza".
tg


Jarku, na mnie też wspominany kolega Grzegorz w 1996 roku krzyczał "k*,
wyp*".


Nie wiem czy na pewno "wszyscy wiedzą", zwłaszcza młodsi stażem MKowie mogą
jeszcze nie znać wątpliwej sławy - uwaga uwaga:

*** GRZEGORZA NYCZA ***

...współpracownika magazynu "Koleje Małe i Duże". Dziwi mnie niepomiernie
postawa p.m.k-owiczów, którzy wyraźnie unikają wymienienia publicznie
imienia i nazwiska tego człowieka. Widocznie nie przeszkadzają im latające w
powietrzu "kurwy, chuje, wypierdalaj", w czym wyspecjalizował się ów
osobnik. Podejrzewam, że jego działalność traktowana jest jako swego rodzaju
"folklor" ubarwiający imprezę. Kwestią smaku jest na jaki kolor? Jak dla
mnie: czarny :(

sa i tacy co takie komplementa maja gdzies. Dla nich
przewidziano wersje specjalne, creme de la creme - "k..., wyp... idioto!".
I tak bylo, tak jest i tak z cala pewnoscia bedzie na "imprezach
kolejowych"
przeznaczonych dla waskiego grona (w skali populacji kraju) zapalencow.


Tu się z Tobą nie zgodzę, Chesterku :) Tak do tej pory było i jest nadal, to
prawda. A to dlatego, że jest publiczne przyzwolenie na chamstwo, dlatego że
nie piętnuje się choćby na pmk takich zachowań, dlatego że "wszyscy wiedzą"
ale nikt nie odwagi wymienić personaliów  osób robiących "bydło". Po prostu
nie daje się takiemu osobnikowi szansy samozawstydzenia się! Więcej: PioTTr
mówi o takim człowieku per "kolega", no świetnie! :-/ "Bydło" traktuje się u
nas jako normę, tymczasem na imprezach za granicą uskutecznianie takiego
zachowania nikomu by do głowy nie przyszło.
Wcale więc w Polsce nie musi tak być dalej! I mam na to dowód :) Na imprezie
Głazów 2005 nie popisał się wokalnie, co sam później przyznał (ale i
wykazał skruchę!!!), Krzysztof Waszkiewicz. Moje narzekania ;) zaowocowały
jednak szybko. Proszę bardzo:

W artykule <e6jji8$os@h1.uw.edu.pl
UOP napisał(a):
| Na szczęście słyszałem, że Ty Krzysztofie popracowałeś nad sobą i już nie
| warcholiłeś :)
Po imprezie glazowskiej pojechalem do Szczucina z nico innym
nastawieniem.
Ale jaka walke wewnetrzna musialem przeprowadzic na miejscu...
Pare razy cisnienie skoczylo, bo to co ludzie robia jest nie
do opisnia.


CZYLI DA SIĘ :))

Łudzę się, że także Grzegorz Nycz i jemu podobni dojdą z czasem do wniosku,
że nie warto być postrzeganym w środowisku przez pryzmat ilości
wykrzyczanych kurew! Jest zresztą takie przysłowie o ryczącej krowie i
objętości dawanego przez nią mleka :-P  Moim zdaniem, dalsze tolerowanie
niekulturalnych zachowań na imprezach kolejowych spowoduje, że i tak bardzo
"wąskie grono (w skali populacji kraju) zapalencow" będzie topniało jeszcze
bardziej o tych ludzi, dla których nie jest rozrywką spędzić dzień w
ciężkiej od chujów i innych bluzgów, atmosferze. Amen ;-)

semaforek
14 Cze 2006, 09:33

Nie wiem czy na pewno "wszyscy wiedzą", zwłaszcza młodsi stażem MKowie mogą
jeszcze nie znać wątpliwej sławy - uwaga uwaga:


jesli się choć raz o nim słyszało to i owo to naprawdę nietrudno się w
czasie imprezy domyslić który to jest ten "słynny" Grzegorz

Adam Płaszczyca
14 Cze 2006, 09:41

Nie wiem czy na pewno "wszyscy wiedzą", zwłaszcza młodsi stażem MKowie mogą
jeszcze nie znać wątpliwej sławy - uwaga uwaga:

*** GRZEGORZA NYCZA ***


O, matko. No ten pan to wyjatkowo 'kulturalny' jest.

imienia i nazwiska tego człowieka. Widocznie nie przeszkadzają im latające w
powietrzu "kurwy, chuje, wypierdalaj", w czym wyspecjalizował się ów
osobnik. Podejrzewam, że jego działalność traktowana jest jako swego rodzaju
"folklor" ubarwiający imprezę. Kwestią smaku jest na jaki kolor? Jak dla
mnie: czarny :(


Tia... Na imprezie dawno temu, na Krośniewickiej KD ów pan popełnił
tekst 'a ten w parowozie to kto? Nasz? Nie? No to WYPIERDALAĆ!'

Adam Płaszczyca
14 Cze 2006, 10:09

<adres_mam_w_sygnatu@nie.dla.spamuwrote:
jesli się choć raz o nim słyszało to i owo to naprawdę nietrudno się w
czasie imprezy domyslić który to jest ten "słynny" Grzegorz


A jeśli sie nie słyszało? Czy Grzegorz Nycz jest świętą krową?

Ariel Ciechański (z pracy)
14 Cze 2006, 10:14
AXEL <axelro.WYT@gazeta.plnapisał(a):

Dziwi mnie to betonowe postkolejowe miłośnicze zapalenie sie do zdjęć... a do
roboty byście sie wzieli !!! W skansenach niszczeje tabor, torowisko się
rozłazi a banda czubków lata z aparatami i qrwi na siebie nawzajem. I to są
miłośnicy? Czego pytam? Czego?? Bo napewno nie miłośnicy kolei. Bo MKol
ratuje kolej, MKol pracuje wolontariacko dla kolei, przywraca do ruchu
kolejne wagony, kolejne metry szyn... a fociści? Płacą kilkadziesiąt czy
kilkaset zł za to że przejadą się specjalnym pociągiem i porobią zdjęcia.
Zapraszam do pracy... do skansenów...


Rafale, choć w innych sprawach dzielą nas poglądy, to tu całym sercem się
podpisuję pod tym co tu napisałeś. Jednak jak widzę trafiłeś tu na betonowy
mur niezrozumienia. Trudno róbmy swoje i olewajmy to całe bractwo wzajemnej
adoracji.
Pozdr.
CAr.

Grzegorz Nowak wytnij
14 Cze 2006, 10:46

Użytkownik "semaforek" <adres_mam_w_sygnatu@nie.dla.spamunapisał w
wiadomości

| Nie wiem czy na pewno "wszyscy wiedzą", zwłaszcza młodsi stażem MKowie
mogą
| jeszcze nie znać wątpliwej sławy - uwaga uwaga:

jesli się choć raz o nim słyszało to i owo to naprawdę nietrudno się w
czasie imprezy domyslić który to jest ten "słynny" Grzegorz


Czytając ten wątek mam wrażenie że doszło w sobote na szczucince do jakiegoś
zakrojonego nz szeroką skalę ludobujstwa. Nie wiem jakim cudem w związku z
tym ocalałem

GN

semaforek
14 Cze 2006, 10:47
Adam Płaszczyca napisał(a):

semaforek <adres_mam_w_sygnatu@nie.dla.spamuwrote:

| jesli się choć raz o nim słyszało to i owo to naprawdę nietrudno się w
| czasie imprezy domyslić który to jest ten "słynny" Grzegorz

A jeśli sie nie słyszało? Czy Grzegorz Nycz jest świętą krową?


jeśli się nie jest dobrym znajomym delikatnie mówiąc zdenerwowanej osoby
to lepiej tej osobie w drogę nie wchodzić, owszem niezbyt podoba mi sie
zachowanie Grzegorza Nycza, ale wolę mu w drogę nie wchodzić by nie stać
się obiektem ekchm "zainteresowania" że tak to nazwę, moim zdaniem powinni
sie zając takimi incydentami organizatorzy lub/i osoby które go lepiej
znają i z ich zdaniem się ów Grzegorz liczy

Adam Płaszczyca
14 Cze 2006, 10:57

<adres_mam_w_sygnatu@nie.dla.spamuwrote:
jeśli się nie jest dobrym znajomym delikatnie mówiąc zdenerwowanej osoby
to lepiej tej osobie w drogę nie wchodzić, owszem niezbyt podoba mi sie
zachowanie Grzegorza Nycza, ale wolę mu w drogę nie wchodzić by nie stać
się obiektem ekchm "zainteresowania" że tak to nazwę, moim zdaniem powinni
sie zając takimi incydentami organizatorzy lub/i osoby które go lepiej
znają i z ich zdaniem się ów Grzegorz liczy


OIDP, to Grześ już parę stowarzyszeń zaliczył, z których wyleciał.

zniesmaczony
14 Cze 2006, 12:24
 Więcej: PioTTr

mówi o takim człowieku per "kolega", no świetnie! :-/ "Bydło" traktuje się u
nas jako normę, tymczasem na imprezach za granicą uskutecznianie takiego
zachowania nikomu by do głowy nie przyszło.


no ja sie nie dziwie "koledze" - bodajze wczoraj pisal o wspomnieniach i
spiewaniu "przejscie przez tory..." w weglarce na waskim torze...
dla mnie - jednego z jadacych ta weglarka troszke inaczej to wygladalo...
"koledze" ledwo udalo sie wejsc do rzeczonej weglarki trzymajac triumfalnie w
reku butelke wodki i wolajac do wszystkich - kto sie z nim napije - nie
zwazajac na nieletnich i inne osoby...
a owe "przejscie przez tory..." jawilo sie raczej pijackim zawodzeniem niz
spiewem....

Krzysztof Waszkiewicz
14 Cze 2006, 14:34
W artykule <e6p5jo$7f@inews.gazeta.pl
Ariel Ciechański (z pracy) napisał(a):

Rafale, choć w innych sprawach dzielą nas poglądy, to tu całym sercem się
podpisuję pod tym co tu napisałeś. Jednak jak widzę trafiłeś tu na betonowy
mur niezrozumienia. Trudno róbmy swoje i olewajmy to całe bractwo wzajemnej
adoracji.


Jakie bractwo? Znowu jakies podzialy na prawdziwych i mniej prawdziwych
MKow?

Nie wszystkich interesuje to co Ciebie. Tak samo jak nie kazdy fan
motoryzacji musi trzymac zabytkowa fure wyciagnieta ze szrotu
i odrestaurowana przez siebie w garazu, tak nie wszyscy MK musza
skrobac tabor w skansenach.

Zdravim!

Krzysztof Waszkiewicz
14 Cze 2006, 14:58
W artykule <e6p27t$3a@h1.uw.edu.pl
UOP napisał(a):

ale nikt nie odwagi wymienić personaliów  osób robiących "bydło". Po prostu


Naginasz fakty do zalozonej tezy. Nikt sie nie boi, za to ludzie maja
inne zdanie na ten temat niz Ty.

Fakt - po jednej ostrej interwencji byly brawa.

Nie byles tam, a mimo tego mowisz wszystkim co maja robic.

Poza tym mysle, ze jak zainteresowany bedzie chcial to sie sam na ten
temat wypowie.

Zdravim!

Ariel Ciechański (z domu)
14 Cze 2006, 15:38
Użytkownik Krzysztof Waszkiewicz napisał:

Jakie bractwo? Znowu jakies podzialy na prawdziwych i mniej prawdziwych
MKow?


  Nikt takich podziałów nie wprowadza. Masz jakąś obesję na tym tle.
Natomiast co bractwa wzajemnej adoracji, to niestety jest to szczera
prawda... Emkania na pmk czy fotek zrobionych na fotostopie tak naprawdę
nic nie wynika...
Nie wszystkich interesuje to co Ciebie. Tak samo jak nie kazdy fan
motoryzacji musi trzymac zabytkowa fure wyciagnieta ze szrotu
i odrestaurowana przez siebie w garazu, tak nie wszyscy MK musza
skrobac tabor w skansenach.


  OK. Ale mamy prawo wyrażąć swoją dezaprobatę dla konsumpcyjnego stylu
uprawiania hobby. I ją wyrażamy. Czym innym jest dokumentowanie
codziennej kolei a czym innym imprezka, na która zjeżdż się tłum
facetów, ustawia się w rządku i wali jednakowe zdjęcia. Boli nas, że do
takich bezproduktywnych działań, jak imprezki mikolowskie czy
wymądrzanie się na forach są dzikie tłumy. Natomiast jakoś większość boi
się uczciwej, fizycznej, brudnej, ale jak bardzo satysfakcjonujacej pracy.

Andrzej Jaroszewicz
14 Cze 2006, 16:08
Loguję się po raz pierwszy na tym forum i mam nadzieję , że ostatni , ale ten
stek bzdur trochę mnie ruszył. Ja , w przeciwieństwie do wielu
piszących "pozwoliłem" sobie na uczestnictwo w powyższej wycieczce i jakby
tego było mało to jeszcze sobie żonę na nią wziąłem. A co. Stać mnie. Jakby
jeszcze tego było mało to zaliczam się do znajomych i to raczej dobrych
Grześka. A co. Też mnie stać. Trochę mnie dziwi postawa imć Pana UOP-a. Sam
nic nie robię , jeździć też nigdzie nie będę , ale co tam przysram innym.
Przeczytałem o dziwo cały wątek ( a było ciężko ) i nikt z takim
ukontentowaniem nie używa tych znienawidzonych słów jak imć Waćpan. Tak ,
tak , ja wiem , to tylko tak aby wszystkim przypomnieć o co chodzi , ale
przecież ja ich w ogóle nie znam. Piottr pozwolił sobie na zrozumienie , to i
jemu dokopać. Jakie to polskie!. Jak bliskie naszym elitom politycznym!
Brawo!!!
  Tylko jakoś nikt nie chce zauważyć , że gdyby Grzesiek nie wziął spraw w
swoje ręce to na sporej ilości imprez nie odbyły by się jakiekolwiek
fotostopy. Dobrze ponarzekać że pociąg się spóźnił , ale że na zrobienie
dwóch zdjęć trzeba było 45 minut to już gorzej się przyznać. A dlaczego
pociąg nie najeżdżał? Przecież tak fajnie dym by się położył!. Ludzie
przecież to dzięki uczestnikom tego przejazdu , którzy nie potrafili zrobić
zdjęcia nawet stojącemu pociągowi! Pamiętajmy , to jest wycieczka i cieszmy
się nią jaka była. Czemu moja żona mogła wrócić zachwycona imprezą pomimo
słownictwa ( a z przeproszeniem i mnie się zdarzyło ) tylko miłośnicy muszą
kręcić nosami. Ci co byli mogą sobie przeczytać na odwrocie biletu jakie
zasady powinny ich obowiązywać. Czy naprawdę musi dojść kiedyś do tego , że
organizator będzie zmuszony do wyeliminowania kogoś z wycieczki żeby do
reszty dotarło , że na fotostop wychodzą fotografujący , a drzwi do wagonu
mają być zamknięte?
  Można oczywiście przywoływać przykłady Niemców i Czechów , tylko po co? Jak
oni Cię opierdzielą to 3/4 naszych rodaków i tak nie zrozumie , a przy ich
karności i dyscyplinie jak organizator powie wsiadać to jest wsiadać. To
dzięki młodemu pokoleniu kompletnie pozbawionemu jakiejkolwiek dyscypliny i
samokrytyki jest tak jak jest. Niecenzuralne słowa same cisną się na usta jak
się patrzy na to co się dzieje.
  Tak więc brawo Piottr. Dzięki Grzesiek , że chociaż ktoś chciał opanować
ten bałagan.
  A wam Panowie MK -owie życzę trochę więcej pokory i samokrytycznego
spojrzenia na siebie.
                   Chyba jednak pozdrawiam
                       Andrzej Jaroszewicz
Krzysztof Waszkiewicz
14 Cze 2006, 16:09
W artykule <e6pojo$jq@inews.gazeta.pl
Ariel Ciechański (z domu) napisał(a):

  Nikt takich podziałów nie wprowadza. Masz jakąś obesję na tym tle.
Natomiast co bractwa wzajemnej adoracji, to niestety jest to szczera
prawda... Emkania na pmk czy fotek zrobionych na fotostopie tak naprawdę
nic nie wynika...


Jak to nic nie wynika? A wartosc dokumentalna dla Pana juz nie ma
znaczenia?

  OK. Ale mamy prawo wyrażąć swoją dezaprobatę dla konsumpcyjnego stylu
uprawiania hobby. I ją wyrażamy. Czym innym jest dokumentowanie
codziennej kolei a czym innym imprezka, na która zjeżdż się tłum
facetów, ustawia się w rządku i wali jednakowe zdjęcia. Boli nas, że do
takich bezproduktywnych działań, jak imprezki mikolowskie czy
wymądrzanie się na forach są dzikie tłumy. Natomiast jakoś większość boi
się uczciwej, fizycznej, brudnej, ale jak bardzo satysfakcjonujacej pracy.


Jakich kurde bezproduktywnych? Za pare lat bedziesz mogl znalezc
zdjecia ktore wlasnie w ten sposob powstaja. Bedziesz mogl obejrzec cos
czego juz nie bedzie. To tez jest istotne.

Przykre jest, ze odmawiasz MKom innego przezywania kolei. Sam masz
swoja "metode" ktorej nikt z "konsumentow" Ci nie wypomina. Dlaczego
wiec jedziesz po innych ktorzy czuja to inaczej? IMHO kazdy moze
przezywac kolej na swoj sposob, wazne, ze nie jest mu obojetna. Lepszy
taki MK, niz gosc ktory przechodzi obok tematu obojetnie.
To, ze nie bawie sie ze szlifierka katowa przy jakims trupie nie
znaczy, ze sie tego boje. To znaczy jedynie tyle, ze nie czuje do tego
trupa tego co Ty.

Zdravim!

Ariel Ciechański (z domu)
14 Cze 2006, 16:56
Użytkownik Krzysztof Waszkiewicz napisał:

Jak to nic nie wynika? A wartosc dokumentalna dla Pana juz nie ma
znaczenia?


Zwłaszcza dokumentalną wartość ma ta połajanka... Kto, komu wlazł w kadr
i kto co za to usłyszał....

Jakich kurde bezproduktywnych? Za pare lat bedziesz mogl znalezc
zdjecia ktore wlasnie w ten sposob powstaja. Bedziesz mogl obejrzec cos
czego juz nie bedzie. To tez jest istotne.


I czegoś sztucznego. Co innego jak fotografujesz planowy pociąg, a co
innego jak pociąg specjalny... Jeśli chodzi o planowy ruch to sam mam
sporo zdjęć, które obecnie mają ogrmną wartość historyczną. No bo kto ze
współcześnie focących ma np. planowy ruch na Trąbki - Ińsko... Co

Krzysztof Waszkiewicz
14 Cze 2006, 16:54
W artykule <e6pt6n$jq@inews.gazeta.pl
Ariel Ciechański (z domu) napisał(a):

Zwłaszcza dokumentalną wartość ma ta połajanka... Kto, komu wlazł w kadr
i kto co za to usłyszał....


Na zdjeciu to zobaczysz?

I czegoś sztucznego. Co innego jak fotografujesz planowy pociąg, a co
innego jak pociąg specjalny... Jeśli chodzi o planowy ruch to sam mam
sporo zdjęć, które obecnie mają ogrmną wartość historyczną. No bo kto ze
współcześnie focących ma np. planowy ruch na Trąbki - Ińsko... Co


No makiete ludzie foca. Zauwaz, ze imprezy sa zazwyczaj tam, gdzie nic
innego juz od dawna nie jezdzi. Nie kazdy urodzil sie w czasach, gdzie
prawie wszedzie cos jezdzilo.
A ten argument o tym czego nie maja ludzie wspolczesnie focacy jest tak
samo smieszny, jak argument wieku.

Zdravim!

Marcin Wasilewski
14 Cze 2006, 17:11

 OK. Ale mamy prawo wyrażąć swoją dezaprobatę dla konsumpcyjnego stylu
uprawiania hobby. I ją wyrażamy. Czym innym jest dokumentowanie codziennej
kolei a czym innym imprezka, na która zjeżdż się tłum facetów, ustawia się
w rządku i wali jednakowe zdjęcia. Boli nas, że do takich bezproduktywnych
działań, jak imprezki mikolowskie czy wymądrzanie się na forach są dzikie
tłumy. Natomiast jakoś większość boi się uczciwej, fizycznej, brudnej, ale
jak bardzo satysfakcjonujacej pracy.


    A odróżniasz czym różni się hobby, od obowiązku, czy pracy zawodowej?
Nie każdy ma chęć aby pracować fizycznie, przy renowacji taboru, bo ma w
wolnym czasie chęć na coś innego, proste? Postarajcie się o status
organizacji pożytku publicznego, to napewno wielu z "focistów", wesprze was
w ten sposób, 1% podatku i zasili Wasz budżet. I wcale nie będę wnikał, czy
za te pieniądze kupicie farbę, czy też może za jej część pojedziecie na
odpoczynek na Mazury, jako nagrodę po ciężkiej pracy. Brakuje Wam na coś,
podajcie konto z prośbą o wsparcie na pmk.

Ariel Ciechański (z domu)
14 Cze 2006, 17:26
Użytkownik Marcin Wasilewski napisał:

   A odróżniasz czym różni się hobby, od obowiązku, czy pracy zawodowej?


Widzę, że nie wiesz o czym piszesz i właśnie Ty nie odróżniasz pracy
zawodowej od hobby. W większości znanych mi miejsc "pracują" osoby
będące wolontariuszami, zajmujące się koleją w wolnych od pracy
zawodowej, nauki czy obowiązków rodzinnych. Nie wmawiaj mi tu więc, że
to jest nasz obowiązek zawodowy, bo doskonale wiemy czym zarabiamy ba
chleb...

Marcin Wasilewski
14 Cze 2006, 18:00

Użytkownik ""Ariel Ciechański (z domu)"" <l@gazeta.plnapisał w
wiadomości

|    A odróżniasz czym różni się hobby, od obowiązku, czy pracy zawodowej?
Widzę, że nie wiesz o czym piszesz i właśnie Ty nie odróżniasz pracy
zawodowej od hobby. W większości znanych mi miejsc "pracują" osoby będące
wolontariuszami, zajmujące się koleją w wolnych od pracy zawodowej, nauki
czy obowiązków rodzinnych. Nie wmawiaj mi tu więc, że to jest nasz
obowiązek zawodowy, bo doskonale wiemy czym zarabiamy ba chleb...


    To chyba Ty nie wiesz o czym ja piszę. Jedyne co próbuję wbić do tego
twojego łba, a czego za cholerę nie możesz zrozumieć, to prosty jak drut
fakt, że:

1) nie każdego bawi zapierdzielanie w wolnym czasie z szczotką drucianą i
minią,
2) hobby tym się różni od obowiązku, że ma dawać radość, a nie być przykrym
obowiązkiem, bo wtedy   zwyczajnie przestaje być hobby,
3) więc pozwól robić każdemu to co go cieszy w jego wolnym czasie,
4) i nie dorabiaj do tego żadnej ideologii, że każdy MK powinien to i owo,
bo te czasy już 17 lat temu mineły,
5) Jeśli tobie taka praca daje radość i satysfakcję, to "chwała Ci za to",
6) ALE DO CHOLERY NIE USZCZĘŚLIWIAJ INNYCH NA SIŁĘ, na czyny społeczne w
imię czegoś tam to się za czasów szkolnych nachodziłem, apele też
przerabiałem, więc jestem nie czuły na takie argumenty.
7) To, że ktoś zbiera znaczki, nie oznacza jeszcze, że ma pracować jako
wolontariusz na Poczcie Polskiej SA.

Marcin Wasilewski
14 Cze 2006, 18:04

przerabiałem, więc jestem nie czuły na takie argumenty.


    Nieczuły, oczywiście. Przepraszam ale się zdenerwowałem, a wtedy robię
błędy :)

Ariel Ciechański (z domu)
14 Cze 2006, 18:27
Użytkownik Marcin Wasilewski napisał:

1) nie każdego bawi zapierdzielanie w wolnym czasie z szczotką drucianą
i minią,
2) hobby tym się różni od obowiązku, że ma dawać radość, a nie być
przykrym obowiązkiem, bo wtedy   zwyczajnie przestaje być hobby,
3) więc pozwól robić każdemu to co go cieszy w jego wolnym czasie,
4) i nie dorabiaj do tego żadnej ideologii, że każdy MK powinien to i
owo, bo te czasy już 17 lat temu mineły,
5) Jeśli tobie taka praca daje radość i satysfakcję, to "chwała Ci za to",
6) ALE DO CHOLERY NIE USZCZĘŚLIWIAJ INNYCH NA SIŁĘ, na czyny społeczne w
imię czegoś tam to się za czasów szkolnych nachodziłem, apele też
przerabiałem, więc jestem nie czuły na takie argumenty.
7) To, że ktoś zbiera znaczki, nie oznacza jeszcze, że ma pracować jako
wolontariusz na Poczcie Polskiej SA.


A teraz usiądź, wypij piwo (najlepiej zimne...) i odetchnij, i
przeczytaj coś wyklepał...
Ad 1, 2, 3,4 Nikt do niczego nikogo zmusza
Ad 6, społeczeństwa zachodnie jakoś nie przerabiały czynów społecznych
(oj chyba dużo ich nie przeżyłeś...) a muzealnictwo kolejowe prowadzone
przez orgasnizacje społeczne ma się tam bardzo dobrze. I opiera się w
znacznym stopniu właśnie na pracy wolontariuszy.Widać Polacy ciągle nie
dojrzeli dop czegoś co się nazywa społeczeństwem obywatelskim. Duch
komunizmu widać jest obecny nawet w młodym pokoleniu - niech państwo za
mnie wszystko załatwi...
Ad 7. Nik tu nie oczekuje, aby ludzie poszli pracować jako wolontariusze
na PKP. Widać nie do wszystkich dociera, że kolej to nie tylko PKP...

UOP
14 Cze 2006, 18:31

UOP napisał(a):
| ale nikt nie ma odwagi wymienić personaliów  osób robiących "bydło".
Naginasz fakty do zalozonej tezy.


Ja naginam fakty?! To kto przede mną wymienił z imienia i nazwiska osobę
robiącą "bydło", no słucham? Zadałem pytanie i dowiedziałem się tylko że
chodzi o "kolegę Grzegorza" albo że "wszyscy wiedzą" o kogo chodzi. No
rzeczywiście, bardzo to poznawcze stwierdzenia były! Ale nazwiska jakoś nikt
nie podał... Może nie?

Nikt sie nie boi, za to ludzie maja
inne zdanie na ten temat niz Ty.


Skoro nikt się nie boi to dlaczego musiałem dowiadywać się na privie od
znajomych uczestników imprezy, że chodzi o Grzegorza Nycza? Jakoś nikt z
odważniaków z pmk nie raczył mnie oświecić... I co znaczy, że ludzie mają
rzekomo inne zdanie niż ja? Znaczy to niby, że GODZĄ SIĘ na obsobaczanie ich
przez ludzi pokroju Grzegorza Nycza?

Nie byles tam, a mimo tego mowisz wszystkim co maja robic.


A czy ja komuś rozkazuję? Poza tym, nie musiałem "tam" być żeby wiedzieć co
się będzie działo. Od tego mam inteligencję żeby pewne sprawy przewidywać.
Krzysztof, gdy ja jeździłem na kolejowe imprezy, to Ty - z całym
szacunkiem - łapałeś równowagę na nocniku. Więc mi nie mów o ewolucji
odzywek na kolejowych imprezach. Jestem pilnym obserwatorem i widzę że
zamiast ku lepszemu, z roku na rok idzie ku gorzemu. I się na to nie godzę!
Niestety, będzie tak nadal dopóki większość - która jak wierzę nie godzi się
na takie zachowania - będzie nadal zachowywać bierność dając się zdominować
nielicznym acz silnym (chamstwem)jednostkom :(

Poza tym mysle, ze jak zainteresowany bedzie chcial to sie sam na ten
temat wypowie.


podobno się tu nie udziela, więc nie liczyłbym na jego udział w dyskusji.

UOP
14 Cze 2006, 19:02
Użytkownik "Andrzej Jaroszewicz" <jaros@WYTNIJ.gazeta.plnapisał w
wiadomości

Loguję się po raz pierwszy na tym forum i mam nadzieję , że ostatni


też mam taką nadzieję, bo generalnie bzdury piszesz :-|

Ja , w przeciwieństwie do wielu
piszących "pozwoliłem" sobie na uczestnictwo w powyższej wycieczce i jakby
tego było mało to jeszcze sobie żonę na nią wziąłem. A co. Stać mnie.


Podziwu godne, zaiste ;-/

Jakby
jeszcze tego było mało to zaliczam się do znajomych i to raczej dobrych
Grześka. A co. Też mnie stać.


Łolaboga i na co jeszcze Cię stać? Pochwal się, nie bądź taki skromny! Na
razie wiemy że masz żonę i super znajomego, co jeszcze?

Trochę mnie dziwi postawa imć Pana UOP-a. Sam
nic nie robię , jeździć też nigdzie nie będę , ale co tam przysram innym.


To miło że zdążyłeś się zorientować że nic nie robię i nigdzie nie jeżdżę
oraz że lubuję się w przysrywaniu innym (zwłaszcza Twoim znajomkom, i to
raczej tym dobrym). Szkoda tylko że jesteś w błędzie, ale to nie mój
problem.

Przeczytałem o dziwo cały wątek ( a było ciężko ) i nikt z takim
ukontentowaniem nie używa tych znienawidzonych słów jak imć Waćpan.


Azaliż Wielmożny Panie, zechciej przypomnieć jakich to znienawidzonych słów
użyłem NIESŁUSZNIE wobec człowieka nadużywającego grubiaństwa i lubującego
się w zaszczuwaniu niepokornych (patrz: przypadek pana z niebieskiem
plecaczkiem)?

Tak , tak , ja wiem , to tylko tak aby wszystkim przypomnieć o co chodzi ,
ale
przecież ja ich w ogóle nie znam.


eee ale co chciałeś tym zwrotem wyrazić? Facet, ładu to się nie trzyma!
Wygląda mi to na bełkot pijaka, sorry :-/

Tylko jakoś nikt nie chce zauważyć , że gdyby Grzesiek nie wziął spraw w
swoje ręce to na sporej ilości imprez nie odbyły by się jakiekolwiek
fotostopy.


Wątpię czy to dzięki niemu, ale przyjmijmy nawet że tak. Mnie się nie
rozchodzi o to że on bierze sprawy w swoje ręcę, ale o sposób w jaki się do
tego zabiera! CZY TO TAK TRUDNO ZROZUMIEĆ?
Zaraz pewnie poczytam sobie, że gdyby nie używał wulgaryzmów to by nie
osiągnął efektu... Tylko czemu jakimś cudem na imprezach poza granicami
Polski nikt cywilizowany nie bluzga pod adresem innych focistów,a imprezy
dochodzą do skutku i to w znakomicie większej liczbie niż u nas?

 Można oczywiście przywoływać przykłady Niemców i Czechów , tylko po co?


Po to by się od nich UCZYĆ!

dzięki młodemu pokoleniu kompletnie pozbawionemu jakiejkolwiek dyscypliny
i
samokrytyki jest tak jak jest.


Ja słyszałem o przeszkadzjących: starszym panu w muszce i innym leciwym
facecie z brzuchalem i brodą, a nie o młodzikach...

Niecenzuralne słowa same cisną się na usta jak
się patrzy na to co się dzieje.


Głąbom cisną się niecenzuralne słowa, a u ludzi inteligentnych rodzą się
pomysły naprawcze (vide: propozycje Adama Płaszczycy)

 Tak więc brawo Piottr. Dzięki Grzesiek , że chociaż ktoś chciał opanować
ten bałagan.


Tak tak, Grzesiek dzięki Ci stokrotne za zaszczucie tego i owego oraz za
zbluzganie jeszcze kogoś tam, było zajebiście! A następnym razem idź dalej i
wyjeb z dyni jakiemuś niezorientowanemu w kanonach sztuki fotostopowej :-/

A wam Panowie MK -owie życzę trochę więcej pokory i samokrytycznego
spojrzenia na siebie.


czego i Tobie życzę!

Marcin Wasilewski
14 Cze 2006, 20:12
Użytkownik ""Ariel Ciechański (z domu)"" <l@gazeta.plnapisał w
wiadomości

A teraz usiądź, wypij piwo (najlepiej zimne...) i odetchnij, i przeczytaj
coś wyklepał...
Ad 1, 2, 3,4 Nikt do niczego nikogo zmusza


    Jak to nie? Jeśli uważasz, że mk robiący zdjęcia, to coś gorszego bo nie
zapierdziela w jakimś skansenie, to jednak do czegoś zmuszacie, próbujecie
wszystkich zrównać do swojego poziomu. Czyli to ja jestem prawdziwy MK, a
reszta to pseudo MK  co lata i robi zdjęcia.

Ad 6, społeczeństwa zachodnie jakoś nie przerabiały czynów społecznych (oj
chyba dużo ich nie przeżyłeś...) a muzealnictwo kolejowe prowadzone


    Oj chyba przeżyłem. Do I kl. podstawówki, poszedłem w 1981 roku, i
miałem okazję nachodzić się jeszcze i w fartuszku i w kurtce z tarczą na
ramieniu i nawet z tornistrem w gustowne misie z powiewającym workiem na
obuwie zamienne w ręce. W strojach apelowych też się nałaziłem. Co prawda z
wprowadzenia stanu wojennego pamiętam tylko tyle, że nie było Teleranka, ale
wiem, co to znaczy 2 czekolady na miesiąc na kartki i pomarańcze raz w roku
na święta. Czy też bon ze szkoły na nowe tenisówki, bo jakbyś nie wiedział,
to z tym też było ciężko. Nie to, że było drogie, po prostu tego nie szło
kupić. Lezało w sklepach z dopiskiem "obuwie sportowe na bony" i bez kwitu
ze szkoły to było ani rusz. A takie mleczko w tubce jak zobaczyłeś raz na
rok, albo np. chałwę, to już w ogóle wydarzenie było.
    Wracając do czynów społecznych, to były różne, począwszy od zbierania
papierków w parku, czy wokół szkoły, a skończywszy na malowaniu ogrodzenia,
czy też na zasypywaniu rowów, po robotnikach, którzy kładli kable. I wyobraź
sobie, że to też było dobrowolne w teorii. Dobrowolność ta polegała na tym,
że jak któregoś razu cała klasa olała to sikiem prostym i poszła do domu, to
na drugi dzień, była nadplanowa lekcja wychowawcza zamiast o zgrozo języka
rosyjskiego, po czy poszliśmy w czasie lekcji zasypywać ten rowek po
kablach, bo przecież szkoła się zobowiązała i ma być zrobione. I nie mów mi,
że niczego nie pamiętam, bo dla mnie czasy realnego socjalizmu skończyły się
w wieku lat piętnastu, a i później zaręczam Ci, że nie było tak, że jednego
dnia wszystko pierd**** i zrobił się dobrobyt. Pamiętam i te długie kolejki
w biurach paszportowych i handel obwoźny, bo jakbyś nie wiedział to jeszcze
długo było tak, że w sklepach było pusto, natomiast ceny były urzędowe, a
towar sprzedawano z samochodów od producenta, po cenach nazwijmy to
umownych. Były też inne ciekawe wynalazki typu książeczka walutowa, na którą
mogłeś nabyć jakiś śmieszny ochłap waluty w kwocie około 20 DM, z okazji
wyjazdu za zachodnią granicę. Pamiętam też jak się jeździło tranzytem do
Berlina Zachodniego (było takie coś) i przekraczało granicę na
Fridrichstrasse, schodząc na stację S-bany, która wwoziła Cię do "raju".
Oczywiście najpierw "przyjaciele" za Odry skrupulatnie prześwietlili bagaż,
czy czasami ichniego majątku nie wywozisz. Pamiętam jak nawet wylać się
trzeba było w Berlinie Wschodnim, bo jedna marka zachodnia za kibel to był
zwyczajnie majątek. W końcu pamiętam jak po zrobieniu zakupów na Alexander
Platz w domu towarowym, przy kasie kasjerka odłożyła mi wszystko oprócz
jednej czekolady "BLOCK" i siatki pomarańczy, bo wszak to dla swoich było, a
nie dla Polaków. Takie to oto czasy powszechnej szczęśliwości pamiętam i
wolę, żeby już mnie nikt więcej przymusowymi zasadami co powinien MK, nie
uszczęśliwiał.

przez orgasnizacje społeczne ma się tam bardzo dobrze. I opiera się w
znacznym stopniu właśnie na pracy wolontariuszy.Widać Polacy ciągle nie
dojrzeli dop czegoś co się nazywa społeczeństwem obywatelskim. Duch
komunizmu widać jest obecny nawet w młodym pokoleniu - niech państwo za
mnie wszystko załatwi...


    Ale zrozum, że czasy dobrowolnego przymusu już się skończyły i jak ktoś
nie ma ochoty, na to, czy na tamto, to nie należy go z tego powodu
publicznie poniżać i uważać za coś gorszego. Jak już powiedziałem "tyrasz" w
skansenie i chwała Ci za to, ale to jeszcze nie znaczy, że jak inny MK
"tylko" robi zdjęcia to jest kimś gorszym. Bycie MK to hobby, a nie
harcerstwo, czy służba wojskowa. Pozwól, że każdy sam będzie wyznaczał
granicę tego gdzie kończy się przyjemność bycia MK, a gdzie już zaczyna się
niewygodny obowiązek wywiązania się z czegoś, bo tak MK wypada.

Ad 7. Nik tu nie oczekuje, aby ludzie poszli pracować jako wolontariusze
na PKP. Widać nie do wszystkich dociera, że kolej to nie tylko PKP...


    A kto tu mówi o PKP. Dam inny przykład. To, że jesteś pasjonatem
lotnictwa, nie oznacza, że masz obowiązek sprzątać hangar w pobliskim
aeroklubie, bo inaczej jesteś bee (nie należącym do PLL LOT), żebyś znowu
nie nawiązał, że kolej to nie tylko PKP.

Marcin Wasilewski
14 Cze 2006, 20:17

Niestety, będzie tak nadal dopóki większość - która jak wierzę nie godzi
się na takie zachowania - będzie nadal zachowywać bierność dając się
zdominować nielicznym acz silnym (chamstwem)jednostkom :(


    Wszelkie "spierdalaj" na imprezach, to nie jest przyczyna tylko skutek.
A lepiej leczyć przyczynę. Jak, to już pozostawiam do rozmyśleń
organizatora, ale jeśli po pierwszym fotostopie organizator odżałował by te
kilkadziesiąt złotych i odstawił jednego delikwenta, to następny by się
zastanowił nim by się wyłamał.

Andrzej Jaroszewicz
15 Cze 2006, 04:15

Głąbom cisną się niecenzuralne słowa, a u ludzi inteligentnych rodzą się
pomysły naprawcze (vide: propozycje Adama Płaszczycy)

Tak tak, Grzesiek dzięki Ci stokrotne za zaszczucie tego i owego oraz za
zbluzganie jeszcze kogoś tam, było zajebiście! A następnym razem idź dalej
i
wyjeb z dyni jakiemuś niezorientowanemu w kanonach sztuki fotostopowej :-/


A teraz idę na piwko po takich pomysłach naprawczych abym mógł spokojnie po
pijaku bełkotać dalej. Znajomych na szczęście jeszcze mogę dobierać sobie
sam. Dzięki za inteligentną dyskusję z językiem na poziomie , który u innych
Cię tak razi.
                   Tym razem już nie pozdrawiam.

LJ
15 Cze 2006, 04:43

A pewnie
czesc z uczestnikow tej imprezy pamieta przejazdy specjalne organizowane
przez Romana Witkowskiego - czesc pewnie tak i jak i ja kiedys troche sie
smiala w duchu z megafonu, ktory uzywal na fotostopach, ale przynajmniej
byl porzadek. Moze warto odkurzyc ten pomysl?


Megafon byl swietny. Zwlaszcza, gdy mówil po kilka razy na kazdym fotostopie
"byte sznela" :-)

LJ
15 Cze 2006, 04:49

| wkraczal czesto z ostrym jezykiem i tegim glosem kolega
| Grzegorz - znam nazwisko, ale nieladnie pisac o nieobecnych - mowiac
| oglednie jako silny charakter bral sprawe w swoje rece (a raczej gardlo)
| i
| wypelnial luke przy braku dzialania ze strony organizatora.

Czyli skoro nie udziela sie na p.m.k to mu wszystko wolno i pozostanie
bezkarny, nie napietnowany? :-(


Nie za bardzo rozumiem Twój upór. Juz którys raz z rzedu piszesz o
"napietnowaniu". To ze ktos na kogos kurwami porzucal na imprezie MK to juz
wielkie halo ? Pamietam nieco imprez z roku 2001 (SN61-183, Ok1-359,
Ol49-7), i na kazdej z tych imprez byly kurwy. Byl to nieodlaczny klimat
takich spotkan, i po 5 latach bardzo mile to wspominam (mimo faktu, iz sam
kilka razy zostalem zbluzgany). I na ogól bylo tak, ze "okurwowani" zostali
ludzie, którzy mieli male pojecie o ustawieniu sie na fotostopie, nie
wchodzeniu w kadr i bardzo czesto mieli przesadna opinie o sobie i swoich
mozliwosciach. Pózniej sie nauczyli - co ciekawe na nastepnej imprezie sami
uczyli innych "o co chodzi". I wszystko. Nie ma sie co obrazac, ani
pietnowac. No i wtedy to byly fajne imprezy, a nie jakas lipa na bezmotywiu
w zielsku po pas.

Rafał
15 Cze 2006, 05:12
Marcin Wasilewski <ja@adres.plnapisał(a):

Użytkownik ""Ariel Ciechański (z domu)"" <l@gazeta.plnapisał w
wiadomości

| A teraz usiądź, wypij piwo (najlepiej zimne...) i odetchnij, i przeczytaj
| coś wyklepał...
| Ad 1, 2, 3,4 Nikt do niczego nikogo zmusza

    Jak to nie? Jeśli uważasz, że mk robiący zdjęcia, to coś gorszego bo
nie
zapierdziela w jakimś skansenie, to jednak do czegoś zmuszacie, próbujecie
wszystkich zrównać do swojego poziomu. Czyli to ja jestem prawdziwy MK, a
reszta to pseudo MK  co lata i robi zdjęcia.

| Ad 6, społeczeństwa zachodnie jakoś nie przerabiały czynów społecznych
(oj
| chyba dużo ich nie przeżyłeś...) a muzealnictwo kolejowe prowadzone

    Oj chyba przeżyłem. Do I kl. podstawówki, poszedłem w 1981 roku, i
miałem okazję nachodzić się jeszcze i w fartuszku i w kurtce z tarczą na
ramieniu i nawet z tornistrem w gustowne misie z powiewającym workiem na
obuwie zamienne w ręce. W strojach apelowych też się nałaziłem. Co prawda z
wprowadzenia stanu wojennego pamiętam tylko tyle, że nie było Teleranka,
ale
wiem, co to znaczy 2 czekolady na miesiąc na kartki i pomarańcze raz w roku
na święta. Czy też bon ze szkoły na nowe tenisówki, bo jakbyś nie wiedział,
to z tym też było ciężko. Nie to, że było drogie, po prostu tego nie szło
kupić. Lezało w sklepach z dopiskiem "obuwie sportowe na bony" i bez kwitu
ze szkoły to było ani rusz. A takie mleczko w tubce jak zobaczyłeś raz na
rok, albo np. chałwę, to już w ogóle wydarzenie było.
    Wracając do czynów społecznych, to były różne, począwszy od zbierania
papierków w parku, czy wokół szkoły, a skończywszy na malowaniu ogrodzenia,
czy też na zasypywaniu rowów, po robotnikach, którzy kładli kable. I
wyobraź
sobie, że to też było dobrowolne w teorii. Dobrowolność ta polegała na tym,
że jak któregoś razu cała klasa olała to sikiem prostym i poszła do domu,
to
na drugi dzień, była nadplanowa lekcja wychowawcza zamiast o zgrozo języka
rosyjskiego, po czy poszliśmy w czasie lekcji zasypywać ten rowek po
kablach, bo przecież szkoła się zobowiązała i ma być zrobione. I nie mów
mi,
że niczego nie pamiętam, bo dla mnie czasy realnego socjalizmu skończyły
się
w wieku lat piętnastu, a i później zaręczam Ci, że nie było tak, że jednego
dnia wszystko pierd**** i zrobił się dobrobyt. Pamiętam i te długie kolejki
w biurach paszportowych i handel obwoźny, bo jakbyś nie wiedział to jeszcze
długo było tak, że w sklepach było pusto, natomiast ceny były urzędowe, a
towar sprzedawano z samochodów od producenta, po cenach nazwijmy to
umownych. Były też inne ciekawe wynalazki typu książeczka walutowa, na
którą
mogłeś nabyć jakiś śmieszny ochłap waluty w kwocie około 20 DM, z okazji
wyjazdu za zachodnią granicę. Pamiętam też jak się jeździło tranzytem do
Berlina Zachodniego (było takie coś) i przekraczało granicę na
Fridrichstrasse, schodząc na stację S-bany, która wwoziła Cię do "raju".
Oczywiście najpierw "przyjaciele" za Odry skrupulatnie prześwietlili bagaż,
czy czasami ichniego majątku nie wywozisz. Pamiętam jak nawet wylać się
trzeba było w Berlinie Wschodnim, bo jedna marka zachodnia za kibel to był
zwyczajnie majątek. W końcu pamiętam jak po zrobieniu zakupów na Alexander
Platz w domu towarowym, przy kasie kasjerka odłożyła mi wszystko oprócz
jednej czekolady "BLOCK" i siatki pomarańczy, bo wszak to dla swoich było,
a
nie dla Polaków. Takie to oto czasy powszechnej szczęśliwości pamiętam i
wolę, żeby już mnie nikt więcej przymusowymi zasadami co powinien MK, nie
uszczęśliwiał.

| przez orgasnizacje społeczne ma się tam bardzo dobrze. I opiera się w
| znacznym stopniu właśnie na pracy wolontariuszy.Widać Polacy ciągle nie
| dojrzeli dop czegoś co się nazywa społeczeństwem obywatelskim. Duch
| komunizmu widać jest obecny nawet w młodym pokoleniu - niech państwo za
| mnie wszystko załatwi...

    Ale zrozum, że czasy dobrowolnego przymusu już się skończyły i jak ktoś
nie ma ochoty, na to, czy na tamto, to nie należy go z tego powodu
publicznie poniżać i uważać za coś gorszego. Jak już powiedziałem "tyrasz"
w
skansenie i chwała Ci za to, ale to jeszcze nie znaczy, że jak inny MK
"tylko" robi zdjęcia to jest kimś gorszym. Bycie MK to hobby, a nie
harcerstwo, czy służba wojskowa. Pozwól, że każdy sam będzie wyznaczał
granicę tego gdzie kończy się przyjemność bycia MK, a gdzie już zaczyna się
niewygodny obowiązek wywiązania się z czegoś, bo tak MK wypada.

| Ad 7. Nik tu nie oczekuje, aby ludzie poszli pracować jako wolontariusze
| na PKP. Widać nie do wszystkich dociera, że kolej to nie tylko PKP...

    A kto tu mówi o PKP. Dam inny przykład. To, że jesteś pasjonatem
lotnictwa, nie oznacza, że masz obowiązek sprzątać hangar w pobliskim
aeroklubie, bo inaczej jesteś bee (nie należącym do PLL LOT), żebyś znowu
nie nawiązał, że kolej to nie tylko PKP.


Po co ten wykład na temat PRLu? Wszyscy to pamiętamy (przynajniej duża część
z Nas) jednak nie ma to nic wspólnego z pracą w Skansenach. Wolontariat od
pracy społecznej za czasów komuny chyba nieco się różni nie sądzisz?

Mam propozycję, bo w taki sposób nigdzie nie zajdziemy.

Prowadziłeś kiedys parowóz? Jeżeli jesteś MKolem to zapewne sprawiłoby Ci to
wielką frajdę. Chyba że nie... odpowiedz Sobie sam.
A teraz wyobraź sobie zdjęcie tegoż parowozu podczas gdy masz możliwość
dosłownie poobcować z żywą maszyną. Czujesz różnicę? Jeśli nie to nie mów mi
że jestes MKolem.

Ja rozumiem że wszyscy fociści mają kompleksy na punkcie swej niewielkiej
znajomości budowy lokomotyw, wagonów, technologi napraw i techniki
prowadzenia pojazdów szynowych, ogólnie wiedzy praktycznej, wy wszyscy
jesteście tylko teoretykami. Zdaję sobie sprawę że możecie sie przez to
nieswojo czuć wśród ludzi czynu jak Ja czy Ariel... może po prostu warto sie
do tego przyzanc i spróbować choć raz poczuć co naprawdę zapach pary i widok
własnych czynów. Nie tylko na zdjęciach. Może warto spróbować czegos
innego... My do niczego nie zmuszamy, w błędzie jesteś jeśli tak myslisz.
Jedynie chcielibysmy by MKole fociści jakich jest tu zapewne kilkustet a
którzy nigdy nie splamili sie pracą spróbowali nam pomóc. Bo poprostu sami
nie damy rady. Każde ręce do pracy są na wagę złota... Więc Zarpraszam.

Myślę że temat wyczerpany, nie ma potrzeby bić piany dalej.

LJ
15 Cze 2006, 06:47

Prowadziłeś kiedys parowóz? Jeżeli jesteś MKolem to zapewne sprawiłoby Ci
to
wielką frajdę. Chyba że nie... odpowiedz Sobie sam.
A teraz wyobraź sobie zdjęcie tegoż parowozu podczas gdy masz możliwość
dosłownie poobcować z żywą maszyną. Czujesz różnicę? Jeśli nie to nie mów
mi
że jestes MKolem.


Piękne kryteria. Jak pracujesz w skansenie, remontujesz, malujesz,
szlifujesz, zdrapujesz to jesteś MK. Przez duże em i przez duże ka. W
dodatku porządana jest umiejętność prowadzenia parowozu oraz znajmość wielu
szczegołów technicznych lokomotyw. Co więcej Osoba Pracująca w Skansenie
czyli MK to człowiek czynu (zasłużony), i Jego Osiągnięciach Na Rzecz
Kolejnictwa w Polsce są tak duże, że wszelkie zdjęcia można od razu
wyrzucić. Ludzie, którzy jeżdża na imprezy (i nie tylko), fotografują
pociągi to jakiś motłoch, którzy podnieca się trąbieniem lokomotywy i
"paradowaniem EU07 po peronie w Wolsztynie 8-)", pseudoemka robiący po raz
95326 zdjęcie tego samego loka. Zdjęcie to oczywiście jest największym
knotem. Jeszcze raz odwołam się w tym wątku do imprez z 2001 r. (SN61-183,
Ok1-359, Tki3-87 czy Ol49-7). Wtedy także mnóstwo osób stało w rzędzie obok
siebie i robiło identyczne fotki. Ciekawostką jest fakt, iż dziś w
internecie "wrzuconych" jest raptem kilka, kilkanaście ujęć z tamtych
przejazdów. Więc, może jednak warto ?

RK
15 Cze 2006, 07:14

   Oj chyba przeżyłem. Do I kl. podstawówki, poszedłem w 1981 roku, i
miałem okazję nachodzić się jeszcze i w fartuszku i w kurtce z tarczą
na ramieniu


To chyba do zakonnic chodziłeś, obowiązek fartuszkowy w podstawówce
został zniesiony około roku 1975.  Tarcze znikły około roku 1980.
Przynajmniej w byłym województwie białostockim.

Czy też bon ze szkoły na nowe tenisówki, bo jakbyś nie wiedział, to z
tym też było ciężko. Nie to, że było drogie, po prostu tego nie szło
kupić. Lezało w sklepach z dopiskiem "obuwie sportowe na bony" i bez
kwitu ze szkoły to było ani rusz.


A to chyba jakieś lokalne zarządzenie to regulowało. W białostockim
jedynie buty skórzane były na kartki. Obuwie tekstylne było bez kartek a
raczej wcale go nie było.

Były też inne ciekawe wynalazki typu książeczka walutowa, na którą
mogłeś nabyć jakiś śmieszny ochłap waluty w kwocie około 20 DM, z
okazji wyjazdu za zachodnią granicę.


Źle pamiętasz. Na książeczkę walutową przy wyjazdach na zachód (także do
Jugosławii) można było zakupić równowartość 130 USD. Przy wyjazdach do
KDL-ów kwota ta była dużo mniejsza. Berlin Zachodni nie był traktowany
jako zachód. Na wyjazd do BZ można było zakupić 30 marek DDR.

Pamiętam też jak się jeździło tranzytem do Berlina Zachodniego (było
takie coś) i przekraczało granicę na Fridrichstrasse, schodząc na
stację S-bany, która wwoziła Cię do "raju".


A ja do dziś śmieję się gdy przypomnę sobie minę policjanta
DDR-owskiego, gdy po przekroczeniu bramek kontroli zapytałem go gdzie tu
jest najbliższy kantor, bo chcę wymienić dolary na marki. A skąd mogłem
wiedzieć, że to jeszcze DDR a do tego "raju", o którym wspomniałeś to
trzeba jeszcze kolejką jechać. Myslałem, że on to już "zachodni" Niemiec
:-)))

rk

Marcin Wasilewski
15 Cze 2006, 08:14

To chyba do zakonnic chodziłeś, obowiązek fartuszkowy w podstawówce został
zniesiony około roku 1975.  Tarcze znikły około roku 1980. Przynajmniej w
byłym województwie białostockim.


    Nie bardzo, może miałem pecha, że jak poszedłem do tej szkoły, to była
to nowowybudowana szkoła i mieli strasznego chopla na punkcie tarcz,
fartuszków i tego typu akcesoriów. Później im zelżało, ale też były okresowe
akcje gdy im mocno na tym punkcie odbijało. A szkoła należała do tych
większych, bo chodziłem do I"i", więc mała raczej nie była.

| Czy też bon ze szkoły na nowe tenisówki, bo jakbyś nie wiedział, to z tym
| też było ciężko. Nie to, że było drogie, po prostu tego nie szło kupić.
| Lezało w sklepach z dopiskiem "obuwie sportowe na bony" i bez kwitu ze
| szkoły to było ani rusz.

A to chyba jakieś lokalne zarządzenie to regulowało. W białostockim
jedynie buty skórzane były na kartki. Obuwie tekstylne było bez kartek a
raczej wcale go nie było.


    Bo to nie były kartki, tylko taki kwit ze szkoły, że te trampki, czy coś
są Ci rzeczywiście potrzebne :)

| Pamiętam też jak się jeździło tranzytem do Berlina Zachodniego (było
| takie coś) i przekraczało granicę na Fridrichstrasse, schodząc na stację
| S-bany, która wwoziła Cię do "raju".

A ja do dziś śmieję się gdy przypomnę sobie minę policjanta DDR-owskiego,
gdy po przekroczeniu bramek kontroli zapytałem go gdzie tu jest najbliższy
kantor, bo chcę wymienić dolary na marki. A skąd mogłem wiedzieć, że to
jeszcze DDR a do tego "raju", o którym wspomniałeś to trzeba jeszcze
kolejką jechać. Myslałem, że on to już "zachodni" Niemiec :-)))


  ROTFL, z moich kilku wyjazdów, w okresie gdy jeszcze stał mur, to jakoś
nie mogę sobie przypomnieć jaiegokolwiek zachodniego pogranicznika.
Widocznie wychodzili z założenia, że jak DDR-owiec przetrzepie, to starczy.
:)
    A po każdym takim wyjeździe paszport wzbogacał się o 4 stempelki
DDR-owskie i 2 polskie. Dobrze, że Niemcy z zachodniego, jeszcze stempelków
nie wbijali.